Kiedy połowę czasu czytania zajmuje przerzucanie stron i szukanie odpowiednich akapitów, to nie wiem czy jest to przyjemna lektura. Format jest ciekawy, ale wygląda jak wybawienie dla autora który nie musiał układać ciągłości narracji i zamiast tego rzucił garść faktoidów w osobnych akapitach (uporządkował je historycznie i uformował w 22 opowieści tematyczne). W dodatku jedna trzecia to przytaczanie książek i fikcji które zwiastowały i przewidywały opisywane zjawiska. Niemniej fragmenty bywają ciekawe, a temat samych bomb nie jest jakoś szczególnie brany na tapet.
„Rozwój lotnictwa miał przynieść same dobre skutki: demokrację, wolność, równość wszystkich ludzi. Przestworza były krainą wolności, nie potrzebowały torów, szlabanów i zawiadowców stacji. Lotniczki widziały w nich wspaniałą przyszłość. w której płeć nie będzie miała znaczenia. Ktoś inny przewidywał. że gdy samochody zostaną zastąpione przez samoloty, czamoskórzy szoferzy prędko się przekwalifikują i będą stanowili większość pośród podniebnych kierowców.
Wysokogórskie powietrze i słońce uznawano za najlepsze remedium na gruźlicę. Podróżowanie ponad chmurami miało więc mieć działanie terapeutyczne. W czystym, wolnym od zarazków powietrzu wysoko nad ziemią chorzy i cierpiący ludzie będą odzyskiwali zdrowie, kurując się w prywatnych lub państwowych podniebnych szpitalach"”
„angielski prawnik i pisarz James Anson Farrer. W swym zaliczanym do klasyki dziele zatytułowanym Military Manners and Customs (Zasady i zwyczaje wojennej, wydanym w 1885 roku, stwierdził, że konflikty zbrojne między ludźmi znajdującymi się na różnym poziomie cywilizacyjnym bar-dziej barbaryzują ucywilizowanych, niż cywilizują barbarzyńców"
[...]
Zdaniem Farrera wojny kolonialne przyzwyczaiły europejskich wojskowych i polityków do postrzegania każdej wojny jako ekspedycji karnej wymierzonej w rebeliantów i bandytów.
Nauczyli się oni postrzegać nieprzyjaciela jako przestępcę i domagać się od niego bezwzględnej kapitulacji na poniżają-cych warunkach, co przydawało wojnie dodatkowej goryczy i niepotrzebnie ją przedłużało. Ich zwyczajem stało się palenie miast i wsi”"
„Zażądano, by niemieccy piloci, którzy zbombardowali Londyn, stanęli przed sądem i odpowiedzieli za zbrodnie wojenne. Brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa zaprotestowało, zauważając, że wyroki tago typu założyłyby pętlę na szyje naszych lotników w przyszłych wojnach". Ponieważ celem brytyjskich bombardowań niemiec kich miast było osłabienie morale ludności" (i zarazem ich woll zwycięstwa) poprzez nawracające ataki, które nie tylko zabijały (cywili i wszystkich innych), ale w zamierzeniu miały też wywoływać pożary obracające całe dzielnice w proch, zastosowanie zapisów konwencji haskiej wobec sił powietrznych przekreśiłoby samą ideę i cel bombardowania”
„Prawo międzynarodowe sformułowało nawet rozróżnienie między walczącymi" a niewalczącymi". To już nieaktualne, bu użycie sil powietrznych umożliwia atakowanie wroga daleko za fortyfikacjami. Znosi tym samym różnicę między żołnierzem a cywilem.
Nie ma nadziei na to, że ataki z powietrza kiedykolwiek osiągną precyzję równą ostrzałowi artylerii. Nie jest to jed nak wcale konieczne - cele bombardowań zawsze będą dużo większe”
„Naloty na miasta nie przynosiły oczekiwanych efektów, lecz Niemcy bali się nasilenia bombardowań. Brytyjczycy dobrze o tym wiedzieli i trzymali w ręce kartę przetargową. Mogli za proponować zakończenie ataków na niemieckie kobiety i dzieci w zamian za zaprzestanie mordowania żydowskich kobiet i dae ci. Być może dałoby się wówczas zmusić Niemców do przestrzegania na wschodzie takich samych zasad postępowania z ludnością cywilną, jakie obowiązywały na zachodzie.
Gdyby w lutym 1942 roku w kolejce do komory gazowej czekało sześć milionów Brytyjczyków, gdyby Niemcy mieli wymordować dwa miliony brytyjskich jeńców wojennych, wówczas rząd Wielkiej Brytanii nie wahałby się ani przez sekunde. Nie ma jednak żadnych śladów świadczących o tym, by możliwości zaprzestania nalotów była w ogóle brana pod uwagę czy dyskutowana, a później odrzucona.”
