Jump to ratings and reviews
Rate this book
Rate this book
Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma jeszcze nazw – jest rok 1873 – co nie znaczy, że nie istnieją te zjawiska.
John Dobson, dawny przyjaciel Clovisa i nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej również ma liczne problemy. Z pieniędzmi nie jest najlepiej, z prowincji przyjechała młodsza siostra, podwładni krzywo patrzą na zwierzchnictwo młodego eksporucznika artylerii, a najgorsze, że w Londynie drastycznie brakuje egzorcystów!
Alicja Dobson waha się: zamążpójście czy pielęgniarstwo? Sęk w tym, że konkurenci się nie tłoczą, a zajęcia z magii leczenia na kursie pielęgniarskim okazały się nie całkiem tym, na co miała nadzieję. Clovis LaFay chętnie służy pomocą w tym drugim problemie, a kto wie, może i w pierwszym? Chociaż czegoś się jakby boi…

448 pages, Paperback

First published August 17, 2016

3 people are currently reading
121 people want to read

About the author

Anna Lange

15 books2 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
50 (22%)
4 stars
83 (37%)
3 stars
68 (30%)
2 stars
16 (7%)
1 star
6 (2%)
Displaying 1 - 25 of 25 reviews
Profile Image for Lobo.
773 reviews100 followers
March 22, 2017
Tym, co zachwyca mnie najbardziej jest wiarygodnie odrysowanie klimatu społecznego, politycznego i obyczajowego Londynu końca XIX wieku. Widać, że autorka operuje ogromną wiedzą na ten temat i byłam podekscytowana czytając o kolejnych drobiazgach, za pomocą których uwiarygodniała świat przedstawiony. Spory wokół pracy dzieci! Zróżnicowanie religijne Anglii! Konflikty kolonialne, w tym brytyjsko-irlandzki! Tyle dobra i wspaniałości na wyciągnięcie ręki!

Drugim świetnym aspektem jest system magii: spójny, oryginalny, interesujący. Bardzo podobała mi się koncepcja glyfów, mimiry to genialny i makabryczny pomysł. Tym jednak, co urzekło mnie najbardziej jest to, jak dobrze magia wpisana została w sam świat przedstawiony, w jego historię i funkcjonowanie (piromaci wypierani przez technikę z wojska, bo proch jest silniejszy! kontrowersje wokół nekromancji na przestrzeni dziejów! magia i wykluczenie społeczne kobiet i niższych klas!). Historia tak dobrze zakotwiczona sama w sobie jest skazana na sukces, ponieważ jest prawdziwa. Świat Clovisa LaFaya praktycznie nie ma luki, która zdradzałaby jego fikcyjność, tak bardzo jest spójny.

Po trzecie, bohaterowie. Oczywiście najbardziej zainteresowana byłam Alicją, ale każde z tej trójki podbiło moje serce na swój sposób. Alicja jest wspaniała w tym, jak walczy o swój kawałek świata, John autentycznie jest dobrym człowiekiem, podobnie Clovis, czegokolwiek by sam o sobie nie myślał. Cała trójka to po prostu dobrzy, przyzwoici ludzie i dlatego tak łatwo im kibicować. Chociaż moją ulubioną postacią jest signora Fricapane, która kojarzyła mi się bardzo przyjemnie z Szaloną Meg z "Asystenta czarodziejki" Janusz. Postaci drugoplanowe barwne i ciekaw, pełnowymiarowe, łącznie z irlandzkimi pokojówkami, co znowu sprawiało, że miałam wrażenie, że nie tyle czytam powieść, co poznaję nowy świat.

I na końcu villain. Z jednej strony cieszę się, że powieść nie rozdrabniała się na ekspozycję, konflikt rodzinny i osobny wątek kryminalny i trzymała się konfliktu rodzinnego, z drugiej, jeśli powieść jest tyle warta, co jej złoczyńca, tutaj główny zły wzbudzał raczej obrzydzenie niż strach. Bardzo podobało mi się to jak skończył. Jeśli czegoś się bałam to bezkarności złoczyńców w ramach systemu społecznego, w którym funkcjonował. Jeśli ktoś mnie autentycznie przerażał to Frideric - człowiek, który potrafi wmówić sobie wszystko, żeby zachować dobre mniemanie o sobie samym. Zbyt wielu widzę takich w prawdziwych świecie i naprawdę ciarki mnie przechodziły, kiedy się pojawiał. Wątek głównego villaina jest interesujący w ten sposób, że można go przedstawiać jako kurs "jak pisać o przemocy seksualnej tak, aby nie wyjść na dupka" *znaczące spojrzenie na Jadowską*. O zbrodniach mówią ci, którzy padli ich ofiarą i ani razu nie jest to pokazane jako rodzaj chorej podniety czy po to, aby zszokować czytelnika. Doceniam to.

Książka jest genialna, nie wiem, czemu czytacie jeszcze recenzje, czytajcie "Clovisa LaFaya".
Profile Image for Wybredna Maruda.
511 reviews846 followers
September 21, 2016


Jeżeli macie ochotę zanurzyć się w londyńską, wiktoriańską mgiełkę pełną magii, to zapraszam na przygodę, w której towarzyszyć będzie nam niejaki Clovis LaFay.

Do tej powieści na początku przyciągnęła mnie cudowna okładka. Gdy dowiedziałam się, że czekają w niej na mnie nieco sherlockowe klimaty, mgła przepełniona magią i osnuwająca XIX-wieczny Londyn wiedziałam, że czym prędzej będę chciała się z nią zapoznać. Nie ukrywam, że wiadomość o autorce polskiego pochodzenia napełniła mnie niepewnością, bowiem, jak do tej pory, nie wspominam dobrze spotkań z naszymi rodzimymi pisarzami. Miałam jednak nadzieję, że powieść spodoba mi się chociaż w takim stopniu, jak Pod Skrzydłami Matki Mroku, bo i tematyka wydała mi się zbliżona.

