Bienvenue a Carson Mills, petite bourgade du Midwest avec ses champs decoquelicots, ses forets, ses maisons pimpantes, ses habitants qui se connaissenttous. Un veritable petit coin de paradis S il n y avait Jon Petersen. Il est ce quel humanite a fait de pire, meme le Diable en a peur. Pourtant, un jour, vous croiserezson chemin. Et la sans doute reveillera-t-il l envie de tuer qui sommeille en vous.Maxime Chattam nous manipule tout au long de ce recit troublant dont ledenouement, aussi inattendu que spectaculaire, constitue l essence meme duroman noir: la verite et le crime."
Enfant discret, Maxime Chattam grandit en région parisienne. Il n'est pas particulièrement brillant à l'école mais se passionne pour le cinéma. À quatorze ans, après avoir regardé le film Stand by Me, il se met à le réécrire en rajoutant des péripéties. Il découvre le livre Le Seigneur des anneaux et les romans de science-fiction de Stephen King notamment. Il suit le cours Simon, devient figurant dans un spectacle de Robert Hossein, et joue dans plusieurs téléfilms. Son premier livre, plein d'humour, s'intitule Le Coma des mortels. Il fait plusieurs petits boulots et reprend ses études de lettres modernes à la fac. Pour se faire connaître du milieu du livre, il entre à la FNAC, mais n'a toujours pas envoyé de manuscrit aux maisons d'édition. Il suit une formation de criminologie pendant un an où il étudie la psychiatrie criminelle, la police technique et scientifique et la médecine légale. Il assiste même à des autopsies et rencontre des spécialistes pour préparer son roman. Toujours libraire, il consacre ses week-ends à son projet de thriller. Il rédige L'Âme du mal en 2001 et l'envoie à trois maisons d'édition. Un soir, Michel Lafon le contacte et lui propose de signer un contrat. In Tenebris sort en mars 2003 alors qu'il est déjà en train d'écrire Maléfices. Cette même année, il achève le troisième opus de la trilogie Maléfices. Il publie en 2005 Le Sang du temps. En tout, Maxime Chattam signe cinq romans et parvient à réaliser son rêve d'enfant.
Nope, pour moi ça n'est pas passé. Peut-être n'était-ce de toutes façons pas la meilleure porte d'entrée pour appréhender l'univers de Maxime Chattam, mais à ce que j'ai cru comprendre ce livre n'est pas pas représentatif de son style de prédilection. Les +, c'est qu'il est rapide à lire (263 dans son format e-book), qu'il semble avoir plusieurs niveaux de lecture, et on sent une ambiance très travaillée, hommage à Stephen King. Pour le reste.... L'aspect ultra violent de cet enchaînement de faits m'a dérangée, mais pas comme la plupart des critiques positives que j'ai pu lire. Mon malaise ne s'est pas expliqué par les actes eux-mêmes décrits fort crûment d'ailleurs, mais bien par leur excès, qui a fini par me lasser et rendre ma lecture pesante. Au bout d'une vingtaine de pages, j'étais déjà blasée. Des phrases longues, que j'ai parfois dû relire pour être bien sûre d'en comprendre le sens, et un rythme globalement inégal, puisqu'après presque deux cent pages d'étalage de noirceur, un ersatz d'enquête est mené pour un dénouement... Discutable. J'ai apprécié la quête de l'enquêteur du roman pour obtenir la vérité, que nous-mêmes lecteurs n'aurons pas de façon si sûre et certaine, mais elle est rapide, trop par rapport à la majeure partie du roman qui nous mène on ne sait pas trop où, si ce n'est à l'exaspération pour ma part, parce que je n'ai pas apprécié de devoir subir ce voyeurisme forcé. C'est d'ailleurs amusant car en guise de préambule, l'auteur précise qu'il n'y aura pas de surenchère... Non, effectivement, je veux bien croire que des horreurs pareilles arrivent (il n'y a qu'à regarder le 20h pour s'en convaincre), mais la construction même de ce roman est basée sur la surenchère, l'excès, pour que le lecteur se sente asphyxié et aspire à se libérer du poids que représente le protagoniste principal sur sa conscience (d'où la conclusion apportée par le narrateur de l'histoire, que je ne spoilerai cependant pas; et qui m'a peu convaincue). Bref, je suis contente de l'avoir lu quand même et d'avoir fait mon avis, je tenterai de lire d'autres ouvrages de l'auteur.
