Pan odszedł i serce świata przestało bić. Królestwo, oparte na solidnej podstawie niebiańskiej hierarchii, musi trwać.
Daimon, jeszcze niedawno wyrzutek i szaleńca, pragnący zniszczyć świat, znów stał się szanowanym, choć niezbyt lubianym Świetlistym, Abaddonem Niszczycielem, w służbie Królestwu. Odwieczna, ulubiona banda uskrzydlonych drani, zabójców i intrygantów na nowo przygarnęła go do swoich wielkich, gorących serc. Alleluja!
Świetlista z dobrego rodu, imieniem Sereda – podróżnik, kartograf, odkrywca – która właśnie wróciła z kolejnej wyprawy, przyniosła Razjelowi, Panu Tajemnic dobrą nowinę. Znane jest miejsce bytności Pana.
Królestwo organizuje ekspedycję badawczą w dzikie i nieznane Strefy Poza Czasem, by rzucić się w wir najbardziej szalonych niebezpieczeństw czyhających gdzieś na najparszywszym zadupiu wszechświata i odnaleźć emanację Światłości.
Dowódcą wyprawy zostaje Tańczący Na Zgliszczach ze śmiercionośną Gwiazdą Zagłady.
Uważajcie na marzenia, skrzydlaci. Czasem spełniają się, jak klątwa.
Maja Lidia Kossakowska was a Polish fantasy writer whose first publication was in 1997. She was nominated eight times for the Janusz A. Zajdel Award for her short stories and novels, and received it in 2007 for the short story Smok tańczy dla Chung Fonga. She has also received several other awards. She was best known for using angel themes in her work. She was the author of five books and many short stories.
Dwa lata temu całkowicie zakochałam się w serii Kossakowskiej o Aniele Zagłady i spółce. Lucek, Zgniły Chłopiec, Gabriel, Szalony Michał, Razjel i cała reszta skrzydlatych (i niekoniecznie) bohaterów podbiła moje serce. Czekałam i czekałam na kolejny tom i wreszcie -jest!
Niestety. To już nie to samo. Tym razem akcja nie zabiera nas już na ziemię, na czym powieść traci. Kalafiorowe pałace, Wodospady Dusz i Mleczne Oceany nie są w stanie zapewnić czytelnikowi mocy wrażeń. Do tego dochodzi mnóstwo pobocznych, "magicznych" postaci, które są bez wyrazu i miałkie.
Na domiar złego, książce brakuje akcji. Kiedy zobaczyłam to "koniec pierwszej części" pomyślałam sobie: co jest? Przecież przez te ponad 400 stron NIC absolutnie się nie działo!
Jesteśmy w drodze, mało Nieba, mało Głębi... Wynudziłam się. Niedobrze.
Mam nadzieję, że kolejna część tego tomu zdoła obronić autorkę!
W sumie to 3,5. Autorka przez dłuuugi czas się rozkręcała i wydawało się, że główne postaci są trochę out of canon. Później, chociaż charaktery Lucka i Daimona wróciły na swoje miejsce, fabuła zrobiła się dziwna i trochę jak z filmu Bollywood albo anime nakręconego przez naćpanego wariata, który uwielbia Dragon Balla. Całość może mnie nie porwała i nie mam ochoty czytać kolejnej części już-teraz-zaraz, ale fajnie było znowu spotkać całą tę skrzydlatą ferajnę.
Zaczęło się bardzo ciekawie, ale sam środek książki to trochę dłużyzna i nudy. Końcówka natomiast wspaniała i sprawiająca, że czekanie na nowy tom to prawdziwa tortura.
