Trzecia z serii czterech książek o utalentowanej profilerce Saszy Załuskiej. Kolejne portrety psychologiczne zbrodniarzy krok po kroku prowadzą ją do odkrycia mrocznej tajemnicy z własnej przeszłości.
Hipnotyzująca Łódź, tajemnicze miasto, które nikomu, kto choć raz się w nim znalazł, nie da już o sobie zapomnieć. I Sasza Załuska, która będzie musiała stawić czoła szalonemu podpalaczowi.
Co myślę? Myślę, że: - 2,5 gwiazdki - sprawnie napisane - wciąż wątków za dużo, zwłaszcza wątków o pobocznych osobach, z których nic nie wynika - ale lepiej niż w tomie drugim, tutaj się jakoś to zeszło na koniec - Bonda chciałaby być Tyrmandem, ale nie ma takiego wyczucia językowego (społecznego chyba też nie całkiem). Myślę, że problemem jest tu pisanie o nieswoim mieście, ale nie tylko. - na kiego grzyba był ten gwałt na lesbijce w samym środku akcji?! x_X Arrrrrgh. - (przeczytajcie jeszcze raz poprzedni punkt, obiecajcie, że nigdy czegoś takiego nie popełnicie) - in conclusion: gdyby przejechać przez to redaktorską glebogryzarką i wywalić jeszcze ze 150 stron, byłoby lepiej i składniej i ciekawiej.
OK, ja rozumiem, że mając wiernych czytelników idzie się za ciosem, ale - na Hefajstosa czy innego Hefalumpa - nie na oślep. "Pochłaniacz" był ciekawy, "Okularnik" już trochę męczył, natomiast "Lampiony" to autentyczna klęska. 600 stron, ale treści na max. 150. Większość tekstu to tak naprawdę swoiste didaskalia. Może mieszkańcy Łodzi będą zadowoleni z tych opisów, mnie to męczyło. A postaci zarysowane marnie - papierowe. Szybko płoną i niewiele po nich zostaje w pamięci. Do tego Sasza, pełnokrwista w tomie 1, praktycznie nieobecna w całej książce, a jeśli jest, to i tak nie zajmuje się profilowaniem. Zastanawiam się, co będzie w tomie czwartym, ale chyba nie mam wielkich nadziei.
To było tak złe, że musiałam się zmuszać do czytania. Dałam "Lampionom" szansę do ostatniej strony (głównie dlatego, że rzecz się działa w Łodzi, moim mieście, i kilkoro znajomych oprowadzało K. Bondę w trakcie robienia dokumentacji do książki). Nie wiem skąd Autorka czerpie pomysły na imiona dla bohaterów. Sasza, Jonatan, Dobrochna, Kalina, Laura - come on! Opisy Łodzi jakby żywcem przeklejone lub ciut przeredagowane z folderów reklamowych miasta. Jako łodzianka z krwi i kości w życiu nie słyszałam tyle razy łodzianizmów w stylu "siajowe", co w tej książce. A jeszcze nawet nie doszłam do fabuły... Zamachy, bomberzy, całe miasto w płomieniach, wątek muzułmański - no nie. Rozczulił mnie fragment w którym główna bohaterka szkoląc policjantów w łódzkiej komendzie wyciąga z torby egzemplarz "Ziemi obiecanej" i czyta policjantom fragmenty. Serio? Kto tak robi? Plus jeszcze koszmarki językowe typu "dzień dzisiejszy" albo "starczy" zamiast "wystarczy" (moja polonistka w liceum mawiała, że "starczy" to jest uwiąd). Żałuję bardzo, bo o Łodzi nikt dawno nie napisał nic dobrego, miałam nadzieję że tym razem będzie co czytać.
Wielowatkowosc graniczaca (bolesnie) z chaosem. Akcja rwana i szarpana na wszystkie mozliwe swiata strony. Nadmiar wszystkiego - postaci, motywow, opisow, cytatow, udziwnien. Mrocznie - jak zwykle, to moge zrozumiec - szkola skandynawska. Natomiast brak klarownosci i ogolny efekt pomieszania z poplataniem bardzo nieprzyjemnie mnie zaskoczyl. Troche jakby autorka chciala oderwac sie od kanonu powiesci kryminalnej. Jednakze w tym celu powinna byla napisac powiesc obyczajowa, reportaze lub rozprawe socjologiczna. Moze nawet surrealistyczny horror w sylu "House of Leaves", w ktorym to wypadku nikt nie probowalby zrozumiec o co chodzi, albowiem liczylby sie nastroj. No coz, jako kryminal raczej porazka, szczegolnie spod piora tak dobrej autorki. Czasami sie przedobrzy, ot co.
