Wiosna 1939 roku, Paryż. Wojna wisi w powietrzu. Amerykański dziennikarz przyjeżdża, by przeprowadzić wywiad z miejskim katem. Młody człowiek ma w głowie dokładny scenariusz rozmowy, ostatecznie jest profesjonalistą. Nie podejrzewa, że w jego planach coś mógłby zmienić straszy pan, który co prawda przez całe lata wykonywał dość krwawą profesję, ale tak naprawdę nie ma pojęcia czego oczekuje przeciętny czytelnik gazety.
Autor zadbał, żebyśmy otrzymali wysmakowaną opowieść, która jest jednocześnie ważnym głosem w dyskusji nie tylko o karze głównej, ale wszelkich zinstytucjonalizowanych formach zabijania i naszym przyzwoleniu na nie. Kameralna apokalipsa w mieszkaniu na trzecim piętrze paryskiej kamienicy uświadamia, że od pytań o źródła powszechnej hipokryzji nie ma ucieczki.
To była niesamowita lektura. Pełna rozmyślań i dyskusji na tematy związane z sensem życia i śmierci. Byłam w nią wciągnięta i ciężko było się oderwać. Jednak czy rozwój wydarzeń mnie mocno zaskoczył? Niestety nie. Od kiedy tylko autor wspomniał o przedmiocie ukrytym pod płachtą od razu wiedziałam co to jest, a wraz z rozwojem dialogu podejrzewałam co może się zdarzyć. Zaskoczył mnie minimalnie zwrot akcji, ale akcja zwróciła się ku mojemu drugiemu przewidywaniu więc sam zakręt był ciekawy, a nie to co mnie za nim spotkało.
Podsumuje: miło spędzony czas, niesamowite fotografie załączone w książce. Sama fabuła cirkawaz ale niezbyt zaskakująca.