Ciąg dalszy: http://secret-books.blogspot.com/2016...
Profile Image for Sylwka (unserious.pl).
718 reviews47 followers
October 9, 2022
Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu Anny Lange kupiłam zaraz po premierze i odłożyłam na półkę. Z bólem serducha przyznaję również, że o książce nie tyle, że zapomniałam, ile jakoś zaczęła mi ona umykać wśród ilości nowo nabytych tytułów. Na szczęście przypomniałam mi o niej Agnes z Dowolnika, gdy wygrała ją u mnie w urodzinowym konkursie, a później wręcz zrobiło mi się głupio, gdy zobaczyłam, że książka poszła już u niej „w ruch”, a u mnie tytuł wciąż zasila liczne grono „półkowników”. ;) Postanowiłam więc „wepchnąć” ją w grafik, by po jej odłożeniu zadać sobie pytanie „Dlaczego tak późno”. ;)

Londyn, epoka wiktoriańska.
Clovis LaFay jest potomkiem starego, niekoniecznie szanowanego rodu, który od pokoleń para się czarną magią. Jest osamotniony i nie ma wsparcia w rodzinie. Jego przyrodni brat wraz z potomkami nie pała do niego zbytnią miłością.
Można wręcz powiedzieć, iż Clovis jest dla niego przeszkodą, z tego też powodu stosunki między dwoma braćmi należą raczej do tych mocno napiętych. Dlatego młody LaFay po zakończeniu szkoły opuszcza Londyn.

I teraz po powrocie z europejskich wojaży Clovis, który używa swych zdolności tylko w szczytnym celu, podczas egzorcyzmowania ghula „wpada” na swojego szkolnego przyjaciela Johna Dobsona. John, który całkiem niedawno objął posadę nadinspektora świeżo utworzonego Wydziału do Spraw Magicznych Londyńskiej Policji Metropolitarnej, proponuje mu pracę w charakterze niezależnego konsultanta. Czy Clovis poradzi sobie w nowej dla siebie roli i czy napięte relacje rodzinne nie przeszkodzą mu w wykonywaniu obowiązków?

Aj, dlaczego jak tak zwlekałam. :D
Ciężko napisać mi coś konstruktywnego o książce, bo ja ją po prostu „wchłonęłam” i zachwycałam się fajnie oddanym klimatem XIX-wiecznego Londynu z mrocznymi zakamarkami, pędzącymi po ulicach dorożkami, dystyngowanymi lokajami i walczącymi sufrażystkami. Podziwiałam zmyślnie wpleciony w stworzoną otoczkę system magii, który z jednej strony ocierał się o to, co już znamy, a z drugiej miał w sobie coś innego, niebanalnego.

Do tego poczułam tę magiczną więź z bohaterami, przez co przeżywałam wszystkie sytuacje jakbym tam była, no i jeszcze swym urokiem całkowicie ujął mnie Johna Dobson (wszystkim fankom Clovisa w tym miejscu podziękujemy ;)).

Dlatego, jeżeli książka miała jakieś wady, to wybaczcie, ja ich nie zauważyłam.

Może gdyby akcja nie była tak dynamiczna, a zagadka tak pochłaniająca, to miałabym jakąś szansę. ;) Więc pozostaje mi w tym miejscu powiedzieć tylko jedno. W mojej opinii Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu Anny Lange, to świetna powieść i mam nadzieję, że doczekam się jej kontynuacji.

Polecam!

http://unserious.pl/2020/01/clovis-la...
Profile Image for Marta Duda-Gryc.
595 reviews43 followers
December 14, 2016
4,5.
Dość często już przy pierwszym zdaniu (lub dwóch czy trzech pierwszych zdaniach) książki mogę stwierdzić, czy jej reszta będzie dla mnie na poziomie co najmniej akceptowalnym. Czytam więc: "Nekromancja nie ma u większości ludzi najlepszej opinii, a jeśli już budzi jakieś w miarę pozytywne skojarzenia, dotyczą one przede wszystkim dramatycznych starć woli z umarłymi. Niewątpliwie po części jest to zasługa sensacyjnych romansów, choć znalazłoby się niejedno potwierdzenie także w relacjach o niekwestionowanej autentyczności" - i śmieję się w głos! Bo oto w czterech pierwszych wierszach mamy:
- wyraźną sugestię, jakie tematy zostaną poruszone w tej wiktoriańsko-fantastyczno-detektywistycznej opowieści (nekromancja, umarli, ważna rola opinii bliźnich)
- i autotematyczny, ironiczny żarcik! Powieść sama ustawia się pod koronkowym abażurem sensacyjnego romansu, mrugając okiem Clovisa LaFaya do czytelnika.
To mrugnięcie okiem, pierwsze z wielu, tak mnie zachwyciło, że zapewne przymrużyłam własne na pewne kwestie nieco krytycznie opisane przez innych recenzentów (głównie na wątek romantyczny, może wprowadzony troszkę na siłę? A z drugiej strony trudno mieć za złe bohaterom, że mają się ku sobie: są tak uroczy, że im się należy).
Jestem tu jednak po to, by głosić zalety książki Anny Lange, zgrabnie żonglującej rozmaitymi konwencjami literackimi - wspomniane elementy powieści detektywistycznej i wiktoriańskiego horroru z tajemnicami rodzinnymi w tle są przyprawione hojną garścią urban fantasy i drobinkami świadomych anachronizmów. Przewidywalny dość przebieg akcji i główny zły, którego podobne wcielenia można spotkać w historii i w wielu powieściach sensacyjnych i kryminalnych, współczesnych i sprzed lat, nie nużą, wręcz przeciwnie - z dużą przyjemnością przewracałam kolejne kartki, choć domyślałam się, jak wszystko się skończy. Ważna była dla mnie przede wszystkim droga trójki głównych bohaterów do rozwiązania sprawy. Zapewne dlatego, że wszyscy troje to strzał w dziesiątkę na tarczy moich gustów dotyczących postaci. Clovis - subtelny, sympatyczny nekromanta-ekscentryk, o psychice nieco pokrzywionej przez toksyczną rodzinę, ale człowiek z gruntu przyzwoity, John Dobson - Obi-Wan Kenobi londyńskiej policji (taki sprzed wojen klonów, już realista, ale jeszcze nie cyniczny, charyzmatyczny szef, starszy brat, przyjaciel, któremu odruchowo chce się ufać) i jego siostra Alicja - przedsiębiorcza emancypantka na małą, ale zdecydowaną skalę. Uwielbiam skądinąd wszystkie sceny przybliżające sytuację kobiet w społeczeństwie tej XIX-wiecznej patriarchalnej Anglii z magią i nierównościami społecznymi - ba, wszystko, co się wiąże z budową tego świata, w którym magia stanowi element życia codziennego, można ją studiować, uczyć się glyfów, specjalizować w określonej dziedzinie czarów (nb. to samo zachwyciło mnie w "Asystencie czarodziejki" Aleksandry Janusz).
Ach, byłabym zapomniała o okładce! To jedna z tych książek, które bezwzględnie trzeba przeczytać w papierze, zaczynając od... tyłu. Czarna tylna okładka została zaprojektowana jak strona z gazety z nagłówkami i leadami artykułów, kreślącymi zarysy powieściowego świata i napomykającymi subtelnie o najważniejszych postaciach, z którymi czytelnik niebawem się zapozna. IO tak ja, zatwardziała bojowniczka kindlowa, gładzę czule wypukłą czcionkę "The Morning Chronicle", czekając z niecierpliwością na następny tom cyklu.
Wprawdzie ma tam być mniej Dobsona (ku mej rozpaczy!), ale może wzruszona błaganiami czytelników autorka w przyszłości ulituje się nad miłośnikami rudawych brodaczy?
Profile Image for Aleksandra.
Author 19 books41 followers
November 25, 2016
Przyjemna książka, z kilkoma słabszymi i kilkoma zdecydowanie mocnymi stronami (IMHO bodaj czy nie najmocniejszą jest pomysł na rodzaje magii, bodaj czy nie najsłabszą - raczej przewidywalny alternatywny Londyn i imperium brytyjskie). I mam spory problem z głównym złym, ale chyba muszę napisać o tym osobną recenzję. Generalnie - nawet przy moich powyższych uwagach - to jest udana powieść, wnosząca nieco inny ton do polskiej fantastyki. Polecam jako przyjemną, wciągającą lekturę.
Profile Image for Latające książki.
196 reviews20 followers
July 24, 2017
Witajcie w alternatywnej wiktoriańskiej Anglii pełnej magii. Osoby magiczne żyją w zgodzie z niemagicznymi, a młodych ludzi kształci się w szkołach po których zostają specjalistami w wybranej dziedzinie magii.

