Na przełomie XIX i XX wieku Londyn był stolicą największego i najbogatszego imperium w dziejach świata. Stał się areną postępu materialnego, intelektualnego i moralnego. Pojawiły się: fotografia i „ruchome obrazki”, „bezkonne powozy” i metro napędzane parą, która „śmierdzi jak oddech krokodyla”. Londyn epoki wiktoriańskiej przyciąga „niesamowitym urokiem” pisarzy, malarzy, kompozytorów i aktorów. Są wśród nich Chopin, Norwid, Modrzejewska i Conrad. Miasto ma jednak także swoją ciemną stronę. W ponurej dzielnicy Whitechapel grasuje Kuba Rozpruwacz. Niejaki doktor Crippen mgliście opowiada o nagłym zaginięciu żony. Gdy policja dokona makabrycznego odkrycia, on będzie już na statku do Kanady. O jego losach przesądzi nowy wynalazek – telegraf. W kamienicy przy Baker Street 221B siedzi w fotelu, pykając fajkę, najsłynniejszy detektyw świata: Sherlock Holmes. Kiedy umiera, mężczyźni zakładają czarne opaski, kobiety czarne welony. Londyńska żałoba trwa tak długo, że Conan Doyle jest zmuszony wskrzesić swego bohatera.
Zacznę od zmiany tytułu, który wymyśliło pewnie łase na kasę wydawnictwo. Jako "Londyn przełomu wieków" etc. sprawdza się nieźle. Piękne ilustracje i kilka ciekawych cytatów pozwalają przymknąć oko na niezgrabne zdania (jedno wręcz urwane - koniec rozdziału ósmego) i powierzchowne potraktowanie każdego z tematów. Nie jest to jednak pozycja dla żadnego miłośnika prozy Doyle'a. O Sherlocku jest tu może parę stron, i to zupełnie podstawowych informacji. A można by napisać tak wiele - jaki był stosunek Doyle'a do sufrażystek? I wzajemnie? Do modnego wówczas spirytualizmu? Czy postać Holmesa pojawiała się w pierwszych niemych filmach? Czy Doyle asystował londyńskiej policji, rozwiązując prawdziwe zagadki? Tego się z tej książki nie dowiecie. Dowiecie się natomiast, jak zwielokrotnić sprzedaż, tapetując okładkę nazwiskiem modnej postaci. Widać strategie marketingowe znane z opakowań jogurtu i kociego żarcia sprawdzają się także w księgarniach.
Trochę faktów historycznych, trochę ciekawostek, zdjęcia przedstawiające miasto i ludzi w epoce wiktoriańskiej i edwardiańskiej, kilka nawiązań do tytułowego Holmesa, żeby ci, którzy książkę kupili dla niego nie byli totalnie rozczarowani. Bez szału, ale przyzwoicie.
"Londyn w czasach Sherlocka Holmesa", jak na album przystało, pełen jest rozmaitych rycin, grafik i zdjęć, które podkreślają dokumentalny charakter publikacji. Niemniej jednak niektóre tematy zostały potraktowane dość zdawkowo, więc osoby pragnące poszerzyć swoją wiedzę na temat życia w Londynie epoki wiktoriańskiej i edwardiańskiej wiele nie zyskają z lektury. Jednakże bogata bibliografia umieszczona na końcu książki może być wskazówką do samodzielnego zagłębienia się w dany temat. W mojej opinii "Londyn w czasach Sherlocka Holmesa" to lektura idealna dla osób takich, jak ja ‒ które po prostu chcą się dowiedzieć czegoś więcej o niegdysiejszym Londynie. Bogactwo ilustracji oraz informacje podane w przystępnej formie sprawiają, że książkę czyta się szybko i przyjemnie.