Twardzi faceci i twarde kobiety o stalowych łydkach mówią na mecie: „Ale rzeźnia!”. I płaczą. Podczas kilkunastu godzin górskiego wyścigu stają się bezbronni jak dzieci. Odsłaniają się, pokazują, jakimi są ludźmi. Tym bardziej, że biegną w parach. A biegają tak od dwunastu lat. Co oni wszyscy robią w Bieszczadach? Dlaczego się tak katują, a przede wszystkim skąd pomysł na bieganie w górach?
Para biegaczy ultra postanawia zmierzyć się z historią kultowego Biegu Rzeźnika. Tkają historie różnych ludzi, których łączą skrajne emocje, bieganie, cierpienie, przyjaźnie i Bieszczady. Szukają odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, żeby z piwnego zakładu zrodziła się seria górskich biegów, w których co roku bierze udział kilka tysięcy biegaczy.
Przyjemna lektura przedstawiająca historyczną, romantyczną stronę biegów górskich. Przez 10 lat od napisania książki sporo się w tym sporcie zmieniło, ale Bieg Rzeźnika dalej został w tych klimatach idąc pod prąd profesjonalizacji :D Co wielu irytuje ale ma swój urok.
Polecam i książkę, i Festyn, ekhm, Festiwal Biegu Rzeźnika 🫡 🐗
Książka napisana rzeczowo, konkretnie - ale upiększona historiami zawodników, organizatorów, wolontariuszy. Jedna z poruszonych kwestii uderzyła mnie najbardziej to pytanie, którym typem biegacza jestem kiedy nadchodzi kryzys. I odnalazłam siebie w jednym z proponowanych typów! To dobrze, bo już wiem jak rozpoznawać kryzys u siebie lub u biegowego partnera i jak im pomagać (lub co najmniej nie szkodzić) Lektura zdecydowanie wyostrzyła mój apetyt na Rzeźnika. Na pewno stanę na starcie żeby zmierzyć się z drogą Mirka i znienawidzoną Caryńską.