Podziemny Pruszków i pierwsza część trylogii noir.
Na jednym z pruszkowskich osiedli znaleziono kobiece zwłoki z wyłupionymi oczami. Nowa sprawa to szansa na rehabilitację komisarza Bysia. W miarę rozwoju śledztwa okazuje się, że brutalne morderstwo to wierzchołek góry lodowej, a wszystkie tropy prowadzą do szarej eminencji Pruszkowa. Czy Byś jest na tyle zdeterminowany, by wypowiedzieć wojnę groźnemu człowiekowi?
Nawet nie wiem co o tej książce napisać. Na pewno odradzam audiobooka. Nie mogę uchwycić co było nie tak - może styl, może bohaterowie, może fabuła, a może wszystko razem - ale ciągle traciłam wątek i zainteresowanie. Wszystkie wyżej wymienione elementy książki mogę określić słowem PRZECIĘTNE. Mam kompletnie nijakie odczucia wobec tych wszystkich kwestii. W ogóle się nie wciągnęłam w tę historię, nie polubiłam żadnego bohatera (to znów ten przypadek gdy wszyscy zbijają się w jedną pulpę). Bardzo szybko przestało mnie interesować jak to wszystko się skończy, a do tego nie było w tej książce żadnego napięcia. Opis fabuły wskazuje na wątki mafijne, których jest jak na lekarstwo i nie ma w nich nic ciekawego. Jutro zapomnę, że ją czytałam. Serio. Jedna rzecz, która wybijała się na pierwszy plan i mi się nie podobała to wulgarność i obrzydliwość tej książki. Zarówno jeśli chodzi o wypowiedzi i zachowanie bohaterów, jak i samą tematykę (prostytutki, gwałty itd). Nie lubię tego w książkach, szczególnie w takim natężeniu. Jeszcze mi się nie zdarzyło by stanowiło to jakaś wartość dodaną do całej książki. Nie będę kontynuować serii i czytać innych książek tego autora. Szkoda czasu na nudne przeciętniaki. Nie daje jednej gwiazdki tylko dlatego, że zabrakło by mi skali ocen na te naprawdę złe tytuły.
Ostatnio miałam naprawdę niewiele czasu na czytanie, dlatego też lektura książki trochę mi się przedłużyła, ale... ALE! To była naprawdę świetna książka. Aż trudno uwierzyć, że to debiut autora! jestem zachwycona i niedługo sięgam po kolejny tom.
Luki fabularne oraz niesmaczne i szowinistyczne porównania skutecznie zniechęciły mnie do sięgniecia po kolejny tom. Można przeczytać, bo nie wszystko jest takie oczywiste, ale nie zachęcam.
Dobrze wiem, że nie powinnam chwalić się takimi rzeczami, ale muszę być z Wami szczera- książkę zapragnęłam mieć na swojej półce w dniu gdy zobaczyłam w internecie zdjęcie jej okładki, nie wiedząc nawet o czym w ogóle ona jest. Tak, okładka przykuwa spojrzenie i sprawia, że człowiek chce przyjrzeć się jej bliżej- sami przyznajcie. Dopiero później zaintrygowana wydaniem tej pozycji przeszłam do czytania opisu i szczegółów jej dotyczących. Tu kolejne pozytywne zaskoczenie ponieważ okazało się, że „Aorta” to polski debiut (kto mnie czyta i zna ten wie, że lubię polskich pisarzy i często sięgam po ich debiuty), w dodatku jest to kryminał, w którym- jak nas informują w opisie książki- znajdziemy zwłoki z wyłupionymi oczami i to na terenie Pruszkowa. Czy mogłoby być lepiej?
Przejdźmy jednak do rzeczy.
