Relu jest warszawskim adwokatem, który mieszka w Lemingradzie, czyli w dzielnicy Wilanów. Jego najcenniejszym klientem jest Janusz, zdemoralizowany multimilioner, a najlepszym przyjacielem Józek – wierny pies.
Relu nie lubi ludzi, ale ludzie lubią jego. Przychodzą, aby mu się zwierzać. Pije więc i słucha ludzkich tajemnic w świecie, gdzie kobiety są łatwe, a mężczyźni bezduszni. Prowadzone rozmowy bezlitośnie obnażają brud wymuskanego świata mężczyzn w drogich garniturach i kobiet w jeszcze droższych kostiumach.
Tu wszystko pozornie jest doskonałe. Jest wspaniały ojciec, adwokat z własną kancelarią. Piękna żona. Czarujący syn. I pies. Do momentu, aż spojrzysz głębiej. Bo każdy kryje jakiś brud. Kochankę. Kochanka. Sekretnie oglądane porno, eksplozje wściekłości, ploty, plotki, alkohol, narkotyki, środki nasenne, modły, aby sąsiad miał gorzej, radość, że komuś się nie powiodło. I wrzask.
To książka o samotności. O czymś, co może jest miłością. I o strachu przed śmiercią.
"Każdy, jak po nim poskrobiesz, kryje jakiś brud. Każdy."
Rozpoczynając czytanie tej książki, domyślałam się że będzie ona podobna do dwóch poprzednich pozycji Piotra C. Zarazem zabawna, ale także przesycona przekleństwami i napisana z przymrużeniem oka. Taka lektura nie dla każdego czytelnika. Tym razem jednak otrzymałam coś więcej. Coś poważniejszego. Coś bardziej dojrzałego. Prawdziwe, trafiające prosto w serce historie osób, którzy po prostu pragną miłości. Pragnienie to zagłuszają w różny sposób. Facebook. Alkohol. Narkotyki. Praca. Seks. Myślę, że ta książka ma swoje drugie dno. Zupełnie jak każdy człowiek. Uważam, że "Brud" ma za zadanie otworzyć czytelnikowi oczy na niektóre kwestie. Momentami bowiem można uśmiać się do łez, a momentami jest dość refleksyjnie. Uprzedzam, nie jest to jednak literatura z górnej półki.
Książka, w której kobiety głównie wyglądają i uprawiają seks, a faceci robią rzeczy. Trochę szantaż emocjonalny pod koniec i niestety pojawia się nawiązanie do Bukowskiego, co, przy wrażeniach z całokształtu, sprawia, że trochę wstydzę się lubienia tego autora. Nie polecam. Nie zmieniło to mojego zdania o pisarstwie pana Piotra C, które kojarzę z bloga, chociaż czyta się szybko. Tylko, że żeby zrozumieć kompozycyjną klamrę na końcu, musiałem sobie przypomnieć początek, bo już mi wyleciał z głowy. Tak mało znaczące są tam wydarzenia. A przemycane niby mimochodem życiowe mądrości? Give me a break.
Jak podaje tylna ściana okładki: "To książka o samotności. O czymś, co może jest miłością. I o strachu przed śmiercią". Wcale nie. "Brud" to jakiś pseudointelektualny bełkot. Śmieszy mnie, gdy ktoś się w w tej książce doszukuje jakiejś "głębi". "Pokolenie Ikea" (obie części) to była ostra satyra na korpoświat z trafnymi obserwacjami dzisiejszego społeczeństwa. Czarny był aroganckim dupkiem, który nie wiedział, czego chce od życia. Przynajmniej był wyrazisty. Bohater "Brudu" jest nijaki. Do tego snuje pseudointelektualne, podszyte egzystencjalnymi bzdetami, wywody. Wielkie kancelarie prawnicze to też korporacje. Prawnicy też chodzą w gajerach. Nic nowego. Najnowsza książka Piotra C. jest po prostu wtórna. Rysunki Magdy Danaj mi się podobały. Za to dam dwa.
Trzecie podejście do Piotra C. - tym razem Brud, czyli coś odrębnego od Pokolenia Ikea.
