1,5 * za szczerość
Co ja właśnie przeczytałam?! 🤯🥴
„Maniak miłości” to autobiograficzny komiks o karierze autora na portalu randkowym. Koren ma 30 lat, rozstał się z dziewczyną, więc współlokator namawia go do założenia konta na Love Bug. Ponieważ sam ma w tym olbrzymie doświadczenie zdradza mu tipy na to jak je prowadzić, żeby mieć jak najwięcej lasek i już wkrótce okazuje się, że nieśmiały żydowski chłopak, który nie radził sobie z kobietami, został demonem randkowania. Koren wsiąka w portal całkowicie, umawia się nałogowo, przestaje kontrolować swoje poczynania, siostra wyraźnie daje mu do zrozumienia, że zmienia się w kogoś niefajnego, chociaż jemu samemu wydaje się, że czuje się najszczęśliwszy na świecie, na największym haju przerywa nawet terapię. Oczywiście ma czasem przebłyski, że coś jest nie tak, że to takie puste, może nie dla niego, ale ego zdobywcy bierze górę, aż do momentu kiedy przegina naprawdę.
Ponieważ jest to komiks autobiograficzny, trudno nie docenić odwagi autora w opowiadaniu o intymnych sprawach z całkowitą szczerością, niestety dla czytelniczki jest to przeżycie na pograniczu wstrętu i złości. Jeśli macie jakieś najbardziej stereotypowe wyobrażenie o tym jak faceci funkcjonują na Tinderze, to ten komiks w 100% to potwierdza i jest to obrzydliwe. Przede wszystkim, nie powinien mieć tytułu „Maniak miłości”, tylko „Maniak ru#ania”, bo uczucie to ostanie, na czym bohaterowi zależy. Skupia się tylko na fizycznych cechach kobiet, bohaterki są uprzedmiotowione i sprowadzone do roli obiektów seksualnych. Nawet jeśli randka jest dziwna, chodzi o to żeby zaliczyć. W bezpardonowy sposób opisuje tu taktyki polegające na upiciu kobiety, manipulacji, świadomym wykorzystywaniu, choć teoretycznie wszystkie te relacje są konsensualne. Za to kiedy przekracza granicę, nie widzimy żadnej refleksji czy ukorzenia, nie przeprasza nawet partnerki, wobec której zachował się jak predator. Dzwoni za to do dziewczyny, którą odrzucił - chociaż wcześniej deklarował, że chce spróbować czegoś stałego, nie mógł jednak oprzeć się cyckom wszędzie dookoła - i prosi o kolejną szansę, bo jednak zmądrzał. Nie uwierzyłam mu za cholerę.
Od 20 lat mam tego samego partnera, więc świat tinderowego randkowania mnie zupełnie ominął, ale bardzo mnie przygnębia i czuję, że zupełnie nie mogłabym się w nim odnaleźć. Współczuję dziewczynom, które muszą się przebijać przez ten gąszcz narcyzów i dupków, kiedy to, że facet pisze gramatycznie i nie wysyła zdjęcia penisa urasta do rangi super zalety, tej powierzchowności relacji, wiecznemu byciu poddawanej ocenie. Nie wiem jak znając zasady tej gry można komukolwiek zaufać i mieć nadzieję na normalny układ. Wiem oczywiście, że pewno są kobiety, których potrzeby też są w ten sposób spełniane oraz, że są pary, którym się udało, ale wydaje mi się, że to zdecydowana mniejszość. Jak patrzę na tinderowe przeżycia moich koleżanek, to zazwyczaj jest to doświadczenie dalekie od przyjemności.
Ten komiks zdaje się to potwierdzać. Bardzo przygnębiający obraz męskiego ego.