Na początku poznajemy komisarza Gabriela Bysia, który wiedzie w miarę spokojne życie z żoną u boku, denerwującym sąsiadem piętro niżej i problemami w pracy. Gdy pewnego dnia dwóch mężczyzn zajmujących się przeprowadzkami znajduje w mieszkaniu klientki zmasakrowane zwłoki kobiety, Byś zostaje przydzielony do sprawy i ma pomóc w zidentyfikowaniu zamordowanej oraz znalezieniu sprawcy. Kolejną postacią, którą poznajemy w książce jest Kaśka. Kobieta, która zajmuje się najstarszym zawodem świata i dorabia na boku różnymi innymi (mniej lub bardziej legalnymi) zajęciami. W dodatku zadaje się z osobami, które należą do półświatka. Gabriel prowadząc śledztwo ze swoimi towarzyszami odkrywa, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż zdawało się to na początku, a wszystko prowadzi do tego, że drogi głównych bohaterów nagle się splatają.
Czy Byś doprowadzi śledztwo do końca? Czy dowie się kto zabił i dlaczego? Co z całą sprawą łączy Kaśkę? Przekonajcie się sami sięgając po „Aortę”.
Cała historia przedstawiona jest z dwóch perspektyw- Gabriela i Katarzyny. Autor umiejętnie lawiruje między nimi i przedstawia czytelnikowi historię scenami- jak w filmie. Jednak nie są one w żaden sposób od siebie oddzielone, nie są też podzielone na rozdziały i mnie osobiście z początku wprowadzały w błąd, ale później przyzwyczaiłam się do tego i nie miałam już problemu z zorientowaniem się czy czytam o niej czy o nim.
Pan Bartosz Szczygielski nie stroni w książce od mocnego języka, brutalnych scen i czarnego poczucia humoru- czyli wszystkiego tego co lubię najbardziej. W „Aorcie” znajdziemy również liczne opisy otoczenia, osób i ich reakcji, które sprawiają, że wszystko bez najmniejszego wysiłku widzimy oczami wyobraźni, a nawet czujemy. Książka bez wątpienia jest bardzo realistyczna. Niejednokrotnie autor potrafi też zaskoczyć czytelnika w najmniej spodziewanych momentach, a samo zakończenie książki sprawia, że chcemy jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów. Dodatkowo zostajemy z niedosytem i kilkoma niezakończonymi wątkami i pytaniami bez odpowiedzi. Wierzę, że to celowy zabieg i wszystko wyjaśni się w kolejnej części, zwłaszcza że zakończenie było tak wstrząsające.
Czytając książkę miałam wrażenie, że ukradłam zakazaną lekturę z półki męża. Dlaczego? Właśnie dlatego, że jest ona mocna, momentami brutalna, czuć w niej konkretne męskie pióro autora. Jak widać jednak na moim przykładzie kobiety również bez problemu odnajdą się w tej lekturze.
Czy polecam „Aortę”? Oczywiście, że tak. To bardzo udany debiut i mam nadzieję, że kolejne odsłony z życia komisarza Bysia będą tak dobre jak pierwsza część.
Komu polecam książkę? Wszystkim, którzy choć trochę lubią kryminały, ale i koneserom tego gatunku. Pozycja ta powinna też trafić w ręce wszystkich czytelników z Pruszkowa i okolic.
Są takie miejsca na mapie Polski, które przywołują jednoznaczne skojarzenia: słyszysz Sopot - myślisz molo, czytasz Kraków - widzisz smoka wawelskiego, trafiasz na Pruszków - kojarzysz go z mafią. Skojarzenie to towarzyszyło mi przez całą lekturę mocnego, mrocznego kryminału, który stworzył Bartosz Szczygielski.
"Aorta" to pisana bezpardonowym i dosadnym językiem powieść, w której ludzkie słabości i powody zbrodni nie są owijane w bawełnę, dzięki czemu historia zyskuje na realizmie.
Komisarz Gabriel Byś, oddelegowany ze stołecznej komendy do pruszkowskiego śledztwa w sprawie brutalnego morderstwa młodej kobiety, daje się poznać jako policjant o ciętym języku i dociekliwym umyśle. Praca pochłania go bez reszty, na czym cierpi jego żona oraz kręgosłup, którego ból zagłusza sporymi dawkami tramalu.
