Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi.
Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Ma czas do Wigilii, potem będzie za późno…
Magiczna opowieść o zagmatwanych ludzkich losach, miłości jak z bajki i nieoczekiwanych konsekwencjach życzliwości.
Zacznę opinię nietypowo, bo od pytania. Czy serio polscy autorzy nie potrafią porządnie pisać o Bożym Narodzeniu? Chyba, że są duetem Witkiewicz&Rogoziński lub robią to w krótkich opowiadaniach, które skupiają się na samej Wigilii.
Przy "Szczęściu w cichą noc" i "Cichej 5" myślałam, że mam po prostu pecha i trafiam na słabe książki, które poza tytułem i okładką ze świąteczną atmosferą mają niewiele wspólnego. Niestety kolejna książka tego typu przekonała mnie, że Boże Narodzenie w wykonaniu polskich autorów jest po prostu słabe.
Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Ma czas do Wigilii, potem będzie za późno.
Główną wadą tej powieści jest to, że jest nieprawdopodobna. Niby powieści o Bożym Narodzeniu powinny mieć jakąś swoją "magię", ale dobrze by było jakby były chociaż w pewnym stopniu uprawdopodobnione. A w tej powieści jest za dużo zbiegów okoliczności. To się dobrze sprzedaje w "Love Actually", ale nie w polskiej powieści.
Kolejną wadą jest to, że jest ona po prostu nudna. Żaden wątek mnie nie porwał. Nawet nużyło mnie uczucie dwójki bohaterów, którzy od 38 lat nie mogą się spotkać. Może dlatego, że żyję w świecie telefonów i Facebooka, ale w latach 70 istniały kartki i długopisy. Tak ciężko wymienić się adresami lub poprawnie zapisać miejsce spotkania? Niestety, ale bezmyślność bohaterów denerwuje mnie niezależnie czy to książka świąteczna czy nie; czy to romans czy kryminał. Najczęściej służy temu aby popchnąć akcję do przodu, a takim zabiegom mówię: nie.
Kolejnym minusem jest postać koleżanki głównej bohaterki, której już zapomniałam imienia i to kim się okazało, że była. No sorry, ale to już było słabe i ostatecznie dobiło tę powieść.
Raczej nie sięgnę więcej po żadną świąteczną książkę autorstwa Nataszy Sochy.
Piękna historia, która pokazuje, że tak naprawdę to wszystko może się wydarzyć. Warto czekać. Warto ryzykować. Warto walczyć o tych, których kochamy. To książka dla każdego, kto choć trochę wierzy w ludzkie dobro. To jak bajka, dzięki której będziemy z łezką w oku, czekać na dalsze losy wszystkich bohaterów, podejrzewając co się wydarzy, a i tak autorka na końcu nas zaskoczy. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałaś/eś się, co dzieje się z listami, które nie dotarły do adresatów, to koniecznie musisz przeczytać "Biuro przesyłek niedoręczonych". Myślę, że te poplątane ludzkie losy przypadną Ci do gustu, a Twoje spojrzenie na Wigilię nieco się zmieni.
Książka nadaje się idealnie na spokojny wieczór, gdy nie mamy sił na akcje i emocjonalny rollercoaster. Temat niesamowicie mnie zaciekawił, jednak wszystko okazało się bardzo proste i przewidywalne, co niestety trochę mnie zawiodło. Mimo wszystko książkę czytało mi się przyjemnie, pochłonęłam ją w jeden wieczór i mogę ją polecić jako taką odskocznię od bardziej rozbudowanych i dłuższych historii.
W swoim podgatunku (książek okołoświątecznych) ta pozycja będzie jedną z moich ulubionych. Ciekawa, wzruszająca, nie tak infantylna jak większość książek o tej tematyce, z niejednoznacznymi bohaterami, skłaniająca do przemyśleń (wątek Tekli i Gaspara). Bardzo dobrze się bawiłam przy tej lekturze.