Clovis LaFay jest młodym nekromantą, który po licznych wędrówkach po kontynencie wraca do Londynu. Na miejscu spotyka dawnego przyjaciela ze szkoły – Johna Dobsona – który jest w nadinspektorem Podwydziału Spraw Magicznych Wydziału Detektywistycznego Policji Metropolitalnej (uff… ale długa nazwa). Po kilku namowach zatrudnia Clovisa jako konsultanta. John ma również siostrę Alicję, która mieszka z nim i uczęszcza na kurs pielęgniarstwa. W czasach kiedy kobiet nie szkoli się w magii, a ich głównym celem jest dobre wyjście za mąż, Alicja postanawia samodzielnie zgłębiać jej tajniki. Po początkowym zniechęceniu z pomocą przychodzi Clovis, który oferuje jej pomoc.

Chyba spodziewałam się czegoś więcej po tej książce. Miałam nadzieję na mocniejsze podkreślenie głównego wątku, którym jest magiczny zamach na Johna. Wyszło trochę tak, jakby książka składała się z kilkunastu bardzo, ale to bardzo luźno połączonych ze sobą wydarzeń i dość długo czekałam na rozkręcenie się akcji. Powieść zaczęła się bardzo dynamiczne i od razu mnie wciągnęła, ale zaraz potem wszystko jakby zwolniło.

Miałam trochę wyższe wymagania odnośnie postaci Clovisa. Pasowałaby mi do niego jakaś taka tajemniczość, może większa moc magiczna i mniej grzeczne usposobienie. Nie był zły, ale brakowało mu tego czegoś przyciągającego uwagę, poza nekromancją, która może brzmi tajemniczo, potężnie i groźnie, ale w tym przypadku okazała się całkiem zwyczajną dziedziną. Może trochę pomogła mu zła sława jaką owiana jest jego rodzina.

Podobał mi się styl w jakim napisana jest książka. Przypominał mi taką unowocześnioną Jane Austen. Klimat dziewiętnastowiecznej wiktoriańskiej Anglii został dobrze oddany. Nie zabrakło również odrobiny humoru. Nie ukrywam, że książkę czytało się przyjemnie i nie żałuję spędzonego z nią czasu. Aha, i chyba też przyznacie, że okładka jest świetna. Jeśli jesteście fanami epoki wiktoriańskiej, to na pewno nie będziecie zawiedzeni.
http://latajace-ksiazki.blogspot.com/...
Profile Image for Michael Schroter.
15 reviews3 followers
October 13, 2022
All in all an enjoyable read if nothing groundbreaking, interesting enough that should this become a series I'll certainly read the next instalment.

The world creation is done decent and logically, and while no extreme info-dumb is ever committed (despite there being a 'novice magician' character who could be used for such a vehicle) one gets a grounded feeling for the magic system with its possibilities and limitations - which the author at no point goes beyond (a very important thing to avoid when working with what seems to be a hard magic system).

The other conveniences of the period (Victorian Englan in an alternative magic-including timeline) are used effectively and convincingly but not to such an extent that a modern reader gets annoyed at the interpersonal dealings of the protagonists and just wishes they would talk honestly with each other for 5 minutes (a very often by-product of using this type of setting).

The story itself take honestly backstage to what happens between the protagonist and antagonist on a character-driven level but all of them are written in a way that their interactions are engaging. This is definitely not a detective story though but more of a medium-paced straightforward adventure using the aesthetics of police work.

I found it very refreshing that not all problems were tied up neatly in a bow, and that those plot threads still hanging felt natural to be unconcluded due to the world the protagonist finds themselves in - a definitive plus to how natural the world-building the author has done here.

