Niedawno pisząc o "Łóżku", tego samego autora, napisałam, że żadna jego książka nie dorównuje "Samotności w sieci". "Na fejsie z moim synem" jest, moim zdaniem, powieścią lepszą od "Samotności...". To jest jedna z niewielu książek, dla której zabrakło mi skali przy ocenie. Podoba mi się tutaj wszystko. Począwszy od napisanych prostym, zrozumiałym językiem rozpraw naukowych filozoficzno-biologiczno-chemiczno-fizyczno-literacko-humanistyczno-genetyczno-informatycznych, poprzez dywagacje o sztuce i religijności, na stylu głównej bohaterki kończąc.
Czytając, zastanawiałam się, dlaczego autor, a raczej jego twórczość literacka, budzi tak skrajne emocje. Wiśniewskiego, albo ludzie kochają, albo nienawidzą. Bez półśrodków. Naszły mnie następujące refleksje: Ludzie kochają Go za to, jak potrafi nazwać uczucia i emocje oraz za to jak przejrzyście i prosto potrafi tłumaczyć zagmatwane naukowe teorie. Natomiast nienawidzą Go, bo Mu zazdroszczą: lekkości pióra, swobody pisania (bo jak tak można żeby chemik potrafił pisać o kobietach i uczuciach jak nie przymierzając król romansu). Zazdroszczą autorowi również wiedzy i doświadczenia oraz wyrazistych i niepopularnych w niektórych kręgach poglądów. Ludzie, którzy JLW krytykują, często również, Go nie rozumieją. Nie chce im się wysilić mózgu na tyle, aby wczytać się w to co stanowi o sile tego pisarza. Dlatego wolą twierdzić, że autor uprawia "pseudo-filozoficzny i pseudo-popularnonaukowy bełkot". moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Książka jest o wiele ciekawsza od popularnych czytadeł nic nie wnoszących, a jednak wychwalanych pod niebiosa przez zachłyśniętych nimi pseudo-recenzentów. Wszystkie informacje naukowe można sobie sprawdzić, a przy tym okazuje się, że nie są wyssane z palca, ani wydumane w bujnej wyobraźni autora, ale jak najbardziej prawdziwe i wartościowe.
Nie jest to na pewno książka dla wszystkich. Aby ją dobrze zrozumieć należy posiadać przynajmniej ogólną wiedzę lub jak kto woli podstawową zwłaszcza z nauk ścisłych, chociaż z humanistycznych też by się przydało. Na pewno nie jest to książka dla ludzi o konserwatywnych poglądach na temat kobiet, Boga, seksu, kościoła i norm moralnych. Mimo że w utworze występuje wzmianka o księdzu Józefie Tischnerze, to wielbicielom Szymona Hołowni i ojca Macieja Zięby zdecydowanie odradzam.
Ulubione cytaty:
"I wcale nie potrzeba się napić, aby Boga obecność poczuć.”
"ADAŚ nie wykazywał męskiej dojrzałości, ani opanowania. Napalonym burakiem był swoją drogą. Nawet wąż z nim rozmawiać nie chciał. Wolał z Ewą rozmawiać, bo inteligentniejszą istotą się wydawała. Ewa jest pierwszą feministką. To ona podejmuje niezależne decyzje za całą ludzkość. Jest autonomiczna”.
"Chciałabym go zapytać, dlaczego mnie tak podle zostawił.I dlaczego mi nie powiedział z jakiego powodu.Dla kobiety to ogromnie ważne wiedzieć.Ta wiedza, dlaczego mężczyzna nagle postanawia odebrać kobiecie swoją uwagę, czułość i opiekę, wartość w sobie ogromną niesie."
"Nie wiedziałem tak naprawdę, od którego momentu kobieta staje się "moją", ale przypuszczam, że to się wydarza, gdy nie wstydzę się przy niej płakać".
"Bo kiedy kobieta mężczyźnie, także żona mężowi, powie lub napisze, że go kochać przestała i że nie chce z nim ani czasu oraz miejsca wspólnego, ani rozmów, ani wzruszeń, ani dotyku, ani połączenia dzielić, to ważniejsze to jest aniżeli pieczątka sądu oraz podpis sędziego na dokumencie jakimkolwiek.A gdy powtórzy mu to razy wiele, staje się wówczas prawem jej niepodważalnego prawa do wolności wynikającym".
"A potem mnie pierwszy raz czułością swoją oszołomił i dbać o mnie zaczął.I się o mnie troszczyć.I moimi zmartwieniami się zamartwiać.I moim śmiechem się śmiać.I moim smutkiem smucić.I moimi lękami bać.I moimi pragnieniami pragnąć".
