Jest rok 2057. Wskutek działań ubocznych N-Genu, leku hamującego starzenie się, ludzie przemieniają się w zielone, żądne krwi istoty przypominające orków. Zniszczona zostaje technologiczna infrastruktura globu, tkanka społeczna rozpada się i przeobraża. Ostatnią enklawą ludzkości jest Polska. Twierdza Polska. W niej dzielni woje doborowych oddziałów piechoty zmotoryzowanej, w tym batalionu „Orzeł Biały”, będą musieli stawić czoło nie tylko zalewowi Zielonoskórych, ale i swoim słabościom, w tym brakowi higieny, który szczególnie doskwiera sierżantowi… Ale nie uprzedzajmy faktów.
Polski pisarz science fiction, z wykształcenia lekarz medycyny. Przez 6 lat pracował w koncernie farmaceutycznym, później założył firmę szkoleniową.
Debiutował w czerwcu 2000 roku w miesięczniku Świat Gier Komputerowych tworząc rubrykę Grao Story. Publikował teksty publicystyczne w "Nowej Fantastyce" w cyklu Co w duszy gra. W "Nowej Fantastyce" 11/2002 ukazało się jego pierwsze opowiadanie z cyklu o gamedecu ("gierczanym detektywie") Torkilu Aymorze - Gamedec. Małpia pułapka. Jego debiutem książkowym był zbiór dwunastu opowiadań Gamedec. Granica rzeczywistości, wydany przez wydawnictwo SuperNOWA w 2004. W kwietniu 2006 ukazał się tom drugi, tym razem powieść, pt. Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw.
Powiem tak - dla osób które szukają książki o żołnierzach z bardzo dużą dawką mocnego humoru i dużej ilości scen akcji, to jest to dla was. Naprawdę świetnie napisana, autor w piękny sposób bawi się postaciami i słowami, od pierwszych stron jest interesująco. Ja się po prostu zakochałam bo od dawna szukałam czegoś takiego o polskich żołnierzach z dużą ilością humoru na polskim rynku. No świetne naprawdę, a wiem o czym mówię bo książkę czytałam dwa razy i zamierzam przeczytać trzeci. Pozycja wzruszająca, entuzjastyczna, jak sam autor mówi ,,ku serc pokrzepieniu’’ i z pewnością oryginalna nie tylko fabułą i pomysłami ale też sposobem pisania. Mnie się ogromnie podoba i polecam chociażby po to aby się pośmiać.
Tym razem Marcin Przybyłek stworzył nierówne dzieło. Kilka razy szczerze się pośmiałem (patent z pozycjami bojowymi "zielonych" wymiata), kilka razy trochę zniesmaczyłem. Jest brutalnie i jest rynsztokowy język. Niby do przełknięcia - wiadomo: żołnierze... Ale może razić. Mam wrażenie, że autor chciał zbyt wiele na raz, a nie do końca przemyślał konsekwencje dla fabuły. Po pierwsze: zabawa/eksperyment z nazywaniem postaci od żywych osób moim zdaniem zepsuł tylko mocno książkę. Ilość bohaterów jest taka, że po pół godzinie czytania ma się ochotę po prostu machnąć na nich ręką (a w zasadzie chyba trzeba dla ratowania przyjemności czytania tak zrobić) i spróbować śledzić wydarzenia nie skupiając się za bardzo na tym kto konkretnie wycelował, strzelił, rzucił itd. Zresztą poza koniecznością umieszczenia wielu nazwisk ta ilość postaci ma niewielkie inne uzasadnienie, a w efekcie postaci są tylko z grubsza naszkicowane i jakoś za bardzo na czytelnika emocjonalnie nie działają, więc jeśli powiemy sobie: drużyna robi swoje i mniejsza o szczegóły i próby uchwycenia kto konkretnie, to mamy szansę na uniknięcie zmęczenia i uczucia chaosu. Z innej beczki: drażni mnie niezdecydowanie co do stylu. Zaczynamy w pastiszowo-rubasznie - komiksowo: dzielni różowi wojacy, bohaterscy obrońcy ostatniej twierdzy prawdziwych ludzi kontra zielone krwiożercze, ale w swej głupocie nawet zabawne bestie. Ale już za chwilę wydarzenia sugerują, że te na pierwszy rzut oka solidnie popaprane bestie mimo uszkodzonych mózgów wcale nie są głupie. Czyli niby co, po prostu ekscentryczne? To niezdecydowanie trwa już do końca: trochę (całkiem - przyznajmy - udanego) odlotu a'la Terry Pratchett, który nagle jak grawitacja przybijają do gleby czasem nieśmiałe, a czasem walące wręcz w pysk próby rozważań na tematy poważne: o roli instynktu i biologicznego przymusu w kontrze do intelektu dla żywych istot, czyli: czy "zieloni" to chorzy ludzie, czy może jednak nie ludzie. Ogólnie jak dla mnie za duży misz-masz. Bo mogło być zabawnie i niepoważnie, mogło jednocześnie i nieco filozoficznie, bo tło całkiem niezłe. Niestety, składniki się jakoś nie wymieszały, nie stworzyły w tym wypadku mieszanki szczególnie apetycznej. A szkoda. Ale można. Chwilami zabawa przednia.
Dziękuję wydawnictwu WarBook za możliwość przeczytania tej książki.
To moje pierwsze spotkanie z piórem autora. Powiem szczerze, że to naprawdę fajna historia. Przyszło mi się zmierzyć z niecałymi 600 stronami, ale... Trochę ciężko szło mi to czytanie. Nie, nie ze względu na obszerność treści, ale wplątany tam język niemiecki. (Lubię go tylko w muzyce) A tak całokształt? Naprawdę fajny. Książka wciąga, bawi i są również w niej fragmenty powagi, które podkreślają jej tematykę.
Bardzo spodobał mi się styl pisarza. Mało kiedy, część bohaterów książki jest przedstawiana na samym początku. Zaskoczył mnie ten początek, oraz to jak została poprowadzona fabuła. Skrótowe przedstawienie "historii", co było wcześniej, trochę jak w grach komputerowych. (Tych przygodowych z akcją) Śmiałam się patrząc na te wytłuszczone słowa np. "Emfazą, emfazą", "Czytać szybko", "Czytać szybko, jak to możliwe". Prawie bym zapomniała o wzmiankach takich jak: ,,Drogi czytelniku", "Historcy opisują następująco", "Według większości historyków". Zawsze podobało mi się coś właśnie w tym stylu. Dzięki temu bardziej się angażowało w treść. Zaskoczyło mnie też to, że jeden z rozdziałów był aż tak rozbudowy. Mało kiedy coś takiego widzę. (173 strony 😮)
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem jakie zostało ujęte w książce. Mianowicie to, iż kto nie czyta fantastyki, ten nie zrozumie treści. Według mnie to zależy jaki to podgatunek fantasy. To Świat niewyobrażalnie duży i ma wiele wymiarów uniwersum.
To, że my Polacy zawsze się o coś kłócimy, to żadna tajemnica. Szczególnie widoczne jest to w internecie. To pokazywanie tej podwójnej moralności... Bez wszczynania pyskówek czy też wszelkiego rodzaju docinek, to niektórzy by chyba bez tego nie mogli normalnie żyć... Dlatego też, nie zdziwiło mnie w tej historii, że my zostaliśmy jednym krajem, co nie zażyło tego leku na nieśmiertelność.
Wyobrażacie sobie ludzi zmutowanych jako Orków? Zgadzam się z tym, że to coś nowego w świecie fantasy.
Czy polecam? Oczywiście, to gwarancja dużej dawki ironii, sarkazmu i humoru. Historia pokazująca, że w obliczu niebezpieczeństwa możemy się zjednoczyć. Może nie wszyscy, ale zawsze to coś.
Uwaga, przekleństwa, to dla tych, co nie preferują tego w literaturze.