Jak na książkę świąteczną, było w niej mało wyczuwalnego bożonarodzeniowego klimatu. Cała historia jest szyta bardzo grubymi nićmi, oparta na milionie przypadków i nie do końca podobało mi się zamknięcie historii w takim momencie. Dodatkowe wady to główna bohaterka, która swoją natarczywością doprowadzała mnie do szału (podrzuciła swoje domowe zwierzątko sąsiadowi z góry, mimo że ten wyraził zdecydowany sprzeciw. I okej, miało to pokazać, że mężczyzna ten ma miękkie serce i wszystko skończyło się dobrze, że sam zamysł jest po prostu śmieszny i nieodpowiedzialny).
To powiedziawszy, doceniam jednak pomysł na fabułę, bo biuro przesyłek niedoręczonych to fascynujące miejsce do osadzenia w nim akcji. Smaczku dodaje wykorzystanie przez autorkę kilku rzeczywistych znalezisk, bo takie miejsce istnieje naprawdę. Dodatkowo jest lekka i w miarę przyjemna w odbiorze, a Filip Kosior jako lektor audiobooka nigdy nie zawodzi.
Przyjemne, wciągające i przewidywalne. 😉 Książka jak najbardziej w porządku do umilenia sobie czasu. Lekka, pełna akcji, a jednocześnie od początku wiadomo, jak się skończy. Jak dla mnie 4/5
2.5 Gdyby Zuzanna wpadła na to, żeby użyć Google, ta historia w ogóle by się nie wydarzyła - rozumiem, że mogłaby mieć problem, gdyby bohaterowie nosili imiona typu Anna i Piotr, ale przy Tekli i Gasparze nie potrzeba było tylu świątecznych cudów, aby w końcu mogli się odnaleźć...
Niby poprawna, ale dla mnie chyba zbyt przewidywalna, za dużo to sprzyjających zbiegów okoliczności.
This entire review has been hidden because of spoilers.
[scroll down for English] Typowo cieplutka świąteczna opowieść. Dobrze napisana, z sympatycznymi bohaterami i szczyptą magii. Trochę jak "Między Książkami" Zevin, ale troszkę mniej mnie zauroczyła. Pewnie przez niebotyczny romantyzm dwóch z głównych bohaterów. Ale i tak była świetna. Na szczęście nie cukierkowo słodka :). Myślę, że chyba powinnam w końcu dać szansę nowszym polskim autorom.
A typically heart warming Christmas tale. Well-written, with likeable characters and spiced with a little bit of magic. A bit like "The Storied Life of A.J. Fikry" by Zevin, but it hasn't charmed me as much. Probably because of the skyrocketing romanticism of two of the main characters. Still, it was great. Thankfully not too sweet :). I think that I should finally give newer Polish authors a fair chance.
Taka typowa świąteczna historyjka ku pokrzepieniu serc, bardzo filmowa i zupełnie nieprawdopodobna. Nie trzeba jej czytać, ale można, jeśli chce się wprowadzić w świąteczny klimat. :)
Po „Biuro Przesyłek Niedoręczonych” sięgnęłam przypadkiem wiedząc jedynie, że to książka świąteczna, która może wprowadzić mnie w ten magiczny klimat. Nie wiedziałam nic o kunszcie autorki, okładka nie przekonuje do zapoznania się z treścią (wszak na polskim rynku pełno jest tak bezosobowych grafik), ale mimo to postanowiłam się za nią zabrać. Pomimo wielu jej wad, książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie.