Jest nieco lepiej w porównaniu do poprzedniej części. Ale nadal nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to najbardziej niekonsekwentnie prowadzona seria, którą dane mi było czytać. Postaci pojawiają się i znikają, nie wnosząc nic do fabuły. Nagle przestaje się o nich mówić (za co jestem akurat wdzięczna), nikt nawet słówkiem o nich nie wspomina. Akcja toczy się dalej, jakby nigdy ich nie było. Z kolei postaci nam znane i przewijające się od początku serii zaczynają zachowywać się dziwnie irracjonalnie. I bynajmniej nie wynika to z serii wydarzeń, nie ma sensownych przyczyn. Cała uwaga skupia się na Daimonie (nie dziwne, w końcu to główny bohater), fragmentów o pozostałych postaciach jest naprawdę niewiele. W dodatku nagle przedstawia nam się bohaterkę (niespodzianka, jest jeszcze bardziej nieznośna niż dotychczasowe potworki płci żeńskiej, które wyszły spod ręki Kossakowskiej), która... no właśnie, co? Jeśli ma robić za kolejny obiekt westchnień Daimona, to wyjątkowo słabo sytuacja się przedstawia. Bohaterowie się szczerze nie znoszą. I to nie w ten zaczepny sposób, który mógłby przerodzić się w przyjaźń czy uczucie romantyczne, gdy poznają się lepiej. Nie lubią się, a bliższe poznanie może tylko pogłębić sentyment. Pozostali bohaterowie... po prostu są. Śledzimy ich poczynania, ale osobiście uważam, że w każdym z nich tkwi niewykorzystany potencjał. Gdyby tylko autorka zechciała poświecić im nieco uwagi... Przynajmniej Asmodeusz pozyskał sobie znowu moją sympatię i przychylność. Jego relacja z Lucyferem powinna stanowić większy wątek w serii, bo to jedna z jej mocniejszych stron. Nie rozumiem też, dlaczego nagle zupełnie porzuca się postać Michała. Właściwie nie pojawia się już w historii, a przecież w poprzedniej części pełnił rolę antagonisty. Dlaczego nie dowiadujemy się ani słówka na temat tego, jak sobie z tym radzi, co czuje, jak próbuje zadośćuczynić przyjaciołom, któych dotknęło jego szaleństwo? Styl i język nadal nie dorównuje "Siewcy wiatru"; ile razy jeszcze nieszczęsnej żonie Lota dane będzie stanowić puentę dowcipu? Któż wie. Na szczęście Kossakowska zeszła nieco z dramatycznego tonu, którym katowała czytelnika w "Zbieraczu burz". Dobre i to.
Świetnie jest znów przenieść się do tego uniwersum i znów spotkać ulubione postaci. Jednak trochę się rozwlekło Mai...no i było nieco przewidywalnie. Będziemy mieć pewnie "tam i spowrotem" w wersji anielskiej i nie wiem czy to dobrze.
Dużo w tej książce ominęłam, kilka razy parsknęłam śmiechem ze względu na edycję. Czytałam wcześniej Rudą Sforę więc wiedziałam czego się spodziewać po stylu pisarskim autorki, przykład: "Daimon wszedł i to było tak, jakby wraz z nim do sali wkroczył mrok. Jakby zrobiło się ciemniej, a jakieś małe stworzenie zaskomlało w kącie" Nie, nie wymyśliłam tego, str. 39. Poza tym strasznie długo rozkręcała się fabuła. Dopiero końcówka zaczęła mnie ciekawić, a zakończenie pozostawiło w napięciu. Niestety mimo szczerych chęci nie jestem fanką Seredy. Wydaje mi się zadufana, żyjąca własnymi priorytetami bez empatii do otoczenia, prawdziwa akademicka badaczka, która na egzaminie do "wstępu z kulturoznawstwa" uwala wszystkich, którzy nie umieją czytać hieroglifów.
Moja ocena to właściwie 2,5/5. Fabuła dość długo się rozkręcała, w moim odczuciu nawet nieco dłużyła i ciężko było mi się w nią "wbić". Frey niestety jakby zgubił coś ze swego uroku, jak większość znanych z poprzednich tomów Świetlistych i Głębian. Mam dość ambiwalentne odczucia do tej pozycji, gdyż końcówka z kolei sprawiła, że na pewno sięgnę po drugi tom i mam solidne podstawy, by przypuszczać, że drugim tomie okaże się lepszy, bardziej porywający. Czas zweryfikuje moje przypuszczenia.
