Książka opowiada o ikonach socjalistycznej nauki, o jej fenomenie, o wciąż niedocenianej roli radzieckich badaczy pomimo spektakularnych i bezprecedensowych osiągnięć potwierdzanych Nagrodami Nobla. O ludzkich wyborach, dążeniu do sukcesu, wierze w wartości wyższe i tryumf wiedzy, ale też o brudnym zaangażowaniu w politykę. Przedstawia kilkanaście sylwetek naukowców skazanych na zimnowojenną rzeczywistość ZSRR: ich życie, dokonania, porażki, sposoby radzenia sobie z opresyjnym systemem.
My, zwykli zjadacze kisielu, lubimy podśmiechiwać z amerykańskich naukowców występujących w mediach zawsze w liczbie mnogiej, w nieokreślonym ośrodku naukowym, obwieszczających kolejną dziwaczną prawdę objawioną. Z drugiej strony globu, o rosyjskich naukowcach zwykle wiemy tyle, ile z żartu o połączeniu oka z dupą. Czyli nic. O kim zatem można było napisać książkę liczącą ponad trzysta stron? A no okazuje się, że bohaterów nie zabrakło.
Radziecka nauka, to nie tylko Pawłow i jego psy, Tupolew i jego samoloty. To także fascynujące postacie braci Wawiłow, z których jeden stworzył największy bank roślin w Rosji by zostać zadręczony przez ówczesne władze, a drugi kierował Akademią Nauk ZSRR i tej samej władzy służył. Naukowcy spod czerwonej gwiazdy to nie są suche biogramy o najlepszych z najlepszych. To także osobliwości takie jak Lew Termen wstępujący do partii w wieku 95 lat kilka miesięcy przed jej rozpadem; to Olga Lepieszynska która z poparciem Stalina zaprzeczała istnieniu genów, a promowała własną teorię subtancji żywej, protesty przeciwko której kończyły się represjami.
Przykłady mogłabym mnożyć, ale nie będę nikogo pozbawiać przyjemności czytania.