Ta książka mimo, że nadal jest kiepska to posiada w sobie coś.. takie przebłyski, że jednak nie wszystko jest tutaj oderwane od rzeczywistości. Gdzieś między tymi zdaniami, które z reguły kojarzą się z luźną pogaduchą przy piwie są przemycone współczesne mało cukierkowe realia. Po raz trzeci zderzam się z schematem, że mężczyzna to przedsiębiorca i biznesmen, a kobieta to ma ściągać majtki, a jak jest stara to wstrzyknąć sobie jakieś cudo w twarz, żeby młodziej wyglądać. Poza tym to oczywiste, że każda z nas codziennie łypie na kelnera, patrząc mu w krocze i chichrając się jakbyśmy nigdy w życiu męskich narządów nie widziały. Penis w końcu jest taaaaaki śmieszny. Boki zrywać.
I ten styl pisania, wyrywam cytat z którejś tam strony: "Opieram się o fotel, jestem oparty". Brakuje tam jeszcze błyskotliwego stwierdzenia: "a kto umarł - ten nie żyje", albo "nie byłabym sobą, gdybym była inna". Takich rzeczy jest w tej książce na pęczki.
Reasumując - Brud to mało ciekawa, szufladkująca ludzi, mocno generalizująca książka, która jest na poziomie dwóch poprzednich części.
Do you remember Ecce Homo painting restoration fail? Well, if the original would be Jakub Żulczyk, ten Piotr C. would be the failed attempt to restore it.
Characters are one-dimensional, the 'funny' one liners are not clever nor funny, there is no story or whatsoever, just a bunch of aimless things that are randomly happening to the main character, that don't really have any impact on him and his life.
I've sat throught "Pokolenie Ikea" and "Pokolenia Ikea. Kobiety" and just couldn't take it any more while reading this one. It just gets worse and worse with every book. I don't understand why it's so popular, like it would be some kind of great truth revealed about the society, when in reality it's stereotypical, hypocritical and not even the style of writing is any good.
Książka dobra na zabicie czasu, nic wartościowego się z niej nie wynosi. Napisana zbyt prostym językiem z błędami interpunkcyjnymi. Dobra jedynie dla odskoczni od bardziej przemyślanych książek, z tym, że porusza dość nietypowe tematy, o których się nie mówi codziennie.
Nie wstydzę się tego powiedzieć - książkę czytało mi się bardzo dobrze. Autor serwuje nam zaskakująco trafny obraz kondycji współczesnego społeczeństwa. Przejaskrawiony, groteskowy i obłąkańczy, ale w tym wszystkim celny. Czy nam się to podoba, czy nie.
Mogłabym się teraz rozwodzić nad tym, że było wulgarnie, że było obrzydliwie i w ogóle jakoś tak niesmacznie. Ale dokładnie to samo mogę powiedzieć o większości rozmów zasłyszanych w tramwajach. Na ulicach. W galeriach handlowych. Nikogo już nie dziwią ordynarne komentarze wścibskich staruszek, opowieści rozwiązłych nastolatek czy bezpośrednie propozycje składane przez biznesmenów nie mniej zepsutym współpracowniczkom. "Każdy, jak po nim poskrobiesz, kryje jakiś brud. Każdy." Piotr C. pisze nie tylko o Warszawie. Ze światopoglądem Relu, głównego bohatera, nie sposób się nie utożsamić. Żeby było zabawniej - większość czytelników z bólem w sercu odnajdzie też cząstkę siebie w spotykanych przez Relu postaciach. Takie rozdwojenie jaźni może wyjść odbiorcy na dobre. Z jednej strony (podobnie jak główny bohater) mamy czasem dość tej papierowej, miałkiej rzeczywistości, która nas otacza. Z drugiej zaś - warto spojrzeć krytycznie na samą czy samego siebie i przyznać, że przespaliśmy wiele lat, nabywając cechy, które wcześniej drażniły nas u innych.
