W położonym na odludziu tartaku zwanym Bazą pracę podejmuje nowy stróż nocny. Dręczony nienazwaną traumą mężczyzna szybko wnika w historię pełnego tajemnic życia swojego zmarłego poprzednika, świadka dramatycznych wydarzeń z przeszłości. Tymczasem nadciąga zima, a wraz z nią skryte w zamieci widma; niesione lodowatym wiatrem echa popełnionych tu niegdyś zbrodni. Zima, w której śnieżnych objęciach wędrują ramię w ramię i prawda, i śmierć.
Napisana oszczędnym językiem, mroźny, zimowy klimat, wzbudza prawdziwy niepokój. Najbardziej straszna groza to ta, która wynika z zimnego, ludzkiego okrucieństwa.
Wojciech Gunia osacza człowieka ciemnością kosmosu, obojętnym mrokiem, który pragnie jednocześnie ignorować i odrzucać życie, jednak na to życie napierając, zaznaczając swoją wieczną obecność. Przypominając o sobie, bo pamięć i echa powinny być wieczne. Gunia robi to po mistrzowsku łącząc naturalną poetyckość Algernona Blackwooda, jego oko dla śnieżnych szczegółów, do opisów lodowej pustki z samotnością kosmicznego obserwatora jakim był H.P. Lovecraft, który patrząc w niebo słyszał pusty śmiech istot wszechwiecznej przestrzeni.
„Nie ma wędrowca” przerazi, zachwyci, ale przede wszystkim zmusi do refleksji nad tym, co najważniejsze i co sprawia, że jesteśmy ludźmi.
Wielkie rozczarowanie. Po całym hajpie na stronach okołohorrorowych, dostałem opowiadanie, które nie powinno przekroczyć 50 stron nadmuchane do 160 nieznośnym i niepotrzebnym filozofowaniem i opowieściami snutymi przez bodaj trzy różne osoby, z których każda posługiwała się takim samym językiem (robotnik, ksiądz i in.). A mogło być zupełnie przyzwoite opowiadanie.
❄️Rzucić wszystko i jechać w Bieszczady! Zapewne nie tylko mnie taka myśl nawiedzała wielokrotnie. Niestety, ja nie miałam tyle odwagi co główny bohater książki Wojciecha Guni, który pod wpływem impulsu postanawia pozostawić dotychczasowe życie i udać się w nieznane. ❄️Początek mroźnej zimy niekoniecznie jest dobrym czasem na zmiany. Mimo to, pewien człowiek zatrudnia się w położonym na zupełnym pustkowiu, niemalże odciętym od świata, tartaku. Od początku przeczuwa, że to miejsce może być wyjątkowe. Choć brzydkie, na wpół opuszczone i nieco obskurne, ma w sobie niebywałą siłę przyciągania. Mężczyźnie jawi się jako azyl, dzięki któremu będzie mógł przepracować swoje traumy, posklejać wspomnienia i może uleczyć duszę. Niestety, okazuje się, że nie będzie mu to dane. Współpracownicy nie są skorzy do zawierania nowych znajomości i skrywają swoje sekrety. Nie mają także zamiaru wtajemniczać kolegi w historię jego poprzedników, a już zwłaszcza tego, który zmarł w bardzo podejrzanych okolicznościach. ❄️Moi państwo - tyle słowem wstępu. ,,Nie ma wędrowca" to książka niezachwycająca swoją objętością, jednak idealnie wpisująca się w zasadę "mniej znaczy więcej". Już dawno nie spotkałam się z tak genialną mieszanką gatunkową. Twór, który z tego wyszedł, okazał się być nietuzinkowy i głęboko zapadający w pamięć. ❄️To, co totalnie mnie zachwyciło, to klimat powieści. Podobał Wam się ,,Terror"? Tak? To mam dla Was niespodziankę. W ,,Nie ma wędrowca" odnajdziecie jego namiastkę, bowiem Guni udało się wykreować niesamowicie malowniczy, realistyczny obraz bieszczadzkiego pustkowia. Znów znajdujemy motyw człowieka w starciu z morderczą wręcz, naturą. Ostra zima nikomu nie przepuści. Mróz może zabić, a śnieżna zawieja sprawić, że ktoś już nigdy nie powróci do domu... W tle unosi się zawodzenie wiatru lub złowroga cisza. Coś trzeszczy, coś się skrada, w oddali majaczy zjawa. No przyznajcie, przecież to brzmi wybornie! ❄️Historia niesie za sobą ogromny ładunek emocjonalny, wzbudza głęboko skrywane lęki, elektryzuje i przywołuje przytłaczający, nostalgiczny nastrój. Po przerzuceniu ostatniej kartki czytelnik pozostaje z masą pytań bez odpowiedzi, jednak z konkretną refleksją...