Łódź, miasto pełne kontrastów i urzekające od pierwszego do niego przybycia. Tak niczym ulotka, którą dostaniemy w Urzędzie Miasta, albo lokalnych Biurach Informacji (trzeba przyznać swoją drogą, że pracują tam bardzo kompetentni ludzie). Chyba bardziej idzie poznać czar tego miejsca czytając etykiety lokalnego browaru Piwoteka i nurzając się w łódzkiej gwarze. Czego my tu nie mamy? Pościgi, muzułmanów, terrorystów, krety, wyłudzenia, nagich nacjonalistów i strażaków, a do tego wszystko płonie niczym z powieści pewnego Rosjanina. Za mocno poczyniono skręt w kierunku fantastyki już w poprzednim tomie, tu mamy tego w nadmiarze na każdej ze stron. Sam wstęp zapowiada coś wielkiego, ale... No cóż. Może i kiedyś miał taką funkcję pełnić. Twist fabularny na zakończenie? Do tego już przyzwyczaiły nas poprzednie dobra pisarki, trochę szkoda gdy dziś powieści muszą przyciągać tak tanimi chwytami zaczerpniętymi z seriali. Jednak trzeba o wiele mocniej polecić poprzednie powieści z Meyerem, albo sięgnąć po tom pierwszy, naprawdę dobry.
Dobrą chwilę zajęło mi "wczucie się" w stylistykę powieści i klimat Łodzi. Nie jest to rasowy kryminał. Rozumiem potrzebę autorki, by zabawić się formą, ale nie jestem pewna czy ta polifoniczność wyszła "Lampionom" na dobre. Wkradł się chaos, a mnogość historii i wątków chyba mnie trochę przerosła (czego zupełnie nie odczułam w "Okularniku"). Niemniej jednak to dobra powieść. Zakończenie iście "Bondowskie", czyli otwarte i zaskakujące, a takie bardzo lubię. Na duży plus w mojej pamięci zapisało się miejsce akcji. Fajnie było czytać o tych "łódzkich menelach", wielokulturowości, alkoholizmie i tej dziwnej architekturze. Po "Lampionach" nie mam bladego pojęcia, co wydarzy się w "Czerwonym Pająku". Warto czekać!
Mam mieszane uczucia. Chciałbym dać dobrą ocenę, bo akcja dzieje się w Łodzi, mojej kochanej i jednocześnie niekochanej Łodzi, w której nie mieszkam już od niemal 11 lat, ale i tak na zawsze zostanę Łodziakiem. I ta Łódź jest. Bonda pokazuje nieoczywiste miejsca, dobrze kreśli łódzkie sylwetki, nieźle pokazuje specyfikę miasta. A jednocześnie zalicza ostrą równię pochyłą z fabułą. Trylogia z Hubertem Meyerem była sensowna. "Pochłaniacz" trzymał jeszcze poziom, "Okularnik" już nieco niedomagał, ale "Lampiony" mocno straciły ciągłość przyczynowo-skutkową, są chaotyczne, pogmatwane, ciągną za dużo wątków, które nie mogą się odpowiednio rozwinąć, masa jest nielogiczności. Rozumiem chęć pewnej zabawy z konwencją, ale książce nie wyszło to na dobre, a na dodatek sprawia wrażenie po prostu niedopracowanej. Nie wiem, ile jest prawdy w pogłoskach, że Bonda alergicznie podchodzi do zmian redaktorskich, ale tu przydałaby się naprawdę solidna praca redaktorska. A w zasadzie przepisanie książki. No i sama Sasza. Bardzo jej tu mało. W zasadzie mogłoby jej w ogóle nie być, a akcja i tak by się swoim leniwym, urywanym tempem toczyła, bo profilerka nijak nie wpływa na śledztwo. Ba, w sumie to nawet nie jest tu profilerką, bo gotowego profilu się w treści nie uświadczy. Szkoda.
