Modernistyczny manifest programowy autorstwa Stanisława Przybyszewskiego. Ukazał się w 1899 roku w czasopiśmie „Życie”, po przejęciu przez Przybyszewskiego funkcji redaktora naczelnego.
Autor w eseju przedstawia nowy model sztuki, która w przeciwieństwie do wzorca pozytywistycznego jest wolna od przesłanek społecznych, a także jakichkolwiek restrykcji. Według Przybyszewskiego sztuka powinna pochodzić prosto z duszy, jedynego absolutu, i z tego powodu nie może być mierzona wartościami dobra, zła, piękna lub brzydoty. Artysta nie może w swoim dziele służyć ideologii. Nie można również prowadzić działań edukacyjnych za pomocą sztuki — to, co staje się usłużne wobec jakiegoś zamysłu, automatycznie przestaje być sztuką.
Stanisław Przybyszewski to jeden z najważniejszych twórców okresu Młodej Polski, prekursos polskiego modernizmu, kontrowersyjny dramaturg, eseista, przedstawiciel tzw. cyganerii krakowskiej.
Pisarz, poeta, dramaturg i publicysta. Urodzony 7 maja 1868 w Łojewie pod Kruszwicą, zmarł 23 listopada 1927 w Jarontach pod Inowrocławiem.
Rozgłos zdobył w Berlinie, gdzie był jednym z bohaterów międzynarodowego środowiska artystycznego. Opublikował tam m.in. głośny esej "Zur Psychologie des Individuums. I - Chopin und Nietzsche. II - Ola Hansson" 1892 oraz poematy Totenmesse, 1895 (wersja polska Requiem aeternam, 1904), Vigilien, 1895 (wersja polska Z cyklu Wigilii, 1899), De profundis, 1895 (wersja polska 1900), Androgyne, 1900. Zapoczątkował w nich problemy konstytutywne dla całej jego twórczości: indywidualizm, status metafizyczny i społeczny jednostki twórczej, los geniuszy, sens przynależnych im atrybutów "degeneracji" i "choroby". Prezentację poglądów filozoficznych kontynuował na łamach licznych czasopism w esejach, zebranych później w tomach "Auf den Wegen der Seele" 1897 ("Na drogach duszy", 1900), "Szlakiem duszy polskiej", 1917, "Ekspresjonizm, Słowacki i Genesis z ducha", 1918.
Chciałem na początku dać 3 gwiazdki - naprawdę. Myślałem sobie: "Hej, to, że się nie zgadzam z danym autorem, nie znaczy, że muszę mu dawać niską ocenę. Napisane jest to przecież nie najgorzej." Przypomniałem sobie potem jednak niektóre dzieła, które już miałem okazję oceniać na 3 gwiazdki (m. in.: "Skiz" Zapolskiej, "Romeo i Julia" Shakespeare'a): dzieła, które tak naprawdę lubię, po prostu mnie nie zachwyciły. Specjalnie zaczekałem z oceną "Confiteora", żeby właśnie to wszystko rozważyć i dojść do wniosku, że te 3 gwiazdki byłyby zupełnie nie w zgodzie ze mną; a skoro dla pana Przybyszewskiego tak ważnym jest to, co artysta ma w duszy, to chylę przed nim kapelusz i oferuję jego wypowiedzi najszczersze i z głębi duszy wyjęte 2.5 gwiazdki.
Powiem bardzo szczerze, skąd wynika moja ocena: mam bardzo niski poziom tolerancji na pogardę wobec drugiego człowieka. Tak jak więc zaczynałem czytać "Confiteora" z głową otwartą i pewną świadomością poglądów młodopolan odnośnie roli sztuki, to mimo tego będąc w środku lektury - gdybym miał przyjemność bądź nieprzyjemność mieć ten esej w wersji papierowej - odbywałbym bardzo zaciekłą walkę wewnętrzną starając powstrzymać się od rzucenia tymże esejem o ścianę. Tak jak o samym stylu pisania Przybyszewskiego z tej tak krótkiej lektury nie jestem w stanie zbyt wiele wyciągnąć (a wręcz trudno mi się do niego przyczepić; nawet lubię czytać pozycje w podobnym stylu pisane), to jego poglądy mnie tak absolutnie poraziły i wręcz - powiem szczerze - obrzydzały, że nie potrafiłem z tego samego względu oceny zawyżyć. Cóż, tym bardziej, że ostatecznie - kiedy mówimy właśnie o formie, jaką jest esej - chyba mogę pozwolić tak bardzo wpłynąć treści utworu na moją ocenę.