Książka mimo potencjału nie spełniła moich horrorowych oczekiwań. Zaskakująco dużo filozoficznych przemyśleń, które niestety potrafiły zrażać do dalszego czytania. Klimat taki jak lubię, jednak po drodze coś poszło nie tak.
Zdecydowanie ten tytuł pojawi się wśród najlepszych książek, jakie miałam możliwość przeczytać w 2016 roku. Napisać o książce "Nie ma wędrowca", że to powieść grozy to zdecydowanie za mało. To również rozprawa o tym co nieodwracalne, co zagnieżdża się w naszej świadomości i wywołuje fale lęku, co stanowi granicę naszego życia. Trzon powieści stanowią między innymi dyskusje pomiędzy głównym bohaterem a księdzem dotyczące śmierci, przemijalności oraz poszukiwania dobra w sobie i drugim człowieku.
"Nie ma wędrowca" to także powieść retrospektywna, w której cofamy się, by poznać przeszłość Roszczuka - poprzedniego stróża tartaku. Te fragmenty są doskonale skonstruowaną wędrówką po cierpieniu, samotności i próbie znalezieniu sensu życia,w momencie gdy został on utracony wiele lat temu. Tutaj duchy przeszłości upominają się o zadośćuczynienie, szukają sprawiedliwości i zrobią to nie przebierając w środkach. Powieść mądra, niepokojąca, bogata w opisy niezbadanych przestrzeni tartaku, które nocą poznaje bohater. Kraina niezamieszkana przez wielu mieszkańców, wzbudzająca respekt i otoczona tajemnicą, która czeka na swoje rozwiązanie. Zdecydowanie polecam!
Bezimienny samotnik zapuszcza się w opustoszałe miejsca, ruiny, szkielety dawnych małych wsi, gdzie jedyne, co słychać to bezdenna cisza. Pewnego dnia trafia na położony na odludnym miejscu tartak i jakiś impuls, nieznana siła przeznaczenia sprawia, że ot, tak po prostu rzuca wszystko i zatrudnia się tam jako stróż nocny. Niedługo potem nadchodzi zima, wszystko zostaje zasypane śnieżnym dywanem. Zamieć śnieżna sprawia, że nasz samotnik zostaje odcięty od świata...
W samotności, wraz ze świszczącym wiatrem niosą się echa dawnych zbrodni, przez które nie śpią demony. Uśpiona prawda skrzy się w śnieżynkach. Bezimienny stopniowo poznaje osnutą tajemnicą historię swego enigmatycznego poprzednika.
Choćbym nie wiem, jak się starała nigdy nie będę w stanie oddać emocji jakie wywarła na mnie ta historia. Tym, co wyróżnia opowieść jest klimat. Gęsty, ponury. To nie tylko zasługa grającej wyobraźni na myśl o tym opustoszałym miejscu otulonym śniegiem. Ta samotność jednostki odbijająca się ze ścian opustoszałego zakładu, i mroczne cienie wyzierające z każdego kąta, zdające się żyć własnym życiem. Niesamowita atmosfera, duszna, gęstniejąca z każdą stroną. Mroczna przeszłość, ludzkie dramaty, meandry rodzinnych traum.