As for the writing style itself, it's competent and easy to read. The only issue I sometimes found myself with is the unnecessary retelling of a scene that just transpired being re-told from a different character's POV making at times several paragraphs redundant. THankfully that trend lessens as the book progresses.
Profile Image for Aleksandra Janusz.
Author 19 books79 followers
Read
June 10, 2017
Bohaterowie sympatyczni i żywi, nawet ci, którzy są martwi. Zarówno Clovis, biała owca nekromanckiego rodu LaFay, rodzeństwo Dobsonów - John i Alicja - obydwoje krewcy i wyjątkowo uzdolnieni w magii, jak i plejada bohaterów drugoplanowych, takich jak signora Fricapane, pomoc, bez której nie obędzie się żaden porządny nekromanta. Detalicznie odzwierciedlony alternatywny wiktoriański Londyn, razem ze wszystkimi szczegółami dotyczącymi obyczajowości (Konwenanse spotkań! Praca dzieci! Reforma policji - rozszerzenie jej działalności na wszystkich obywateli! Milion innych drobiazgów), w który magia wpisuje się tak gładko, jakby rzeczywiście istniała. Jako ścisłowiec rozpoznaję sposób myślenia drugiego ścisłowca i przemawia do mnie, że magia nekromancka to również magia leczenia - w końcu ciało jest ciałem. Przyzwoita intryga kryminalna. Bardzo fajny i adekwatny styl, delikatnie stylizowany na powieści z epoki. Tu i ówdzie przydałoby się zróżnicować dynamikę scen. Ale czytało się płynniej, niż ostatnie Sandersony.

Odrobinę mnie bawi coś, co postrzegam jako naleciałość z fanfików, Clovis i John w innych okolicznościach mogliby być parą uke/seme, ale autorka nie idzie w tę stronę.

Jedna rzecz sprawia, że wstrzymuję się z entuzjazmem -to już trzecia czytana przeze mnie książka w tym miesiącu, gdzie głównym bad guyem jest gwałciciel - lub gwałt często występuje w fabule. Oczywiście skoro mamy wiktoriański Londyn, to musiał zaistnieć i daleki kuzyn Kuby Rozpruwacza (opisany z kliniczną starannością jak wszystko inne, podręcznikowy przypadek), poza tym temat nie jest potraktowany drastycznie, więc należy to odebrać jako moje marudzenie na przypadkowe nagromadzenie wątków w trzech bardzo różnych lekturach.
Profile Image for Magnus.
148 reviews
September 21, 2016
Hands down one of the best books I've read this year. I hope *someone* eventually will translate it into English - so I could recommend it to all of my friends.
Profile Image for Paweł.
61 reviews
January 13, 2024
Fantastyka to jedyny gatunek literacki w przypadku, którego połączenie wielu nawet dziwnych elementów może się zakończyć powstaniem naprawdę dobrej książki. Tak właśnie jest w przypadku historii, o której z przyjemnością Wam opowiem. Zacznę jednak od tego, że to debiutancka powieść niejakiej Anny Lange. To polka pisząca pod tym właśnie pseudonimem. Odkryłem to dopiero przy okazji tej recenzji, co samo w sobie jest dla mnie dość sporym zaskoczeniem. W końcu większość osób pisze pod swoim imieniem i nazwiskiem chyba, że chcą ukryć swoją prawdziwą osobowość tak jak to zrobiła chociażby Alice Rosalie Reystone. Wykreowany przez nią świat sporo różni się od tego, do czego przyzwyczaiła mnie polska scena fantastyczna. Zanim jednak pogrążę się kompletnie w wyjaśnianiu wszystkich zalet tej historii pora wspomnieć jak fabularnie wygląda „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu”.

XIX-wieczna Anglia to czasy, gdy magia staje się nieodzownym elementem ludzkiej codzienności. Tytułowy bohater Clovis LaFay na własnej skórze doświadczył, że z rodziną to najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Mimo iż należy do jednego z najznakomitszych magicznych rodów to jednak nie jest z bliskimi w zbyt dobrych stosunkach. Pewnego dnia w wyniku niefortunnego splotu zdarzeń wpada na swojego dawno niewidzianego kolegę z czasów szkoły Johna Dobsona, nadinspektora świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej specjalizującego się we wszystkim, co magiczne. Od teraz losy tej dwójki, a raczej trójki, bo do wszystkiego dołącza siostra Johna, zostają połączone. Trzeba jednak przyznać, że przed nimi trudne zadanie, przy którym pokonanie oszalałego ghula wydaje się dziecinna igraszką. Zostaną oni wplątani w konflikt, który będzie od nich wymagał postawienia na szali ich własnego życia.

Mam szczera nadzieję, że udało i się trochę zbudować napięcie, ponieważ powieść ta to dla mnie prawdziwy majstersztyk. Nie wystarczy, że miejsce akcji to wiktoriańska Anglia to jeszcze magia tu przedstawiona jest dość specyficzna. Dzieli się ona na specjalizacje, w których każda ma przypisane konkretne umiejętności. Nikt tu nie jest wszystkowiedzący, a nawet to, co potrafią może się okazać się zbyt słabe żeby pokonać lepszego przeciwnik, dlatego też będą musieli czasem polegać również na broni palnej oraz własnym rozumie. I to jest wielka zaleta. Dość miałem magów, którzy potrafili stanąć przed liczniejszymi przeciwnikami i prawie od niechcenia zmieść ich z powierzchni ziemi. Na szczęście nie zdarzało się to zbyt często.

Kolejny plus to znakomicie wykreowani bohaterowie. Sam nie wiem jak to określić, ale nie sposób ich nie polubić. Każdy z nich ma swoją własną historię nie zawsze krystalicznie przejrzystą, co dodaje im tyle naturalności. Najbardziej jednak w oczy rzuca się tu Alicja, siostra Jonha głównie, dlatego że postanawia przełamać to jak przez społeczeństwo jest widziana rola kobiety i pragnie sięgnąć po to, co niemożliwe.