Opowieść ta porwała mnie niemalże od samego początku, zwłaszcza, że jest to krótka historia (lekko ponad 300 stron). Czytało się ją niezwykle szybko, niemalże całościowo za jednym posiedzeniem. Natasza Socha ma dość przyjemny, choć prosty styl, idealnie pasujący do tego typu powieści obyczajowych. Książka wprowadza w świąteczny klimat, jest przesycona świątecznymi kliszami i schematami, ale (o dziwo) nie uważam tego za jej wadę. Pomijając błędy fabularne i logiczne historii, „Biuro Przesyłek Niedoręczonych” to dość ciekawa i lekka powieść ze świetnie oddanymi bohaterami. Każdego z nich da się lubić, choć ich decyzje momentami są rażące i zwyczajnie głupie. Podobała mi się przede wszystkim postać Pana Stanisława, Pisarza z wielkim sercem dla najbardziej potrzebujących (w tym przypadku ciężko chorych dzieci). Mężczyzna był dość niejednoznaczną postacią, która niejednokrotnie mnie zadziwiła swoją osobowością, przede wszystkim troską o innych. Minusem historii jest na pewno jej twist fabularny, błąd, który sprawił, że przez około 40 lat pewna para nie miała prawa się spotkać w Święta. To dość mi zgrzytało w tej opowieści, ale poniekąd ma to swój urok i jest nawet realne. Z drugiej zaś strony, książka broni się poruszanymi problemami, których nie spodziewałam się w opowieści świątecznej (kilkukrotnie wspomniane są wątki o samodzielnym zakończeniu swojego życia, przemijaniu, żałobie).
W „zwyczajnej” książce drażniłyby mnie zbiegi okoliczności, których w tej opowieści jest multum – ale, powieść ta jest niebywale lekka i zwyczajnie miła, otula czytelnika ciepłym kocykiem i pozwala na przywrócenie wiary w ludzi. Z czystym sercem mogę tę powieść polecić każdemu, jednak trzeba mieć na uwadze, że to historia z wieloma nieścisłościami, które należy wybaczyć ze względu na klimat świąteczny.
Czytając opis tej książki stwierdziłam, że zagubione i niedoręczone przesyłki będą na bank świetnym motywem do stworzenia historii, ale całkowicie nie spodziewałam się tak doskonale i realnie wykreowanych postaci, każda z nich jest wyjątkowa, niepowtarzalna i zdecydowanie na takich ludzi możemy wpaść na ulicy. Nie przepadam za wieloma perspektywami i wątkami w książkach, ale tutaj to wszystko było napisane w niezwykle dobrym guście i ze smakiem. Nie ukrywam, że większą część tajemniczych listów Tekli i Gaspara udało mi się rozgryźć, ale postać Moniki całkowicie mnie zszokowała i nie spodziewałam się tego kim jest, pana Stanisława rozgryzłam po jakiś dwóch/ trzech wizytach Zuzanny u niego, ale Mila po prostu WOW ! Całkowite zaskoczenie i kopara po prostu mi opadła! Bardzo wzruszająca książka, dająca nadzieję w to, że przypadkowe spotkanie i wiara w miłość mogą odmienić życie człowieka nie do poznania! Nie ukrywam płakałam na kilku momentach, ale już teraz mogę powiedzieć, że książka była naprawdę fajna i gorąco ją polecam!
Daje tej książce naprawdę mocne 4/5 Chociaż do początku domyślamy się jak skończy się ta książka, niesamowicie przyjemnie się ją czyta i kibicuje bohaterom. Ponad to była to pierwsza książka polskiego autora, która tak bardzo mi się podobała i możliwe, że zacznę po nich sięgać częściej.
Mocna 4. Taki gotowy scenariusz na świąteczny film z happy-endem. Lekko, łatwo, przyjemnie i z humorem. Nic tylko brać książkę, coś ciepłego i spędzić wieczór w fotelu. Pełen relaks.
Co ważne, książka nie jest "przegadana". Historii i faktów jest tyle ile trzeba.
2.5🌟 - no już trochę naciągnę, za Pana Stanisława xd
Książka jest ciepłą świąteczną opowieścią, która próbuje być wzruszająca, przez co jest dość irytująca i absurdalna (w ten negatywny sposób). Bardzo przewidywalna, a przez to miejscami trochę nudna. Przeszkadzało mi również to, że autorka zbyt często przyjmowała moralizatorski ton, próbując niejako pouczać nas w przeróżnych sferach życia.
