Подорож до Варшави трасою державного значення №7 зіштовхне оповідача з різноманітними візіями минулого і майбутнього Польщі, а також із дивакуватими носіями цих поглядів: відьмаком Ґерардом – виробником еліксирів, гіпстерами зі зброєю, сільським магнатом і його прогресивним братом-священиком, який заливає на парафіяльний ютуб відео з односельчанином-трансвеститом. Роад-сторі під кінець набуває фантасмагоричних рис і масштабу, а випадкові розмови на автозаправках і в барах усе більше здаються великими планами зі становлення держави. Однак Зємовіт Щерек далекий від серйозного тону, тим паче – від прагнення створити живучий національний проект. Навпаки, «Сімка» написана дотепно і радше апелює до здатності читача сприймати книгу іронічно.
Dziennikarz portalu Interia.pl, współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”, autor opowiadań publikowanych m.in. w „Lampie”, „Studium”, „Opowiadaniach” i E-splocie oraz współautor wydanej w 2010 r. książki pt. Paczka radomskich. Pisze doktorat z politologii, zajmuje się wschodem Europy i dziwactwami geopolitycznymi, historycznymi i kulturowymi. Jeździ po dziwnych miejscach i o tym pisze. Ostatnio najbardziej inspiruje go gonzo i literatura / dziennikarstwo podróżnicze. Laureat Paszportu „Polityki” 2013 za książkę Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian.
Dorota Masłowska spotyka Filipa Springera, by wspólnie pisać "Strach i odrazę w środkowej Polsce" - tak najkrócej można streścić "Siódemkę" Ziemowita Szczerka. O ile znakiem rozpoznawczym autorki "Wojny polsko-ruskiej..." jest niesamowita zdolność do wchłaniania i przetwarzania języka, o tyle Szczerek w podobny sposób traktuje całe swoje otoczenie: wszechogarniający syf, którego kwintesencją jest droga krajowa numer 7, a który tu urasta do rangi alegorii Polski, jej historii, jej mitologii, jej wyobrażeń o samej sobie i swojej roli w świecie. Alegorii snutej przez bohatera pijanego, naćpanego, wypełnionej postaciami z Wiedźmina, pocztu królów polskich Matejki oraz "Kajka i Kokosza". A wszystko to w autentycznych dekoracjach z "Wanny z kolumnadą".
Skojarzenie z Masłowską wzmacnia jeszcze fakt, że w tle dramatycznej podróży głównego bohatera cały czas pojawiają się doniesienia o coraz bardziej napiętej sytuacji na granic z Obwodem Kaliningradzkim, która - SPOILER! - kończy się wybuchem wojny polsko-ruskiej właśnie. I bombardowaniem Radomia. Bombardowaniem osiedla, które - tak się składa - znam i które czasem przychodzi mi odwiedzić. Bombardowaniem bloków, w których mieszka moja rodzina, a na którym wychował się bohater "Siódemki". Nie powiem; ta część zrobiła spore wrażenie. Jak zła końcówka tripu.
Ale wcześniej też jest wszystko, czego potrzeba: przydrożne bary, 7 cudów gównianej architektury, zalew reklamy, uparci rodacy, dresiarze i drobne cwaniaki. Golgota z papier mache i listopadowa pogoda. Chujowa muzyka w radiu i policyjna nowomowa w wiadomościach. Krew i styropian ociepleniowy, błoto i karton-gips, wódka i motywy rycerskie. Kebab, wulkanizacja, skup palet. Jest brzydko, jest strasznie, jest brudno. Przerażająco i odrażająco. Gonzo.
PS: Idiotycznym zabiegiem są trzy PS-y na końcu książki. A już ten o Wilqu, kompletnie nie pasujący do reszty, brzmi jakby dopisał go ktoś, komu nie wystarczyła kategoryczna przecież puenta.
PS2: W drodze z południa Polski do Warszawy polecam wariant: A4 - A1 - S8 (a do czasu otwarcia obwodnicy Janek objazd DK50 - A2).
Właśnie skończyłem... i mam ochotę zacząć od nowa. Prześliznąć się ponownie po tekście, zatrzymując się przy smaczkach i dwuznacznościach. Jeśli jesteś wielbicielem Barei, uważasz, że Smarzowski ma coś wartościowego do powiedzenia, to czytaj. Przewrotny stop "Wesel" (ma coś z obydwu), "Dziadów" i "Misia". Nasza polskość, nasz narodowy charakter i krajobraz kulturowy w całej (wyobrażanej) wielkości zderzone z rzeczywistą przaśnością (pomniki na przykościelnej golgocie... nie no, stanowczo: musicie przeczytać to sami). Obrazoburcze i prowokujące, zabawne i... smutne jednocześnie. Inteligentne.
