Powieść historyczna z intrygującą fabułą osadzoną w połowie XVII wieku.
Niedziela, 7 lipca 1647 roku. Na ulicach Neapolu trwa rebelia. Słychać wrzaski, krew zalewa miasto. Fortunato Petrelli, ceniony dziennikarz Wiadomości Neapolitańskich, na bieżąco opisuje to, co się dzieje, dając szczegółowe świadectwo niepohamowanego okrucieństwa. Musi też zapewnić bezpieczeństwo sobie i Donnie Svevie d’Avalos, księżniczce di Gesso. Ich wspólna ucieczka będzie pasmem niebezpieczeństw.
W czasie nocnej przeprawy przez morze czółno zacznie nabierać wody. Czy Fortunato odnajdzie w sobie siłę, by ocalić powierzone mu życie?
Cóż to była za fantastyczna przygoda literacka! Maciej Hen wyłuskał z czeluści historii krótką rewolucję w XVII-wiecznym Neapolu i wokół niej stworzył wspaniały świat pełen nietuzinkowych postaci (w tym wielu historycznych). Narratorem jest Fortunato Petrelli, redaktor i wydawca jedynej gazety w mieście, który opowieść o 10-dniowym przewrocie pod przewodnictwem rybaka Masaniello w 1647 roku przeplata wspomnieniami z całego swojego życia. Mamy więc coś na kształt reportażu połączonego z pamiętnikami. Mnóstwo tu dygresji, szalonych przygód, momentów zabawnych i bardzo dramatycznych. To dość monumentalna powieść historyczna, licząca 900 stron, i na pewno potrzeba skupienia, by się w tym wszystkim nie pogubić. Jednak napisana jest tak sprawnie, polszczyzną tak piękną, staromodną, trochę archaiczną, ale uwspółcześnioną, więc doskonale zrozumiałą, że nie sposób nie dać się wciągnąć w ten fascynujący świat. Do tego autor ewidentnie wykonał ogromną pracę badawczą nad specyfiką tego okresu we włoskiej historii, jak również nad takimi zagadnieniami, jak sztuka gry na lutni, śpiewanie i komponowanie madrygałów, techniki malarskie czy ówczesne rzemiosło drukarskie. Jest to zdecydowanie najlepsza polska powieść, jaką czytałam w ostatnich kilku latach.
Na "Nike" Maciej Hen nie miał od początku żadnych widoków ("bo nie..."), przez moment ja sam uwierzyłem w kapitułę "Gdyni", trzymałem kciuki za "Angelusa" - ale tam sam finał był sporym sukcesem. To jedna z najlepszych polskich powieści ostatnich lat. Amen. Od razu przypomniał mi się Rylski - jego "Stankiewicz...", jego "Warunek". To ta klasa, ta liga. Niezwykła jest erudycja autora, bajecznie - chyba jak nikt po polsku - pisze o muzyce i muzykach. Chciałbym usiąść z MH przy komputerze i wspólnie ułożyć 'playlistę' na Spotify jako soundtrack to tej kapitalnej opowieści. Może kiedyś, czasem przechodzi tu nieopodal :) Świetna, pouczająca i naprawdę pyszna lektura.
Maciej Hen i jego „Solfatara” zwyczajnie mnie onieśmiela! - na pierwszy rzut oka gabarytami i objętością (niemal 1000 stron!), a dalej - iście epickim rozmachem, powalającą erudycją, niemal nieogarnialnym zasięgiem intertekstualności, głębią palimpsestowości i jednocześnie niesamowitą swobodą intelektualnej gry prowadzonej z czytelnikiem. To książka o całym świecie! I o całej kulturze europejskiej XVII wieku. To powieść tak epicka jak „Niewola” G. Spiró i jak „Księgi Jakubowe” O. Tokarczuk (zresztą kiedy układam sobie w głowie portret Masaniella, ciągle nasuwa mi się na myśl kreacja Jakuba Franka). W świecie wymyślonym przez Hena nieustannie krzyżują się szlaki peregrynacji po Europie przełomu XVI i XVII wieku, późnego renesansu i baroku, zwłaszcza po Italii, ze ścieżkami wydeptywanymi w tę i z powrotem przez głównego bohatera po ogarniętym rewolucją Neapolu. Przechodząc z nim mimo czytelnik mija całą galerię dzieł manierystycznych malarzy, architektów, poetów, muzyków, edytorów i drukarzy… Podpatruje, co się dzieje w ich warsztatach i pracowaniach, a co w zawiłych stosunkach międzyludzkich. Kluczy w meandrach kolejnych narracji, coraz to nowych opowieści snutych przez kolejnych narratorów, pospinanych ze sobą przeróżnymi wątkami autobiograficznymi, detektywistycznymi, społecznymi, erotycznymi układającymi się w wielką, barwną, iście manierystyczną mozaikę. Bohaterowie fikcyjni mieszają się niepostrzeżenie z historycznymi, wątki zmyślone z autentycznymi, oniryczne fantazje z reporterską obserwacją, romans z traktatem o sztuce… Mimo sporej liczby rozmaitych mało prawdopodobnych zwrotów akcji i rozwiązań fabularnych, czytelnik czuje się wciągnięty w całą tę rozbujaną grę i chwyta w locie oko puszczane przez narratora-łazika-reportera, przemierzającego kolejne kręgi dantejskiego piekła (a może też tego całkiem anachronicznego z „Nie-boskiej komedii”?), raje muzyki Gesualda, przemyka przez labirynt neapolitańskich ulic w pogoni za wciąż wymykającą się Fiammettą, a może za Beatrycze? Szukającym książki, w której da się pogrążyć na długie wieczory i delektować posuniętą momentami niemal do granic absurdu swadą, gorąco polecam!
Sprawnie napisane, z ogromną ilością detali i postaci historycznych, które zaludniają karty tego monumentalnego dzieła literaciego. Hen z pewnością odrobił tu lekcje i z historii i z geografii. Niemniej w jednym momencie pada z ust narratora - jednego z pierwszych dziennikarzy - autoironiczna uwaga o skłonności do dywagacji i wydaje mi się, że tak naprawdę tyczy się ona autora. Przy 800 stronach treści jest tu jednocześnie bardzo dużo, ale tradycyjnej fabuły czy wciągającej historii trochę zbyt mało. Dla niektórych będzie to przyjemna wycieczka historyczna, dla innych - nudziarstwo. Ja byłem gdzieś dokładnie pomiędzy.
Można podziwiać świat jaki odtworzył autor. Historia ta jest pełna szczegółów i postaci, które budują spójny obraz opisywanych wydarzeń. Jednak osobiście uważam, że książka skrócona o połowę niewiele by straciła. oczekiwałem, że wiele prowadzonych równolegle wątków budujących często napięcie na koniec skumulują się w jakieś zaskakujące zakończenie - jednak zawiodłem się gdy się tak nie stało. Przytłoczył mnie nadmiar postaci, które okazują się mało znaczące dla całej historii. Trzeba lubić tego typu książki - pełne szczegółów i snujące się leniwym tempem.