Wątek Mili? Ja tu widzę potencjał na schizofrenię, a nie magię świąt xd
Panie Stanisławie dziękuję za odrobinę realizmu, jest Pan moją ulubioną postacią. 😅
Ale powiem szczerze, że ciekawie czytało się książkę, której akcja dzieje się w mieście, w którym mieszkam (wcale nie zorientowałam się dopiero w połowie 🙄).
Ta książka na siłę próbuje być zabawna i nauczać czytelnika o każdej sferze życia. Mamy też milion dygresji i niepotrzebnych wtrąceń, które nijak mają się do całej historii. Uosobiona kotka Karolina to chyba najmądrzejsze i najbardziej ludzkie zwierzę o jakim słyszałam. Nie było tematu nad którym by nie rozmyślała i którym by się nie martwiła (ironizuję, bo jej rozmyślania są niedorzeczne). Bardzo się zmęczyłam przy tej książce, a i tak dobrze, że słuchałam audiobooka. Słowo "nuda" powinno być podtytułem. Gdybym poznała tę historię w okresie świąt, to chyba mój świąteczny nastrój przestałby być świąteczny.
Bardzo przyjemna, świąteczna opowieść. Fabuła dobrze się zazębia, końcówka jest zaskakująca. Myślę, że na podstawie książki można by nakręcić całkiem fajny film świąteczny w styli Listy do M. Polecam!
Kiedy podczas Grudniowego urlopu, po Świętach Bożego Narodzenia odwiedziłam moją kuzynkę Asię, zaczęłyśmy wspominać nasze dzieciństwo i zabawy. Dorastałyśmy razem, widywałyśmy się w każde wolne od szkoły i każde święta. Takie bratnie dusze 🙂
W pewnym momencie Asia poszła do jednego z pokoi i po chwili wróciła z niewielką torebką i uśmiechem na twarzy. Zapytałam co to jest?, ale kiedy wyciągnęłam rzeczy z torebki, już wiedziałam. Nasze listy, które pisałyśmy do siebie, kiedy byłyśmy młodsze. Pierwszy list napisałam do niej, kiedy miałam 9 lat, byłam wtedy w trzeciej klasie podstawowej. Ostatni, który znalazłam w stosiku został napisany przeze mnie w wieku 15 lat. Nie mogłam się oprzeć i zaczęłam je czytać po kolei. Czytając pierwszy z nich, ten z 1996 roku miałam łzy w oczach. Nie pamiętam samej chwili pisania owego listu, ale pismo, data na kartce i tych parę słów przywołało wspomnienia, te dobre, te czyste i niepowtarzalne. Napisałam wtedy, że to jest mój pierwszy list do niej, ale nie ostatni. Pozdrowiłam ją szczerze i troszkę ponarzekałam na szkołę. Pod koniec listu napisałam, że czekam na szybką odpowiedź. Czy była szybka, tego nie wiem. Ja listy od Asi gdzieś zapodziałam, nie byłam aż tak dobra w chomikowaniu pamiątek jak ona. Czy jakiś list nie został dostarczony? Nie wiem, może. Ale jeśli tak, to zapewne trafił do takiego miejsca jak Biuro Przesyłek Niedoręczonych.
Zuzanna, młoda dziewczyna wyprowadza się z rodzinnego miasteczka i zaczyna pracę w Biurze Przesyłek Niedoręczonych. Z początku nie wie czego się spodziewać, ale po pewnym czasie udaje się jej zadomowić i poznać zasady tego miejsca. Bo takowe też są. Aneta, przełożona Zuzanny twardo określiła co można a czego kategorycznie zabrania – otwierania korespondencji i czytania ich treści. W okresie świątecznym Biuro pęka w szwach. Pracy jest tyle, że nie wiadomo za co się zabrać najpierw. Sortowanie paczek, listów i specjalnych przesyłek to dzień powszedni, ale ilość tego wszystkiego przekracza normy. W pracy Zuza poznaje Milę, która już od dłuższego czasu pracuje w Biurze. Ta wprowadza ją w świat listów i paczek.
