Książka Historie florenckie zamyka trylogię Ewy Bieńkowskiej poświęconą włoskiej kulturze. Poprzednie tomy, Co mówią kamienie Wenecji oraz Spacery po Rzymie, zostały wysoko ocenione przez krytykę i należą do kanonu polskiej literatury poświęconej Italii.
Historie florenckie są wyjątkowym, pogłębionym przewodnikiem po stolicy Toskanii, po jej miejscach najpiękniejszych, które na zawsze zawładnęły naszą wyobraźnią. Są zapisem historii Florencji, portretem jej twórców i najważniejszych obywateli, zarówno tych sprawujących rządy jak i otaczających ich filozofów, artystów, pisarzy czy kaznodziejów.
Czytając książkę Bieńkowskiej odbywamy spacer po mieście, po jego pałacach, muzeach i kościołach, przyglądamy się dziełom sztuki i twarzom dawnych i współczesnych florentyńczyków. Wędrujemy zarówno po mieście prawdziwym jak i wyobrażonym, wpisanym w wielkie dzieła literatury, przyciągającym twórców tej miary, co Henry James, E. M. Forster czy Bernard Berenson. Ramą tej niezwykłej historii jest opowieść o wielkiej powodzi w 1966 roku, kiedy dziedzictwo Florencji, gromadzone przez wieki, zostało zagrożone na niespotykaną wcześniej skalę. Florencja, pisze Bieńkowska, nie jest nam dana raz na zawsze, wymaga naszej stałej opieki, czułej pamięci, a każda nasza wizyta w tym mieście przedłuża jej istnienie.
Pierwszy rozdział o powodzi z 1966 roku bardzo ciekawy. Około 130 strony (rozdział o Medyceuszach, czytam w ebooku) znalazłam błąd rzeczowy i na tym etapie książkę odłożyłam (Clarice Orsini była żoną Wawrzyńca Wspaniałego, nie Kosmy Starszego). Przy opisach dzieł brakuje ilustracji, googlowanie podczas lektury gdy chce się zobaczyć obraz wybija z rytmu.
Z jednej strony część opowiedzianych historii jest bardzo ciekawa, z drugiej - nie odpowiadał mi dość kategoryczny ton autorki, a w niektórych (wielu...) momentach miałam silne wrażenie, że połowę tekstu można by spokojnie wyciąć bez szkody (a może nawet i z pożytkiem) dla zrozumienia drugiej połowy. Po lekturze mam poczucie, jakbym odbyła właśnie bardzo pouczającą wycieczkę po Florencji, w czasie której wprawdzie dużo się dowiedziałam, ale jednak wolałabym, żeby oprowadzał mnie po tym mieście ktoś inny.
Ciekawe założenie, artystyczna gawęda o mieście i jego sztuce. Po pewnym czasie gubi się jednak w szczegółach i bez znajomości dzieł sztuki można się w tym zagubić.