Lepiej niż się spodziewałam (chociaż, po "Zbieraczu Burz" poprzeczkę miałam na tyle nisko, że trudno by było przejść pod nią). Za mało reszty ferajny jak na mój gust, pisanie Seredy głównie z punktu widzenia Daimona było cokolwiek irytujące i byłabym szczęśliwszym czytelnikiem bez pseudoartystycznego stylu i czterech dramatycznych porównań na paragraf. Ale fabuła szła do przodu, było się czym zainteresować, miało to wszystko całkiem sprawny zamysł i nawet jestem ciekawa następnego tomu.
Widać ogromną różnicę w jakości i stylu pisania. Bardzo podobało mi się, że przestaliśmy w końcu skakać pomiędzy bohaterami co kilka stron, tylko pozostajemy z nimi na dłużej, co pozwala na większe zaangażowanie w historię.
I sam pomysł na ostatnią trylogię z daleką podróżą i poznaniem odległych krain jest naprawdę fajny, a nowe miejsca i rasy są ciekawie pomyślane.
Początkowo myślałam, że nie spodoba mi się ta książka. Wątek anielskiej badawczymi strasznie mnie nużył, jednak wraz z rozwojem akcji wkręcałam się coraz mocniej. Autorka miała czasem swoje odklejki, jednak trzeba przyznać, że miała też ogromną wiedzę na temat różnego rodzaju mitologii, filozofii i religii. Jest to zachwycające.
Po „Zbieraczu Burz” miałam sobie dać spokój z anielskim cyklem, jednak sentyment wziął górę. I w sumie nie żałuję, bo czytało się bardzo miło. Urzekł mnie świat hinduizmu przedstawiony przez autorkę. Historia nabrała wręcz baśniowego wymiaru, mimo że rozkręca się dość długo.
Autorka zdecydowanie rozwinęła swój warsztat i z przyjemnością podziwiam jej wyobraźnię do kreowania ciekawego świata poza królestwem. Cieszę się, że jest mniej zdrobnień imion aniołów bo w poprzednich częściach było to nie do zniesienia.
Czy ktoś jest mi w stanie powiedzieć tak naprawdę o czym jest ta książka? Ja rozumiem pojawiła się światłość i świetliści wyruszają na wyprawę, żeby ją odnaleźć ale naprawdę chyba nie czytałem książki, w której dzieje się mniej i bardziej działa mi na nerwy niż ta książka. Dramat.
Uwielbiam tę serię i każda książka jest jak dla mnie fantastyczna. Tom 1 trzyma w napięciu, ani na chwilę nie pozwala odetchnąć i oczywiście chciałoby się więcej. Już się nie mogę doczekać Tomu 2.
That's a shame. I really liked this series as a book "great with a cup of hot tea and cake", but with this one, I fell disappointed. Just disappointed, the plot is still easy but not interesting anymore. To less "human angels", too much "magic angels". Maybe in the future, I will give a chance for the next book of the series when I will have much more free time. But now, I just want to find a better book.
If you are looking for a good, an easy book for winter evenings this book is the wrong choice, there is a lot of better choices. And if you need a book where main characters are angels, better read "Siewca Wiatru" once again.
