Pewnie powinnam napisać to po przeczytaniu ostatniego tomu serii, ale co tam, najwyżej się powtórzę: to powinna być lektura szkolna. Nieocenione walory edukacyjne - i pod względem historycznym, i bardziej uniwersalnym (czyt. jak działa - czy przynajmniej może działać - dyktatura, jakie chwyty stosuje, na co nie wolno dać się złapać). A jednocześnie wiem, że nigdy do tego nie dojdzie. Lektura o człowieku, który jest przekonany o własnej, wiekopomnej roli w historii narodu, uważa się za wielkiego stratega, każe zmieniać teksty książek czy artykułów historycznych tak, by jak najbardziej uwypuklały JEGO rolę, nawet jeśli w rzeczywistości żadnej nie odegrał, który "nienawidzi tak zwanej demokracji z jej parlamentarnym bajdurzeniem", uważa, że "jedynym dobrem prawdziwego wodza jest władza. W wodzu naród powinien widzieć człowieka bezinteresownego, który nic nie żąda dla siebie" itd., itd.? Nie widzę tego.
Rybakow pisze jakoś tak rzeczowo, beznamiętnie; tak, że wszystko to, co się dzieje, choć przerażające, napawa nie tyle przerażeniem, co raczej niedowierzaniem. Nieraz aż nie sposób się nie zaśmiać, tak absurdalne jest to wszystko (scena, w której pomocnik Stalina w ułamku sekundy zmienia się z sympatycznego, godnego zaufania młodzieńca w szpiega japońskiego wywiadu, bo krzywo spojrzał na Stalina, gdy ten rozerwał kartki książki palcem zamiast nożem do papieru!). Za to końcówka, z głosowaniem w zakładzie Saszy, jest naprawdę mocna. Psychologicznie.
Moja Lena Budiagina znów doczekała się tylko jednego rozdziału. Widać, że autor nie miał pomysłu na poprowadzenie tej postaci. Za to, w przeciwieństwie do poprzedniej części, dużo więcej jest tu pozostałych bohaterów, a mniej polityki, przesłuchań, procesów. Nina wraca może nie na pierwszy, ale chociaż na drugi plan. Podobnie Wadim. Ku mojemu zdziwieniu (do czasu...), dostajemy nawet rozdziały z udziałem Wiki Marasiewicz. Pierwsze skrzypce grają, standardowo, Sasza, Waria i Jura Szarok. No i Stalin, wielki wódz wymordowujący pół wojska w przeddzień II wojny światowej.
Coś czuję, że wiem, jak to się skończy. Sasza i Waria nigdy nawet się nie spotkają. Któreś z nich zginie - pewnie Waria, jeśli autor chce naprawdę doprowadzić do spotkania Saszy i Maksyma z posłowia 1. części. Albo skończy się wielkim nic: żadnych dramatycznych wydarzeń, przyjdzie wojna, rzuci ich w różne strony i koniec. W każdym razie, happy endingu się nie spodziewam.