Jedna z najdziwniejszych przeczytanych przeze mnie książek Chattama. Czytało mi się dobrze i źle jednocześnie. Dobrze, bo autor jest po prostu świetnym pisarzem. Gość ma talent, którego nie da mu się odmówić. Ani się obejrzałam, a już byłam wkręcona w lekturę jak żarówka w kinkiet. Źle bo... No cóż, towarzyszenie zdegenerowanemu Jonowi Petersenowi w jego codziennej wędrówce przez życie i zagłębianie się w jego chory umysł jest istną drogą przez mękę.
Zacznijmy od tego, że Chattam to Chattam. Gdyby ktoś zakrył okładkę i stronę tytułową tej książki, po czym wcisnąłby mi ją w rękę, i tak domyśliłabym się, kto jest autorem. Już fragment "Zło potrzebuje żywych naczyń, żeby przenosić się z miejsca na miejsce" przedstawia ideologię tak typową dla francuskiego pisarza, że ciężko byłoby mu się wyprzeć "ojcostwa". Poza tym w żadnej ze swych książek Chattam nie ugrzeczniał na siłę ani opisów zwłok, ani przeżyć bohaterów, ani zachowań postaci, ani żadnych wypowiedzi. Tu jednak funduje nam wycieczkę prosto do najgorszego koszmaru. Jon, główny bohater historii, a zarazem zabójca, gwałciciel, pedofil i dysfunkcyjny agresor niemal prowadzi nas za rękę po swoim życiu. Towarzyszymy mu przy tylu niehumanitarnych, okrutnych czynach, że nawet czytelnik z ogromną dozą dystansu do fikcyjnych powieści będzie zmęczony, jeśli nie przerażony. Czy mamy tu studium psychologiczne? Jak najbardziej. Czy uzasadnionym było wciąganie odbiorcy w taką kumulację zła? Ciężko powiedzieć. Niektóre epizody są do siebie bardzo zbliżone i bardziej dręczą niż popychają powieść do przodu.
Ciężko mi się odnieść do narracji, a warto o niej napisać, bo jest dość specyficzna. Mamy tu do czynienia z narracją trzecioosobową, ale sposób jej prowadzenia nie jest typowy dla Chattama. Podmiotem mówiącym jest jeden z mieszkańców Carson Mills, który nie jest wszystkowiedzący i do samego końca nie ujawnia swojej tożsamości, ale daje nam pewne wskazówki umożliwiające ustalenie, kim jest (zwłaszcza na samym finiszu książki). Wbrew pozorom takie rozwiązanie bardzo mnie drażniło, bo za każdym razem, kiedy "wsiąkałam" w powieść, nagle pojawiało się jakieś wtrącenie, które mnie z niej wybijało. Odczuwałam obecność kogoś "trzeciego".
Generalnie pozycja mnie nie zachwyciła, ale też nie uważam, żeby była beznadziejna. Na pewno nie polecam rozpoczęcia przygody z twórczością Chattama od tej książki. Natomiast wierni fani autora i tak będą chcieli ją "odhaczyć". Mogą jednak nieco się zdziwić, jak to było w moim przypadku.
Gdy przeczytałam opis książki spodziewałam się historii, gdzie ktoś wprowadza się do miasteczka, widzi dziwne zachowanie mieszkańców, okazuje się, że całe Carson Mills jest terroryzowane przez jednego faceta i ten nowy mieszkaniec będzie próbować odkryć prawdę. Ale nie.
Carson Mills powstało za czasów złotej epoki kolei żelaznej. Na czele prawa i sprawiedliwości stoi tu szeryf Jarvis, który traktuje to jako swoje powołanie i nie w głowie mu emerytura. Miasteczko może wydawać się trochę zacofane, żyjące w jakiejś innej rzeczywistości. Poważne napaście zdarzają się tu wyjątkowo rzadko, a gdy faktycznie budzi się jakiś niebezpieczny konflikt często ma on podłoże religijne, bo w Carson Mills żyją zarówno luteranie jak i metodyści, którzy nieszczególnie za sobą przepadają.
W okolicznościach tego zabójczego konfliktu na świat przychodzi Jon. Zostaje on przygarnięty przez Ingmara, mającego dwie córki – Rakel (później Rakel zmienione jest na Rachel, pewnie błąd) i młodszą Hannę. Rodzina Petersenów miała opinie dziwnej, unikającej mieszkańców, nie angażującej się szczególnie w życie miasteczka i żyjącej bardzo na uboczu. Najważniejszą postacią jednak w całej książce jest Jon.
