Światowa mekka outsiderów, wyrzutków, ludzi szukających schronienia przed prawem i kapitalizmem. Komunistyczne państwo okadzone marihuaną, w którym dobry biznes można zrobić na szkole kitesurfingu albo na domu publicznym.
Andrzej Meller, znany reporter, podróżnik, pokazuje nam Wietnam nieznany. Kraj, w którym na powojennych zgliszczach wyrosło mozaikowe, pełne paradoksów społeczeństwo. To tu Wschód spotyka Zachód, socjalistyczna władza brata się z wielkimi koncernami, a amerykański narkoman oddaje swoje serce wietnamskiej prostytutce.
"Na ulicy czuć dym kadzideł, bo sprzedawcy otwierają piszczące żaluzje sklepów i modlą się pod nimi trzymając zapalone kadzidła, które potem wbijają w owoce na ołtarzu. Pachnie także grillowanym mięsem, kawą i marihuaną. Kakofonia klaksonów, hamulce autobusów, pijane okrzyki i bity żywej muzyki dudnią i skrzeczą na zmianę. (...) Na przeciw nas grzmiąca muzyką knajpa z wielką głową byka. To otwarty 24/7 Klub Crazy Buffalo. (...) Mimo, że ledwie minęła piąta rano, ulice są pełne ludzi. Można powiedzieć, że Sajgon nigdy nie śpi w przeciwieństwie do Hanoi."
Nie do końca rozumiem o czym miała być ta książka. Z jednej strony suche informacje wyjęte żywcem z encyklopedii, z drugiej opisy jakimi to Wietnamczycy są złodziejami, jak często można dostać na ulicy po twarzy i jak łatwo znaleźć miejsce masażu "z urozmaiceniem". Do tego mnóstwo anegdotek o pijanych turystach zabawiających się na prawo i lewo. Czy doprawdy o tym chce człowiek czytać sięgając po taką książkę? Okay, może niektórzy chcą i jest to jakiś pomysł. Ale wtedy nie mieszamy tego z papierową Wikipedią i wzruszającymi opisami zachodzącego słońca. Dodatkowo bardzo mnie irytował sposób zapisywania wypowiedzi Wietnamczyków, cili piśanie w ten śposiób. Po przeczytaniu tej książki w życiu nie chciałabym jechać do Wietnamu. Dobrze, że są jeszcze inne pozycje na temat tego kraju.
Książka OK, jeśli na pierwszą dużą podróż jedzie się do Wietnamu i chce się trochę załagodzić niepokój związany z niepewnością. Meller robi dobrą robotę, jeśli chodzi o ukazanie Wietnamu okiem europocentrycznego mieszkańca Polski.
Jako zbiór reportaży - kwestia gustu. Mi trochę przeszkadzał europocentryzm, hollywoodzkie wyolbrzymianie doświadczeń no i jednak brak spójności tematycznej. Nie wiem, czy są inne reportaże o Wietnamie, więc nie mam porównania.
Książka szalenie nierówna. To nie jest reportaż tylko zbiór felietonów o bardzo różnym poziomie merytorycznym, których autor nawet nie próbował połączyć w całość. Początek zjadliwy: osobiste historie, anegdoty, ciekawy obraz nieznanego mi kraju i ludzi plus osób z świata "zachodu" które zdecydowały się tam osiedlić. Fajna perspektywa, osoby z zewnątrz żyjącej na miejscu i kochającej Wietnam dojrzałą miłością, z jego zaletami i wadami, a nie spojrzenie turysty. Końcówka męcząca strasznie. Nie mogłam przebrnąć, męczyłam się i porzuciłam lekturę. Autor pasjonujący się zapewne historią Wietnamu, zalewa czytelnika faktami które przynajmniej dla mnie były nie do przyswojenia i nie do przetrawienia. Jako osoba rzadko niekończąca lektury porzuciłam ją na dwa tygodnie w okolicach 85%. Myślę, że gdyby zafundować autorowi znającego się na fachu redaktora, który pomógłby skrócić dzieło o połowę to mogłaby być naprawdę dobra książka podróżnicza. Edit: książka uświadomiła mi tez że gdyby komuna nie upadła za czasów moich rodziców to bardzo możliwe że dalej byśmy w niej tkwili, a młodzież piłaby latte wierząc ze polityka to sprawa polityków.
Czołem, nie ma hien. Wietnam, jakiego nie znacie, to książka, która mnie zaskoczyła. I to bardo pozytywnie. Rzeczywiście można się dużo dowiedzieć o Wietnamie a autor wydaje się wiarygodną osobą, by o niej opowiadać. Nie stara się wymądrzać, opisuje z dużą szczerością (czasem może za dużą) to, jaki z jego perspektywy jest Wietnam. Pan Meller znajduje balans między swoimi przeżyciami, a dodatkową wiedzą „zewnętrzną”, którą urozmaica swoją historię.
Wietnam w tej książce jest tak samo piękny jak i brzydki, jest intrygujący ale też trochę odpychający. Na pewno jest fascynujący. Na mnie zadziałało. Przeczytałam i pomyślałam, że chcę tam się wybrać. Więc i Wam polecam. Niekoniecznie od razu podróż – ale na pewno lekturę.
Porywająca wartkim nurtem i przetkana dużą dozą dystansu opowieść o brudnym, bitnym i niebezpiecznym Wietnamie klasy B. Państwo tkwiące w teraźniejszości zbudowanej na okrutnych wojnach, rozszarpywane jak mięso przez kolejne mocarstwa, nadal jątrzy się od środka. A jednak... można się rozkochać w jego niebanalnym pięknie, obłędnej kuchni i krewkich mieszkańcach. Książkę Mellera, która - uwaga - nie jest przewodnikiem!, czyta się szybko i z przyjemnością nieprzystawalną do okrucieństwa wielu historii w niej opisanych. Nie dla kogoś, kogo nie interesuje kontekst historyczny i preferuje lekkie i przyjemne opowieści o spacerach po pięknych miejscach. Tacy czytelnicy będą rozczarowani.
3,5/5 ⭐️ czytanie przygód p. Andrzeja, samemu bedąc w Wietnamie z pewnością podbijało odbiór tej książki, bardzo podobały mi się dygresje historyczne i polityczne/społeczne, chociaż brakowało mi wzmianki o paru aspektach. przez większą część książki również nie było mi tak łatwo przebrnąć, niemniej ciekawe historie:)
Przeczytałem dwa razy, za każdym razem będąc w Wietnamie. Za pierwszym razem tyle się dowiedziałem... Za drugim stwierdziłem, że kiepsko napisane, o niczym, niby o kraju i nostalgii, ale o niczym i technicznie dramat (czy to widział jakiś redaktor?)
Dowód, że to że mieszkasz w danym kraju (nawet kilka lat) wcale nie znaczy, że go znasz i rozumiesz. Autor wielokrotnie pokazuje swój brak kultury, zrozumienia mentalności a to co ma być śmieszne okazuje się żenujące.
Daję jedną gwiazdkę więcej za pojedyncze ciekawostki.
Nie chcę unieważniać czyjegoś doświadczenia, ale też trochę znam Wietnam, i wydaje mi się że w tej książce za dużo egzotyzacji tego kraju. Poza tym ok, fajne anegdoty, ale w sumie nic ciekawego.
Zgodnie z tytułem książka pokazuje Wietnam, którego nie znamy. Pokazuje dziewczyny siedzące w barach i namawiające do kupienia drinków, a naprawdę będące prostytutkami, uzależnienie od narkotyków.