Żeby nie było przy tym wątpliwości: uważam, że każdy ma prawo do interpretowania sztuki tak, jak chce. Mam nadzieję, że swoimi słowami nie urażę przy tym żadnego fana pana Przybyszewskiego, ponieważ oczywiście każdy ma prawo lubić, kogo mu się żywnie podoba i jeżeli ktoś się z jego poglądami na temat sztuki zgadza - szanuję to i nic mi do tego. Jednak ta pogarda, z którą Przybyszewski mówi o wszystkich artystach, którzy nie spełniają jego definicji "artysty" - albo ogólnie, wszystkich ludziach, którzy do tej definicji nie pasują - jest czymś dla mnie odrażającym i czymś, z czym osobiście zgodzić się nie potrafię. Tym bardziej, że ja sztukę postrzegam zgoła inaczej, i lubuję się we wszystkich jej różnorodnych funkcjach: ale przyznam to już jest moja, bardzo subiektywna opinia. Mam ochotę wdać się w polemikę z tym, co Przybyszewski w tym eseju głosi - ale że mógłbym się o tym rozpisać do tego stopnia, że bym pisał wręcz osobny esej, nie widzę celu i potrzeby w robieniu tego teraz i tutaj - w recenzji na goodreads, do której i tak pewnie doszpera się niewiele osób poza skromnym gronem moich znajomych.
Podsumowując jednak wszystkie rozważania, zdecydowanie nie żałuję przeczytania "Confiteora". Był na tyle krótki, że nie miałem okazji zbyt długo się frustrować, ale zawsze doceniam możliwość poznania innego punktu widzenia - nawet, jeżeli jak skrajnie różnego od mojego własnego. Jeżeli kogoś interesuje sama postać Przybyszewskiego czy też poglądy artystów Młodej Polski, dla której Przybyszewski był przecież tak ważną postacią, myślę, że "Confiteor" jest wart przeczytania. Powiem więcej: myślę, że pod tym kątem jest to lektura bardzo wartościowa, i sam nawet nie tyle nie żałuję przeczytania jej, co cieszę się, że ją przeczytałem. Po prostu zupełnie nie trafił w moje gusta: i choć przyznaję, że trochę przedkładam zwykłą chęć wbicia drobnej szpileczki artyście, który nie żyje od prawie 100 lat, nad merytoryczną wartość eseju, w tym konkretnym przypadku wzruszam jedynie na to ramionami i mówię: "Ta ocena płynie mi z duszy - a to co z duszy to świętość, której kapłanem jest artysta..." - po czym z pół-ironicznym uśmiechem i głębokim ukłonem esej ten zostawiam i oddalam się w inny zakątek czeluści goodreadsa.
Cholernie pretensjonalne (i pogardliwe w stosunku do innych ludzi).
Sztuka wykluczająca „warstwy niższe” społeczeństwa, zamykająca się na ludzi, na prawdziwy świat. A przy okazji jest to również sztuka rozumiana przez zakrzywiony metafizyczny pryzmat. Boże, jak ja nie znoszę tej epoki.
„Działać na społeczeństwo pouczająco albo moralnie, rozbudzać w niem, patryotyzm lub społeczne instynkta za pomocą sztuki, znaczy poniżać ją, spychać z wyżyn absolutu do nędznej przypadkowości życia, a artysta, który to robi, niegodny jest miana artysty”
"Confiteor" to najważniejszy manifest czasów modernizmu, który ukazuję ówczesną wizję sztuki i artysty. Niezwykłe źródło wiedzy na temat poglądów tamtych czasów.
Osobiście nie zgadzam się z poglądami prezentowanymi w tym utworze, lecz to było ciekawe czytelnicze przeżycie. Doceniam.
widzę i rozumiem jak słowacki się udziela i jest przekształcony, ale finalnie nie zgadzam się z autorem. bywa. to, że pisze tak o sztuce jest też świadectwem określonego pojmowania rzeczywistości i jego czasów. także ten. bardzo to wzniosłe: sztuka dla sztuki. ale nie wierzę w zbytnią wielkość artysty nad szarym ludem i wyjątkowość. przy czym, zgadzam się, że nauczycielem życia artysta też nie jest. bliższe mi obserwowanie i rejestrowanie rzeczywistości, próba wyjścia ponad układy i ograniczenia (nawet jeśli nie jest sukcesem)
Zdecydowanie nie jestem przekonana do każdej idei jaka wyraził Przybyszewski. Napewno pełno tu prowokacji, ale swietnie ukazujących ducha tego czasu. Cieszę się, że przeczytałam, bo widzę jak rozumienie sztuki ciągle się zmienia i jak skomplikowany to proces.