Julia Brystygier, niesławna szefowa V departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jedna z najbardziej znanych kobiet czasu stalinizmu. Jednocześnie ta, o której niewiele tak naprawdę wiadomo. Mówi się, że znęcała się nad aresztowanymi, a pod koniec życia nawróciła się pod wpływem zakonnic z Lasek. Co z tych opowieści jest prawdą? Skąd wziął się jej przydomek „Krwawa Luna”? Patrycja Bukalska stara się znaleźć odpowiedzi na te pytania i zrozumieć motywacje Julii Brystygier, śledząc kolejne ważne punkty w jej drodze życiowej – od dzieciństwa w galicyjskim miasteczku, przez wojnę i ciemny czas stalinizmu aż po emeryturę spędzoną na pisaniu książek. Powstał fascynujący portret kobiety wybitnie inteligentnej, silnej, ale i dogmatycznej – która podjęła bardzo złą decyzję, od której nie było już odwrotu. Historia Luny wpisana w trudną polską historię XX wieku jest zarazem odbiciem drogi wielu polskich przedwojennych komunistów.
Byłam zaintrygowana tą postacią ponieważ często w moich lekturach padało określenie Krwawa Luna, ale nie wiedziałam niczego na temat tej kobiety. Autorka w sposób naprawdę obiektywny bada dokumenty i maluje jej portret, aczkolwiek nie jest to portret na który chciałabym często patrzeć....
3.5 gwiazdki. Jestem pełna uznania dla Patrycji Bukalskiej za jej obiektywizm z podejściu do tak trudnego tematu i rzetelność. O zaangażowaniu nawet nie wspominam, bo to oczywiste. PRL to męski świat, więc rzadko trafia się na wartościowe książki o kobietach, które go współtworzyły, a dodatkowo cieszy mnie to, że autorka weryfikuje mity prezentowane przez wielu innych badaczy jako fakty i nie skupia się przede wszystkim na życiu uczuciowym Brystygier.
Niestety nie da się nic poradzić na brak materiałów, a przede wszystkim osób, z którymi można było o "Krwawej Lunie" porozmawiać, co widać już po ilości stron. Doskwiera mi to bardzo, ponieważ mam wrażenie, że dowiedziałam się raczej, jaka Julia Brystygier nie była, niż jaka była, oraz co spotkało aresztantów (i nie tylko), którzy się z nią zetknęli. Chętnie przeczytałabym "cegłę", a zamiast tego wiele podrozdzialików charakteryzowała encyklopedyczna wręcz skrótowość. Szkoda, bo nie umiem ukryć uczucia niedosytu, ale może ktoś kiedyś jakimś cudem dotrze dalej, a może już dotarł i ja tylko jeszcze o tym nie wiem. Taką mam nadzieję, a póki co zadowolę się poszerzeniem swojej wiedzy na tyle, na ile Bukalskiej się to udało. Czego by nie mówić - jestem jej wdzięczna za tę książkę.
Na jej nagrobku widnieje napis Julia Prajs-Brystygier, 1902-1975. Każdy z dwóch członów nazwiska, rodowe, którego także używała jako autorka kilku opowiadań i jednej powieści, oraz po pierwszym mężu, ma kilka wersji pisowni. Urodziła się w Stryju na Ukrainie, dzieciństwo spędziła w pobliskiej Jagielnicy, mieszkała we Lwowie, Samarkandzie, Moskwie i Warszawie. Komunistka. Przed wojną pracowała w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom i działała w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, oddziale KPP, dopóki ta nie została w 1937 roku rozwiązana przez Stalina. Trzy razy więziona. Po 1945 roku w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego kierowała V Departamentem, zajmującym się partiami i organizacjami m.in. kościelnymi i młodzieżowymi. Ambicją autorki było, wydaje się, znalezienie odpowiedzi na kilka zasadniczych pytań. Dlaczego - skąd u wybitnie inteligentnej i wykształconej osoby tak bezgraniczne zaślepienie zbrodniczą ideologią? Czy wcielając tę ideologię w życie w MBP zasłużyła rzeczywiście na swój przydomek? Ile jest prawdy w przyjęciu przez Julię Brystygierową pod koniec życia katolicyzmu?