Na drodze Bysia staje Katarzyna Sokół, bardzo głęboko osadzona w szarej strefie, pełnej nielegalnego alkoholu, prostytucji czy gangsterskich porachunków, a zarządzanej przez byłego współpracownika mafii pruszkowskiej. Byś i Kaśka stają się w pewnym momencie sojusznikami, a nawet partnerami w zbrodni, co jest niemałym zaskoczeniem dla czytelnika. Podobnie zakończenie książki jest mocno zaskakujące i nie chodzi tutaj nawet o odpowiedź na pytanie "kto zabił?", ale o to, co dalej z komisarzem Bysiem?
Powieść czytałam z zapartym tchem, przy czym dwa aspekty utrudniały mi nieco lekturę. Po pierwsze, "Aorta" to jakby pochwała nałogu nikotynowego, bo bohaterowie odpalają papierosa od papierosa, a zagęszczenie dymu wręcz wydostawało się z kolejnych stron książki
Nie wiem, czy to wina tego, że słuchałam tej książki w audiobooku, czy po prostu sposobu, w jaki jest napisana, ale nie za bardzo mnie wciągnęła. Przyznaję, że gubiłam się w wątkach i bohaterach i nie wiedziałam, na czym tak naprawdę się skupić. To, co wiem natomiast na pewno, to to, że nie podoba mi się styl autora. Jest dla mnie sztucznie błyskotliwy, na siłę zabawny i ironiczny – czasy, kiedy wszyscy przerzucali się kolejnymi ciętymi ripostami i było to śmieszne, minęły już jakiś czas temu (mniej więcej jak Mróz zaczął tego nadużywać i wciskać wszędzie). Masa jest tu zwracania uwagi na jakieś dziwne, nieważne i niepotrzebne nikomu szczegóły tylko po to, żeby błysnąć jakąś ripostą czy zwrócić uwagę na coś „śmiesznego”. (Absolutnie nie wiem, czy wiecie, co mam na myśli, ale inaczej nie umiem tego opisać). Generalnie słuchając tej książki, czułam duży chaos i nie potrafiłam się z nią jakoś polubić, do tego stopnia, że zaczęłam myśleć, że audiobooki i multitasking (bo słucham raczej w tle do robienia czegoś innego) nie są dla mnie. Nie wiem, czy chcę kontynuować tę serię. W formie audiobooka na pewno nie, może kiedyś wrócę do niej w papierze, zobaczymy.
No nie podeszło. Raz, że nie mogłam się skupić na dziwacznej fabule. Dwa: odrzucały mnie szowinistyczne teksty autora. Trzy: chaos fabularny. Cztery: skupianie się przez autora na mało znaczących szczegółach.
DLACZEGO? Przez dziewięćdziesiąt sześć procent książki (wybaczcie tę chirurgiczną precyzję, ale tak to jest, kiedy się korzysta z czytnika) miałam szczerą nadzieję, że będę miała okazję skomplementować debiutanta, wyrażając nadzieję, że dołączy do panteonu naszych twórców kryminalnej literatury i zdetronizuje jej aktualnych liderów. Chciałam wypomnieć tylko drobiazgi – trochę schematycznego głównego bohatera (zgorzkniały gliniarz przed czterdziestką, po zawodowych przejściach, z żoną, która, jak w amerykańskich filmach obraża się, że mąż poświęca jej zbyt mało uwagi) i redakcyjne błędy, które łatwo zwalić na niedopilnowanie przez wydawcę (bohaterowie książki mają prawo używać wulgaryzmów, ale redaktor powinien uświadomić autorowi, że wulgaryzmy odautorskie są po prostu żenujące).
Co spowodowało, że zmieniłam zdanie? Rzecz jasna – zakończenie, czyli to, co w polskich powieściach kuleje najczęściej.
