"Człowiek Obiecany” Pawła Majki to drugi tom cyklu „O Jednomyślnych”. Akcja dzieje się po zagładzie nuklearnej w moim ukochanym mieście Krakowie, a co za tym idzie stała się lekturą obowiązkową dla takiego krakusa jak ja.
Tym razem, jako czytelnik towarzyszyłam nie tylko mieszkańcom Nowej Huty, ale również tym, którzy ocaleli i schronili się w Tyńcu. Wojskowa struktura podobna w pewnym sensie do tej z Kombinatu jednak ozdobiona mundurami ubarwiła świat przedstawiony w „Człowieku Obiecanym”. Akcja zaś skupiła się na poszukiwaniach Ewy -bohaterki poznanej w pierwszym tomie, jej dziecka oraz na tajemniczej istocie skrytej w jaskini smoka na Wawelu – lub raczej pod nim.
Nie da się ukryć, że lokalizacja, w jakiej rozgrywa się akcja powieści zyskuje dla niej już na starcie dodatkowe punkty. Opisy miasta po Pożodze robią podwójne wrażenie, gdy dotyczą dobrze nam znanych obiektów, do których pałamy dużym sentymentem. Stare miasto pochłonięte przez rośliny z Ogrodu Botanicznego czy Nowa Huta zamieszkała przez przerażające stwory, to tylko dwa z wielu elementów działających na wyobraźnię w tej powieści.
Paweł Majka jest autorem o dużej wyobraźni, posiada pokłady poczucia humoru, którego część udaje mu się czasami wpleść do opowieści oraz potrafi stworzyć dość ciekawie zarysowane postaci, których losy śledzi się z umiarkowanym zainteresowaniem.
Sama „Ziemia Obiecana” jest powieścią dość nierówną wahającą się pomiędzy skrajnymi momentami. „Jeszcze nie pójdę spać; dokończę jeszcze ten rozdział”, a „co tu się właściwie stało?”. Mniej więcej tak przedstawiało się moje balansowanie w trakcie lektury. Wszystko dzięki mieszance polegającej na ciekawym pomyśle oraz miejscami poszatkowanej fabule. Gdy Majka snuje opowieść jednym ciągiem, to jestem w stanie się w nią wciągnąć na tyle, aby być gotową na zarwanie nocy. Jednak, gdy już następuje ten moment nagle czytelnik dostaje dziwną tekstową jajecznicę, w której łatwo się pogubić i stwierdzić, że właściwie nie wiadomo, o co chodzi w całej opowieści.
Podzielenie książki na trzy części może i nie było pomysłem złym, jednak szkoda, że fragmenty poprzedzające przejście jednej w drugą sprawiają, że z wartkiej, wciągającej akcji zostaje wartka i zaburzona akcja.
Z pewnym rozczarowaniem patrzę również na pracę wydawnictwa. Do okładki zastrzeżeń nie mam, jednak w środku znalazłam literówki oraz wydaje mi się, że gdyby redakcja stanęła na wysokości zadania, to te dziwne fragmenty, o których mówiłam można by przekształcić na rzecz tekstu, który czytałoby się o wiele lepiej.
Podsumowując: „Człowiek Obiecany” nie jest powieścią złą, którą spisałabym na straty. Ma kilka wartościowych elementów, które doceniam. Jednocześnie widząc tkwiący w tej powieści potencjał czuję się w obowiązku dać porządnego kopniaka na zachętę dla wszystkich w jakikolwiek sposób zaangażowanych w powstanie tej powieści. Mam nadzieję, że zepną poślady i następna część będzie już pozbawiona wyżej wymienionych niedoskonałości zachowując przy tym to, co posiada w sobie najlepszego.