„Większość zwłok zalegała w stertach, skupionych u zablokowanych wyjść. Inne zastygły w czarnej masie własnego tłuszczu, stopionego i rozlanego na podłodze. Niemowlęta leżały w rządkach i wyglądały jak upieczone kurczaki. Z jeszcze innych ciał została tylko cieniutka warstewka popiołu,”
„Harris pękał z dumy, inni czuli się z tym źle. Freeman Dyson w przyszłości jeden z najznamienitszych fizyków jądrowych XX ku, zjawił się w gabinecie Harrisa jako młody cywilny analityk mniej więcej w czasie, w którym spłonął Hamburg. Otrzymał dostęp do wszystkich danych dotyczących nalotu oraz innych bombardowań niemieckich miast, tak skrzętnie skrywanych przed brytyjskimi obywatelami. Informacje te wzbudziły w nim wyrzuty sumienia. Czuł nieprzepartą potrzebę, by wykrzyczeć prawdę na ulicy, ale nie odważył się tego zrobić. Wracał więc do pracy i kontynuował obliczenia. Sjedziałem w biurze do s mego końca, skrupulatnie kalkulując, jak w mozliwie najbardziej ekonomiczny sposób zamordować kolejne sto tysięcy ludzi
Po wojnie porównał samego siebie do siedzących za biurka mi biurokratów morderców działających w śmiercionośnej machinie Eichmanna. „Siedzieli w gabinetach, sporządzali notatki i obliczali, jak efektywnie zabijać ludzi, tak samo jak ja. Jedyną różnicą między mną a nimi jest to, że ich wysłano do więzienia lub powieszono, a ja jestem wolny”
„Powieści science fiction z dwudziestolecia międzywojennego często opisywały sposób, w jaki cywilizowani ludzie, bombardując się nawzajem, cofają ludzkość z powrotem do czasów barbarzyńskich. W książkach traktujących o superbroni możemy zaobserwować odwrotną tendencję. Cudowny wynalazek zapewnia pokój i rozkwit cywilizacji.
Zarazem powieści te co rusz przestrzegają przed majstrowaniem przy prawach natury" albo ryzykiem dostania się superbroni w niepowołane ręce". Poza tym dominuje w nich na-strój triumfu. Jedynie w kilku przypadkach autorzy zauważają. że taki cudowny wynalazek może stanowić zagrożenie również dla zwycięzcy”
„Jest jedynym ocalałym na zgliszczach pozostałych po nuklearnej reakcji łańcuchowej. Przypadkowo wynalazł katalizator roz bijający atomy żelaza i wytwarzający w ten sposób gigantyczne ilości energii. Doświadczeni naukowcy go ostrzegali, lecz on nie słuchał ich rad. W konsekwencji zniszczył cały świat. Wszyscy ludzie zginęli, a wraz z nimi zniknęło całe życie na Ziemi. Krane zjada ostatni prowiant, jaki mu pozostał, i odrzuca puszkę. Ostatni posiłek ostatniej żywej istoty. Końcowy akt w dramacie metabolizmu".
Jego jedyną nadzieją jest dotarcie do oceanu, gdzie jego roz padające się ciało stanie się pożywieniem dla mikroorganizmów zdolnych odrodzić życie na Ziemi. „Miały strawić jego gnijące resztki. Miały pożreć się nawzajem. Miały się przystosować. (...) Miały rosnąć, pączkować, ewoluować". Wzbogacony ciałem Krane'a ocean, matka wszelkiego życia, znów miała wydać je na świat””
„W tym samym dniu ukazał się jeszcze jeden reportaż czeka jacy na właściwą okazję, napisany przez pracującego dla rządu dziennikarza Williama Laurence'a. Traktował on o tym, jak wspaniałe była bombardowanie Nagasaki. O bombie atomowej napisał tak: Świadomość, że jest się tak blisko niej i patrzy, jak przybiera formę czegoś żywego, tak wyszukaną, że nie powstydziłby się jej żaden rzeźbiarz, przywodziła na myśl przekraczanie granicy między rzeczywistością a tym, co nierzeczywiste, i można było poczuć się tak, jakby stało się w obliczu czegoś ponadnaturalnego"
Kolejnym środkiem zapobiegawczym było wysłanie przez generała Thomasa Farrella do Hiroszimy jedenastu uległych rządowi naukowców, by oficjalnie stwierdzili, że bomba nie pozostawiła po sobie żadnego skażenia radioaktywnego.
Generał Leslie Groves zapewnił Kongres, że promieniowanie nie przysporzyło ofiarom żadnego „niepotrzebnego cierpienia": było wręcz odwrotnie, jak podsumował, bo podobno to Całkiem przyjemna śmierć"
Amerykańscy obywatele nie mieli jednak okazji przekonać się re własne oczy, jakie formy przybierała owa przyjemna śmierć".”
„W dwudziestoleciu międzywojennym ludzie obawiali się bombardowań, które cofną ich do czasów barbarzyńców-do brudu, głodu i szczurów. Ale w okresie powojennym wielu ludziom, szczególnie amerykańskim mężczyznom, świat barbarzyńców jawił się jako kusząca wizja. Widmo totalnego zniszczenia otwierało drzwi dla męskich fantazji zakorzenionych w starych marzeniach o Dzikim Zachodzie.
W wielu opowieściach science fiction pisanych z męskiej perspektywy atak nuklearny staje się w jakimś stopniu wytęsknionym powodem do złamania reguł życia obowiązujących we współczesnych miastach”
„W tych historiach nie spotykamy zniszczonych białych krwi nek, nie chodzi w nich też o przemywanie ran u chorych dzieci. Wręcz przeciwnie. Zaraz po tym, jak żona ginie w wybuchu. mężczyzna odzyskuje wolność, staje się Tarzanem i rusza na lowy pośród bujnych lasów rychło wyrosłych na ruinach Manhattanu.”