Wiosna Helikonii Briana Aldissa to moim zdaniem wspaniałe rozpoczęcie trylogii przedstawiającej dzieje tytułowej planety - Helikonii.
Okrążające ją dwa ciała niebieskie powodują, że pory roku są tam bardzo intensywne i… bardzo długie. Po zimie, trwającej setki lat, budzi się do życia roślinność, zwierzęta i cywilizacja, wygnana jak dotąd na granice funkcjonowania przez wrogą ludziom rasę - , która przypomina trochę yeti.
Nie była to łatwa książka, ale im dłużej o niej myślę i im więcej czasu mija od kiedy ją przeczytałem, tym bardziej mi się podoba. Próg wejścia jest dość wysoki, bo pojawia się wiele nazw własnych, jednak z każdą kolejną stroną przychodzi zrozumienie zamysłu autora.
Sam pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, bo przedstawiane są losy planety. Pojawia się wielu bohaterów, jednak ich życia i przygody są w pewnym sensie tłem do tego, by pokazać jak planeta się zmienia. Można powiedzieć, że to w pewnym sensie kronika życiorysów bohaterów, ich decyzji i życia codziennego, które mają wpływ na całą planetę.
Jestem pod ogromnym wrażeniem w jakich szczegółach cała ta historia została dopracowana. Podobnie miałem przy czytaniu innej książki autora - Cieplarni, jednak Wiosna Helikonii jest zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze. W książce pojawia się wiele gatunków zwierząt, roślin, system religijny, a nawet rasy, które okraszone są dodatkowym rysem historycznym.
Nie mogę się doczekać kolejnego tomu - Lata Helikonii, pory roku równie srogiej dla ludzi jak zima. Ten tom ma pojawić się jeszcze w tym miesiącu, a ja naprawdę polecam zainteresować się tą trylogią, bo to nie tylko piękne wydania, ale i szalenie interesującą treść.