Moja ocena 8/10
Cytaty z książki:
"- Zadra, żadnych głupich pomysłów. Nie mamy w oddziale drugiej takiej interpretatorki jak ty. Cofnij się o dwadzieścia metrów, bo ich lewe skrzydło może cię zaczepić. - Wyrżnę Wampir westchnął. - Byłaś głupia, jesteś głupia i będziesz, z tym już się pogodziłem. Ale nie możesz narażać reszty oddziału na niebezpieczeństwo. - To moje życie. - Ginąc, osłabisz Orly. Osłabiając, narazisz. - Taaa... Mateusz uśmiechnął się pod chustą. Słowo to w ustach Zadry oznaczało: "Dobra, przekonałeś mnie, nie drąż" Zwiadowczyni stęknęła, poprawiła chwyt na rękojeści Tora i zaczęła leniwie przesuwać się w tył."
" Ci podnieśli głowy, oceniając powab czarno ubranej walkinii. - Uuu, panowie, mamy gościa. Znaczy, gościę - odezwał się Arnold. - Pani sobie życzy? Martyna Plisenko wzięła głęboki wdech, wypełniając olbrzymi dekolt tak, że napięty top prawie pękł, po czym wypuszczając powietrze, odparła - Życzę sobie, chamie, żebyś zabrał stąd swoją słomę, za nią dupę i korale, a potem żeby się stąd odczołgał twój mózg, wyraźnie nieużywany, ale także mi obrzydliwy. Sitarczyk mrugnął do Norberta. - Dobra jest, ostra. Że co -spojrzał na Plisenko - proszę paniuńci? - To, prostaku - odparła Martyna i zdzieliła go otwartą dłonią w pysk tak mocno, że odchylił się na krześle i omal nie upadł. Siedzący tuż za szefem Maksiu zerwał się i trzasnął Plisenko pięścią w twarz. Kobieta, choć swoje ważyła, drapnęła obcasami o kostkę chodnika, wystrzeliła w powietrze i gdyby nie błyskawicznie działający Samul, upadłaby na ziemię. Wielki woj chwycił ją wpół i przyjął impet na szeroką pierś. Z dziąseł i nosa blondyny płynęła krew. - No to macie - szepnęła - pracę zespołową."
"- Co oni mówią? - pytał Engels Engelsa. - Że jakaś bomba wybuchnie, czy co... - Jaka bomba? - Tomowa. - Jaka? - Jajcowa. - Nie ma takich bomb. - No, ale oni mówią. Jądrowa. - Nie tomowa, tylko atomowa, kretynie! - No tak. - I gdzie wybuchnie? - Nie wiem, ale wszyscy zginiemy. [...]"
"- Dopóki się kłócicie, schowam się, bo gwardia lada moment zacznie w nas prać i zrobią z nas ser. - Jak to ser? - Z dziurami. Ser. Z dziurami. - Nic, scheisse, nie rozumiem - przyznał się Matt. - Bo jesteś debilem. - Pilot wyszczerzył zęby. - Sam, schwanzu, jesteś debilem. Od tych twoich manewrów zaraz się porzygam. - Tylko, verfluchte, spróbuj mi rzygać na autobusie. - Nie na, tylko w - poprawiła go Giselle. - A poza tym to nie autobus. - To była onomatopeja - wyjaśnił Greg. - Przenośnia, kretynie. Nie próbuj używać tych części mózgu, których nie masz. - Jak tak, to mam w arschu to pilotowanie - oświadczył Hayd, puścił drążek sterowniczy i skrzyżował łapy na piersi. Pojazd przechylił się i zaczął przyspieszać, celując w osmalone sosny kołyszące się kilkadziesiąt metrów niżej."
Ta powieść mimo, że zabrała mi cały urlop jest warta uwagi. Wciągnąłem się doszczętnie i dopiero przystopowałem pod koniec aby na spokojnie prześledzić/przesłuchać finał. Ta historia to dziwna fuzja Warhammera 40K, Mad Maxa gdyż tylko ta dwa uniwersa przychodzą mi do głowy. Z jeden strony to dziwne postapo (dla Polaków nie takie złe), a z drugiej to brutalny i niebezpieczny świat rodem z mrocznego fantasy mimo, że to solidne science fiction.
