Tytułowa Córka Cieni to Juliana, której losy poznajemy dzięki odnalezionemu pamiętnikowi, z którego wyłania się wstrząsająca historia jej niezwykłych losów na tle historii Polski. Przedwojenny zakazany romans, ucieczka w Bieszczady, zetknięcie z brutalnością wojny, nierozliczone relacje polsko-ukraińskie, trudna rzeczywistość powojennej Polski – to wszystko tworzy historię życia...
Pamiętnik znaleziony w opuszczonej chacie w bieszczadzkich lasach wciąga Adama, studenta historii, bez reszty. Zapiski Magdaleny zaczynają się w roku 1936, kończą, a właściwie urywają w roku 1946. Jest w nich o wielkiej miłości, ucieczce z domu i strasznych przeżyciach. Okupacja osobiście autorki pamiętnika nie dotknęła, ale o zbrodniach Ukraińców z UPA na Polakach dowiaduje się nie tylko ze słyszenia.
Trzeba przyznać, że autorce udało się na tyle pobudzić moją ciekawość, że razem z Adamem chcę poznać rozwiązanie wszystkich zagadek rodziny Magdaleny, czyli zabieram się do kolejnego tomu sagi. Mimo, że dość długo książka raziła mnie wydumaną scenerią i przesłodzonym nastrojem. Niewątpliwie jej mocną stroną jest próba zniuansowanego opisu stosunków polsko-ukraińskich, i wówczas w czasach rzezi i akcji Wisła, i dzisiaj z punktu widzenia wnuków ludzi, którzy byli świadkami i uczestnikami tamtych wydarzeń.
Ta słodko-gorzka opowieść o wielkiej miłości, rodzinie i radzeniu sobie w bardzo trudnych warunkach. O walce o przetrwanie, poszukiwaniu szczęścia i swojego miejsca na ziemi. O ludziach, dobrych i złych, o marzeniach i wielkiej determinacji. O stratach, wielu różnych stratach... To bardzo realistyczna opowieść, obok której trudno przejść obojętnie! https://korcimnieczytanie.blogspot.co...
Nie da się bowiem ukryć, że „Siedem szmacianych dat” to właśnie literatura popularna i to klasy średniej. Co więcej, Ewa Cielesz z np. Olgą Tokarczuk z pewnością konkurować nie będzie, zwłaszcza, że w książce widać manierę wynikającą z pozaliterackich zajęć. Autorka, która poza pisaniem zajmuje się również nauczaniem i teatrem, obdarzyła swoją prozę – zarówno w wymiarze konstrukcji akcji, jak i językowym – cechami, które pomogłyby bez trudu przełożyć ją na formę dramatyczną. Wszystko dzieje się w sposób bardzo skondensowany, a dialogi wydają się miejscami bardzo sztuczne, ale nie w sposób, który przekreślałby ich istnienie w ogóle. Po prostu lepiej sprawdziłyby się na deskach teatru. Ten mariaż powieści i dramatu wypada jednak nieźle, a nawet na tyle dobrze, że powinien trafić do znacznie szerszej grupy odbiorców niż tylko fani literatury historycznej. I to właśnie dzięki uproszczeniu i jednoczesnemu wzbogaceniu formy podawczej.
Ta książka, nieznanej mi dotąd, Autorki Ewy Cielesz to pierwszy tom cyklu "Córka cieni". Akcja powieści rozgrywa się w Bieszczadach i sięga okresu na kilka lat przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej. Do przeczytania książki przekonała mnie rekomendacja koleżanki, intrygujący tytuł oraz bieszczadzki klimat, z którym nie często spotykam się w literaturze, choć wiem, że napisano sporo książek, w których akcję osadzono właśnie na terenach Bieszczad.
Opowieść zaczyna się od niewinnej podróży czterech studentów przez las, wzdłuż Sanu. Zmęczeni, (a co poniektórzy zirytowani) wyprawą marzą o zatrzymaniu się gdzieś, aby odpocząć i następnego dnia wyruszyć dalej. W owym lesie natrafiają na tajemniczą chatkę pokrytą strzechą. Decydują się rozbić obóz, by wypocząć przed dalszą podróżą. I tu zaczyna się cała opowieść, kiedy to jeden ze studentów znajduje tajemniczy dziennik i zaczyna go czytać, a lektura ta wciąga go coraz bardziej...
No właśnie: może i bohater książki jest zaintrygowany lekturą znalezionego dziennika. Może jego zainteresowanie rośnie w miarę czytania, ale to się niestety nie przedkłada na wrażenia czytelnika. Co więc sprawiło, że książka która początkowo mnie zaintrygowała, ostatecznie zrobiła się denerwująca?
Zauważam tutaj dwa minusy. Tylko dwa, za to bardzo ważne. Pierwszy z nich to główna bohaterka Magdalena. Postać tak irytująca swoją infantylnością, że już dziś pokuszę się o stwierdzenie, iż gdybym kiedykolwiek miała zrobić zestawienie najbardziej wkurzających kobiecych postaci z książek, to owa Magdalena mogłaby być w pierwszej trójce - i to na dość wysokiej pozycji! Nie wiem dlaczego Autorka książki włożyła w jej usta tak infantylne pytania/zdania. O ile początkowo miało to pewien sens, o tyle z czasem zaczęło mnie denerwować. Do tego stopnia, że nie polubiłam się z Magdaleną.
