Komiks o przygodach jak na razie trójki przyjaciół z Londynu czasów Sherlocka Holmesa, gdzie na ulicach rządzą opryszki, wszędzie można spotkać kobiety lekkich obyczajów, a porwania w biały dzień nie są czymś rzadkim. Pozycja w Polsce znana szerzej jako Czwórka z Baker Street to lektura młodzieżowa o zjawiskowym wyglądzie i mocno standardowej fabule.
Ale jako że to debiut, to ocenianie rządzi się nieco innymi wytycznymi. Jasne, gdyby była to błyskotliwa historia, którą zapamiętałbym na lata, to tylko plus dla tytułu i fajnie spędzony czas dla mnie. "Niestety" jest tylko dobrze. Trójka przyjaciół jest jakaś i musi sobie radzić na ulicy, ale szczerze mówiąc, za mało tu miejsca, abym ich wszystkich polubił. Format komiksu daje nam 55 stron, a t0 w sumie mało aby dobrze rozrysować aż trzech bohaterów.
A nicponi aż chce się polubić. Jeden wygadany, drugi prawie akrobata oraz trzeci, który skrywa pewną tajemnicę. Billy, Charlie i Czarny Tom. Ten ostatni pała uczuciem do pewnej młodziutkiej kwiaciarki, która na jego oczach zostaje porwana. Zaczynają się poszukiwania na własną rękę, bo znajomy detektyw jest akurat poza miastem. Reszta dzieję się swoim torem i nic więcej nie napiszę, bo łatwo zdradzić prawie całość tego zeszytu.
Coś co zostanie ze mną na dłużej to pamięć o wyglądzie tego tytułu. Kreska jest naprawdę świetna, postacie ludzkie wyglądają rodem jak z jakichś filmów Dreamworks, Pixara Czy Disney'a. W dodatku wszechobecny brud, smród i ubóstwo, co obrazują ciemniejsze kolory, jest tutaj bardzo sugestywny i ładnie podbija cały ten klimat.
Pierwszy tom jest wyrobem czeladniczym. Ładnym, mającym przetrzeć drogę innym historiom. I nawet na nie czekam, co szybko nadrobię, gdyż cała seria czeka u mnie w domu. Jeżeli reszta utrzyma całkiem fajny poziom pierwszej części, to będzie w miarę dobrze. Alternatywna dla wielbicieli Enoli Holmes.