Podczas jednego z pracowitych dni Zuzanna znajduje dwie koperty, które specjalnie zwracają jej uwagę – niebieska i seledynowa. W taki sposób poznaje historię Gaspara i Tekli – dwojga zakochanych w sobie ludzi, którzy w pewien słoneczny lipcowy dzień w 1976 roku przyrzekli sobie, że spotkają się 24 Grudnia w tym samym miejscu. Los jednak płata figla naszej parze, gdyż oboje mimo że wychodzą z domów i idą w umówione miejsce spotkać się nie mogą. I tak przez kolejne lata.
Kiedy autorka w książce opisywała losy Tekli i Gaspara poprzez listy, automatycznie przenosiła nas w czasy kiedy byli młodzi i zakochani, kiedy tęsknili za sobą tak strasznie. Kilka razy posmutniałam wyobrażając sobie, co czuje człowiek który cierpi z powodu miłości i tego, jak los ułożył im życie. Przypomniała mi się historia Nicholasa Sparksa pt. „Ostatnia Podróż”, gdzie także bohater książki właśnie za pomocą listów przeniósł czytelnika w inny świat.
Oprócz Tekli i Gaspara, Zuzanny i Mili, poznajemy jeszcze kilka osób wartych uwagi, które w świetny sposób dopełniły tę książkę. Nie będę opisywać szczegółów, bo wydaje mi się, że i tak zbyt dużo napisałam. Chcę gorąco zachęcić do sięgnięcia po „Biuro Przesyłek Niedoręczonych”. Uważam, że jest to naprawdę fajnie napisana książka, która rozgrzeje Wam serducho.
Widząc poniższe recenzje, czuję potrzebę obrony tej książki, zwłaszcza, że oceniłam ją na 5 gwiazdek, których nie rozdaję lekką ręką. Pominę tutaj "ale z drugiej strony..." i skupię się na mojej perspektywie. Do tej historii można podejść tak naprawdę na trzy sposoby, reprezentowane tutaj przez 3 bohaterów - Milę, Zuzannę i pana Stanisława, co, patrząc na resztę tutejszych recenzji, znajduje swoje odzwierciedlenie w czytelnikach. Mamy więc staruszkę, która jest zachwycona całą historią dwójki zakochanych i skacze na główkę w cały ten "chaos" zabiegów okoliczności, wierząc w siłę wyższą, mamy starca z cynicznym podejściem do życia, plującym "jadem" na miłość, bezinteresowność dorosłych oraz życzliwość sąsiedzką, a także Zuzannę, która w zdaje się podzielać zdanie Mili, ale ma momenty zwątpienia gdzie chce się zgodzić z panem Stanisławem. Przeciętny czytelnik (w tym na początku ja sama) jest bardziej jak Zuzanna, plasująca się pomiędzy - nie wyklucza takich cudów, ale też ich nie potwierdza. Widać, że tak jak my, chciałaby wierzyć i próbuje, ale życie momentami to weryfikuje, a ona reaguje wtedy jak "zwykły człowiek". Uda się to super, radość i nadzieja. Nie uda - porażka, przekleństwa i zgryzota. W miarę rozwoju historii Zuzanna może zająć którąś ze stron, a ja z napięciem śledziłam jej reakcje i przemyślenia. Dałam się porwać i przechyliłam się w stronę Mili. "No oczywiście, przecież dałaś 5 gwiazek". Częściowo wpłynął na to "czynnik", jakim jestem ja sama. Moje doświadczenia