Pożar, kobiety, porwania i inspektorzy podatkowi. To nie fabuła powieści gangsterskiej, to historia dwóch niedoszłych prawników – Polaka i Żyda, którzy po wyrzuceniu ze studiów uznali, że założenie kina będzie dobrym pomysłem.
Czy da się jednak prowadzić spokojny i rentowny biznes w międzywojennej Warszawie, kiedy w tle rozgrywa się wielka historia? Mimo przeciwności losu dwójka bohaterów ma tylko jeden wspólny cel – nie zbankrutować.
Książka Katarzyny Czajki to fascynująca, utrzymana w klimacie retro, okraszona sporą dawką bezpretensjonalnego humoru opowieść o przyjaźni, historii i magii wielkiego ekranu.
Och. Ta książka cieszy mnie na tylu różnych poziomach.
Po pierwsze - realia społeczne, historyczne. Tak jak czytając Księgi Jakubowe wpadałam w żałobę po Polsce wielokulturowej i wieloreligijnej, tak tutaj z każdej strony (hm, powiedzmy, że strony) wyglądało żywe, barwne dwudziestolecie. Jestem za marny czytelnik, żeby wyłapać nawiązania do historii kina, ale nawiązania historyczne, wzmianka o wystawie w Zachęcie, drobiazgi - śliczne. Wskazanie na zmiany w modzie, w zachowaniach, na sklejanki porozbiorowe i na postępujące zadrażnienia społeczne - rewelacja.
Mistrzowsko poprowadzone zostało antysemickie tło. Właśnie tło, nie wątek. Nie jest nachalne - bo to jednak nie o tym książka, tylko o pasji, uporze i całej tej reszcie - a jednocześnie miejscami wali jak młotkiem w czółko, jakimś jednym, prostym zdaniem.
Podobało mi się poprowadzenie wątku związkowego (bo jednak nie romantycznego). Nieoczywistego, życiowego, ze zwątpieniem we właściwych miejscach, a błędami w innych. Bardzo, bardzo dobre.
Gwiazdka w górę za dialogi, za poczucie humoru i morze bon motów, z których część pewnie wejdzie mi "do kanonu", do żargonu. Z "Nie chrystianizuj mi żartów" na czele.
Z wad - na początku zgrzytał język. Zdarzały się drażniące powtórzenia, sztywne sformułowania, niezręczne zdania. W niewielkim stopniu, oczywiście, ale zauważalnie przeszkadzało.
Druga wada jest większa i stanowi przyczynę ciachnięcia gwiazdki. Mamy w książce dwóch bohaterów, później również ich towarzyszki życia. I tak jak postaci tworzone są odrębnie, zachowują własne zestawy zachowań i odruchów, to mówią właściwie tak samo. A ja nie lubię braku własnego głosu u ludzi, o których czytam. Na smakowitość książki wpływu to nie ma, ale na moją radość czytania, obcowania z powołanymi do życia osobami, już tak.
[PL] Trochę trudno ocenia się książki znajomych, nawet bardzo odległych znajomych. Korci, by dostrzec w tekście autora - tym bardziej, że nie wątpię, że Katarzyna Czajka włożyła w tę powieść dużo pracy, a z samego pisania czerpała ogromną radość. To widać. Ale to trochę mało. Początek wydaje się pokawałkowany, a właściwie aż do samego końca sceny mają ten sam przebieg: problem, napięcie, kulminacja, rozwiązanie, które nigdy nie jest pokazywane. Miałam poczucie, że większość scen nie jest dokończona. Brakło też trochę spójnej fabuły i momentami myślałam, że dużo lepszym tytułem byłoby "Fabularyzowana historia warszawskich kin". Co byłoby całkiem spoko. A potem przeczytałam końcówkę, która mnie naprawdę wzruszyła, i zdałam sobie sprawę, że przejęłam się postaciami (które są barwne i sympatyczne - i tylko szkoda, że wątek Ady doczekał się tak niesprawiedliwego i taniego domknięcia), że obchodzi mnie los ich kina, że wszystkie spisane powyżej zarzuty blakną wobec tej chwili emocji. Zatem - "Dwóch panów z branży" to jedna z tych powieści, którym bardzo daleko do ideału, ale które robią coś, co sprawia, że im się tę niedoskonałość wybacza bez mrugnięcia okiem.