Analizując szczegółowo poważne dostępne źródła Patrycja Bukalska konstatuje, że wszystkie opisy, jakoby Brystygierowa bezpośrednio zadawała aresztantom fizyczne tortury opierają się bądź na relacjach z drugiej ręki ("słyszałem, że.."), bądź pochodzą od jej wewnątrzpartyjnych i wewnątrzresortowych przeciwników. Nie znalazła również żadnych dokumentów, jakoby przed śmiercią "krwawa Luna" przyjęła chrzest. Niewiele miejsca poświęca autorka jej rzekomemu seksualnemu rozpasaniu, które fascynuje innych biografów. Niestety, bez odpowiedzi pozostało pierwsze, najważniejsze pytanie. Sama Brystygierowa skłonna do poważnej autoanalizy nie była, przynajmniej w rozmowach z osobami postronnymi. Czy kiedykolwiek rozmawiała na ten temat z rodziną? Raz napomknęła, że w Paryżu u rodzeństwa zdeponowała materiały dotyczące funkcjonowania bezpieki, w co Bukalska i inni badacze wątpią. Jej syn, Michał, pytany przez Teresę Torańską czy kiedyś powiedział matce, że komunizm nie ma sensu, odpowiedział: Nie powiedziałem. On był dla niej raison d'être (w Teresa Torańska: Śmierć spóźnia się o minutę. 2010).
W tym samym czasie, co książka Bukalskiej, ukazała się Iwony Kienzler "Krwawa Luna i inni", która, moim zdaniem, charakteryzuje się nierzetelnym podejściem do źródeł i tendencyjną, z góry założoną tezą. Podczas gdy pozycja Bukalskiej może pozostawiać pewien niedosyt z powodu braku rozstrzygnięć w kilku podstawowych kwestiach, Kienzler wie wszystko, a świadectwa przeczące założonej przez nią tezie po prostu bagatelizuje.
Tytuł “krwawa…” ma niewiele wspólnego z treścią. Warto przeczytać aby poznać mechanizmy aparatu bezpieczenstwa po Wojnie. Jednakże niewiele, moim zdaniem, udało się osiągnąć autorce w założonym celu publikacji- ustalenia co kierowało i ukształtowało Julię Bystygier w jej poglądach i obranej ścieżce jako komunistki i kierowniczki V dept w SB. Książka natomiast koncentruje się na ujawnieniu jak Pani Bystygier była w istocie wykształcona, wrażliwa i uduchowiona. To zebrane w powieść ułożone historie z jej akt osobowych. Nie dowiemy się z tej książki czy rzeczywiście były powody aby nazywać ją “krwawą”, a raczej znajdziemy podstawy by obalić ten mit.
Biografia Julii Brystygier, szefowej V Departamentu Ministerstwa Publicznego, zwanej Krawawą Luną. Mimo, że sama nie torurowała więźniów. Jedna z nielicznych kobiet na wysokich szczebalch władzy komunistycznej wyróżniała się inteligencją i wykształceniem (miała nawet doktorat z filozofii, gdy ponad połowa funkcjonariuszy nie miała nawet wykształcenia średniego). Dziesięć lat po odejściu z MBP odczuła nagonkę antyżydowską - śledzono ją i podsłuchiwano.
Zastanawiam się, jak dalece ideologia może zaślepić, odebrać umiejętność logicznego myślenia. W końcu odebrać własne życie. Przerażające jest to, że każde stulecie ma swoje krwawe ideologie i tak niewielu pamięta, że skrajność poglądów zabija. Pięć gwiazdek dla Patrycji Bugalskiej za bezstronne, badawcze podejście do tej smutnej i tragicznej dla wielu historii. P.S. Nie wiedziałam, że w Miedzeszynie było więzienie bezpieki. Nie wiedziałam wielu rzeczy!