Bramy Światłości to niewątpliwie obowiązkowa lektura dla fanów, którzy od lat zaczytują się w anielską serię Maii Lidii Kossakowskiej. Znów możemy wziąć udział w przygodach epickiego bohatera, Daimona Freya. Tym razem autorka zabiera nas na bezdroża – do stref poza czasem! Ogromny obszar, gdzie żyje mnóstwo istot, cała masa różnych bóstw i innych żyjątek. Jesteśmy wręcz zalewani niemalże odmienną kulturą ale jak najbardziej stworzoną przez Światłość – to właśnie jest głównym powodem podróży głównego bohatera i całej anielskiej świty po bezkresnych drogach stref. Jesteśmy uwikłani w odniesieniach do indyjskich wierzeń, do wielobarwnej kultury tamtych ziem, co powoduje, że z miłą chęcią zaczytywałem się w lekturze. Żeby nie było – cała wyprawa nie jest taka cukierkowa jakoby mogłoby się wydawać. Istnieje wiele niebezpieczeństw, które ciągle na cały orszak czyhają. Czy przetrwają podróż? Tego Wam nie zdradzę. Sięgnijcie po Bramy Światłości aby przeżyć niesamowitą przygodę!
Trochę nudnawa, ale wciąż nie mogę przestać się zachwycać, jak Kossakowska operuje słowem i wyobraźnią. Brawo! Oczywiście, już raczej żaden kolejny tom nie przebije „Siewcy wiatru”, ale wciąż się dowiadujemy kolejnych ciekawostek i lepiej poznajemy bohaterów - Daimon robi się coraz bardziej uczuciowy, Lucek pokazuje swoje drugie (człowiecze?) oblicze, a Asmodeusz jak zwykle zatroskany i wrażliwy. Pojawiają się nowe bóstwa, świetliści i demony. Jeszcze dwa tomy przede mną - a więc ciekawa jestem, czy poszukujący w końcu odnajdą Światłość?.. Obym tylko nie musiała brnąc przez niekończące się opisy krótkotrwałych zdarzeń...
This entire review has been hidden because of spoilers.
W "Bramach światłości" wracamy do Królestwa, gdzie regentem nadal jest Gabriel , który wraz ze swymi oddanymi, najbliższymi przyjaciółmi, nie bacząc na środki, stara się, by informacja o odejściu Pana nie rozeszła się wśród pozostałych Skrzydlatych.Taka wiadomość wywołałaby panikę, zamieszki i rebelie, a archanioł za wszelką cenę pragnie zapewnić bezpieczeństwo. Gdy więc podróżniczka Sereda donosi mu o tym, że natknęła się na obecność Boga, gdzieś w Strefach Poza Czasem, postanawia wysłać kolejną ekspedycję, by tę informację sprawdzić.Tym razem jej dowódcą zostaje Daimon Frey, Anioł Zagłady. Od pierwszego momentu on i Sereda nie przypadają sobie do gustu, a wyprawa okazuje się niezwykle niebezpieczna.
Trzeba przyznać Kossakowskiej, że ciekawie poprowadziła akcję powieści.Tempo nie zwalnia, a uwagę czytelnika przykuwają nowe, nieoczekiwane wydarzenia.Nic dziwnego. Miejscem fabuły jest Strefa Poza Czasem i światy, które do tej pory nie były przybliżone w poprzednich częściach cyklu, tętniące zupełnie innym życiem, gdzie natknąć się można na każdym niemal kroku na plugastwo, potwory i wynaturzone bestie, gdzie rządzą zupełnie inne prawa, a potęga Królestwa nie dociera. Wędrowcy zdani są tylko na siebie i swoje możliwości, a cena, jaką przyjdzie im zapłacić za wtargnięcie na nieznane tereny może być wysoka. Dzięki temu lektura wciąga i intryguje od początku, aż do samego końca, który pozostawia nas w zawieszeniu, na dalsze losy bohaterów przyjdzie nam czekać aż do wydania kolejnego tomu.
Wiem, że w sumie nie dało się napisać tego gorzej niż Zbieracza, ale i tak, pozostawia niedosyt. Czytało się przyjemnie, szybko, niekoniecznie pozostawało całkowicie w moich klimatach, ale dobrze było spotkać się z moim ulubionym Aniołem Zagłady po raz kolejny. Czekam na tom 2.