Andrzej Pilipiuk zawarł w tej książce chyba wszystkie elementy, których nie polubiłem w "Oku Jelenia". Główni bohaterzy, podobnie jak w OJ są niepoprawnymi katolikami, co do sztuki. Nie, żebym nie lubił katolików, ale jest to denerwujące, kiedy nastolatkowie z postapokaliptycznej Polski wybierając się na misję w przeszłość zachłannie dbają o uczęszczanie na mszę, nie kradną, bo to "nie po bożemu". Nawet, jeśli są to dobre wartości, takie uparte przypisywanie ich wszystkim postaciom jest denerwujące. Kolejne podobieństwo do OJ - dwójka bohaterów już niemal, niemal ma zakosztować rozkoszy cielesnych, ale... bam! Kodeks moralny się odzywa. Kolejna sprawa i kolejne podobieństwo do wspomnianej lektury: zapychanie sporej części książki opisami wydarzeń, które nic, absolutnie nic nie wnoszą, a są po prostu nudne (patrz epizod w XVII w). Mimo wszystko najgorsza rzecz, która najbardziej zepsuła tę książkę, to infantylne traktowanie zawirowań czasowych. W książce, w której cały pomysł zasadza się na podróżach w czasie powinno to zostać dopracowane. Bohaterowie zostawiają sondę z prośbą o pomoc w nadziei, że dotrwa do czasów współczesnych. I w książkowej teraźniejszości, ta sonda nagle, magicznie pojawia się. Autor nie zważa na to, że sonda pozostawiona w przeszłości byłaby w tym samym miejscu przez te 200 lat, a nie zmaterializowałaby się w konkretnym momencie. Liczyłem na rozwiązania typu - naukowcy wysyłają dwójkę bohaterów w przeszłość, a oni lądują na miejscu np w czwórkę i pozostała dwójka im tłumaczy, że nie powiodło im się, więc dostali wsparcie.