ukształtowały mnie tak, że wierzę w zbiegi okoliczności, które tylko się takimi wydają. Gdybym była bardziej jak Pan Stanisław, pewnie przewracałabym oczami częściej niż stronami. Jednak mieszanka świątecznej atmosfery, którą chcę poczuć, moje otwarte podejście do "nie ma zbiegów okoliczności" oraz miękkie serce do nieprawdopodobnych historii miłosnych sprawiło, że naprawdę spodobała mi się ta książka i bardzo cieszę się, że Milena wpłynęła na Zuzannę, a ta na Pana Stanisława i każde z nich zmieniło się, moim zdaniem na lepsze, nawet jeśli się tego nie spodziewali albo tego nie chcieli. Tak działają relacje międzyludzkie, a jeśli to sprawia, że więcej się uśmiechają i czerpią radość z życia W OPOWIEŚCI ŚWIĄTECZNEJ, to czy naprawdę "realistyczne podejście" jest nam tutaj potrzebne? Jeśli tak jak ja potrzebujecie poczuć klimat świąt, ale wam nie udało się tutaj, na pewno w końcu coś się znajdzie i tego wam życzę :D
Co to miało być? Książka tak absurdalna, bezsensowna i niepotrzebna. Mamy dwóch bohaterów, którzy od 38 lat nie mogą się spotkać. Czekają ciągle na niby tym samym placu, a jednak na dwóch zupełnie innych. Czy nie wystarczy po prostu zmienić miejsce? Popytać ludzi? Dodatkowo mamy jeszcze współczesną technologię. Najbardziej irytuję mnie w nich to, że niszczą sobie całe życie, a przypominam, że to nie była wielka miłość, bo widziali się jeden dzień. Najlepszy bohater to jest sąsiad głównej bohaterki. Cynicznie i prawidłowo patrzy na tę sprawę. Nie jest to jakaś szkodliwa książka, ale jest po prostu głupia. Były jakieś tam rzeczy, które mi się w niej podobały, ale jednak minusy zwyciężyły. Nie polecam marnować na to pieniędzy.
Czytanie tej książki było jak otulenie się ciepłym kocem w zimowy wieczór.
To właściwie moje pierwsze spotkanie z literaturą "okołoświąteczną" i bałam się, że ten klimat kompletnie do mnie nie trafi. Na szczęście myliłam się! Natasza Socha stworzyła opowieść, która balansuje między rzeczywistością a subtelną nutą magii, wciągając czytelnika w świat zagubionych listów i niespełnionych marzeń.
Bohaterowie są pełni uroku, fabuła uroczo przewidywalna (ale w tym dobrym sensie!), a klimat... cudownie świąteczny. To historia o miłości, nadziei i małych cudach, które mogą odmienić życie. Idealna na grudniowy czas 🩷
"Biuro przesyłek niedoręczonych" okazało się niezwykle ciepłą i magiczną lekturą. Wprawdzie jej akcja odgrywa się w grudniu, w klimacie przygotowań do świąt, ja sięgnęłam po nią pod koniec stycznia i powoli podczytywałam kolejne rozdziały. Można zarzucić książce, że jest przewidywalna i nie wnosi nic nowego do literatury współczesnej, niemniej uważam, że na zimowy relaks nadaje się jak najbardziej. A przy okazji główna bohaterka, Zuzanna, ma lotopałankę karłowatą, o której marzyłam w dzieciństwie - to przesłodkie stworzonka!