Szczygielski posługuje się swobodnie barwnym językiem, buduje krwiste, ciekawe postaci, sprawnie prowadzi wątki, buduje klimat tajemnicy i trzyma czytelnika w napięciu. Ale po co to wszystko, kiedy końcówka nie przynosi czytelnikowi żadnej satysfakcji? I nie chodzi mi wcale o ten motyw z żoną, wypisz wymaluj jak z jednej z powieści Lemaitre’a (nie ostrzegam, że to spoiler, bo naprawdę tylko wtajemniczeni domyślą się o co chodzi). Co z tego, że dowiadujemy się, kto zabił, skoro nie znajdujemy odpowiedzi na pytanie – „dlaczego?”. Wyjaśnienie autora uważam za niewystarczające, ponieważ nie jest podbudowane rzetelną analizą psychologiczną. Wiem, że autor potrafiłby to zrobić, do psychologii pozostałych postaci nie mam zastrzeżeń. Psychologia mordercy jest najbardziej niedopracowana.
Pytanie „dlaczego” pojawia się zresztą w innych kontekstach: dlaczego jeden z policjantów zastrzelił podejrzanego?, dlaczego w końcu Marta kreśliła te grafy?, naprawdę, tylko żeby szybciej przenosić się z miejsca na miejsce? (ten wątek zupełnie niczego nie wnosi, oprócz tego, że autor popisuje się znajomością matematyki), dlaczego, skoro była tak inteligentna i twarda, nie znalazła innego sposobu, żeby się uwolnić? Im więcej takich niewyjaśnionych „dlaczego?” w powieści kryminalnej, tym bardziej czytelnik czuje się zawiedziony.
Nie skreślam Szczygielskiego, broń Boże. Daję mu duży kredyt zaufania. Potencjał ma spory i mam nadzieję, że nabierze doświadczenia i będzie potrafił je wykorzystać. Do panteonu jednak jeszcze droga daleka.
Przed serią pruszkowską Szczygielskiego broniłam się jak mogłam. Kiedy ją w końcu wygrzebałam i siadłam do lektury, byłam świeżo po zakończeniu poradnika o pisaniu Remigiusza Mroza i kilka rad miałam jeszcze w głowie – między innymi pierwsze zdanie. Wracałam do niego kilkukrotnie – nadal tkwi gdzieś w mojej głowie zdanie „Miała miły głos.”
Głównym bohaterem serii jest wspomniany w opisie komisarz Gabriel Byś, ale w fabule pojawia się druga równoprawna główna bohaterka. Czytając Aortę cały czas wyczekiwałam tego momentu, gdy Kaśka i Gabriel ciągle blisko siebie krążący się spotkają. Dzięki dwójce bohaterów mamy dwie, wydawałoby się odrębne historie, które jednak coraz bardziej się zazębiają. Brutalne morderstwo, które musi rozwiązać Gabriel i tajemniczy świat przestępczy, w którym żyje Kaśka. Moje wrażenia? Hmmm, na pewno warto się odrobinę przemęczyć przez pierwszą połowę, żeby historia nas wciągnęła! Ta pierwsza część dość mocno mi się dłużyła, ale w końcu historia zaskoczyła i wciągnęła. Kolejny zaskakujący zabieg zastosowany przez Szczygielskiego to brak tradycyjnego podziału na rozdziały (takie od nowej strony, zaczynały się gdzieś w środku tekstu i to nawet było ok) oraz widoczne przerwy między historiami bohaterów. Zabieg, ponieważ początkowo nie orientujemy sie, że właśnie zaczęła się historia drugiego bohatera, gdyż pierwsze zdanie każdego nowego etapu nawiązuje do poprzednio czytanej części historii. I w ten sposób z opowieści Gabriela przechodzimy do Kaśki i odwrotnie.
Zresztą cała historia Kaśki jest tutaj dla mnie wielką zagadką, która bardzo mocno wciąga i pcha dalej. Początkowo bardzo kibicowałam Gabrielowi, ale to zdecydowanie Kaśki historia ciągnie mnie ku kolejnym tomom, których niestety nie przeczytam ciągiem tak jak planowałam.