Sam schemat powieści też jest dość ciekawie ukształtowany, ponieważ główny wątek fabularny zostaje przeplatany retrospekcjami, które co najistotniejsze pozwalają lepiej czytelnikowi zapoznać się z przeszłością bohaterów, która ma bardzo duży wpływ na to, co się dzieje w powieści. Mimo jednak sporej dawki informacji nie czułem się w żaden sposób tym przytłoczony, a powiedziałbym nawet, że kilka rzeczy mi się w głowie rozjaśniło, przez co miałem ochotę dalej brnąć żeby zobaczyć, co następnie ich spotka.

Fajnie został też oddane realia tamtych czasów. Najbardziej widoczny w relacjach damsko-męskich. Uwaga. Książki tej nie sposób nazwać romansem, ponieważ wszystko tu przedstawione jest w sposób subtelny i intrygujący. W końcu w XIX wieku, gdy kobieta podobała się mężczyźnie ten nie rzucał się na nią tylko próbował zainteresować swoją osobą w dość specyficznych podchodach. W końcu obie strony miały tam do odegrania swoje role.

„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” nie jest powieścią nowatorską mimo kilku elementów, z którymi do tej pory się nie spotkałem. Osoby z większym doświadczeniem niż ja spokojnie znalazłyby jakieś podobieństwa, ale moim zdaniem wszystko tu zostało odpowiednio wyważone i skompletowane. Sam klimat nieco mroczny z kilkoma trupami w szafie, nie stawia tej książki w dziele dla dzieci, a kieruje ją ku bardziej nastoletniemu czytelnikowi. Widać to znakomicie chociażby w prostym aczkolwiek przyjemnym w odbiorze języku. Dorosła osoba, która sięgnie po tę książkę też znajdzie coś dla siebie. Niema tak, że skierowana ona jest tylko do pewnej grupy. Pewnie gdybym przeczytał ją jeszcze raz trafiłbym na jakieś inne niezauważalne teraz niuanse w końcu dobra powieść jest jak cebula albo ogr, nie to, że śmierdzi, ale ma warstwy. Pewnie w końcu to nastanie przy okazji następnych tomów, bo to uniwersum zapowiada się zbyt dobrze by zakończyć się na jednej książce.

Więcej recenzji na blogu: www.comysleo.pl
Profile Image for Anna Nawrat.
54 reviews1 follower
April 2, 2018
"Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" Anny Lange to opowieść o alternatywnej wersji dziewiętnastowiecznej Europy, w której większość wydarzeń pokrywa się z naszą rzeczywistością (mamy tu na przykład wspomnienia wojen napoleońskich) z jednym małym dodatkiem - magią. Clovis LaFay, młody arystkokrata i główny bohater historii włada magią nekromancką, najtrudniejszą i przez wielu traktowaną podejrzliwie. Pewnego dnia natyka się na dawnego znajomego ze szkoły - Johna Dobsona, który pełni funkcję nadinspektora policji w wydziale do spraw związanych z magią, i razem z nim oraz jego siostrą Alicją zaplątany zostaje w sprawę kryminalną dotyczącą zniknięcia młodej irlandzkiej dziewczyny. Na domiar złego Clovis jest niemal pewien, że w sprawę zamieszana jest jego (raczej przez niego nie lubiana) rodzina, a wszystko komplikują uczucia, które wzbudza w nim Alicja.

Po pierwsze: Anna Lange w świetny sposób oddała charakter dziewiętnastowiecznego społeczeństwa londyńskiego, z jego różnicami klasowymi i zmianami w nim zachodzącymi, związanymi z postępem nauki. Nie wiem, na ile Londyn Clovisa przypomina nasz z tamtego okresu, ale mnie osobiście proza pani Lange przeniosła w świat tiurniur, dorożek, lokajów i pokojówek. Co ważniejsze, magia jest jego nierozerwalną częścią, czymś zupełnie naturalnym i normalnym, i ani razu nie czułam, że jest na siłę doczepiona i wytrąca mnie z wykreowanego przez pisarkę świata.

Po drugie i najważniejsze: Clovis. Czytając o nim jak żywo przed oczami miałam bohatera dowolnego opowiadania fanowskiego (zaznaczam, dobrze napisanego!), albo wręcz postaci z anime. Od razu mówię, to nie jest zarzut! Wręcz przeciwnie, Clovis wzbudzał we mnie uczucia elmirkowe, gdybym miała go pod ręką, już dawno bym go zaściskała i zapieściła na śmierć. Inteligentny, spokojny, a mimo to pakujący się w ciągłe kłopoty, to właśnie ten młody nekromanta sprawił, że przeczytałam książkę za jednym posiedzeniem. Zresztą jego towarzysze, John i Alicja to również postaci dobrze napisane, z barwnymi osobowościami i ciekawymi historiami w tle.

Sama fabuła nie jest może czymś bardzo odkrywczym i wyjątkowym, zresztą mam wrażenie, że dla autorki ważniejsi byli bohaterowie, zarówno ci dobrzy, jak i źli (Horatio dołącza do gromady największych książkowych gnid, a jego tatuś nie jest daleko w tyle). Opowieść o magicznych aktach Scotland Yardu czyta się jednak przyjemnie, szybko i z dużą dozą fangirlowskiego piszczenia na okrasę (być może to ostatnie to tylko ja).

