Ważność dyskursu o szkolnictwie wynika nie tylko z jego uniwersalności, bowiem niespełna każdy bierze w tym systemie udział, w zasadzie już od przedszkola (i może nie jest to tradycyjna forma nauki, jaką widzimy dalej w szkole, lecz nadal uczy hierarchijności i norm społecznych, a także wiele dzieci w tym wieku jest piśmienne oraz umie już czytać, elementy te przygotowywują na pierwsze życie w unormowanym “społeczeństwie”, któremu podlegają pewne reguły — szkolnictwie) aż do szkoły ponadpodstawowej, ale także z tego, że szkoła idzie w tandemie z wiekiem dorastania; czasem niewątpliwie niełatwym, polaryzującym, łatwo jest znaleźć osobę, która to rozmarzona wspomina szkołę, jako czas wolny, radosny, pełen przyjaciół, nietrudno, a może nawet łatwiej, jest znaleźć osobę jej zupełnie przeciwną, taką, której to szkoła przyswoiła jedynie problemów. Jest to bez wątpienia osobliwy czas, szczególnie ten okołolicealny, gdy to z jednej strony mówione jest uczniom, że są już dorośli i jak ów mają się zachowywać, z drugiej jednak ich problemy i potrzeby rzadko brane są pod uwagę, często zbywane, redukowane do dziecięcego bełkotu. Jasnym jest więc, że to pierwsze jest niczym innym jak formą podświadomego wymuszenia posłuszeństwa wobec systemu; uczeń chce być dorosły, chce być brany na poważnie, więc sam będzie korygował swoje zachowanie, aby to tylko nie zostać określony dzieckiem, a zarazem — tym “gorszym”. Dysproporcja władzy jest wszechobecna, jednak staje się oczywista w momencie sprzeciwu wobec systemu, tedy iluzja równości dorosłego a dorosłego znika, a zostaje tylko nieprzystosowane dziecko przeciw pełnoprawnemu dorosłemu. Wynik tego konstantu frustracji wynikającej z rozdroża: dorosłość a niewinność, rozpoczyna tekst — zabójstwo nauczyciela łaciny. Nie jest to jednak kryminał czy też thriller, a książka dość szybko (żeby nie powiedzieć, natychmiastowo) oddala temat morderstwa i staje się oczywistym, że “Stracona wiosna” tak naprawdę funguje jako studium kondycji ludzkiej i jak system buduje, lub nie, jednostkę owiewając ją w formy podporządkowujące pod potrzeby społeczeństwa.
Życia chłopców oscylują w obrębie trójkąta dom–szkoła–kościół. Są to trzy miejsca, w których narzucane i egzekwowane są wobec nich pewne normy, standardy, ale też i oczekiwania. Ten trzeci element jest najmniej poruszany, serwuje jako swego rodzaju dopełnienie indoktrynacji, pieczęć w zostaniu “poprawnym”, a dalej respektowanym, człowiekiem, przykładnym społeczeństwu. Najciekawszym, również głównym wątkiem, jest kombinacja tych dwóch pierwszych. Oczekiwania wyniesione z domu przekładają się na wydarzenia w szkole. W domu egzekwowane są nie tylko akademickie osiągnięcia, ale także stereotypowa rola mężczyzny. Chłopcy muszą podporządkowywać się do ram, które są za ich czasów mniej aktualne niż za czasów ich ojców, niemniej jednak muszą istnieć, jako że sukces uczniów jest przedłużeniem sukcesów rodziny, głównie ojca, a wszelkie niepowodzenia przynoszą wstyd rodzinie i są wypominane przez grupę nauczycielką.