Jon od samego początku był nietypowym, specyficznym dzieckiem. Nie miał za bardzo kolegów, a jego rozrywką było niszczenie mrowisk, zabijanie mrówek i podpalanie owadów. Deptanie mrowisk traktował jako sposób na wyładowanie się i na pozbycie złości oraz frustracji. Gdy jednak pewnego dnia zostaje poniżony, a mrowiska, które traktował jak skarby, żeby je zdeptać w odpowiedniej chwili, zostają zrównane z ziemią przez kogoś innego, coś w nim pęka. Uwalnia się z niego prawdzie zło i już mając 15 lat staje się potworem.
I tak, będziemy obserwować życie i myśli psychopaty.
‘’Na tym polega cała ironia świata, myślał: podążając ślepo za światłem, kończymy w najgorszym mroku.’’
Jon właściwie od pewnego zdarzenia związanego z Hanną, szuka satysfakcji, sposobu na pozbycie się wzrastającego w nim ciśnienia. Obserwujemy jego teoretyczne poszukiwanie normalności – próbuje on nawet założyć rodzinę, ale zło, którym jest przesiąknięty od narodzin wywiera na niego ogromny wpływ. Bohater działa destrukcyjnie na wszystko, co go otacza, budzi strach przed całym miasteczkiem i chociaż mnóstwo osób życzyło mu nieszczęścia, żeby to wszystko się skończyło, to jednak ludziom brakowało odwagi, aby samym wymierzyć sprawiedliwość, więc pozostawili to w rękach Boga. Jon nikomu nie dawał taryfy ulgowej – nawet własnemu synowi.
Dodatkowo te najbardziej znane zbrodnie Jona pokrywają się z kolejnymi, które następują w zbliżonym czasie. Jarvis chce udowodnić winę Jona, lecz odszukanie najważniejszej z ofiar nie jest takie proste. Prawda okazuje się dużo gorsza oraz brutalniejsza i czytelnik może stwierdzić, że dobro w Carson Mills to towar deficytowy.
Rozdziały są dość krótkie, książkę czyta się szybko, a jeśli ktoś zwraca uwagę na antagonistów, to tym bardziej będzie płynął przez treść. Zakończenie naprawdę może zaskoczyć.
‘’- Powierzę ci najcudowniejszy z sekretów – powiedział głosem chłodnym i świszczącym – przypieczętujemy tę chwilę prezentem, żebyś zapamiętała na zawsze złożoną obietnicę milczenia. Wcześniej jednak nadzieję cię, naznaczę tatuażem duszę i ciało, już zawsze będziesz należeć do mnie, ponieważ rozleję w tobie zło. Będziesz moja aż po ostatnie tchnienie, dopóki diabeł nie zażąda swojej należności.’’
C'est mon premier de Chattam. J'avoue avoir été ébranlée par le premier chapitre, j'ai failli abandonner plusieurs fois pendant les premiers chapitres. Mais après m'être accrochée et entrée dans l'histoire, je ne pouvais plus lâcher le livre. J'ai beaucoup aimé la plume et le rythme de narration. J'en lirai sûrement d'autres Chattam.
Brutalność, przekleństwa, dewiacje seksualne. A zakończenie jest jedyne w swoim rodzaju. Nie jest to książka dla każdego i zapewne każdy odbierze ją zupełnie inaczej.
Mlle Alice, pouvez-vous nous raconter votre rencontre avec Que ta Volonté Soit Faite? "J'ai reçu ce livre grâce à la Masse Critique Babelio mais vous commencez à savoir que je lis de toutes façons tout ce que Maxime Chattam écrit sans même consulter la quatrième de couverture!"
Dites-nous en un peu plus sur son histoire... "Carson Mill, petite ville du Midwest, abrite en son sein le mal en personne, Jon Petersen. De sa naissance à sa mort, le narrateur nous raconte tout ce qu'il sait de sa vie et du mal qu'il a fait autour de lui."