Mam nadzieję, że pani Lange jeszcze powróci do świata nekromantów, kinemantów i piromantów, bo szkoda zmarnować tak sympatycznych bohaterów i ciekawy świat. A na razie kończę tę recenzję i chyba sobie do jakiegoś fanfika sięgnę.
Profile Image for Magdalena.
187 reviews33 followers
September 13, 2017
Pięknie wydana książka, starannie, ciekawie. Napisana bardzo sympatycznym stylem. Z akcją osadzoną w świetnym momencie historii. Z alternatywną, magiczną Anglią, którą tyle razy już widzieliśmy, ale nigdy nie mamy dosyć. Z sympatycznymi bohaterami (choć raziła mnie niekonsekwencja ich nazywania, dlaczego Alicja?). Ale... nie porwała mnie to nawet słabo powiedziane. Ja nie wiem, po co ona powstała. Nic z fabuły nie zapisało mi się w pamięci. Jedyne, co czytałam ze szczerym zainteresowaniem, to fragmenty z retrospekcjami - ale umówmy się, moje pokolenie będzie czytać o angielskich szkołach magii z wypiekami na twarzy, nawet jeśli będą to opisy śniadaniowego menu. (No dobra, może zwłaszcza opisy śniadaniowego menu). Nie wiem nawet, czego mi zabrakło - jakiejś spójniejszej linii fabularnej, mocniej zarysowanej intrygi, większych emocji między bohaterami? A może to tam jest, tylko przegapiłam? A może pomogłoby odchudzenie powieści o jakieś 150 stron? Nie wiem. Ale zakończyłam lekturę, przeskakując opisy na ostatnich stronach i z lekkim rozczarowaniem. Rozumiem jednak, co chwalący w tej powieści widzą i mimo wszystko polecam, bo mam wyjątkowo mocne poczucie, że w tej relacji mógł nieco zawieść czytelnik. :)
Profile Image for Dhuaine.
242 reviews30 followers
November 2, 2020
Świetny styl, świetny setting i ciekawi bohaterowie - i to tyle.

Książka przyciągnęła mnie od pierwszej sekundy piękną okładką i przedstawieniem świata i magii. Pierwsze kilka rozdziałów było niemalże niebem czytelniczym.

Potem niestety było tylko gorzej. Im dalej w las, tym bardziej klarował się bardzo ponury obraz - autorka po prostu nie miała żadnego pomysłu na fabułę. Pierwsza połowa książki do niemalże slice of life bez większego nadrzędnego celu. Druga połowa w bardzo powolny, rozwleczony sposób przedstawia historię gościa, który był wredny, bo tak, i nasi bohaterowie musieli go powstrzymać. Pod koniec praktycznie zasypiałam, i musiałam się powstrzymywać od pomijania kompletnie zbędnych flashbacków. Pod koniec książki niektóre flashbacki były wpychane na siłę, żeby tylko utrzymać konwencję rozdział-flashback-rozdział, że dostawały je postaci, które w głównej fabule pojawiały się na dosłownie kilka stron i nikt nawet by nawet nie zauważył, gdyby zniknęły bezpowrotnie.

Wielka szkoda. Ta książka byłaby lepsza, gdyby podzielić ją na antologię opowiadań. Wycięłoby to filler i skróciłoby rozwleczoną końcówkę do zgrabnej krótszej formy. Setting ma wielki potencjał, więc jednak mam nadzieję, że autorka powróci do tego świata.
Profile Image for Lidia.
512 reviews6 followers
June 6, 2018
Bardzo udany debiut. Alternatywna wiktoriańska Anglia, magia jako naturalny element rzeczywistości, wykorzystywany tak w dobrym, jak i złym celu, tajemnice i wydarzenia z przeszłości wpływające na to, co, jak i dlaczego dzieje się tu i teraz... Ciekawe wykorzystanie nekromancji, do której zwykle podchodzimy z co najmniej dużą ostrożnością...:) I intrygująca, niejednoznaczna postać głównego bohatera, któremu towarzyszy równie barwna grupa postaci drugoplanowych.

Bardzo podobał mi się zabieg wykorzystania retrospekcji jako przerywników głównego wątku powieści - pozwalały one zajrzeć w głąb bohaterów tej historii, poznać motywację ich zachowań, zrozumieć dobro i zło w nich tkwiące...

Powieść napisana jest świetnym językiem - potoczystym, barwnym, żywym... takim, jak lubię:) A sama opowieść wciąga i intryguje, i nie pozwala się odłożyć, dopóki się nie skończy:)

Z niecierpliwością czekam na ewentualny ciąg dalszy - Clovis chyba niejedno ma w zanadrzu...:)
Profile Image for Śmieszek.
22 reviews
July 21, 2019
Książka wpadła mi w oko na wyprzedaży w Empiku jakiś czas temu. I choć nie słyszałam o niej wcześniej, to postanowiłam zaryzykować. Od pierwszych stron skradła moje serce! Świetna młodzieżowa fantastyka, mam nadzieję, że autorka nie zakończy swojej literackiej przygody na "Magicznych aktach Scotland Yardu".
Profile Image for Kasia (kasikowykurz).
2,431 reviews59 followers
October 13, 2024
Wymęczyłam. Początek mi sie podobał, ale w pewnym momencie albo książka się pogubiła albo ja, ale ostatecznie nie wiem, o czym to w sumie miało być i dokąd to wszystko zmierzało. Miałam wrażenie, że dostałąm dwa twory połączone w jedno, które ze soba miały wspólnego tylko głównego bohatera (którego nawet nie polubiłam).
Profile Image for Urszula.
350 reviews6 followers
April 2, 2020
Ciekawe połączenie brytyjskiej dystynkcji z nekromancją, śledztw kryminalnych z nieśmiałymi zalotami. Smaczny kąsek w nieco innym stylu
Profile Image for Drzejms.
187 reviews6 followers
August 18, 2020
2,5. Byłby z tego dobry serial, jako książka jest nudna.
Profile Image for Suomi.
29 reviews
August 19, 2016
Bez ogródek muszę przyznać, że jednym elementem, który skusił mnie do przeczytania tej pozycji to okładka. Jestem okładkową sroką, a wydawnictwo Sine Qua Non raczy nas ostatnio tak wyśmienitymi kąskami, że po prostu nie da się przejść obok nich obojętnie. Moją zainteresowanie dodatkowo wzbudził fakt, że jest to debiutująca polska pisarka, a ostatnimi czasy w takich właśnie książkach się zakochuje, więc jakby to powiedzieć nie mogłam nie dać jej szansy. Jesteście ciekawi czy spełniła moje wysokie oczekiwania i dlaczego dałam tak niską ocenę?