Ochota na przeczytanie "Czerwonego Pająka" pikuje u mnie niczym sens "Lampionów".
Skończyłam. Moja reakcja: "Jasny gwint!" Znowu skończyła w takim momencie, że chyba pęknę z ciekawości! A poza tym jak zwykle wartka akcja, mnóstwo wątków (rzeczywiście utwór polifoniczny) tak, że nie do końca we wszystkim się połapałam, ale i tak czyta się świetnie!
Za dużo wątków, pobieżne prowadzona historia, zero konsekwencji i nienaturalne, płaskie postaci - Bonda jedzie na odgrzewanych kotletach i coraz bardziej się plącze.
Póki co najsłabsza część. Za dużo wątków, bohaterów - generalnie chaos. Jedno trzeba Bondzie oddać - mam ochotę pojechać do Łodzi i poczuć klimat miasta.
Niestety mnie rozczarowała. Byłam oczarowana Okularnikiem i liczyłam, że kolejna część również mnie wciągnie, ale nie miałam szczególnej ochoty do niej wracac.
Lungo, lungo, lungo. Troppo lungo, inutilmente lungo. Una storia fatta di tante storie che scorrono parallele, che si incrociano in modo confuso, che non rendono organico il tessuto narrativo. Tanti, troppi personaggi che sfuggono e si confondono, il terrorismo, la piromania, la violenza sessuale, ogni forma di intolleranza (neri, ebrei, arabi, islamici, Gay... insomma tutti quelli che non sono polacchi ai tuoi occhi), la truffa e la corruzione, l'omicidio...cosa non vene trattato in questo libro? E poi le descrizioni e le divagazioni, la città di Łódź come protagonista eroina violata e che si rialza migliorara e purificata.
Non dimentichiamo la vita privata della protagonista... No un libro che alla fine è semplicemente brutto. Un giallo deve sedurre e appassionare, deve divertire e permettere di evader mentre questo libro è faticoso come mai senza offrire alcun piacere nella lettura.
To była dość dziwna lektura. Z jednej strony bardzo (za bardzo) widać usilne próby oddania klimatu miasta poprzez używanie ogromnej ilości łodzianizmów - jest to dosyć męczące (nawet jeśli się te słowa rozumie) i sztuczne. Z drugiej strony, odniosłam wrażenie, że wyobraźnia trochę poniosła autorkę - jeśli już mają być podejrzenia zamachów terrorystycznych, to sensowniejszym celem i tak wydaje się niedaleka Warszawa.. Może lepiej byłoby wybrać jedną z 4 kultur zamiast wprowadzać wątki muzułmańskie? Pewne wątki/opisy postaci niepotrzebne, nic nie wnoszące, tak że pomyślałam, że warto ostrzec przed tym wszystkim innych :/
Tego się nie da czytać. A myślałam że Pani Bonda będzie wiedziała co pisze, książka zawiera kawałki wszystkiego co papier jest w stanie przyj��ć. Naprawdę pani Bonda zmarnowała wszystkim czas, począwszy od siebie:(
O ile poprzednie dwie części mnie wciągnęły, to ta jest prawie nie do przejścia. Jedna gwiazdka za "plot" który jest naciągany do granic absurdu i jedna gwiazdka bonusu za fajne opisy Łodzi.