Fabuła tej książki jest zaskakująco prosta jak na ponad 700 stron, można by rzec - za prosta. W niedalekiej przyszłości dochodzi do wynalezienia cudownego serum długowieczności o nazwie N-Gen. Po wielu latach obywatele prawie całego świata przyjęli ten specyfik poza polakami. Po jakimś czasie N-Gen powoduje spustoszenie w organiźmie i zmienia ludzi w zielone, krwiożercze bestie podobne do orków rodem z fantastyki. Jedyną ocalałą nacją są Polacy, którzy po kilku zmianach polityczno-gospodarczych dostosowują się do zaistniałej sytuacji i bronią kraju przemianowanego na Polską Twierdzę.
Nie czytałem sztandarowego cyklu Przybyłka o nazwie Gamedec więc nie mam porównania stylu w jakim pisze autor Orła Białego. Powieść poza szeroko zakrojonym opisem realiów drugiej połowy XXI wieku dostajemy również szereg postaci i miejsc, które z pozoru kojarzą się z naszymi czasami. Poza wartką akcją, całość napisana jest z dużą dozą humoru i religijno-politycznej autoironii co do naszego narodu. Marcin Przybyłek często puszcza oko do czytelnika przy okazji nazw własnych różnego rodzaju miejsc i przedmiotów oraz przy przedstawianiu drugoplanowych bohaterów: Robert Szmidt jako ork czy też Magdalena Kozak jako królowa.
Ważnym elementem całej powieści jest zmiana głównej religii naszego kraju na religię pierwszych Słowian, i tak chrześcijaństwo przez czystkę elit i kaznodziei jest na wymarciu. Maszyny są nazywane na cześć takich bogów jak Perun czy Trzygłów, a zamiast okrzyków "o Matko Boska" mamy hasła typu "na Swaroga". Należy również wspomnieć, że opisy akcji i dialogi naszpikowane są wulgaryzmami i dokładnymi opisami masakry co w moim odczuciu podnosi poziom realizmu i dynamiki. To hardcorowe'a satyra polityczno-religijna w stylu Tarantino lub Rodrigueza. Dużo wątków jest tak ładnie poupychane, że nie ma w żadnym razie czego przewinąć. Przybyłek wykonał kawał dobrej, krwawej roboty i za to mu wielkie brawa.
Przenosimy się do przyszłości. Rok 2040, ludzkość wynalazła lek, który ma powstrzymać starzenie się. N-GEN okazuje się mieć więcej skutków ubocznych niż wszyscy się spodziewali, a osoby, które go zażyły zamieniają się w orki. Wielke, zielone potwory, które zrobią wszystko dla posilenia się ludzkim organem - sercem.
Jedynym krajem, który nie spróbował N-GENu jest Polska i to ona będzie musiała się męczyć z orkami, którzy napierają na nią z każdej strony. Jak sobie z tym poradzą?
Książka widać, że jest dopracowana, a fabuła rozbudowana i posiadająca smaczki dla tych, którzy lubią historię i politykę. Jest mnóstwo bohaterów, którzy oprócz imienia i nazwiska mają również ksywki, co z moją "pamięcią złotej rybki" było strasznie trudne do ogarnięcia. Myślę, że nawet do samego końca nie do końca pamiętałam kto był kim. Autor oferuje nam książkę pełną nietuzinkowego humoru i mnóstwa bitw z orkami, które są opisane w najmniejszym szczególe. W książce jest bardzo dużo wulgaryzmów co nie do końca do mnie przemówiło. Rozumiem, jeśli byłoby to w afekcie bitwy, gdzie trzeba szybko działać. Moim zdaniem pojawiały się bardzo często niepotrzebnie. To jest lektura, którą trzeba traktować z przymrużeniem oka. Pozwala nam na wyłączenie głowy i pośmianie się z głupich rzeczy.