Pełna recenzja tutaj: http://www.cma-ksiazkowa.pl/literatur... Ach, ta końcówka ;). Książce zdecydowanie przydałby się spis osób i wydarzeń prawdziwych, bo o ile bez trudu zrozumiałam, jakim wydarzeniem martwił się Marian pewnej nocy, to nawiązania do historii kina mi umknęły.
Czterema gwiazdkami obsypuję książki wybitne lub takie, które wybitne może nie są, ale albo wyjątkowo utrafiły w mój gust (i pewnie będę do nich wracać), albo takie, które napełniły mnie pozytywną energią - ciepłe, emanujące jakimś entuzjazmem lub sympatią (autora, postaci itd.) do czegoś bardziej lub mniej ważnego, ale zawsze uroczego przez sam fakt, że ktoś się tym pasjonuje. Do tej trzeciej kategorii zaliczę "Dwóch panów" - serię winietek z życia dwóch przyjaciół, Polaka i Żyda, wyrzuconych ze studiów prawniczych, którzy w 1909 roku postanawiają założyć kino i choć fortuna kołem się toczyła - ich, a jednocześnie Polski i Europy w tle - jakoś im się udaje przetrwać w tym fachu aż do II wojny światowej. Te migawki z ich życia są zarazem migawkami z historii kin i kina w ogóle w Polsce - przeciekawymi dla mnie, bo miałam o tym wcześniej niewielkie pojęcie, a zerowe o kinie żydowskim. Może ktoś zarzucić, że psychologia bohaterów nie jest zbyt pogłębiona, że są oni tylko pretekstem do skrótowego przybliżenia atmosfery świata kina w drugiej, trzeciej i czwartej dekadzie tego wieku w Polsce - ale jednak wzbudzają sympatię i przywiązałam się do nich, może jako do pewnej metafory polskich przedwojennych i wojennych losów; a w każdym razie na tyle, że przy zakończeniu miałam łzy w oczach (choć prawda, że łatwo się wzruszam - również przy szczęśliwych zakończeniach...).
PS Obowiązkowy cytat na koniec. Rok 1933, po spaleniu Reichstagu. Przy zatrudnianiu nowego operatora, niemieckiego Żyda i - o zgrozo - komunisty: "- Czy naprawdę w całym mieście nie mogłeś nam znaleźć jakiegoś normalnego operatora? Takiego, co przypala jednego papierosa od drugiego i nigdy niczego nie czyta? - Mogłem, tylko wtedy na pewno wcześniej czy później spaliłby nam kino. - Tak, za to wiadomo, że interesy prowadzone przez Polaka, Żyda i Niemca nigdy nie płoną."
Audiobook. Zaskakująco przyjemna - w słuchaniu - książka. Rozpisana na ponad trzydzieści lat historia przyjaźni i miłości do kina. Autorka nie przywiązuje się do historycznego kontekstu (choć nie pod koniec), ale to nie przeszkadza. Sporo wdzięku i lekkości w narracji.
Chociaż bardzo podobał mi się styl w jakim napisana była ta książka, niezwykle męczyła mnie fabuła i ostatecznie musiałam "zmusić się" do jej skończenia...
Powieść sympatyczna. Bez wielkiego napięcia, bez antagonisty, ale napisana w sposób ciekawy. Do tego nieco humoru, odrobina historii i ogólnie "relax, take it easy". Miła lektura, gdy się wie, czego spodziewać.
Piękna historia o marzeniach, uporze i o tym, że przyjaźń, ta prawdziwa, przetrwa wszystko. Czyta się niemalże jednym tchem. Genialne w swej prostocie, z inteligentnym humorem. Dokładnie takie, jak być powinno.
Gdyby nie to, że znam autorkę, sama z siebie nigdy po tę książkę bym nie sięgnęła. Mnie trochę wynudziła ta lektura, ale jeśli ktoś interesuje się historią kina w Polsce – powinien być zadowolony (na pewno też wychwyci więcej smaczków).