Opowieść o Tomaszu Torquemadzie jest pierwszą większą pracą w naszej literaturze na temat Wielkiego Inkwizytora Hiszpanii. Postać ta, otoczona ponurą legendą, jest prawie nieznana współczesnemu czytelnikowi. Autor pokusił się o pokazanie hiszpańskiej inkwizycji na tle piętnastowiecznej Hiszpanii i mimo stosunkowej izolacji tego kraju - na tle ówczesnej Europy, w kontraście z włoskim i europejskim Odrodzeniem. Analizując postać głównego bohatera, autor opowieści skupił się na psychologicznych uwarunkowaniach jego dążenia do absolutnej władzy w państwie, na mechanizmach zdobywania tej władzy, na roli ideologii w tym procesie. Obraz piętnastowiecznej Hiszpanii z płonącymi stosami, wyjeżdżającym za Ocean Kolumbem, z ostatnimi twierdzami Maurów i wypędzanymi z kraju Żydami - jest dla dzisiejszego czytelnika, nawet rozczytującego się w literaturze historycznej, tak daleki i obcy, że aż egzotyczny i przez to fascynujący. Tyle notka wydawcy. Dodam tylko, że od czasu pierwszego wydania (1986 bodajże) wiele miejsc na świecie upodobniło się nieco do świata Torquemady. Ja polecam tę książkę każdemu, kto nie boi się myśleć. Choć nie jest może ona do końca wierna prawdzie historycznej, to jednak świetnie pokazuje, co człowiek może zrobić człowiekowi pod hasłem szczytnych idei i jak ze zbrodniarza zrobić świętego. Nie ma znaczenia, czy na sztandarze jest Bóg, czy czerwona gwiazda, czy cokolwiek innego. Metody i skutki są te same...