"Istnieją oczywiście krytycy nie do końca zadowoleni, ale tacy są zawsze. Ponieważ przywalić "utworowi" nie mają powodu żadnego, więc w bezsilności swojej "autorowi" przywalają. tak najłatwiej przecież jest. Co ja Ci synuś dużo mówić będę. To Cię synuś przecież spotkało i spotyka, więc sam najlepiej wiesz. Złą książkę napisałeś, ponieważ: obciachowe wąsy zapuściłeś, z prowincji pochodzisz, wykształcenia humanistycznego żadnego nie posiadasz, po polsku pisać nie potrafisz, erotomanem jesteś i do tego onanistą zafiksowanym na menstruacyjnej krwi kobiecej, w Niemczech mieszkasz, więc Polski, Polek i Polaków za grosz zrozumieć nie jesteś w stanie. A tak w ogóle to za bogaty jesteś, bo u Ciebie w książkach wszyscy z laptopami od lotniska do lotniska biegają i pierwszą klasą w samolotach latają, zamiast w pocie czoła i smrodzie niemiłosiernym obcasy do kaloszy w fabrykach przyklejać."
"Ty też, jak te swoje książki piszesz, to ciągle od tematu odchodzisz i różne rzeczy wtrącasz. Nieraz te wtrącenia dłuższe niż wątek główny bywają i jak się nie uważa, to można się w Twoich książkach pogubić, to dla wielu ludzi dowodem jest, że literatem nie jesteś i warsztatu nie znasz, i natręctwo pisania u Ciebie się objawia, czyli mania pisania, albo inaczej grafomania. Tak piszą o Tobie czasami różni podający się za mądrych ludzie, co literaturą się zajmują i na pisaniu innych z racji szkół, które pokończyli, się znają. Tu niektórym się synuś przysłuchuj i ucz się od nich. Ale swoje rób, bo to często zawistnicy są i literaccy impotenci, co to wiedzą wszystko, jak to dobrze robić, ale sami tego zrobić nie potrafią i swoje gorzkie żale na innych w postaci pomyj wylewają. A ja tam te wtrącenia Twoje bardzo lubię, bo historie ciekawe opowiadasz, o których ja pojęcia za życia nie miałam."
"Dwie strony napiszesz i w te dwie strony pięć tragedii wpleciesz. Ludzie się u Ciebie w notatkach nieustannie zdradzają, cierpienia sobie zadają, żony mężów nie kochają, mężowie w obcych łóżkach zasypiają, dzieci ojców tracą, matki dzieci, księża powołanie, a zakonnice czystość. Szczęście ludzkie w procentach mierzysz, miłość do pożądania przyrównujesz, uczucia jako molekuły przedstawiasz, intymność w ankiety wpisujesz, grzech jak Einstein relatywizujesz, mózgi ludzkie w tomografy wsadzasz, aby tożsamość i sens, i nawet duszę na wykresach odnaleźć. W Boga powątpiewasz i w Piekło nie wierzysz. U Ciebie nic nie jest absolutne i nic do końca dobre być nie może, ani nic do końca złe. Bo u Ciebie absolutna jest tylko prędkość światła w próżni. Poezję z fizyką mieszasz, mistykę zabobonem nazywasz, a jak czegoś zmierzyć lub równaniami opisać nie można, to albo milczeniem pomijasz, a jak już wspomnieć zechcesz, to z pogardą taką."
"Nic pomiędzy liniami pisać nie chciałam. Dlatego zeszyt w kratkę kupiłam. A i tak najważniejsze pomiędzy linie, których nie było, wpychałam. I Ty synuś to odczytywałeś, tę miłość spomiędzy linii moją. i pomiędzy swoje linie swoją miłość mi wpisywałeś, wcale jej po imieniu nie nazywając. I to Ci do dzisiaj pozostało. dlatego czytam cię synuś pomiędzy liniami najchętniej. to nienapisanie najważniejsze jest w pisaniu Twoim."
"I patrzyłeś na mnie z takim smutkiem synuś. takim ogromnym. Ty mieć całe morze smutku w oczach swoich potrafisz. Całe oceany. Kruchy tam w środku synuś jesteś. Smutek Cię tak osłabia, że pisać zaczynasz w tej bezradności swojej."
"(...)ale tak wewnętrznie czuję, że miłość jako niezaspokajalne nienasycenie rozmową z bliską ci osobą zdefiniować można."
"Ponieważ synuś tak się kobiecie lub mężczyźnie niekiedy przydarza, iż jedna Miłość nagle i bezpowrotnie te miłości, które przed nią zaistniały, wymazuje i także te, które się nigdy nie zdarzyły, bo jedynie jako niespełnione i przed nikim jako niewypowiedziane marzenia trwały. I wtedy aby ten człowiek był tylko Twój pragniesz. Twój jedynie. Na zawsze."