Mais que s'est-il exactement passé entre vous? "Je n'ai pas lu ce livre, je l'ai enduré. J'ai mis plus de dix jours à le terminer, sûrement un record pour un Chattam, j'ai même lu autre chose entre temps pour m'aérer l'esprit. Ce livre est pesant. Et bizarrement, je pense que c'est exactement ce que l'auteur a voulu. Donc évidement, je ne dirais pas que c'est raté mais que ce n'est pas pour moi. Ce que j'aimais dans les premiers livres de Chattam que j'ai dévorés, c'était à la fois l'enquête minutieuse et intelligente, la noirceur des âmes sans avoir besoin de faire dans le gore, et les retournements finaux incroyables. Ici, il n'y a pas d'enquête, une bonne dose de violence gratuite dans laquelle on a l'impression de se vautrer, et un final décevant, mais je vous en reparle plus loin. J'ai lu beaucoup d'avis positifs alors je suis sûrement passée à côté de quelque chose mais je crois que j'ai atteint mes limites, on n'est plus dans le divertissement pour moi. Là encore, je pense que l'auteur voulait pousser le lecteur à cette réflexion profonde mais comme j'ai déjà eu l'occasion de le dire avant, j'ai un cerveau qui fonctionne non stop. Certains trouveront ça prétentieux mais je n'ai pas besoin d'un livre pour me faire réfléchir, je cogite assez comme ça, j'ai besoin des livres pour m'évader. Et là, j'étais juste contente de revenir à mon petit monde normal."
Et comment cela s'est-il fini? "Je n'ai pas aimé la fin non plus, désolée. Tout d'abord, ce n'est pas la première fois que je me trouve fasse à ce type de procédé, dont je ne vous dirai bien sûr rien pour ne pas gâcher le suspense. Je l'ai donc déjà rencontré dans un livre de Patrick Bauwen, un ami auteur de Maxime Chattam si je ne m'abuse, de façon bien plus finement amenée, au point de m'en donner la chair de poule. Ici, on a juste l'impression que c'est une excuse de l'auteur pour se dédouaner de ce qu'il nous a fait subir. En bref, et je vous assure que ça m'attriste terriblement, je n'ai rien aimé de cette lecture."
On suit le cheminement de Jon, de la naissance à la fin de sa vie. Le livre manque de suspense. On connaît le coupable des différents actes criminels dès le départ. Je ne comprends pas bien ce qu'ajoute le mystère autour d'Ezra Monroe dans cette histoire. La fin est surjouée. On a bien compris qui avait tué qui, inutile d'interpeller directement le lecteur. Ce thriller n'est pas très prenant ou angoissant, mais il se lit facilement.
Pendant la plus grande partie de ma lecture je ne savais pas quoi penser de ce livre. On est sur une histoire et un personnage vraiment très dérangeants, certains passages sont assez durs et crus. Ça m’a parfois mise mal à l’aise mais c’est là qu’on peut finalement dire que c’est bien écrit. Mais à partir d’un certain événement, on est poussé à absolument vouloir savoir la suite et c’est là que mon avis a pas mal changé. J’ai cru que j’allais être déçue de la fin mais j’ai trouvé le plot twist génial et intéressant.
Update: je passe finalement de la note de 4/5 à 3/5 car après réflexion, ce n’est quand même un des meilleur de Chattam que j’ai lu. Même si c’était pas mauvais, il y a beaucoup mieux.
Je me suis régalée avec cette lecture et j'ai dévoré ces 361 pages en quelques petites heures.
Je m'attendais à un thriller classique "à la française" mais que nenni ! En lisant les toutes premières pages, le ton est donné : ce premier chapitre est glaçant (âmes sensibles, s'abstenir) (vraiment!). BAM. OUTCH. Il laisse le lecteur (en tout cas moi), complètement pantelant devant tant de violence gratuite et devant la terreur palpable de ce petit garçon.
D'autres scènes dans le roman sont aussi très violentes mais j'ai aimé cela. Maxime Chattam m'a vraiment donné l'impression d'être dans la tête de Jon Petersen, de comprendre son mode de fonctionnement, de me trouver de l'autre côté de la barrière, de ressentir cette frénésie meurtrière, ce déferlement de rage diabolique, et ce détachement terrifiant...
Ma seule petite déception fut une partie de la fin du roman, celle des révélations sur l'affaire Ezra... je l'ai trouvée peu convaincante.
J'ai également beaucoup apprécié ces atmosphères à la Stephen King : la bourgade de Carton Mills et son shérif sont typiquement king-esque et c'est tout à fait réussi. A noter également la plume étonnante de Maxime Chattam : pas d'écriture invisible/mécanique comme dans de nombreux thrillers mais une langue soignée où chaque mot est pesé et utilisé avec talent. Peut-être un poil trop de métaphores à mon goût mais l'ensemble est très réussi alors ne chicanons pas. La construction du roman est également très originale, avec ce narrateur de l'ombre, qui intervient de temps en temps et qui saura sans aucun doute vous surprendre...