Drugim minusem są - że tak to ujmę - czasowe powroty Adama do rzeczywistości po przeczytaniu fragmentów dziennika. Na początku zabieg ten robi ciekawe wrażenie. Czytelnik ma poczucie jakby oglądał film, w którym nagle, gdzieś znikąd pojawia się zamglenie, najazd kamery, po czym w magiczny sposób ponownie przenosimy się w czasy opisywane w dzienniku, by wspólnie z Adamem śledzić kręte ścieżki losu Magdaleny. I wszytko pięknie, ale... No właśnie - ale zdarza się to co najmniej raz, do dwóch razy na rozdział (czyli dość często). Ponadto, kurczę! Czy naprawdę niemal za każdym razem kiedy Adam jest wybijany z rytmu czytania musi (podkreślam: MUSI) zapytać o coś kogoś, co ma związek z przeczytaną właśnie sytuacją? I czy za każdym razem MUSZĄ pojawiać się niby przypadkowe zbiegi okoliczności w postaci na przykład jakichś słów, które przenoszą go z rzeczywistości do lektury, gdzie padają właśnie te same słowa? No jakże pięknie... Tylko, że jakby się człowiek nie starał - życie tak nie wygląda! Czytanie książki/pamiętnika/dziennika - też tak nie wygląda! Takie mi to tu wszystko razem naiwne i dziwne jest. Jeszcze bym zrozumiała, gdyby te wstawki pojawiały się znacznie rzadziej. Ale tak jest za każdym razem!
Tak wygląda pierwsza połowa książki. Facet przeżywa emocjonalnie lekturę dziennika, Magdalena jest dziecinna ponad miarę, niektóre sytuacje nieprawdopodobne, by mogły wydarzyć się w rzeczywistości, a mój poziom irytacji sięga zenitu. I nagle wszystko się zmienia. Niczym za sprawą magicznej różdżki: Pani Cielesz a wkłada w Magdalenę mądrzejsze, dojrzalsze słowa, Adam w końcu przestaje podchodzić do dziennika tak, jakby zaraz miał wejść do środka i uratować jego bohaterów przed jakimś nieszczęściem. Zabawne, bo sam przyznaje, że przestał czytać w emocjonalny sposób. W tym momencie książka robi się bardzo ciekawa, pojawiają się nowe wydarzenia (mam na myśli temat, który zyskał tu moje uznanie, ale nie zdradzę o co chodzi). Akcja zaczyna pędzić, a czytelnik zaczyna pochłaniać treść z zainteresowaniem równym temu z pierwszych rozdziałów.
W ogólnym rozrachunku książka nie jest nudna. Bohaterowie przeżywają swoje wzloty i upadki, ciągle coś się dzieje. Jednak z czasem mój poziom irytacji spowodowany przez wcześniej wymienione, dość poważne, minusy - osiągał wysoki pułap, który uniemożliwiał mi długotrwałe czytanie. Męczyło mnie to, dlatego nie można było czytać tej książki bez robienia sobie dłuższych przerw. W jej połowie zaczęłam się łapać na tym, że spośród czytanych w jednym czasie kilku książek naraz, po dzieło Pani Cielesz sięgałam tylko z poczucia obowiązku, które sama sobie narzuciłam, a nie z rzeczywistej chęci poznania tego, co było dalej. Po czym docieram do drugiej połowy i nagle mam wrażenie, że albo została napisana przez zupełnie inną osobę, albo Autorce ktoś doradził, żeby przestała pisać w ten grafomański, irytująco dziecinny sposób.
Początkowo miałam uznać ją za mocno średnią, a nawet zastanawiałam się nad oceną słabą. Ostatecznie, druga - o niebo ciekawsza - połowa książki nie każe mi tak krzywdzić całości. Tematyk książki jest dobra, ogólny zamysł jest w porządku, wkurzający bohaterowie przechodzą magicznie jakąś przemianę - na korzyść czytelnika. Dwutorowość prowadzenia fabuły w pierwszej chwili Autorce nie wyszła, z czasem zaczęła być taka, jak powinna. Uważam więc książkę za średnią. Jeżeli ktoś chciałby się pokusić o jej lekturę - polecam, z zaznaczeniem, iż nie należy się zrażać infantylnością dialogów i lepiej przymrużyć oko na czasami absurdalne sytuacje/zachowania, które w rzeczywistości najprawdopodobniej nie byłyby takie oczywiste.
Po drugą część zapewne sięgnę, gdyż jestem ciekawa dalszych losów, aczkolwiek na razie robię sobie małą przerwę od tych wydarzeń.
You can look through my reviews, honestly very rarely i give 1 star. But this one is a really bad, bad book. Naive plot, bad language, story itself could be interesting but it was destroyed by the author because of its incredibility and annoying language. Thank you, no more!