Po "Lampiony" sięgnęłam po przeczytaniu "Pochłaniacza" i "Okularnika", zaintrygowana dlaszymi losami głównej bohaterki tetralogii - Saszy Załuskiej. Sasza to kobieta po przejściach, samotnie wychowująca córkę, która wciąż walczy z własnymi demonami. W tej książce mamy też drugą główną "bohaterkę" - miasto Łódź, w którym tym razem rozgrywa się akcja opisywanej przez autorkę historii. Sasza, na co dzień pracująca w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, zostaje skierowana do pomocy łódzkiej policji. " - Mają tam podpalacza - ciagnął. - Znasz się na tym? Skinęła głową. - Pamiętam jak robiłas taka prezentację o podpaleniach. Trzy typy: piroman, ubezpieczenie i zemsta. - Coś koło tego - mruknęła. Nie miała sił powiększać teraz jego wiedzy(…). Zdjęła okulary. - Seryjny? Od kiedy jest problem? - Tu dochodzimy do sedna - westchnął ciężko. Zgasił peta (…). - Nie chodzi o zwykłego piromana. To bomber. Wysadził wczoraj kilka budynków, a wcześniej próbowano rozpirzyć w drobny mak halę odlotów na Lublinku. Nie informowano o tym, bo zamach został udaremniony. Potrzebują wsparcia." I tak profilerka, na dzień przed Wigilią, wyrusza do miasta włókniarek by podążyć tropem kolejnej niebezpiecznej zagadki. Książkę, jak pozostałe powieści Pani Katarzyny, czyta się jednym tchem. Ponad sześćset stron powieści "łyknęłam" w ciągu niecałych trzech dni. Sposób pisania autorki bardzo mi odpowiada. Otwieram książkę i już po chwili nie widzę tekstu tylko w całości przenoszę się do kreowanego przez nią świata. Tym razem jednak odniosłam wrażenie, że ten świat to jakiś mroczny "roller coster" nad którym nikt nie panuje. Powieść, tak jak i inne książki tej autorki, ma bardzo wiele wątków. Dotych czas bardzo to sobie ceniłam i z zachwytem obserwowałam jak te wątki się przeplatają by na końcu połączyć się w zaskakującą całość. Tym razem jednak jakby coś się poplątało, porwało i pogubiło. Po przeczytaniu "Lampionów" stwierdzam, że tych wątków i postaci było tam po prostu za dużo. Niektórzy z opisywanych dokładnie bohaterów (tak dokładnie, że podczas lektury miałam wrażenie, że będą stanowili jeden z głównych elementów historii) w rzeczywistości niewiele wnieśli do fabuły. Niektóre wątki, tak ciekawe, że z powodzeniem mogłyby same w sobie stanowić oś kolejnej zagadki rozwiązywanej przez tą lub inną bohaterkę, okazywały się historiami niemal bez znaczenia. No i w końcu Sasza… Zginęła gdzieś w tym wszystkim… Jako mieszkanka Łodzi, nie mogę się nie odnieść do opisu mojego miasta w tej historii. W podziękowaniach autorka napisała: "Dziękuję także wszystkim moim Czytelnikom, którzy niestrudzenie podsyłali mi łódzką muzykę, łódzkie opowieści, korygowali slang i wprost prześcigali się w znajdowaniu najlepszych lokalizacji "na podpałkę". Nigdy dotąd społeczność danego miasta nie była tak zaangażowana w pracę nad nową powieścią na etapie dokumentacji." Mimo to, ja nie potrafię odnaleźć na kartach tej książki mojego miasta. Łódź w "Lampionach" jest szara, brudna, biedna i smutna… Wiem, że faktycznie moje miasto, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom zamożności, odstaje od takich aglomeracji jak Kraków, Wrocław, Poznań czy oczywiście Warszawa ale też jej historia i historia jej mieszkańców tak bardzo różni się od historii wspomnianych miast… Podsumowując, "Lampiony" nieco mnie rozczarowały choć uważam, że warte są przeczytania, a dla miłośników prozy Pani Katarzyny Bondy (jakim i ja się mienię) wręcz obowiązkowe. Myślę, że za jakiś czas wrócę do tej powieści, żeby spojrzeć na nią jeszcze raz, być może już z nieco innymi emocjami. A teraz niecierpliwie czekam na "Czerwonego Pająka"
On the back cover it’s said that this book is "a new adrenaline-pumping thriller from the number 1 mystery writer in Poland": are we kidding? If there is something that is really not in this book, it is adrenaline! A narrative slowness worthy of the most boring Russian writers; a thousand and more characters of a deadly boredom; landscapes of eternal stillness; dialogues that appear to be in slow motion; the unfolding of the investigation that conveys all the unwillingness of Polish policemen to find the culprit: in short, a truly soporific book, far from adrenaline-pumping! The plot takes place in Lodz, a city that is defined as the third largest in Poland (imagine the smaller ones ....): a Lodz that is perceived as disarmed, dirty and disorganized, with