Genialna. Najlepsza. Polecana kazdemu kto choc raz jechal Siodemka - albo jakakolwiek polska droga. Mam nadzieje ze polska kinematografia stanie na wysokosci zadania, musi byc ekranizacja ambitna z Maciejem Stuhrem i Cezarym Zakiem obowiazkowo, i smokiem z Wiedzmina :)
Polska jak najbardziej prawdziwa, choć przedstawiona w konwencji powieści drogi (i grozy), w kostiumie noir z elementami fantasy.
Historia dzieje się 1 listopada, tym szczególnym dla Polaków dniu, gdy „kto żyw bieży na cmentarz”. Choć nasz bohater jedzie na spotkanie w Warszawie; niezwykle ważne – jak wszystkie warszawskie spotkania.
Autor przedstawia polskie straszydła, zarówno te realne, jak i fantastyczne. Są tu zamki, zwidy, upiory, widma i majaki. Są władcy, zbójcerze i cudowne eliksiry. Jest to dziejąca się tu i teraz prawdziwa historia niesamowita, napisana z arcypolską fantazją.
Rzecz jest pretekstem by się rozprawić z polską estetyką, mitologią i symboliką, naszą ratio existentia między Wschodem a Zachodem, Północą a Południem.
Jest to opowieść o tym, jak jest, jak (by) być mogło, oraz jak być absolutnie nie może.
W sumie nie wiem czemu spodziewałam się konwencjonalnego zakończenia, skoro jakoś pół książki to wiedźmiński trip. Złośliwość łączy się tu z zagubieniem i nostalgią, a całość okraszają teksty reklamowe z lat 90. i swojski kicz. Nadspodziewanie zgrabna książka.
Tej książki nie obejmiesz rozumem, tę książkę obejmiesz tylko sercem, gipsowym sercem spod krzykliwego szyldu Serc-Polu, co tyleż ojczyźniane insignia miłuje, co Ruska nie znosi; sercem trwożliwie kołaczącym w osierdziu z polbruku.
Pyszna lektura. Co prawda jako dla niezmotoryzowanego, Polska przydrożna jest dla mnie ponadprzeciętnie egzotyczna. Zakładam więc, że niejeden szczegół i aluzję przegapiłem. Ale książkę i tak połknąłem "tak, jak w tym kraju pije się wódkę: na raz".
Trochę rozbijają i spowalniają akcję różne dygresje, dla czytelników Szczerka nie będące przeważnie niczym nowym, więc tym bardziej drażniące. Można je chyba było z korzyścią dla całości nieco przykroić, rozbudowując w zamian fabułę. Ale i tak jest wyśmienicie, a ostatni rozdział nieźle wali po głowie.
Książka nierówna. Chwilami autor zachwyca lawiną błyskotliwych treści, by za chwilę pogrążyć się w grafomanii. Trzeba jednak przeczytać, bo tak napisanej diagnozy współczesnej Polski jeszcze nie spotkałam. Gruby język, brak litości, ironia i sarkazm. Tak można pisać, tylko wtedy, gdy się Polskę kocha...
O, jakże bym chciał, żeby ta recenzja wybuchła jak bombka od Szczerka, rozsypując wszędzie absurd i cynizm, żeby jebło i śmierdziało spalenizną słów. Fabuła? Ta fabuła to jakieś pokraczne rusztowanie, na którym ledwo się trzyma ten cały kram, jakby ktoś próbował z drutów i taśmy klejącej zrobić most nad przepaścią. Skrzypi, trzeszczy, i masz wrażenie, że zaraz się rozpadnie, ale trzyma – o dziwo. Mięcho za to pierwsza klasa: te opisy, te obserwacje, to są smaczne jak zapiekanki spod dworca – takie, co wciągasz o trzeciej nad ranem, a potem nie wiesz, czy to geniusz, czy żołądek ci się podda.
Ale fabuła, kurwa, no… dziwna. Jakby autor za bardzo zjarał się własnymi pomysłami, aż mu logika odjechała ostatnim pociągiem. I dziwaczna tak, że czasem masz ochotę zapytać, czy to na pewno książka, czy może jakiś eksperyment, o którym zapomnieli ci powiedzieć. Mimo wszystko – wciąga, bo ten język, te słowa, ten potok, co cię porywa i rzuca o ściany, to jest jazda bez trzymanki.
Czytasz i czujesz, że autor rzyga słowami, ale rzyga z takim wdziękiem, że aż chce się brać dokładkę.
Droga krajowa numer siedem do kwintesencja Polski - nie trzeba zjeżdżać kraju wzdłuż i wszerz, wystarczy siódemka, by doznać wszystkiego i poznać najbrudniejsze i najciemniejsze sekrety ojczyzny. Szczerek z językową dezynwolturą opisuje to wszystko, co jest tak bardzo polskie - wszechobecny syf, reklamy, billboardy i banery, alkohol lejący się z każdej strony, dziwne policyjne zagrywki, koszmar architektury, kostka, gips, pasteloza, motywy katolickie i historyczne, a do tego jesienna listopadowa pogoda. Karty książki zaludniają janusze i grażyny, cwaniaczki, kombinatorzy, małomiasteczkowi potentaci, zagubiona cudzoziemka, odklejeni od rzeczywistości studenci, czyli cała gama różnorodnych postaci.