"Nie ma wędrowca" jest o poszukiwaniu własnej tożsamości, własnego ja. Ugrzęźnięcie we własnych koszmarach, wewnętrzne rozdarcie, groza życia człowieka straumatyzowanego jest namacalna, wwierca się w duszę.
"Nie ma wędrowca " to rzecz mroczna, egzystencjalna, oniryczna, psychodeliczna i napawająca smutkiem. Gunia niczym wytrawny wirtuoz gra na strunach wrażliwości czytelników, rozbijając duszę na drobne kawałeczki i wypalając ślad w psychice. To jedna z tych historii, które zostają z czytelnikiem już na zawsze. Gorąco polecam!🖤
Podobnie jak moi przedmówcy jestem rozczarowana. Książka zaczynała się świetnie, chociaż bardzo powoli. Spodziewałam się jakiegoś wybuchu gdzieś w drugim rozdziale, ale okazało się, że cała historia tylko zwolni i zboczy z horroru z potencjałem do jakiejś rozprawy filozoficznej, która ciągnęła się jak flaki z olejem, do tego książka zawiera w sobie kilka bezsensownych opowiadań. Zaznaczam spoiler tutaj dlatego, że dopiero w ostatnim rozdziale coś się zaczęło dziać i już myślałam, że dam ocenę 4/5, ale jednak zakończenie było tak denerwujące, że cały build-up jaki ta historia miała, zniknął. Facet zapomniał, że jest odpowiedzialny za małe puchate życia i pozwolił im umrzeć. No OK. ALE DLACZEGO POZBAWIŁ TAK WIELU LUDZI STANOWISK PRACY?! Ta przysługa dla Roszczuka z grobem powinna mu wystarczyć, ale NIE, bo trzeba było myśleć tylko o przeszłości i zmarłych, którzy już nie wrócą, zamiast pomyśleć chwilę o kolegach z pracy, którzy zarabiali na życie i dzięki Bazie mieli co do garnka włożyć. Nie obchodziły go w ogóle ŻYJĄCE dzieci tych robotników, tylko zamarznięte samolubne duchy. Chciałam polecić tę książkę, ale nie pod gatunkiem horroru, bo nie straszyła wcale. Była ciekawa. Dopóki nie doszłam do tego durnego zakończenia. A wspomnienie o Wołyniu z posłowia zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Nie oceniam jednak autora. Mam kilka innych jego książek, które czekają na przeczytanie. Mam nadzieję, że ich protagoniści nie będą postępować tak irracjonalnie, jak ten tutaj.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Książka pięknie napisana, bardziej w formie długiego opowiadania niż powieści. Niestety nie jest to zupełnie to, czego oczekiwałam, a więc klimatycznej grozy o odizolowanym miasteczku. Po pierwsze: książka nie straszy, a samych potencjalnie mających wywołać dreszcz scen jest 2-3, to zdecydowanie za mało jak na horror. Po drugie: cały środek książki zajmują rozważania religijno-filozoficzne, które nie były potrzebne tej historii. Po trzecie: książka nawiązuje do trudnych i smutnych tematów na co nie byłam przygotowana, więc lekturę skończyłam dość przygnębiona. A na koniec: niestety nie podobało mi się zakończenie, w którym główny bohater niespodziewanie podejmuje dość dyskusyjne decyzje. Rozumiem, że wymienione przeze mnie elementy mogą być mocną stroną książki. Na pewno tak, jeśli ktoś właśnie tego po niej oczekiwał. Ja myślałam, że spędzę miły wieczór z odrobiną dreszczyku i niestety w tej roli ta książka na pewno się nie sprawdzi.