houses without heating and that smell of traditional food that seem to impregnate everything. A city where anti-Semitism, homophobia, xenophobia and prejudices are widespread. All this context almost makes us forget that the book is being sold as a thriller and seems instead to have ended up in an essay on Poland. Instead, there is a glimmer of a police investigation, but it is really only a faint glimmer: there is a culprit to be caught, an arsonist, but it seems that neither the author nor the policemen are very interested in capturing him. In fact, more interesting than the name of the culprit, seem to be the thousand characters that crowd the pages of this book. There is everything: vagrants, drunkards, drug dealers, teachers, taxi drivers, policemen, lawyers, scammers and nobody's children. All their lives and their stories are intertwined in complicated and often useless ways, certainly heavy to read and remember: as well as their very long names and nicknames: being able to keep up with this crowd of names and stories is a real challenge to our memory skills. The protagonist of the book is Sasza Załuska, a profiler who is the most distant from the profilers that we usually find in thrillers: slow, messy, with all her family events that have a disproportionate weight compared to her role as profiler in the book. It looks like that doing her job is just a nuisance compared to all the other problems she has. I came to the end of the book only because I wanted to see if at least in the end it could find a way to regain some character, and instead it doesn't. The book closes with all the feeling of slowness that has pervaded it from the beginning. In fact, the ending really feels put together just to finish the book. It seems that the author, after having set up a thousand narrative strands, is unable to draw conclusions and thus entangles them a little more then leaves them like this, as if she can't wait to close and go to sleep, telling the reader: it's not that I can say everything, arrange a bit by yourself and if I have forgotten something, you can imagine it and we will end it like this ". No, you can't do that when you write a book, definitely not. Goodbye Katarzyna Bonda, goodbye forever.
Lampiony dosłownie pochłonęłam w kilka dni. W mojej opinii największą zaletą Bondy jest właśnie bezustanne rozbudzanie ciekawości w czytelniku, nie ma fragmentów, które byłyby nudne, a ich czytanie żmudne, cały czas chcemy wiedzieć, co będzie dalej. Kończąc Lampiony zorientowałam się także, że dopiero przy tej części opowieści o Saszy Załuskiej naprawdę poznałam i zrozumiałam styl pisania Bondy. Wydaje mi się, że każdy autor świata powinien pisać w sposób, który go wyróżni, nawet jeśli oznacza to, iż większość jego książek będzie do siebie w jakiś sposób podobna. Czy ktoś zarzuca Proustowi czy Hemingwayowi, że wszystkie pozycje ich autorstwa są takie same? To, co często jest opisywane jako wielki minus stylu autorki, czyli mnogość wątków, bohaterów i perspektyw, w mojej opinii stanowi właśnie jej siłę. Bonda tak pisze i tyle, albo ktoś to kupuje, jak ja, albo tego nie trawi i omija szerokim łukiem, bo w końcu różne są gusta literackie. Dlaczego więc daję czwórkę, a nie piątkę? Dlatego, że w tym tomie autorka poszła o krok za daleko z nawałem informacji - nawet ja w pewnym momencie lekko się zagubiłam. Po drugie wątek bomberski w Łodzi wydaje mi się być lekko oderwany od rzeczywistości. Mimo wszystko, w ogólnym rozrachunku uważam, że Bondę czyta się świetnie i z niecierpliwością czekam na ostatni tom przygód Saszy.
Po wydarzeniach w Hajnówce, Sasza Załuska zostaje przyjęta do gdańskiej policji. Jej pierwszym zadaniem jest stworzenie profili podpalacza i bombera, którzy grasują w Łodzi. Miasto zmaga się z falą pożarów i wybuchów, które z dnia na dzień przybierają na sile. Wszystko wskazuje na to, że ktoś postanowił na własną rękę oczyścić ulice. Towarzyszą temu liczne napady na tle seksualnym i homofobicznym, a także wyłudzenia dużych sum pieniędzy od starszych ludzi. Jakby tego było mało, zaczynają krążyć plotki, jakoby w mieście działała komórka terrorystów ISIS, przez co mieszkańców ogarnia jeszcze większa panika. Na profilerkę czyha wiele niebezpieczeństw, a jej zadanie nie należy do najłatwiejszych. Wielość poszlak i „ślepych uliczek” sprawia, że trudno trafić na właściwy trop. Kto stoi za tym wszystkim?