No cóż….to chyba nie są książki dla mnie. Wiedziałam jak to się skończy (chociaż pierwszy raz nie sprawdziłam zakończenia) a mimo to czytałam dalej. Byłam ciekawa zakończenia ale denerwowali mnie bohaterowie, ich nieporadność, absurdalność wydarzeń i w sumie zakończenie na które czekałam. A fragmenty listka zwyczajnie pomijałam- nie na moje nerwy ;) Chyba nie nadaje się do czytania literatury dla kobiet autorstwa polskich autorów. Może i nie uważam czasu przeznaczonego na te lekturę za zmarnowany jednak to nie było to :)
Ot, taka ciepła, świąteczna i (bardzo) naiwna historia. Czegoś takiego szukałam jako odskoczni od cięższych pozycji. Czytało się szybko i przyjemnie, jednak ta naiwność i ograniczenie umysłowe bohaterów,by nie potrafić sprawdzić czegoś w sposób godny XXI wieku było czasem denerwujące. Już lepiej było osadzić akcję powieści na początku XX wieku,wtedy byłaby to zupełnie inna bajka. Sama końcówka super. Lekkie pióro autorki też na plus.
Na początku byłam sceptyczna, bo zdawało mi się, że to takie romansidło, ale nawet przyjemnie mi się to czytało. Takie czytadło na okres świąteczny jest jak najbardziej ok. Uwielbiam pana Stanisława i Milę i sama Zuzanna jest jak najbardziej spoko (i szczerze podejrzewałam, że jej wątek też będzie jakimś romansem, ale nie, jej wątek okazał się inny i dość zaskakujący jak dla mnie). Ale mam wrażenie, że historia jest trochę niedopracowana...
*SPOILER* Serio, w ciągu 37 lat żadne się nie skapnęło, że Gaspar pomylił place? Przecież przy rozstaniu Tekla sama go poprawiła, a on nie miał wrażenia, że plac jakiś inny? Że brakuje tramwajów? Być może nie było możliwości innego wyjaśnienia tych 37 lat, ale no ludzie... Natomiast gratuluję wytrwałości, ja bym się pewnie poddała już po pierwszej wigilii ;)
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! Polska literatura obyczajowa niestety nie nastawiła mnie dobrze do tego gatunku, a tu taka perełka. Książkę pochłonęłam w 2,5 godziny, jest bardzo dobrze napisana i ciekawa. Czyta się przyjemnie i jednym tchem. Historia jest piękna, wciągająca i wzruszająca. Polecam wszystkim na zimowy wieczór z dzbankiem herbaty pod kocem!
Natasza po raz kolejny nie zawiodła: potrafi pięknie i trafnie opisać uczucia, przemyślenia i sytuacje między bohaterami. Historia jest pełna ciepła i pozytywnych emocji. Jedna mała uwaga, to ilość zbiegów okoliczności, które w pewnym momencie z wciągającej powieści obyczajowej, zmieniają ją w baśń. Lekka lektura na weekend.
Potrzebowałam czegoś meega lekkiego i książka spisała się idealnie. I jest jedną z bardzo nielicznych historii świątecznych, które przypadły mi do gustu. Bardzo urocza i pełna magii świąt i takiej nadprzyrodzonej nadziei. Owszem można by powiedzieć, że za dużo zbiegów okoliczności,ale dla mnie to właśnie jest magia tej ksiazki, bo ona wie o tym, że w niej tyle nierealności. Ociepla i przytula.
3.5 ⭐️ Nie jest to może jakiś fenomen pisarski, i szkoda że te upragnione spotkanie nie było opisane, bo jednak był to główny wątek książki, a dosłownie zwieńczone jednym zdaniem. Płynie się przez tą książkę i pomimo że była przewidywalna, nie potrafiłam jej odłożyć. Jest to książka niezobowiązująca i idealna na wieczory lub nawet kiedy mamy chandrę!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Przewidywalność całości przy równoczesnym poziomie nieprawdopodobności zbiegów okoliczności... Można przeczytać, ale w sumie nie trzeba. No, chyba, że 15-20 grudnia, nie mogąc doczekać się Swiąt. Albo ucząc się słuchania audiobooków...
Przyjemna, nastrojowa książeczka o dziewczynie pracującej w biurze przesyłek niedoręczonych, która w przedświątecznym okresie pomaga spotkać się ludziom, którzy od lat się mijają. Fajny pomysł, ale wydaje mi się, że potencjał książki nie do końca został wykorzystany.