Już we wstępie do tej książki autor zdradza swoje nastawienie i swoją prawdę.
A wiadomo, że z prawdą jest jak z dupą, każdy ma własną.
Otwarte krytykowanie innych, już we wstępie nie jest w moim odczuciu czymś normalnym, gdyż z góry zakłada tezę pod którą potem będą pewnie podciągane argumenty. Nie znając treści książki czytelnik nie powinien być z góry uprzedzony co do postawy autora, zwłaszcza w biografii, która już ze swojej definiji jest raczej książką pochwalną. Nikt bowiem kto zajmuje się pisaniem czyjejś biografii nie pała do opisywanej osoby negatywnymi uczuciami, tylko wręcz przeciwnie raczej ją podziwia. Tym bardziej krytykowanie już na wstępie książki Beksińscy Portret Podwójny, która w moim odczuciu jest dziełem tak kompletnym jak to tylko możliwe nastraja mnie już na początku negatywnie do autora. To jest takie trochę ja go znałem to wiem, ona się opierała tylko na dokumentach to nic nie wie. Ale pracy włożonej w zapoznanie się z tymi dokumentami to już się nie docenia. Otóż ja jako historyk doceniam, nawet bardzo.
Oczywiście autor ma prawo mieć własne zdanie, w końcu to jego książka, mnie film też średnio się podobał, ale krytykowanie przy tym innych autorów książek i to w moim odczuciu bardzo nie słuszne, nie jest dobrym wstępem do biografii. Podziękowania na początku? Poważnie?
Po lekturze pierwszych 50 stron czujesz się nawet usatysfakcjonowany, ale nie sądzę żeby miało to związek z umiejętnością pisania autora, ale raczej z tym jaką postacią był Tomek Beksiński bo jednak większość materiału z pierwszych rozdziałów to nagrania, pisma i wypowiedzi głównego bohatera, okraszone delikatnym komentarzem autora, które w mojej ocenie broniły by się i bez niego.
Nie mogłem natomiast przez całą lekturę oprzeć się wrażeniu, że jednak krytyka, ale styl Grzebałkowskiej oddany w zasadzie w dokładnie ten sam sposób. Niby inaczej bo spojrzenie tylko na syna, ale jednak wyraźnie widać, autor czytał "Portret Podwójny" i nawet jeśli nie świadomie to kopiuje styl i sposób narracji swojej poprzedniczki. Może też stąd się bierze to, że ta książka jednak przemawia i dobrze się ją w gruncie rzeczy czyta.
Może Pan Panie Weiss do woli pisać, że film beznadziejny a książka poprzedniczki kiepska, ale praca włożona przez Panią Grzebałkowską była tytaniczną, podczas gdy tutaj mamy po prostu przepisane cytaty, na których opiera się większość rozdziałów.
Poza tym ta książka jest szalenie nierówna. Są wspaniałe fragmenty jak choćby końcówka rozdziału X kiedy autor opowiada o działalności translatorskiej Tomasza Beksińskiego i na przykładach podaje jak tłumaczenie może wpływać na jakość i odbiór filmu. Czasem natomiast są fragmenty tak kiepskie, głównie opierające się na cytatach, że człowiek ma ochotę rzucić tą cegłą i dalej po prostu tego nie czytać.
Dodatkowo z tej książki wyziera smutek. Oczywiście temat jest trudny, osoba trudna, przykry koniec, ale potraktowanie tak osobiste aby cytować listy, sprawia że bardzo ciężko, psychicznie przebrnąć przez niektóre części. Masz świadomość że on popełnił samobójstwo i widzisz wydarzenia, które go do tego pchnęły, wiesz że to zrobił i nic już nie da się zrobić żeby zapobiec, ale jednak taka wiwsekcja to jak dla mnie za głębokie wejście w cudze życie, nawet w takie już zakończone.
Na koniec tej recenzji jeszcze cytat nasuwa mi się z Riedla:
"Samotność to taka straszna trwoga
Ogarnia mnie, przenika mnie
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga, nie ma Boga, nie
Nie ma Boga, nie
O nie"