Ta historia może wzbudzić twój sprzeciw, ale na pewno cię poruszy!
Wielowątkowa opowieść o sensie przyjaźni i miłości, potędze seksu, ukrytych pragnieniach, złudach intelektu i pułapkach wychowania, które sprawiają, że zrozumieć wcale nie znaczy zaakceptować. Alek, ratownik medyczny, wkrótce zamierza się ożenić. Damian, jeszcze student, ucieka w książki, kryjąc przed światem swoją prawdziwą naturę. Spotkanie obydwu zmieni w ich życiu więcej, niż mogliby przypuszczać, wpływając także na losy ich najbliższych i wiążąc je w zaskakujący sposób. W otoczeniu Damiana są jego matka, siostra, szwagier i przypadkowi mężczyźni. Alek wciąż szuka kobiety idealnej. Gdy na świat przyjdzie jego charyzmatyczna córeczka, będzie ich obu uważała za ojców…
Saga rodzinna, rozgrywająca się na tle Warszawy i Polski ostatnich dwudziestu lat, znaczonych głośnymi wydarzeniami ukazanymi w nietypowym świetle.
Mam trochę zastrzeżeń wobec tej książki - bo i trywializacja gwałtu, i rasistowskie wypowiedzi bohaterów, pozostawione bez jakiegokolwiek odnarratorskiego komentarza - ale nie mogę udawać, że nie czytało się świetnie. Niby wszystkie możliwe elementy polskie powieści gejowskiej w jednym worku, niby melodramaty jak z telenoweli, a jednak... fajne. Po prostu fajne, nieco przygnębiające, momentami mocno absurdalne. Melchior stonował w porównaniu z "XXL" z wulgarnością, co według mnie wyszło książce bardzo na plus (mi zresztą też) i podkreśliło absolutnie świetne fragmenty pierwszoosobowej narracji Maksa.
Teraz muszę wziąć się za Reginę, ale jako że już wybrałam sobie coś innego, to musi poczekać.
„A férfi az férfi, a nő az nő, a fa az fa, a madár az madár, nem pedig tyúk. És ennyi! És mi van… ha nem egészen?”
Vegyes érzéseim vannak a könyvvel kapcsolatban. Egy részről szerettem, más részről jó párszor földhöz csaptam volna. De leginkább az írót szeretném alaposan felképelni. Alek és Damian kapcsolata, amolyan se veled se nélküled kapcsolat volt, mint Ennisé és Jacké. Ez a párhuzam amúgy nagyon sokszor előjön a könyvben, ugyanis a történet, mintha a Brokeback Mountain lengyel változata lett volna – cowboyok nélkül. Alek és Damian teljesen véletlenül ismerkednek meg 1995-ben a Varsói Metró átadása körül. Damian egyetemista, aki mindenki előtt titkolja másságát, Varsóban él. Alek pedig mentős, aki épp nősülés előtt áll és Białystokban él. Mikor a mozgólépcsőn rosszul lesz egy idősebb hölgy a két férfi segít neki és utána beszélgetésbe elegyednek, végül egy kocsmában kötnek ki, majd Damianék lakásán, mivel Alek lekéste a visszafelé tartó vonatot. Éjjel aztán lefekszenek egymással, de Alek másnap hazamegy. Damian azonban ekkor ébred rá igazán – úgymond újjászületik –, hogy tényleg meleg és férfiakat akar, ezért elkezd hirdetések útján ismerkedni. Alek pedig visszatér a menyasszonyához, de a találkozásuk elég szerencsétlenül végződik. A lány ott hagyja, Alek pedig kétségbeesik, hiszen pont abban az időszakban élnek, amikor mindenki úgy gondolja, minden meleg HIV-vel fertőzött, hiszen ez az isteni büntetésük. Ezért újra felveszi a kapcsolatot Damiannal. Alek hamarosan megtudja, hogy apa lesz, megnősül, de nem tudja elfelejteni Damiant sem. Ezért időnként felkeresi egy-egy éjszaka erejéig. Kisebb-nagyobb szüneteket tartanak, miközben Damian rájön, hogy szívből szereti Aleket és a férfi minden újabb felbukkanásakor abban reménykedik, hogy lehet közös jövőjük. Miközben Alek, miután feleségével szétmegy és egyedül marad a kislánnyal, elkezdi a nőket hajkurászni, mert az a fixa ideája, hogy ő csak nővel lehet igazán boldog. Damian különböző férfiakkal vigasztalódik, de nem felejti el Aleket. A fordulópont, akkor következik be, amikor a kislánya két és fél éves korában, már hosszabb szünet után ismét összefutnak Daminnal, akit a kislány az első pillanattól kezdve imád és az apja párjaként fogad el. Eléri, hogy apja, amikor csak teheti Damianra bízza és a kislány hamarosan mindkét férfit apjaként szereti. A furcsa kapcsolat tizenöt évig tart, míg aztán történik egy borzalmas szerencsétlenség… Természetesen a könyv nem csak kettejükről szól, hanem mindkettejük családjáról, barátokról, szülőkről