Pierwsza książka, którą przeczytałem w jeden dzień. Wciągająca. Najwyżej oceniam klimat zbudowany w tej książce. Wręcz czułem zapach drewna z suszarni i nie raz śnieg zaprószył mi oczy. Podczas czytania miałem również skojarzenia z trzema książkami Stephena Kinga: 'Lśnienie' (klimat zimy, odcięcie od świata), 'Miasteczko Salem' (dyskusje z księdzem), 'Smętarz dla zwierzaków' (bez spoilerów - na co odważył się bohater)
Zupełnie coś innego niż się spodziewałam. Miało być niepokojąco, groźnie, mroczno. Było, ale nie za sprawą czegoś niewyjaśnionego. Wręcz przeciwnie - po prostu za sprawą człowieka. Odniosłam wrażenie, że tekst był przegadany i przeciągany filozoficzno-religijnymi refleksjami, które być może do kogoś trafią. Niestety nie do mnie. Daję 3⭐️ ale opowieść o B.K. zawarta w tej książce mnie zmiotła i ona sama zasługuje na piąteczkę. Niesamowicie zbudowany jest też klimat - kocham zimowe noce!
"Baza", położony na odludziu na napiętnowanej wydarzeniami historycznymi, przesiąkniętej krwią ziemi tartak, bohaterowie których losy z tą ziemią zostały związane, szukający swojej tożsamości bądź przed czymś uciekający. Niesamowity klimat, niepokojący, mroczny, mroźny. A do tego w sporej części pretekst do rozważań teologicznych.
Niesamowicie klimatyczna książka. Zima, odludzie, stukanie, pukanie, głosy i człowiek sam ze swoimi myślami oraz historią, która się rozdrapuje raz za razem. Echa potworności czynów ludzkich wracają co chwilę. Zacna lekturą.
Wojciech Gunia to uznany polski pisarz, doceniany przez czytelników za swoją oryginalność w tworzeniu powieści grozy i za wykorzystywaniem tego gatunku do podejmowania ważniejszych tematów. Nie inaczej jest w jego powieści „Nie ma wędrowca”, którą niedawno przeczytałam.
Bezimienny bohater trafia do Bazy – tartaku, który znajduje się na równie bezimiennym odludziu. Szczęśliwy traf sprawia, że akurat szukają tam stróża, a jest to praca jego marzeń. Mężczyzna jest dziwny i wycofany, prześladują go jego własne demony. Próbuje znaleźć ukojenie w tym dalekim od wszystkiego miejscu. Przychodzi zima, a jego izolacja się pogłębia, w odciętym i wyziębionym budynku zaczyna mieć zwidy. Poszukując odpowiedzi na różne pojawiające się pytania, poznaje tajemnice poprzedniego stróża…
Izolacja zawsze budziła we mnie lęk, jako dziecko bałam się spać samotnie na cichej działce czy w domku w lesie, więc sama sceneria w tej książce budziła mój niepokój i wzmagała poczucie klaustrofobii. Jest to dla mnie książka filozoficzna, powieść z przesłaniem, pogubiony i bezsilny bohater chce przestać istnieć, chociaż na chwilę. Jest to powieść o traumie, która potrafi dręczyć i upiorach przeszłości, które nie odpuszczają. Nie jest to łatwa lektura, autor odkrywa przed nami mroczną psychikę bohatera i konfrontuje ją z przerażająca przeszłością.
Polecam wszystkim tym, którzy nie chcą łatwej strasznej rozrywki i są gotowi zanurzyć się mroczny wewnętrzny świat bohatera.
Bardzo dobrze napisana książka. Od pierwszych stron czułam, że tartak (w zasadzie główny bohater opowieści) to miejsce przesiąknięte złem. Od pierwszych stron czułam, że główny bohater (naznaczony nienazwaną traumą) przepadnie w tym miejscu w odmętach krzywd z przeszłości. Samotne noce stróża spędzone w opuszczonym tartaku podczas srogiej zimy plus czające się zło stworzyło niesamowity klimat tej książki.