Katarzyna Bonda to jedna z najpopularniejszych polskich autorek. Z wykształcenia dziennikarka i scenarzystka, co doskonale widać w warsztacie pisarki. Na swoim koncie ma trylogię z Hubertem Meyerem, jednak największą popularność przyniosła jej seria „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Poszczególne tomy tego cyklu otrzymały wiele nagród, zarówno w Polsce, jak i za granicą, a prawa do wydań zakupiły największe wydawnictwa na świecie, w tym Hodder&Stoughton oraz Random House.
Za sprawą „Lampionów” przenosimy się do Łodzi, w której pełno przestępców wszelakiego kalibru - począwszy od drobnych złodziejaszków i wyłudzaczy haraczy przez fałszerzy aż po podpalaczy na dużą skalę oraz bomberów. Łódź, niczym Gotham City, zostało pochłonięte przez falę zbrodni, z którymi organy ścigania nie potrafią sobie poradzić. Autorka umiejętnie kreśli wizję miasta, w którym niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku. Początkowo można odczuwać zagubienie - Bonda prezentuje kilka historii, które wydają się nie mieć wspólnego mianownika, a jeżeli dodamy do tego jeszcze wielu niejednoznacznych bohaterów, dostajemy powieść, w której czasami dość trudno się odnaleźć, ale nie martwcie się, z każdą kolejną stroną jest coraz lepiej. Na kartach powieści Autorka przemyciła problemy, z którymi zmaga się współczesny świat: zamachy terrorystyczne, wszechobecna przestępczość, antysemityzm, homofobia, korupcja i nepotyzm.
Wydawać by się mogło, że podpalacz, bomber, komórka terrorystów ISIS i wielu, wielu innych przestępców w jednym mieście sprawi, że akcja będzie pędzić jak szalona, że nie będę mogła się oderwać od lektury powieści… Tymczasem przez większą część „Lampionów” nudziłam się, czekałam na jakiś dreszczyk emocji, nagły zwrot akcji, jednak na to musiałam dość długo czekać… Za to w trzeciej części tetralogii poznajemy więcej szczegółów życia prywatnego profilerki. Wiele w nim zawirowań, główna bohaterka będzie miała twardy orzech do zgryzienia.
Podsumowanie: „Lampiony” to bardzo dobra powieść, jednak nie najlepsza w tej serii. Ciekawe tło, widać, że Autorka jak przystało na dobrą dziennikarkę zrobiła świetny research, a teksty Zeusa, które pojawiły się w książce były dla mnie miłym zaskoczeniem. Lekki zawód spowodowany wolno rozwijającą się akcją rekompensuje mi zakończenie, które sprawia, że z niecierpliwością będę wyczekiwać na finał cyklu. Zarówno ci, którzy lubią twórczość Bondy, jak i ci, którzy zaczynają dopiero przygodę z jej prozą, mogą odczuć mały niedosyt. Niemniej jednak, polecam, bo to kawał dobrego kryminału :) _________________ http://ja-ksiazkoholik.blogspot.com/2...
Pomieszanie z poplątaniem. Ogólnie książka wciąga jak dwie poprzednie, a początek dawał duże nadzieje, ALE... Pojawiło się tu za dużo wątków, które w pewnym momencie przestały mieć sens. Mam wrażenie, że końcówka książki była pisana na zasadzie "Tyle tutaj rozpoczętych wątków, a wszystkie trzeba jakoś zakończyć, więc się okaże, że ten był tego kuzynem, a ten miał z tą romans, a ten był z tym jakoś powiązany. nieważne jak, jakoś się to zlepi." Gdyby odpuścić sobie kilka wątków to bym dała 4 gwiazdki. "Tylko" 4, ponieważ nie podobało mi się jak został potraktowany związek Saszy z Duchem. Po przeczytaniu dwoch pierwszych tomow kibicowałam im, a tutaj nawet nie miałam szans się nim nacieszyć, ponieważ skończył się szybciej niż sie zaczął.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Mamy pokazanych jakiś random bohaterów, którym się coś dzieje i mam się niby przejąć. Przepraszam, ale to tak nie działa. Ciągle pojawiają się nowe imiona i nazwiska i się w tym gubię. Przez tych bohaterów prawie wogóle nie ma Saszy.