Myślę, że pozycja jest dla osób, które lubią historie, opisy bitw i przede wszystkim są otwarte na najróżniejsze żarty. Jest tu humor, który nie każdemu przypasuje. Patrioci również znajdą coś dla siebie, bo jednak to Polska jako jedyny kraj została przy zmysłach. Mamy też mnóstwo politycznych smaczków, które są ciekawym urozmaiceniem.
Sama koncepcja na książkę jest ciekawa i myślę, że przyciągnie jeszcze wiele osób.
Książka typu "wyjątkowo głupie, ale śmieszne". Nawet zaskakująco śmieszne. Książka opiera się na koncepcji, że cały świat oszalał, ludzie zamienili się w odpowiednik warhammerowych orków, i tylko Polska pozostała twierdzą i ostoją (na skutek niekompetencji własnych polityków). Sama książka to militarne fantasy i zasadniczo składa się z długich i niezwykle precyzyjych opisów krwawych jatek, walk, pościgów, strzelanin i bitew, co jakiś czas przerywanych krótkim wspomnieniem niedawno zastrzelonych lub też chwilką na opatrzenie tych co bardziej poharatanych. Autor świadomie wybiera konwencję pastiszu, dodatkowo umieszczając w książce wielu kolegów po piórze w najrozmaitszych rolach - a to orka, a to kosmonauty. Jednak to co jest fajne, to to, że mimo slapstikowego humoru autor nie odlatuje i książka zachowuje spójność fabularną. Czytało się nieźle i chyba sięgnę po drugi tom za czas jakiś, ale raczej nie od razu.
Może moja ocena jest krzywdząca dla książki, ale jest poprawnie napisana i zamysł jest fajny, lecz czuję, że to nie mój klimat. Sama książka bardzo kreatywnie wymyślona, dobrze poprowadzona akcja w niej była dzięki czemu czytanie szło płynnie. Opisy w książce pierwsza klasa! Naprawdę są tak świetnie opisane, że aż w szoku byłam.
Przybyłek otwiera opowieść. Informuje nas o tajemniczym specyfiku, dzięki któremu człowiek może stać się nieśmiertelny, ponieważ zatrzymuje proces starzenia. Pomimo to skutki tego specyfiku są okropne! Ludzie zamieniają się w zielone potwory, które stają się sadystycznymi, okropnymi mordercami. Cały świat pogrąża się w walce.
Tak jak wspomniałam książka napisana poprawnie, lecz czuję, że to nie mój klimat. Nastawiam się chyba troszeczkę, że będzie to coś podobnego do ,,Gambit’’ i ,,Punkt Cięcia’’.
Czy sięgnę za jakiś czasz jeszcze raz to po tą książkę? Myślę, że tak!
That was a... weird book. I am not quite sure how to review it. It was supposed to be fun and entertaining and (mostly) achieved that goal. I also liked the surprisingly in-depth examination of what consequences of such an "orc-plague" would be in the world - in social, economic, religious and political terms.
What I didn't like? Mostly the pacing, especially with a lack of any sort of climax at the end. The nature of the mission forced such a way of driving plot but it still fell a bit flat with me. A bigger problem was that I was unable to connect with the main characters. They just names to me and that robbed me of any impact when they died - which was particularly evident in the first battle when the characters die before we actually learned something about them.
Sam pomysł na historię jest całkiem dobry. Opis wskazuje, że książka jest takim odmóżdżaczem, który można przeczytać po ciężkim dniu. Jednak 3 gwiazdy za nie potrzebne rozwlekania akcji, mnogość postaci w pewnym momencie jest przytłaczająca i czytelnik zaczyna się gubić.
Pierwsza książka ze mną w roli niezbyt głównej, ale za to zabawnej. Ale tak poza tym to ostra jazda pełna przybyłkowych poglądów, akcji i humoru. Humor koszarowy i momentami nazbyt wulgarny język pasują do treści, ale nie do Jakuba, więc momentami zębami zgrzytałem. Jednak i tak rozrywki nie brakuje - eksperyment udany.