Marcin Hłasko – ekspert w sprawach poszukiwań zaginionych i bezpieczeństwa w firmach – dostaje intratną propozycję: ma odnaleźć siostrzenicę wpływowej pani mecenas, Magdę Wolską. Ostatni ślad prowadził na Mazury, do Starych Kiejkut. Hłasko odrzuca ofertę, natrafia natomiast na nowy trop dotyczący zaginionego przed ćwierćwieczem ojca. Zaginięcie dziewczyny i Hłaski-seniora zdają się łączyć z tą samą osobą. Do Starych Kiejkut przybywa jednak ktoś jeszcze, by szukać odwetu za dawne występki.
Mariusz Czubaj is a cultural anthropologist and a bestselling author in Poland. His first crime novel featuring profiler Rudolf Heinz, 21:37 (2008), won the High Calibre Award for the best Polish crime novel in 2009. He has co-authored two crime novels with Marek Krajewski: The Avenue of Suicides (2008)and Graveyard Roses (2009). In 2011 he published the second book on Rudolf Heinz, Lullaby for a Murderer, and the third, Before I Kill Again, was released in 2012.
DAJCIE MI GŁOWĘ MARIUSZA CZUBAJA Syd Field, guru amerykańskich scenarzystów na jednym z wykładów w Warszawie powiedział kiedyś, że jeśli przez pierwsze dziesięć minut filmu nie zorientujesz się, o co w nim chodzi, możesz przestać go oglądać. Mariusz Czubaj zapewne nie słyszał nigdy tego zalecenia, bo przez cały prolog robi wszystko, żeby zniechęcić czytelnika do dalszego czytania (i proszę mi tutaj nie protestować, że film i książka, to nie to samo). Cały ten wstęp służyć ma, jak się domyślam, „zagęszczaniu atmosfery zagrożenia”, ale wywołuje zupełnie odwrotne skutki. Skoro przez cały czas nie wiemy ani o kogo chodzi, ani co się dzieje, ani dlaczego, opowiadana historia w ogóle nas nie obchodzi. Jak mam się wciągnąć w akcję, kiedy przez cały czas zastanawiam się, co autor chciał powiedzieć? Dlatego, jeśli sięgniecie po tę książkę, radzę ominąć prolog (albo przewinąć na szybkich obrotach, jeśli mi nie ufacie), bo nie ma w nim nic, bez czego nie można by się obejść i co nie zostałoby wystarczająco wyjaśnione w dalszej części powieści. Na szczęście, dalej jest już dużo lepiej.
Historia opowiedziana jest w konwencji czarnego kryminału, o westernowym, jak wyjaśnia autor w posłowiu charakterze. Jeżeli tak jak ja (i bohater powieści, więc pewnie również i sam autor) jesteście fanami Jacka Reachera, będziecie wiedzieć, do czego to musi prowadzić. Ale przecież, za to kochamy Jacka.
Narracja (poza tym nieszczęsnym prologiem) prowadzona jest bardzo sprawnie, wszystkie wątki precyzyjnie się przeplatają i uzupełniają, nad każdym „i” postawiona jest kropka. Nawet to, że nie do końca wyjaśniona jest tożsamość mordercy - nie przeszkadza. W tym akurat wypadku zgadzam się z Mariuszem Czubajem – czasami nie wszystko należy podawać czytelnikowi na tacy.
I mogłabym nawet odpuścić autorowi ten nieudany wstęp i ocenić tę książkę na pięć z minusem, gdyby nie jeden element układanki, który w całej tej historii najbardziej uwiera. Dlaczego tak bezwzględny i łebski mafiozo, kiedy dostaje w worku „głowę Alfreda Garcii”, tak łatwo daje się podpuścić dostawcy przesyłki i obdarza go całkowitym zaufaniem? Zupełnie w to nie wierzę. Nawet Jackowi Reacherowi by to się nie udało.
Autor określa tą książkę jako czarny western - pewnie dlatego nie wszystko tu wyjaśnia, w końcu to nie kryminał 😉 a mi brakuje jednak prostego spięcia wszystkich wątków.
Początek cokolwiek chaotyczny, akcja nabiera tempa później, a wtedy mamy i Stare Kiejkuty, gang motocyklistów, odcięte języki, sekty i jeszcze sprawy z II WŚ. Mamy również tajemniczego księdza, którego motywy działania są najsłabiej wytłumaczone. A szkoda.