" [...] Działo się to wczoraj. Ale żeby nie wróciło dzisiaj ani jutro, potrzebna jest biała broń cywilizowanego człowieka: świadomość. [...]"
"Zapowiada się piękny dzień" Seweryny Szmaglewskiej jest kontynuacją jej pierwszej książki "Dymy nad Birkenau". Jest bardzo przejmująca. Opowiada o więźniarce Ani i jej koleżankach, które postanowiły uciec razem z tak zwanego marszu śmierci. Czy im się to udało? Z tej książki dowiecie się również, jak wyglądało ich życie w niemieckim nazistowskimi obozie Auschwitz-Birkenau. Za bohaterką Anią moim zdaniem ukrywa się sama autorka oraz inne kobiety, które zdecydowały się walczyć o własne życie. "Zapowiada się piękny dzień" trzyma w napięciu do ostatniej strony. Mocno kibicowałam głównym postacią. Cieszę się, że autorka miała tak dobrą pamięć i postanowiła się nią z nami podzielić. Dzięki temu możemy być świadkami marszu śmierci, zachowania nazistów, więźniarek z Auschwitz-Birkenau i wszystkich innych osób, które główne bohaterki mijały. Czy ludzie chcieli pomagać uciekinierkom? Czy raczej bali się o własne życie? Od razu wam powiem, że nie jest to lekka i prosta lektura. Idealnie nadaje się dla wszystkich miłośników literatury obozowej i na faktach. Nie da się czytać i słuchać tej książki bez płaczu. Pierwszy raz mogłam z bliska przyjrzeć się marszowi śmierci i uciekinierkom z obozu. Seweryna Szmaglewska wszystko dokładnie opisała. Dzięki temu możecie cofnąć się w czasie do stycznia roku 1945. Czy jesteście gotowi na marsz śmierci i ratowanie własnego życia? Dzięki Ani możemy czuć to, co odczuwały prawdziwe więźniarki. Lektura godna polecenia i przeczytania. Kolejna dobra książka, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Szkoda, że ona jest tak mało znana. Warto czytać literaturę obozową napisaną przez prawdziwych Ocalałych z obozu Auschwitz-Birkenau. "Zapowiada się piękny dzień" poznałam w formie audiobooka, którego czytała Ewa Abart. Warto posłuchać jej interpretacji.
Ucieczka z ewakuacji Auschwitz trzech kobiet. Tak w skrócie można by opisać fabułę tej książki. Nie dzieje się zbyt wiele - Oświęcimianki wędrują, rozmawiają, spotykają na swojej drodze uczynnych im ludzi. Nie dzieje się wiele, ale mimo to powracałam do tej historii, chciałam wiedzieć, jaki będzie jej koniec. I te zdania, które mocno zapadły mi w pamięć: "Czuję, że mijamy jakąś czarną granicę między życiem i makabrą… Tam powinien odtąd płonąć ogień na szczycie gigantycznego obelisku. Dzień i noc. W lesie otaczającym krematoria. Żeby ludziom przypomniały się lata, kiedy pasażerowie mijających Oświęcim pociągów mówili: „Komin dymi”.
W książce właściwie nie dzieje się zbyt wiele, ot po prostu opis transportu z obozu i potem ucieczki kilku kobiet ale... jakoś niesamowicie wciąga, czytałem na przerwach w pracy i o wszystkim wokół zapominałem, ostatecznie 100 stron przeczytałem wczoraj i dziś w domu, bo chciałem już wiedzieć co dalej... To taka prosta książka ale jakoś piękna... Bardzo mnie wciągnęła, bardzo mi się podobała i tego mi było trzeba, tego mi trzeba od czasu do czasu - po prostu dobrej powieści :)