W powieści nie podobały mi się w zasadzie trzy czynniki. Pierwszym z nich jest wybijający się na pierwszy plan wątek "o mało co" romantyczny. Wprawdzie jest z pazurem, nieoczywistość goni nieoczywistość, a sami uwikłani też nie są wycięci rodem z romansów, ale jakieś to wszystko oniryczne, trochę nierealne, przypieczętowane patetyczną końcówką. Nie odpowiadało mi również to, że fabuła praktycznie się nie kleiła. Kilka wątków biegło obok siebie, trochę się przeplatając, trochę zazębiając, trochę wpadając na siebie z zaskoczenia, ale ciężko tu mówić o misternie utkanej, dopracowanej historii. Drażniły mnie również niektóre wtrącenia, żarciki czy spostrzeżenia, które w pewnych kręgach mogą pewnie uchodzić za mądrości ludowe, ale w istocie są żenujące i mają brodę dłuższą niż Amazonka.
Czy "Brud" to dla mnie arcydzieło? A skąd. Przyznaję jednak, że gra na emocjach. Nie chodzi mi o to, że jest ckliwie. Jest depresyjnie. Jest ostro. Bywa też bezkompromisowo. Ale autor szokuje w taki sposób, że zmusza do refleksji. Nawet, jeśli wnioski z nich płynące nie są przyjemne.
Boimy się działać. Boimy się zmian. Boimy się usłyszeć: "Tak". Boimy się naprawiać to, co już wcześniej zdobyliśmy. Boimy się, że nagle będzie dobrze, bo przecież dawno nie było. Boimy się żyć. Żyć tak naprawdę.
Jest coś takiego w tej książce, że trudno się od niej oderwać. Może to to, że znajdujemy w niej potwierdzenie swoich przemyśleń nad obecnym stanem otaczającej nas rzeczywistości? Nie mówię tu o jakiejś głębszej identyfikacji z Relem - głównym bohaterem powieści, który jest aż nadto przerysowany. Pominę też milczeniem całą kontrowersyjną otoczkę - wulgaryzmy i przesycenie seksem, która jak mi się wydaje, zapewnić miała pozycji super sprzedaż. Chodzi mi o zarysowany drugi plan - odczucie bohatera, że czegoś w tym wszystkim brakuje, mimo że pozornie wszystko się zgadza.
Dwie gwiazdki- jedna bo łatwo sie czyta, druga za pare śmiesznych tekstów przy których sie uśmiechnęłam. Ale ogólnie to wydumana historia. Zbyt cyniczna nawet jak dla mnie.
Po ostatniej książce miałem takie „Niech Pan skończy Panie Piotrze, zostaw pióro, wstydu oszczędź” i zacząłem BRÓD… niebanalne spojrzenie na banalne sytuacje i jak prosto zadowolić faceta jak i kobietę to jest to!
Z jednej strony mamy erotyzm i szybkość w relacjach okraszone przekleństwami a z drogiej strony ostoje spokoju z dobrym patentem na życie i z poukładana głową okraszoną ciekawymi mądrościami, które zaskakująco dobrze opisują obecny świat.
Wraz z czytaniem całości nasunęło mi się kilka pytań. Czego wy kobiety tak naprawdę szukacie? Miłości, radości, stabilizacji czy … samotności z pieskiem i kotkiem? Wybieracie ten a może tamten model mężczyzny patrząc głównie na jego zewnętrzną stronę. Dajcie znać, bo to ciekawe.
Kilka słów jakie zapadły mi w pamięci to określenie swoje tożsamości. Spełniaj marzenia ale nie takie z których cieszyć się będą inni, ale takie z których cieszyć się będziesz tylko ty, bo to twoje życie i przeżyj je jak ty chcesz… chcesz leżeć to leż całe życie a jak chcesz robić kurwa krzesła to rób kurwa krzesła kurwa jego mać!
Tak nawiasem jakby opisać książkę jednym zdaniem… spowiedź faceta opisującego brudy mężczyzn… jak zakłamanie rzeczywistości, budzenie w kobietach poczucie winy czy przymilanie się by zdobyć ją chociaż na jedną noc. I powiecie że facet to świnia… może i tak, ale kobiety nie powinny czasem pomyśleć, co? I odróżnić przysłowiowego dobra od zła?
Może i brutalna prawda jest tu napisana, lecz czy sami takiej prawdy nie kreujemy pokazując się innym, staramy się być fajni ukrywając się za maskami obłudy i fałszu? Pomyślcie nad tym i …
… już kończąc… wiecie dlaczego małżeństwo to spółka z o. o., hmm?