En bref, un roman assez différent de ce que j'avais déjà lu de cet auteur (La Trilogie du Mal), mais toujours dans la lignée de cette analyse de la noirceur de certaines âmes (in)humaines, et qui m'a fait passer un très très bon moment de lecture.
Un bon roman, mais bien loin d'être le meilleur de cet auteur. J'avoue même avoir été un peu déçu. Premièrement, il est important de préciser qu'il s'agit d'un roman noir et non d'un thriller comme Chattam écrit habituellement. Ce qui, sans être mauvais en soi, fait que déjà on ressent moins le rythme effréné auquel il nous a habitué. Deuxièmement, la fin, sans trop en dévoiler, qui implique les lecteurs est intéressante, mais sans être vraiment percutante et la fin de l'intrigue en soi est franchement décevante et peu originale. Finalement, j'ai bien aimé l'ambiance de la petite ville éloignée qui est bien décrite et bien rendue et aussi les personnages qui sont vrais et attachants, on les aime et les déteste selon le cas.
Bref, le roman est divertissant, mais pas aussi fracassant et troublant que le laissèrent croire les médias et autres objets du marketing. Lancement que j’ai suivi de près, étant un grand admirateur de Maxime Chattam, mais qui m'a prouvé une fois de plus, qu'à trop vendre un livre (jeux vidéo, film, etc.), on finit par créer des attentes irréalistes qui ne peuvent finalement que nous décevoir...
Le roman vaut quand même le détour, j'ai tout de même donné 4 étoiles (même si le 3,5 aurait peut-être été plus juste), mais ce n’est pas l'œuvre bouleversante et originale à laquelle je m'attendais.
Cette lecture a été pour moi affreusement perturbante, je n'y ai trouvé aucun plaisir à suivre la folie obsessionnelle d'un détraqué sexuel dans le cadre d'une petite ville américaine. Alors forcément on pense à Stephen King (qui n'a pas son pareil pour dépeindre les ploucs), mais M. Chattam a voulu dépasser le maître en forçant le trait. Sincèrement c'est lourd et parfois indigeste.
Sitôt qu'on s'éloigne du personnage de Jon Petersen, on découvre la routine d'une petite bourgade du Midwest, à Carson Mills, sa communauté, son shérif, les croyances religieuses et les secrets enfouis. Un tableau plus commun, presque idyllique, fidèle à ses racines, même si l'envers du décor est plus amer, la peinture reste dépaysante et plutôt agréable à découvrir.
Cela n'a toutefois pas suffi à effacer toutes ces scènes d'horreur, décrites dans un style pompeux et écœurant, où on se sent voyeur et déplacé. Franchement nauséeux.
Honnêtement jusqu'aux 100 dernières pages, je ne pensais pas que ce serait un coup de cœur. Mais la fin, a vraiment tout changé, mon auteur chouchou, qui ne me surprenait guère, a su me surprendre totalement, je me suis laissé piégée par les apparences. Avec Que ta volonté soit faite, Maxime Chattam inaugure un nouveau style qui n'est pas du tout pour me déplaire, plus proche de Bernard Werber, et je trouve qu'il le maîtrise bien. À mon humble avis, c'est également le plus glauque de ses ouvrages.
Pour l'instant, c'est le roman que j'ai le moins apprécié de Maxime Chattam, bien que certains moments m'ont plu, je suis restée sceptique et avec un sentiment désagréable tout le long de ma lecture...
Je comprends désormais l’engouement des lecteurs pour cet auteur : première incursion dans l’univers de Maxime Chattam réussie pour moi avec ce livre à la hauteur de mes attentes !
J’ai beaucoup aimé le fait que le chapitre d’ouverture, d’une noirceur incommensurable, laisse le lecteur pantelant d’effroi, puis que tous les chapitres suivants remontent le temps pour dérouler progressivement les évènements qui sont à l'origine de tant de cruauté.
J’ai également apprécié l’ambiance de la petite ville de Carson Mills où se déroule l’intrigue pendant les années 1960, parfait décor pour ce qui est, selon moi, un roman noir, et non pas un thriller. C'est un véritable page-turner qui se dévore, à un rythme très soutenu grâce à ses courts chapitres n’excédant jamais la dizaine de pages.
Ma seule retenue concerne finalement le dernier chapitre : à sa première lecture, je ne me suis pas du tout retrouvé dans l’explication du dénouement … puis, après une relecture des dernières pages, j’ai préféré en saisir un autre sens, qui n’est peut-être pas celui désiré par l’auteur, mais qui me plaît bien et me convient mieux.
