Gdy zapada zmrok, miasto układa się do snu. Jednak co ciekawsza część establishmentu dopiero się wtedy budzi… Siedzący w swoim skromnym kantorku Kulawy chce tylko jednego: mieć święty spokój. Niestety, nie to jest mu pisane, gdy dwóch hersztów potężnych gangów rzuca się sobie do gardeł, a pradawna legenda o przeklętym skarbie z Siedmiu Wież ożywa dosłownie na jego oczach. Dodajmy do tego chylące się ku upadkowi Cesarstwo, polityczne intrygi w Radzie Miasta, niewyjaśnione morderstwa i tajemnicze knowania… A wszystko to od zmierzchu do świtu. Oj tak. To będzie długa, pracowita noc.
Spodziewałam się o wiele więcej. I przyznam bez bicia, że choć oznaczyłam tę książkę jako przeczytaną, to nadal jej nie skończyłam. Będę męczyć małymi kawałkami - a to dlatego, że ją kupiłam i czuję, że skończyć muszę.
W czym problem? Ano w tym, że mi się ta książka nudzi i ciągnie. Doczytałam do około dwieście siedemdziesiątej strony i chyba tylko raz poczułam jakieś większe emocje. Główny bohater to sympatyczny człowiek, tyle że nic poza tym. Niby taka szara moralność, kilka cech dodanych w celu uczynienia go ciekawszym... tyle że daleko mu chociażby do takiego Locke'a Lamory czy Kaza Brekkera. Tamci przesądzają o tym, że książki, w których występują są dobre. A przede wszystkim nie brakuje im wyrazistości. Tutaj wręcz przeciwnie. Nie wiem, czy to celowy zabieg, ale skoro główna postać ma być jedynie obserwatorem, to powinna coś ciekawego obserwować. A reszta bohaterów też nie robi wrażenia, a chyba mogłaby, skoro wśród nich są ach-tak-nikczemni-antagoniści.
Styl pisania jest dość luźny. Przyzwyczaiłam się już do tak niewyszukanego języka i na ogół mi to nie przeszkadza - jeśli reszta jest w porządku. No a nie jest.
Ech. Czekam na dobrą fantastykę, szukam desperacko, ale jest ciężko. A tutaj miałam nadzieję na mroczny klimat, może jak z gry "Thief" czy "Dishonored", jakiegoś cwanego bohatera, dobrej, wciągającej akcji. Cóż.
Ta książka jest zwyczajnie słaba. Niestety nie jest to książka o "zonie" (te Noczkinowi wyszły przecież bardzo dobrze!), tutaj jest... jakoś tak "nijako".
Nie mogę jej zmęczyć, nie wiem czy to kwestia słabej fabuły czy specyficznego tłumaczenia, jak choćby użycie słowa "wachman" na określenie strażnika w czasach niekoniecznie nowożytnych... (być może to Autor?) Ostatecznie 2/10 (chyba, że kiedyś się zmuszę zmęczyć do końca).