Po przeczytaniu kilku opinii o tym, jakim to Cyborg z DC Rebirth jest chłamem, obniżyłem swoje oczekiwania do zera i szykowałem już swoje oblicze z ciętym językiem, żeby w końcu zgnoić jakiś tytuł z tego okresu. I trzeba przyznać, że wraz z umykającymi stronami moje myślenie nieco się zmieniało, bo ja nie widzę tu kupy.
Jest coś innego. Tęsknota za dawnym życiem. Rozważania nad tym, czy nadal się jest człowiekiem. Poszukiwanie tego aspektu, który świadczy o duszy bohatera. I trzeba przyznać, że będą w skórze... w pancerzu Victora, sam pewnie miałbym takie myśli. Tyle, że ten pozytywny aspekt troszkę się oddalał, kiedy uświadomiłem sobie, że o tym samym traktował cykl o cybernetycznym członku Ligi Sprawiedliwości w New 52. Tam też przewodnim motywem było człowieczeństwo herosa.
Czułem zatem wtórność, ale momentami przyjemną, bo wątek niewidomego muzyka, który podnosi Cyborga na duchu jest naprawdę pokrzepiający, a rozciąga się on także na spotkanie z weteranami. W końcu sam Cyborg przeszedł piekło po stracie ciała na rzecz metalu. Podobały mi się też sekwencje akcji, gdzie Cyborg wykorzystuje swoje nowe dary i chociażby skanuje łapanych ludzi i nie tylko. Coś fantastycznego.
Mamy tu też zakulisowego przeciwnika, który celuje w Vica, ale trafia pośrednio także w jego ojca. Więcej nie zdradzę, bo jest to spory twist w środku historii. Mamy tylko nadzieję, że wyniknie z tego coś więcej, bo przeciwnik ma zaiste zaskakującą motywację. Inny przeciwnik, jaki pojawia się na łamach tego komiksu, jest nijaki Kilg%ore czy jakoś tak. Nie jest to co prawda odkrywczy charakter, ale sekwencje walki są naprawdę fajne.
Najgorzej prezentują mi się tutaj sekwencje koszmarów sennych, jakie trapią Vica. Heros kontra Liga Sprawiedliwości. Przewidywalny motyw, mało porywający. I będę zły, jak cały ten motyw przeciwnika rozstanie rozwiązany przez Sempera Jr. po macoszemu. Teraz czas na nieco słabszą stronę komiksu. Warstwę wizualną. O ile początek jest w miarę fajny, tak zamiana rysownika w końcowych zeszytach to był błąd. Niby to kreskówkowy sznyt, niby szczegółowy, ale... Zupełnie nie pasuje do postaci. Osobiście liczyłem na jakiś występ animków...
Cyborg, choć ma momenty wywołujące ziewanie, to zaskakująco mnie ubawił momentami, w których można złapać oddech pomiędzy akcją, a które zwyczajnie krzepią. Hejterom marki zaś radzę, posłuchajcie muzyki na żywo. Może Wam zejdzie para.