"Spójrz na to drzewo. Ponieważ je widzę, mogę do niego dojść. Tak samo jest z Księżycem" – zwykł mawiać Edward Mukuka Nkoloso. Ponoć wieczorami można go było zobaczyć, jak stoi sam na wzgórzu Chingwele Hill, niczym średniowieczny astronom, który właśnie doszedł do krańców świata i nieśmiało wystawia głowę poza niebiańskie sklepienie. Ludzie mówią, że czasami unosił włócznię i celował ostrzem w srebrny glob. A potem brał zamach i z całych sił ciskał nią w Księżyc.
Pod koniec 1964 roku do Zambii zaczęli zjeżdżać amerykańscy dziennikarze. Jednak nie po to, by pisać o nowym afrykańskim państwie. Szukali pewnego człowieka, który rzucił wyzwanie światowym mocarstwom i uparcie twierdził, że to Zambijczyk, a nie Amerykanin czy Rosjanin będzie pierwszym człowiekiem na Księżycu. Oto historia zambijskiej Narodowej Akademii Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii oraz szaleńczego marzenia o wolności i podboju kosmosu.
Zambijczycy w latach 60. planowali polecieć na Księżyc. A potem na Marsa. Nie, to nie jest skecz Latającego Cyrku Monty Pythona. Nie jest to też książka, która obśmiewa szalony pomysł Nkoloso (człowieka, który stał za zambijskim programem kosmicznym). W zasadzie to nawet nie jest książka o planowaniu lotu w Kosmos. Ten staje się jedynie tłem do opowieści o budowaniu tożsamości państwa, które wyzwoliła się spod kolonialnego buta. W słowach Sabeli czuć i niedowierzanie, i nie świadomość absurdu pomysłu, ale i ogromny szacunek dla Zambian oraz niesamowitą fascynację tym państwem. To nie książka, która ma powielać stereotypy "głupiego Murzyna" i "mądrego białego", wręcz przeciwnie. Za ten szacunek, za samą opowieść, niesamowitą i zaskakującą 5 gwiazdek.
I really wanted to read this story because the topic itself - a Zambian warrior for the independence of his country, a scientist and a teacher wanted to outdo the USSR and the USA in star wars and send his afronauts to the moon.
The author, however, encountered great problems with the sources and the talkative/truths of the witnesses, and he did not manage to reach the key people.
So he fills this book with poetic descriptions of his own experiences in Zambia, the fact that he is not a fan of Star Wars, the mass at the stadium, he mentions Michael Jackson twice as a metaphor, he is not very good at writing about blacks without stereotypes, and he does not know exactly what his book is about.
Of course, it is worth reading it to learn about this intriguing story, but it is about 40-50 pages long, all the rest is the author's disordered impressions.
A quick sample of author's storytelling: "I was most moved by this photo: he's extremely black (XD) she's aristocratically white with a crown in her hair. He was still rotting in a British prison 3 years ago, poured in the urine of the guards (this is a euphemism on the pissing at him?) And humiliated. She's a member of the royal family, haughty and proud." Btw great photo that shows not only the reality as it was taken, but also what was 3 years earlier.
Książka mocno siłowa, tak jakby ktoś z materiału na 15-stronicowy artykuł starał się ulepić wielkie dzieło. Dość ciekawe niektóre wstawki historyczne, w sumie chyba bardziej niż cała historia rzekomego astronauty... BARDZO nieciekawy np. kilkustronicowy opis modlącego się zgromadzenia (dlaczego? to chyba nie o tym miało być?). Eee, średnio polecam.
Bartek Sabela w Afronautach podejmuje niezwykle ciekawy i zaskakujący temat zambijskiego "programu kosmicznego". Staje się on równocześnie pretekstem do przyjrzenia się walce Zambijczyków o niepodległość, a także współczesnym losom ich kraju. Tylko czy nie za dużo tych degresji?