Szkoła jest systemem zamkniętym, który to nie podlega zasadom zewnętrznego; a wszak ma ona jednak przygotować uczniów do dalszego życia. Sprawy powszednie, społeczne są tutaj nieważne, liczy się tylko akademia. Przemoc jest wszechobecna: uczniowie są strofowani curriculum szkolnym; nauczyciele gniewają się, gdy uczniowie nie popełniają błędów podczas lekcji; to co wiedzą spoza lekcji uczniowie jest albo negowane, albo lekceważone; a wyzwiska, gdy ktoś nie rozumie tematu są czymś naturalnym. Jednak to co odbija się echem najmocniej, jest przedstawienie jak oceny wpływają na szkolne społeczeństwo. Nie tylko są one wymiarem własnej wiedzy i sukcesu, ale także elementem porównawczy do innych z klasy. Ważnym jest nie tylko żeby tobie się powiodło, ale także żeby innym poszło gorzej. Nauczyciele wystawiani są na piedestał do tego stopnia, że uczniowie nie traktują ich jako ludzi, a raczej abstrakcyjne pojęcie — coś groźnego i przerażającego co decyduje o ich losie i przyszłości.
Tym samym ten zamknięty świat powoduje, że chłopcy są zupełnie odizolowani od rzeczywistości. Jasnym jest, że wpajana im wiedza jest pusta, a oni sami nie są w stanie jej zrozumieć, jest po prostu czymś nabytym, narzędziem jakiego potrzebują w trakcie swojej edukacji. Fikcyjnym jest także ich poczucie dorosłości jakie ów wiedza im daje. Odrzucają zabawy na poczet spraw “poważnych”, “ważniejszych”, jedynem co jest teraz godne ich wolnego czasu jest utarta analiza literatury.
Najciekawszą postacią jest zdecydowanie “Lady on Landenærket”. Jej rola, jakkolwiek epizodyczna, jest tu kluczowa, bowiem to ona kwestionuje system edukacji, ideę akademii. Być może jest coś więcej do życia. Być może jest coś ważniejszego niż edukacja. Być może prawdziwa wiedza pochodzi z doświadczenia. Stoi ona w jasnej kontrze do tego, w jakim świecie żyją chłopcy i jaki jest im prezentowany. Uczniowie nie rozumieją walorów interakcji społecznych i samego społeczeństwa, jasnym jest, że szkoła nie przystosowywuje ich do życia, a budowanie relacji jest czymś, czego często nie mogą przeskoczyć. A nawet jeśli rozumieją i starają się wybrnąć z tego nieudolnego systemu opresji, to i tak ulegają presji akademii i rodziny, na ich ostateczną zgubę.
Wspomniane już zabójstwo lektora jest momentem rozpoczynającym tekst, jednak jaki był tego cel? Aby ukazać, jak system napiera na jednostki i ostatecznie może doprowadzić do pęknięcia? Czy naprawdę jest sens umieszczania jego na początku, skoro nie odgrywa, podobnie zresztą jak początkowe 60 stron przedstawienia bohaterów, żadnej roli, a wniosek jaki się z niego wyłania nasuwa się samoistnie? Z zabójstwem na początku czy nie, z opisem dorosłych bohaterów czy nie — przesłanie pozostaje niezmienne. A może i nawet szczersze, ciekawsze; bo nie znając ich przyszłych losów, możemy zastanawiać się czy ulegli systemowi. Czy system ten jest ostatecznie dobry, prowadząc nas, słusznie, do ostatecznego spełnienia, a więc oddanie się mu i nie podważanie go powinno być czymś naturalnym? Czy też właśnie system działa w kontrze do nas samych, a my powinniśmy poddać się własnej woli — temu co uważamy, że jest dla nas ważne, a nie co oczekiwane.
A jednak może obie te opcje są poprawne i nie wykluczające się, można wszak założyć istnienie systemu, który jednocześnie wspiera nas w rozwoju, tym samym nie odrzucający naszych planów tudzież marzeń. A kiedy widzimy późniejsze losy chłopców już na samym początku tekstu, odpowiedź na te pytania jest oczywista — nie zmuszająca do refleksji, podana na tacy. I jest to mianownik, który pojawia się przez całą książkę, każdy społeczny komentarz jest przekazany bezpośrednio, jakoby czytelnik nie był wstanie dojść do własnych wniosków. Być może książka ta jest ofiarą dokładnie tego co próbuje krytykować; bez miejsca na wkład własny, stoi przed czytelnikiem i poucza. Jest to tekst denny, banalny w swojej konstrukcji i rozważaniach mimo tematyki jaki próbuje podjąć. Stracona wiosna uczniów i stracony mój czas.