Troszkę boli mnie serce, jak to piszę, ale niestety według mnie nie jest to ocena niska, ale adekwatna do tego co czuję, czyli lekkiego zawodu w połączeniu z mieszanymi uczuciami. Gdybym mogła to wystawiłabym jej choć te pół oceny wyżej, bo w sumie to sam pomysł na książkę rzeczywiście jest niesamowity i wykonanie też niczego sobie. Bardzo lubię książki osadzone w wiktoriańskim Londynie, ponieważ mają swój specyficzny i magiczny klimat, a Annie Lange po części udało się go oddać. Mroczne zaułki dziewiętnastowiecznego miasta, powozy, suknie, służące, pilnowanie dobrych obyczajów, szlachta i tajemnicze śledztwa to dla mnie nie lada gratka. W tej kwestii rzeczywiście ani trochę nie zawiodłam. Wykorzystane zostały wszystkie elementy, które kojarzą mi się z tymi czasami, a jednak pewien drobny elementy popsuły mi radość z lektury. Podobał mi się pomysł na stworzenie wątku kryminalnego, który momentami wywoływał osłupienie, ale gdzieś na jego początku pojawiła się dziura fabularna, bo nagle ni stąd ni zowąd wspomina się o napadach z udziałem magii i przede wszystkim zabrakło mi elementu zaskoczenia w rozwiązaniu. Choć co prawda samo "załatwienie" sprawcy było dla mnie sporym szokiem, to od samego początku domyślałam się, kto stoi za tajemniczymi napadami, wzmożonym pojawieniem się ghuli i tajemniczym zaginięciem małej Mary. W fabule poza samą wiktoriańską otoczką przypadł mi do gustu jeszcze delikatny wątek powoli rodzącej się miłości, która nie przytłaczała pozostałej części historii, a wręcz wywoływał uśmiech na twarzy oprócz momentów, kiedy wymyślali z jakich to powodów nie mogą być ze sobą.

Największym plusem Magicznych Akt Scotland Yardu są bardzo charyzmatyczni bohaterowie. Clovis niesłusznie będący czarną owcą rodziny często wpadał na całkiem osobliwe pomysły, ale też równie często były one najlepszym wyjściem na jakie mógł wpaść. Oprócz litości podczas czytania o jego niezbyt szczęśliwym dzieciństwie wzbudzał też bardzo ciepłe uczucia. Był bardzo empatyczny i opiekuńczy wobec innych ludzi i nawet osobom, które życzyły mu śmierci nie okazał w jawny sposób swojej nienawiści. Bił od niego smutek, że własna rodzina go odtrąciła. Johna określiłabym mianem starszego brata, który dla bliskich osób zawsze był na wyciągnięcie ręki i wspomagał ich, jak tylko mógł, nie rezygnując przy tym z własnych ambicji. A Alicja? To bardzo twarda bohaterka, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, zawsze szuka najlepszego wyjścia z całej sytuacji oraz stara się spełnić swoje marzenia pomimo ograniczeń, jakie prawa w tamtym czasie nakłada na kobiety

Sam styl Anny Lange był jednocześnie bardzo bogaty w opisy i słowa, ale również bardzo prosty, dzięki czemu czytało się dość szybko oraz przyjemnie. Niestety zepsuło to nieco klimat historii, ponieważ momentami wydawał mi się mocno niedopasowany do epoki. Nie mówię oczywiście o tym, że autorka powinna wystylizować język na dziewiętnastowieczny (coś, jak zrobił Jacek Łukawski z Krwią i Stalą), ponieważ jest wiele książek, które tego nie miały, a mimo to mi się podobały (przykładem Diabelskiego Maszyny), ale niektóre zwroty z użytych w książce raczej nie były znane w tamtej epoce. Najbardziej rzuciło mi się w oczy "przebojowy" gdzieś na początku książki.

Zdecydowanie nie umiem pisać recenzji książek, które w sumie to mi się podobały, ale na kilka rzeczy muszę ponarzekać, ponieważ bardzo rzuciły mi się w oczy. Mam wtedy wrażenie, że zbyt mało mówię o tych dobrych stronach danej pozycji, a zbyt wiele krytykuję. Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu pomimo tych kilku minusów było naprawdę ciekawą książką, cieszę się, że ją przeczytałam i z chęcią sięgnęłabym po dalsze jej części. Nie kończę też swojej przygody z Anną Lange, ponieważ widzę w niej świetny potencjał na przyszłość i to bardzo zachęca mnie do śledzenia jej literackiej kariery. A jeśli wy zastanawiacie się nad przeczytaniem jej debiutu to zróbcie to śmiało, bo spróbować warto.
Profile Image for Ola.
107 reviews2 followers
September 20, 2016
Rodzina Clovisa jest co najmniej specyficzna. Ojca posądzano o uprawianie czarnej magii, przyrodni brat nigdy nie był do niego zbyt pozytywnie nastawiony, a jego dzieci są dość osobliwe. Jeśli tak nazwać można zaburzenia, które w wieku dziewiętnastym nie miały jeszcze określeń, ale już istniały.
Również dawny przyjaciel Clovisa nie ma w życiu łatwo. Nadinspektor świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej ma problemy zarówno w pracy jak i w domu. Pieniędzmi nie szasta, z prowincji przyjechała jego siostra - Alicja, a Londyn cierpi na brak egzorcystów. Dziewczyna nie wie czy ważniejsze jest dla niej zamążpójście czy kariera pielęgniarki. Kandydatów na męża brak, a podjęte szkolenie z magii leczenia nie jest tym czego się spodziewała. I wtedy pojawia się Clovis, który zdaje się być rozwiązaniem na niemal wszystkie ich problemy. Jednak czy na pewno?

Choć nie jestem wielką fanką fantastyki, chyba spodziewałam się czegoś innego po tej pozycji. Mroku, ogromnej ilości magii, nieco brutalności. Po prostu "brudniejszej" historii. A dostałam opowieść nieco młodzieżową z elementami magii. I nie jest to (o dziwo) opinia krzywdząca. Bo pomimo, że to delikatniejsza opowieść, ma w sobie coś przekonującego. Przesłanie, że czasem rodzina jest bardziej niebezpieczna niż najczarniejsza magia.

Co do samego aspektu magii, chyba dziecięce uwielbienie Pottera zniwelowało możliwość stworzenia dla mnie równie absorbującego świata. Uniwersum tak klimatycznego i magicznego w sposób zupełnie niezwiązany z występowaniem tam magii. Tak, chyba moja dziecięca naiwność się wyczerpała. W historii Clovisa brakowało mi wytłumaczenia wielu aspektów i sposobu działań magii. Owszem, autorka miała pomysł na "magię", jednak nie wykorzystała go całkowicie. Zupełnie jakby opowiedziała zaledwie część swojego pomysłu.