Autotka plącze się w swoich myślach co nie ułatwia czytania i błędy językowe. Nie wiem czy to specjalnie, ale rzuciło mi się w oczy słowo "oszukaństwo". Autorka wspomniała w tej ksiące o szóstym tomie serii "Magiczne Drzewo" i popełniła tam taki błąd. Napisała, że fabularne miasto płonie. Nie płonie, tonie to zasadnicza różnica.
Bardzo się wkręciłam od połowy i przeczytałam ją na raz.
Nie będzie to moja ulubiona książka Bondy nawet stwiardzam, że jest to najgorsza jaką do tej pory czytałam. 2,75/5⭐
Moją pierwszą Bondą był Pochłaniacz. Byłam zachwycona. Miejscem akcji (wiele, bardzo wiele miejsc na mapach Google z tą książką zwiedziłam), bohaterką, wątkiem. Potem błyskawicznie łyknęłam wszystkie Meyery (<3). Okularnik już był pogmatwany, ale jakoś ogarnęłam, choć trochę czułam się jak w dzieciństwie, gdy oglądałam jakiegoś Bonda i nie do końca łapałam o co chodzi. Zwłaszcza na końcu. Natomiast tuuuuutaj, Bożesz ty mój!, to ja potrzebuję drzewa genealogicznego, legendy i siatki powiązań między bohaterami. Za dużo wątków, zbyt wielu bohaterów, czuję się zagubiona. PS Kulesza czyta dobrze.
Kupilam audiobooka do auta na trase 7 godz do De. Po dwoch godzinach nie wytrzymalam, a i to uwazam za zbyt dlugo. O ile Pochlaniacz mial jeszcze jakas interesujaca fabule, tak w Lampionach przewijaja sie tylko motywy zaslyszane z aktualnych wiadomosci z tv, w lodzkich realiach brzmialo to dla mnie bardziej komicznie niz wciagajaco: terrorysci, egipcjanie, meczet, handel zlotem noi te kwieciste opisy Lodzi, nie obrazajac lodzian miasto to jednak zasluguje na osobna publikacje, a nie opisy historii miasta w serii o Saszy Zaluskiej. Dobrnelam do konca, ale przyjemna lektura tego nie moge nazwac. Zawiedziona, bo poprzednie czesci byly calkiem dobre.
Za dużo wszytkiego. Mnogość wątków, bohaterów, kultur, imion, zagadnień i przestępstw prowadzi do chaosu. Za dużo jak na jedną książkę. Język, z którego autorka się w posłowiu tłumaczy nieco, mnie raczej odstraszał, był nawet w narracji momentami niedbały, momentami pospolity, a kiedy indziej niepoprawny. Być może taka miała być stylizacja, ale bardzo utrudniało to mój odbiór. Jest to w końcu książka "rozrywkowa" i z założenia "czytadło", a brnęłam na siłę - jak nie ja - ponad miesiąc.
Przeczytałam "Lampiony" i mam mieszane uczucia... W powieści jest niby wszystko, co lubię. Zagadki, nawiązane do historii i afer, które były komentowane w mediach. Czuję klimat Łodzi. Podobają mi się niejednoznaczne postaci. A jednak coś jest nie tak... Za dużo opisów. Za dużo wątków. Chwilami odczuwałam znużenie lekturą, gubiłam się. Książka obszerna... a w mojej głowie myśl: "więcej nie znaczy lepiej".
Gdybym mogla dac zero lub minus gwiazdki z radoscia bym to zrobila. Co za szajs. Pochlaniacz sie obronil, Okularnik ledwo ledwo, a Lampiony...Niedorzeczna historia, poplatane, bezsensowne watki, jezyk rynsztokowy - i nie mowie tu o jezyku bohaterow, ale o podstawowej narracji. Ktokolwiek zrobil porzadna redakcje tego tekstu? Zmarnowalam czas, a jest to wynik mojego charakteru - zawsze chce dokonczyc zaczeta serie i ksiazke. Zdecydowanie musze skonczyc z p. Bonda.
Gdyby nie pięknie opisana Łódź to byłoby mniej gwiazdek. Zupełnie nie mogłam zapamiętać tych wszystkich pobocznych wątków, których jest mnóstwo, przez co wątki główne gdzieś się gubią i tak naprawdę kilka razy zastanawiałam się o czym ja właściwie czytam. Więcej naprawdę nie znaczy lepiej. Szkoda, bo mogła to być dobra książka.