Widzę właśnie oczami duszy, jak za 30 lat Siódemka jest lekturą w szkołach, pracowicie wtłaczaną niechętnym i ignorującym ją licealistom jako świadectwo epoki. I w kilku przypadkach na tysiąc licealiści ci odkrywać ją będą na nowo w okolicach trzydziestki czy później i zachwycać się formą i tym, co wcześniej przegapili... jak dziś powiedzmy odkrywa się niekiedy Gombrowicza będąc już w latach posuniętym.
I w sumie nie wiem, czy wypada książce takiego losu życzyć...
Grubo. Z pewnością nie dla tych, którym brak dystansu i tych, którzy zbyt dużą wagę przykładają do swojego patriotyzmu, lokalnego i nie. Odjechana (momentami aż za), ale celna karykatura dzisiejszej Polski. Chętnie wrócę za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat, żeby sprawdzić, co się zmieniło. I zastanawia mnie, czy mój syn, gdy dorośnie, będzie w stanie zrozumieć "Siódemkę" bez przypisów. Czy wspomniałam, że kilka razy uśmiałam się jak norka?
Polacy w krzywym zwierciadle. Książka zawiera dużo czarnego humoru, wulgaryzmów (nie uważam, żeby autor przesadził). Niektóre fragmenty mnie zachwyciły (szczególnie początek), ale niektóre podchodziły pod grafomanię.
Місцями дуже смішно. Місцями дивно, але загалом добре. Ну і цікаво міркувати, якими дикими і жахливими є наші краї, якщо для Щерека такою дикою та брудною є сучасна Польща. Ну і читання зараз доволі актуальне через осмислення потенційного нападу Росії і що би тоді робив, якщо би це сталося?
Крута книга. Хочеться сісти в машину і поїхати просто кататися))) Видно, що автор, хоч і висміює свою рідну Польщу, дуже її любить. Багато гумору, а останній розділ дуже добре передає страх, невпевненість і відчуття того, що світ, який ти знав - зник назавжди
Pierwszy rozdział był kiepskawy, ale im dalej czytałem, tym było lepiej. Forma narracji jest nietypowa, w 2. os. l. pol. ("jedziesz, patrzysz itp."), ma to sens, który wyjaśnia się w odpowiednim momencie. Rozdziałów jest siedem, każdy zatytuowany jakimś diabelskim imieniem. Czas: 1 listopada, bohater - dziennikarz Paweł jedzie z Krakowa do Warszawy drogą krajową numer 7. Po drodze na wylotówce zabiera na stopa... wiedźmina Geralta (to przebrany fanatyczny entuzjasta Sagi wracający ze zlotu miłośników prozy Sapkowskiego). Od niego się zaczyna odyseja bohatera przez polskie fobie, kompleksy, wyznawców Wielkiej Lechii itp.- nie jest to jednak (na szczęście) tylko napierdalanka z polskiego paździerza i badziewia (no, trochę też jest), bardziej udana próba postawienia agendy dyskusji o kondycji bycia Polakiem z Polski centralej (wzdłóż tytułowej Siódemki). Książka ma już chyba prawie dekadę, ale (chyba) wciąż jest aktualna, choć za kolejną dekadę będzie już (chyba) tylko dokumentem epoki. Ostatni rozdział to political fiction bliskiego zasięgu: radio i telewizja nagle nadają, że... Ruscy weszli od Suwałk, wojna. Wizja Szczerka jest tu przeraźliwie znajoma (np. zbombardowane bloki w Radomiu). Czytane teraz wywołało u mnie dreszcz...
Nie wiem co Polska zrobila autorowi i czym sobie zasluzyla na takie przedstawienie. Ja wiem, ze rozowo nie jest i jest w tym troche prawdy ale... chyba po prostu mamy inne poczucie humoru i definicji goteski. Ktos w recenzjach wspomnial o tym, ze czeka az ksiazka zostanie zekranizowana...Pewnie bedzie to kolejna polska komedia z dialogami grubo uslanymi przecinkami...
Uwielbiam ten typ narracji - jak strumień świadomości, jak mowa potoczna, powtórzenia i zająknięcia normalnej komunikacji. To chyba jedyny sposób, aby opowiedzieć o Polsce w sposób szczery, a przede wszystkim bez patosu lub bez nienawiści. Jestem pod wrażeniem tego gorzko-śmieszkowego tekstu.
Styl, który zachwycił mnie w Chamie, tutaj już mnie denerwował. Tak czy inaczej, barwny (szary) portret Polski, trochę kapsuła czasu sprzed wojny, ostry pocisk na estetykę i zagospodarowanie miast
U Szczerka od polskiego gonzo wolę gonzo ukraińskie. Ale obraz legendarnej "siódemki" wcale nie tak odległy od rzeczywistości pod kątem klimatu, dlatego mnię ta lektura trochę odrzuciła i obrzydziła.