Rzeczą, którą uwielbiam w książkach jest opowiedzenie ich historii poprzez różne postacie. Nie dość, że oglądamy świat przedstawiany z różnych perspektyw, to do tego lepiej poznajemy bohaterów. I to nie tylko tego głównego. Tutaj właśnie tak jest. Do tego retrospekcje dają tej historii ogromnego plusa. Pomagają zajrzeć w głąb historii i zrozumieć inne jej aspekty.

I choć wątek miłosny się pojawia, (tu miał powstać lekki przytyk dla historii młodzieżowych i występujących w nich motywach miłosnych, ale się powstrzymałam) to jego występowanie można wręcz ominąć. Nie dlatego, że można go ominąć czy go nie zanotować. W takim sensie, że jest on tak delikatny i nienachalny, że czytelnik wręcz uśmiecha się czytając o miłosnych uniesieniach bohaterów. Fakt, czasem się nóż w kieszeni obraca na kolejny wymyślony przez nich uargumentowanie dlaczego nie mogą być razem.

Przyznaje, że SQN ma niebywałą zdolność do natychmiastowego zwracania uwagi czytelnika. Tworzą tak ciekawe i przykuwające uwagę okładki, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Fakt, nie lubię wybierać lektury patrząc tylko na jej wygląd. I chyba niemal każdy post na temat ich książek ma w sobie podobną notkę. No cóż zrobię, że tak łatwo kradną moje czytelnicze serduszko?

Zaczynając te pozycje miałam oczekiwania. I chyba tu był mój błąd. Nie dostałam tego czego chciałam i to rzutuje na moją ocenę ogólną. Nie jest to pozycja tragiczna. To naprawdę fajny debiut autorki, jednak nie na aż tak wysokim poziomie jakiego się spodziewałam. Dla mnie to ciekawy pomysł, jednak jakby lekko niedopracowany. Gdzieś pod skórą czuję, że następnym razem przepadnę przy tej autorce.

Tekst z http://smieszna-nazwa.blogspot.com/
Profile Image for KittyAilla.
97 reviews8 followers
September 3, 2016
Opinia:
Styl autorki jest niezwykły - zabawny, ironiczny z smykałką do tworzenia barwnych opisów. Jedynie na początku od polityki lekko bolała mnie głowa, ale to już kwestia mojego nią zainteresowania. Pani Lange stworzyła też niezwykłą atmosferę wiktoriańskiej Anglii!

Od początku jesteśmy wrzucani w wir akcji - do tego bardzo ciekawie skonstruowanej. Książka ma konkretny układ - po każdym rozdziale następuje retrospekcja nawiązująca najczęściej do rozdziału kolejnego. Ponadto na początku wydarzenia są spokojniejsze, pozwalają nam zapoznać się z głównymi bohaterami, więc kiedy akcja przyspiesza, już całkiem nieźle ich znamy. Jest to magiczna opowieść o tym, jak bardzo różnią się od siebie rodziny, jak ważna jest przyjaźń i wsparcie. Dodatkowo jest to całkiem udany kryminał, choć rozwiązanie sprawy było nieco zbyt oczywiste. Były jednak rzeczy, które niesamowicie mnie zaskoczyły, ale wiecie - z Clovisem wszystko jest możliwe! Ponadto spodobała mi się taka koncepcja magii i specjalizacji, zwłaszcza nekromancji. Były tam jednak momenty zdecydowanie 18+, dość brutalne i przerażające - dla mnie to jednak zdecydowanie plus.

W książce pojawia się także wątek miłosny, dokładnie dość subtelny trójkąt, który przewijał się przez akcję, ale nie był jej główną osią (autorce dzięki!). Zdecydowanie kibicuję parze, ponieważ uważam, że autorka stworzyła taki niestandardowy paring - gdzie to ona jest tą bardziej wybuchową częścią prawdopodobnie przyszłego związku, a on nie jest typowym dupkiem-macho. Satysfakcjonuje mnie taka koncepcja.

Bohaterowie są złożeni, nawet ci drugoplanowi i dalsi. Autorka stosuje też narrację wielotorową, więc nie dość, że poznajemy postaci z ich narracji, wiemy też, co myślą o nich pozostali bohaterowie. Clovis zdecydowanie się wyróżnia i nie da się go nie polubić. Zdecydowanie uwielbiam w nim jego stanowczość w działaniu i silną wolę. John i Alicja to ciekawe rodzeństwo - bardzo realne. Polubiłam ich, tak samo jak Alfreda! Pani Lange ma niewątpliwy talent do kreowania postaci - nie są one oczywiste i podzielone na dobre oraz złe. Sam Frederick LaFay jest postacią, która mocno mnie intryguje, ale i przeraża. W sumie podczas lektury mogłam wyróżnić tylko dwie naprawdę złe postaci - kapitana Colville'a oraz psychopatycznego zboczeńca i zwyrodnialca - Horatia, ale i oni byli na swój sposób intrygujący i ciekawi. Myślałam, że przy takiej ilości bohaterów, autorka się pogubi, ale na szczęście nie miało to miejsca! No i rzeczą, jaka najbardziej mnie zaskoczyła była signora Fricapane oraz jej charakterek - przypominała mi ona Vellę ze Złodziejskiej magii, ale była zdecydowanie bardziej ciekawa i wcale nie zachowywała się, jak bezwolna kopalnia wiedzy.

Coś, o czym jeszcze muszę wspomnieć to tylna okładka książki - to był wspaniały pomysł, aby zrobić to w stylu wycinku z gazety!

Podsumowując, zdecydowanie polecam książkę - tym bardziej, że to literatura polska, a wiecie, że ją uwielbiam! Z początku byłam nieco sceptycznie nastawiona do wydarzeń, połączenia kryminału z fantastyką, ale niepotrzebnie, bo autorce wyszło to wspaniale. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu!
Displaying 1 - 25 of 25 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.