és testvérekről. Szeretetről, megbántásról, megbocsátásról és sok-sok hülyeségről, amit az ember képes elkövetni. A könyv elején igazából azt hittem, hogy képtelen leszek elolvasni és félbehagyom, mert az írónak elég különleges a stílusa, de aztán magába szippantott a történet: tudni akartam, mi lesz a vége, még, ha az elejétől sejtettem, hogy itt happy end nem várható. Igazság szerint Aleket nem bírtam megszeretni. Önző volt, nem törődött Damian érzéseivel, ráadásul a lányára sem hallgatott, aki pedig az elejétől tudtára adta, hogy Damiannal hármasban boldogok lennének. Alek miatt elvesztegették az életük nagy részét, míg már nem lehetett semmit sem tenni. Pedig még Damian anyja is rájött idővel, hogy a férfi nem mindig férfi, a nő pedig nem mindig nő…
Książka jest... dziwna. Nie wiem w sumie jak ją opisać. Chyba pierwszy raz mam aż tak bardzo mieszane uczucia po przeczytaniu książki, która w zasadzie zapowiadała się niebanalnie i w pewnym sensie właśnie taka była... W pewnym sensie. Opowiada ona historię młodego(na razie) Damiana. Z pozoru zwyczajnego chłopaka, delikatnego, leptosomatycznego, blondynka z nosem w książkach i muzyce, które są dla niego całym życiem... No może prawie całym, ponieważ jest jeszcze coś. Gdy tylko rozpocznie się wiosna, a na nieboskłon wzejdzie uśpione, do tej pory, słońce, Damian wyrusza na miasto. Niby nic nadzwyczajnego, zwykła przechadzka... Jednak nie do końca, ponieważ jej powodem są... mięśnie. Kropkowane, w kratkę, prążkowane, gładkie, tatuowane... Wszystkie! Za którymi Damian, (nie)zwykły gej, podąża wiedziony chłopięcą fascynacją i pożądaniem. Jednak na tym zazwyczaj się kończy. Na podążaniu, przypatrywaniu się, podnieceniu, któremu potem sam musi dać upust... Aż pewnego dnia jedne z tych mięśni, kropkowanych, w kratkę, prążkowanych, gładkich, a nawet tatuowanych zaprowadzą go do metra... Gdzie przy jego pomocy uratują przed upadkiem starszą Panią, z torebką piranią, tym samym decydując o tym, że tym razem, ta historia nie skończy się jak wcześniejsze. Będzie inna, niezwykła, chociaż Damian jeszcze tego nie wie. Te mięśnie przywdziewające zieloną koszulkę, w pewnym sensie, już go nie opuszczą. (pomimo wielu przeciwności) Tylko czy jest to powód do radości? Tytuł, na pewno zaskakujący, ukazuje nam bardzo intrygującą i poruszającą historię dwóch kochanków, których relacja, niestety jednak bardziej skomplikowana, nie pozwala im na pełne szczęście. Jest on wiecznym pytaniem: ,,To już? To wszystko? To tyle?", pokazuje ulotność chwili, życia, gdyż akcja rozgrywa się na przestrzeni kilkunastu lat, to jak łatwo jest się zgubić w oczekiwaniach, nadziei, ułudzie, a po ocknięciu się... jest już za późno. Pokazuje również niesamowite uczucie, które pomimo wyparcia powracało. Pomimo początkowego braku akceptacji, z czasem wymusiło ją. Uczucie które silniejsze niż wszystko dążyło do zwycięstwa, do szczęścia. Jego piękno, niewinność, którą próbowano podważyć, zniszczyć, wyprzeć. Ukazana w tym tytule również drogę do akceptacji, zarówno tą którą trzeba przejść samemu, jak i tą którą muszą przejść inni, aby zaakceptować w nas np. odmienną orientację. Drogę która nie jest i nigdy nie była łatwa, a na której początku postawieni zostali, genialnie wykreowani, bohaterowie, których emocje, wiecznie poruszające i tak realistyczne, nie mogłyby zostać lepiej opisane i przedstawione. Jednak pomimo tej intrygującej historii, dodatkowo urozmaiconej nawiązaniami literackimi(oczywiście ze strony Damiana), które nadawały wydarzeniom dodatkowe przesłania, znalazłam w niej również swego rodzaju mankamenty, które psują mi jej wyobrażenie. Mianowicie, chodzi mi o styl pisania autora, oraz dziwaczny wręcz rodzaj narracji, w którym zmiana bohaterów przypomina wręcz skoki konika polnego, który co chwila zmienia kwiatek, na którym zdecydował się zatrzymać. Pomimo tych drobnych błędów ze strony autora, książka jest, według mnie, bardzo wartościową pozycją, z niesamowicie ciekawym przekazem, który potrafi nie raz zamieszać w głowie, zmuszając do rozmyślań. Pokazując nam siłę miłości i czasu...Historia kołem się toczy (Zrozumiecie po przeczytaniu ;) )