W debiucie powieściowym Bartosza Szczygielskiego wszystko jest brudne, śmierdzące i beznadziejne, miasto, ludzie i perspektywy. Czarny pruszkowski kryminał dotyczy czasów, kiedy znana mafia została już dawno zlikwidowana, przynajmniej taka powszechnie panuje opinia. Czy zatem potwornie zmasakrowany trup dziewczyny to jakieś typowe, pospolite zabójstwo? Komisarzowi Gabrielowi Bysiowi, oddelegowanemu ze stołecznej komendy do Pruszkowa, skądinąd miejsca jego zamieszkania, bardzo zależy na rozwiązaniu zagadki tej śmierci, aby mógł się wreszcie zrehabilitować za fatalną w konsekwencjach wpadkę przy jakimś starym dochodzeniu. Choć pewne tropy wskazują na środowisko, w którym funkcjonowała ofiara, jest ono na tyle hermetyczne, że nawet przekonanie co do tożsamości odpowiedzialnych za morderstwo nie oznacza, że komisarz dysponuje dowodami, które mogłyby zadowolić prokuratora.
Jest to lektura dla masochistów, których sądząc z wielu pochlebnych opinii, jest wśród czytelników Aorty niemało. Może gdyby wyrazistość osobowości protagonisty była choćby trochę zbliżona np. do Philipa Marlowe’a, oryginalność języka narracji nie polegała na napuszonych figurach retorycznych (próbka: „Poruszała nią [klamką] nerwowo, nabrzmiałe sine żyły wiły się pod skórą”), nowatorstwo prowadzenia fabuły nie ograniczało się do formalnie niesygnalizowanych przeskoków między różnymi miejscami z udziałem różnych bohaterów, gdyby wreszcie motywy zbrodni i ich wykonawców nie były dość dziwacznymi konglomeratami wątków pojawiających się w dziesiątkach współczesnych powieści, może wtedy i mnie spodobałby się ten polski kryminał noir. Jak na razie, to jedynie mam nadzieję, że kolejne spotkania z komisarzem Gabrielem Bysiem, jeżeli do nich dojdzie, bardziej mi się spodobają.
Trzeba przyznać, że trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Zaczyna się mozolnym śledztwem i stopniowym odkrywaniem faktów i powiązań rządzących Pruszkowem. Kończy absolutnym wystrzeleniem emocji w górę.
Poszczególne wątki splecione są w spójną wizję zarówno Pruszkowa, jako miejsca trochę zapomnianego przez Boga i grzesznego jak i samych bohaterów, którzy odkrywają się coraz bardziej przed czytelnikiem. A tych aż ciężko nie polubić. Nawet pociągającego za wszystkie sznurki Dziergę, którego nieodparty urok małomiasteczkowego mafioza łączy się z demoniczną stroną.
Jednak pierwsze skrzypce gra tu Gabriel Byś. I ciężko nie zauważyć nawet sympatii narratora do tego bohatera. I mimo jego maczystowskiej postawy, bo to mężczyzna z gatunku tych co zamiast miodu żuje pszczoły, to bije od niego aura prawdziwości i szczerości.
Mimo, że momentami opowieść jest nieco chaotyczna, to czyta się z prędkością światła. Sama historia trochę na tym cierpi, bo część wprowadzonych wątków nie doczekuje się rozwiązania.
Książka nie pozwala się odłożyć. A zakończenie wbija w fotel.
Ogólnie książka zła nie jest, ale pewne rzeczy mnie bardzo irytowały. Skakanie ze sceny do sceny, gdzie coś je łączyło (i potem to już ogólnie sam się domyśl o co chodzi), brak wytłumaczenia pewnych rzeczy przy zmianach miejsca i sytuacji, w której się znajdujemy (i tez gubiłam się przez to w fabule, niestety)... a i do teraz nie kumam o co chodziło w rozwiązaniu tej sprawy kryminalnej - dlaczego po śmierci dwóch z trojga z przyjaciół nie sprawdzili adresu trzeciego przyjaciela? I dopiero na ostatnich 15 stronach rozwiązali sprawę, skoro rozwiązanie było oczywiste?
Na plus główna postać - Gabriel to typ bohatera w książce, których bardzo lubię. Niepokorny, introwertyczny i bardzo nieidealny. Podobały mi się też wątki mafijne i narkotykowe.
Ogólnie oceniam na 6 - jak uda mi się upolować drugą część, to z ciekawości sięgnę. Ale boje się, że mogę się negatywnie zaskoczyć.
This entire review has been hidden because of spoilers.