Compliqué d’écrire un avis pour cette lecture ! Le début est très difficile, je pense que ce livre devrait être annoncé avec des TW quand même, j’ai eu du mal. Puis ça a été un peu mieux, et surtout l’histoire est devenue très prenante. Mais j’ai particulièrement apprécié la fin, très originale autant dans la proposition explicite que dans la deuxième idée plus implicite. J’avoue que j’ai quand même du regarder un peu sur internet des explications et avis d’autres personnes pour mieux comprendre, mais ça ne m’a pas dérangée, au contraire. C’est donc à mes yeux une belle expérience littéraire, que tout lecteur doit vivre une fois dans sa vie je pense !
Bardzo trudna do czytania książka, szczególnie na początku. Pełna przemocy i okropieństw ale cieszę się, że dokończyłam. Koniec zaskakuje, w szczególności, jeśli chodzi o zabójcę głównego bohatera - świetny pomysł autorki; nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim rozwiązaniem sprawy kryminalnej i pewnie dlatego tak mi się spodobało. Została spełniona obietnica z pierwszych linijek, na co naprawdę nie liczyłam. Jest to jedna z tych książek, w których ostatni rozdział ratuje całą powieść.
La plume de Chattam est magnifique. Entre roman noir et thriller, ce récit ne manque pas d'originalité, le narrateur entreprenant une étroite relation avec le lecteur. C'est un point que j'ai beaucoup apprécié. Quant à l'histoire, je l'ai adoré. Elle est sombre et cruelle, tout comme son protagoniste que l'on déteste au plus haut point, malmenant son entourage, tel un sadique exutoire.
C'est clairement plus un roman qu'un thriller ou une enquête policière. On suit la vie de Jon Petersen qui est le mal incarné. L'écriture est fluide et le livre facile à lire, mais c'est étrange de lire tout un roman ou on déteste fortement le personnage principal. Une touche de fantastique sur la fin, toujours pas très certaine de ce que je pense de ce dernier "rebondissement".
4.5 ⭐ complètement conquise par cette incroyable narration, on se croirait dans un roman noir Gallmeister. Maxime Chattam, le plus américain des auteurs français ?
This was the first book I read where the main character is plain evil. It was written to make you feel hate and does so successfully. I will go to punch something now
Chattam nous revient dès ce début d’année avec un roman noir, très noir. Pour l’occasion, l’auteur bascule dans la métaphore et abandonne ses sanguinolences qui ont fait son succès et lui ont valu également de nombreuses critiques outrées. On pénètre dans l’intimité d’un sale individu, pervers psychopathe, et on le suit de l’enfance à l’âge adulte. Point de grands effets, point de tueur sanguinaire et obsessionnel, mais un spécimen intéressant de Mal incarné, presque en retenue si on le compare aux autres méchants chattamesques. L’aura indéfinissable qui entoure ce triste sire lui permet de sévir dans une relative tranquillité, sans être trop inquiété par les autorités. Jon Petersen est l’homme qui fait peur, l’ancien enfant aussi malingre que dangereux, que tout le monde préfère ignorer. Le personnage du shérif semble d’une incompétence hors du commun, mais n’est-il pas lui aussi victime du syndrome de l’autruche ? Quand on soupçonne le Mal, il est parfois plus facile de regarder ailleurs, et d’éviter de le croiser.
La construction du roman est originale, et change de ce à quoi Chattam nous a habitués. Le narrateur mystère intervient ponctuellement dans le récit, semant le doute. La conclusion est pour le moins inattendue, l’identité du narrateur ne nous ai suggérée qu’à la toute fin, et tout s’éclaire ! Fausses pistes, diversions, personnages puissants et parfois inquiétants, scènes crues, loi du silence, Chattam nous livre ici un roman riche en noirceur et à l’ambiance pesante, mettant un scène un personnage plus troublant qu’effrayant, plus énigmatique que sanguinaire.
Je dois avouer n’avoir pas été très convaincue par les premiers chapitres, que j’ai trouvé assez différents des autres romans de l’auteur que j’avais lu jusqu’à présent. Et puis j’ai fini par enchaîner les pages a vitesse grand v ! Le récit est très addictif et finalement le style m’a beaucoup plu ! Point bonus pour la fin que j’ai d’abord trouvé frustrante avant de faire fonctionner mes méninges et de finalement l’apprécier !