To już nie było nawet guilty pleasure tylko czysty masochizm. Całe szczęście, że książka stosunkowo niedługa bo tak naprawdę o niczym. Powielanie do granic możliwości stereotypów; kobiety mają wyglądać, mężczyźni mają -wiadomo. Gdyby wyciąć ciągłe narzekanie Relu na wszystkich dookoła, jednocześnie nie dostrzegając problemu w sobie, stereotypy, nazwy alkoholu i opisy garniturów to nie pozostałoby tak naprawdę nic. Miało być dosadnie, miało być z ironią, miało skłaniać do refleksji, a wyszedł z tego jedynie pretensjonalny, pseudointelektualny bełkot. Ciężko będzie trafić na coś równie złego.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Piotr C. z każdą kolejną książką się rozkręca i serwuje treści bardziej przemyślane i można nawet doszukać się głębi. Najlepsza z 3 pozycji, połknąłem szybko i kilkukrotnie musiałem zwolnić, by przemyśleć. Niby napakowana dość banalnymi wstawkami, sporo minusów za zerżnięcie tekstów z pokolenia Ikea, ale jednak wprowadza pewną wartość. Myślę, że Autor otrzymał ode mnie kolejny kredyt zaufania we frankach szwajcarskich ;)
"Brud" jest znacznie lepszy od swoich dwóch poprzedników. Analogicznie do ewolucji bloga "pokolenie ikea", książka ta nie jest już kolejnym zbiorem przechwałek autora o przeróżnych podbojach seksualnych. Jest o czymś. O Januszu, o psie Józku i o samotności. Choć bardzo możliwe, że to ostatnie wyczytałem między wierszami, bo o tym właśnie chciałem przeczytać. Podobało mi się. Miejscami nawet skłoniło do refleksji. Polecam!
Wracamy do początku.. Ta książka nie ma nic wspólnego z poprzednimi dwiema. Niby dobrze, bo kiepskich rzeczy nie powinno się kontynuować. Niestety ta wcale nie jest lepsza. Znów, jak przy pierwszej książce, jest chaotycznie i tak naprawdę o niczym. O dziwo, jest trochę bardziej kulturalnie językowo, ale to nic nie zmienia. W trakcie można usnąć kilka razy i nie idzie się domyślić co autor chciał przekazać. Skłaniałabym się ku temu, że nic. Szkoda czasu.
Books by Piotr C. are somewhat strange... fast to read, that is for sure, but they create a sense of uncertainty and overall, leave you not very pleased with the world around you. For this, even this is not an amazing piece of literature, it is still worth reading so that we could re-assess the lives we are living.
W porównaniu do "Pokolenia Ikea", ta książka jest majstersztykiem. Wreszcie głównym tematem nie jest seks, jak to w poprzedniej książce. Czyta się ją przyjemnie, główny bohater zachowuje się na więcej niż 15 lat, co jest już dużym krokiem naprzód w porównaniu do innych ksiązek tego autora. Myślę, że mogę to polecić jako proste czytadło do zabicia czasu w podróży.
Czarny już bez pazurków, podszedł do życia codziennego ze spokojem i wprowadzając bohatera, który jest jego przeciwieństwem. Sądząc po poprzedniej książce to próbuje odpokutować wszystkie skrajnie toksyczne tezy. Tylko gdzie w tym wszystkim jest klimat zgnilizny z "PI"?
Chcąc wrócić do czytania, zaczęłam czytać książki, które miałam, które podostawałam i to była jedna z nich. Z pewnością nie była lekturą trudna, a może nawet prostacką. Przepełniona przekleństwami i seksizmem. Wartość znikoma. Chyba lepiej sobie odpalić kabarecik na TVP.
słaba książka, dobra w sumie na zabicie czasu przy braku czegokolwiek innego pod ręką. Jeśli ma być śmieszne to średnio wyszło, jeśli miało być interesujące to też nie bardzo.
Pomimo wielu niedorzeczności w tej książce po przeczytaniu jej miałam bardzo dużo przemyśleń na temat książki jak i współczesnego życia. Pozostawiła słodko gorzkawy posmak