Nice Barbary Klickiej to intrygujący, choć niewielki objętościowo tom. Słowa pozbawiane są tu oswojonych znaczeń, "ty", do którego zwraca się podmiotka, pozostaje migotliwe i niedookreślone, a obrazy, które próbuje się naświetlić "świętym fleszem", wymykają się światłu i powracają w mrok.
Nie daję „nice” gwiazdek, bo po prostu nie mam o tym tomie nic do powiedzenia. Poezja Barbary Klickiej ze mną nie kliknęła, nie otworzyła mi głowy, nie poruszyła. Może są za trudne, może ja mało kumata, ale nie rozumiem tych wierszy zupełnie. Do tego stopnia, że byłam przekonana, że ten tytuł to angielskie słowo, a to polski rzeczownik 😅 No trudno, bywa i tak. Podobał mi się jedynie utwór otwierający tom.
4.5, bo to wiersze, które otwierają furtki, ale nie zostawiają odpowiedzi. Słowa się ładnie łączą i dużo nowych znaczeń stwarza się pomiędzy. Nie sili się na przekazywanie mądrości i udowadnianie swojej wartości, a i tak wychodzą mądre i wartościowe. I mam poczucie, że mogę czytać po kilkanaście razy i i za każdym razem odkryje coś nowego. Polubiłyśmy się z Klicką chyba.