Osoby dramatu: nagrodzony policjant, który zakatował trzynastolatka, bezduszny komornik, opętana manią regulaminową dyrektorka szkoły, przez którą jedna z nauczycielek popełnia samobójstwo, seryjny gwałciciel zidentyfikowany na podstawie próbki DNA, strażacy, którzy zamiast gasić – podpalają, księża i rodzice, którzy minęli się z powołaniem, i emerytowani strażnicy więzienni oskarżeni o zbrodnie przeciwko ludzkości. Miejsca: poligon NATO, z którego okolica nie ma żadnych korzyści, sanatoria w Kołobrzegu uwielbiane przez Szwedów. Sprawy: zwłoki topielca, którego nikt nie chce pochować, wojny kibiców z policją, podejrzane układy w mieście, rolnicze protesty. Słowem: Polska po ’89 widziana z Pomorza.
Stąd kraj wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy błyskawicznie rozwijającej się stolicy, a splot zdarzeń i ludzkich losów to materiał na niejeden film . „Biliśmy się za swoje wiejskie krzywdy, oni – za swoje. Za bezrobocie. Za upadłe PGR-y. Za brak zasiłków. Za biedę” – mówi jeden z bohaterów, streszczając historię wielu mieszkańców Polski B, która gorzej niż reszta kraju zareagowała na transformację ustrojowo-ekonomiczną.
Większość tekstów zamieszczonych w tomie powstała pod koniec lat dziewięćdziesiątych, a mimo to ma się wrażenie, że czytamy o sprawach, które dzieją się na naszych oczach. To zasługa znakomitego pióra autora, żywiołowo nakreślonych portretów, ale także porażającej aktualności tematów. Część spraw wciąż odbija się echem, a prawo i instytucje nadal są niewydolne lub bezsilne wobec ludzkich problemów.
Duża część tekstów pochodzi z lat 1996-1999, to dwie dekady temu. Błagają wprost o uzupełnienie, dopowiedzenie (szczególnie te, które dotyczą dopiero rozpoczynających się procesów). Byłam w stanie wytropić dalsze losy kilkorga bohaterów, nie wszystkich (nie jest to łatwe ze względu na pozmieniane nazwiska, miejscowości, dane oraz fakt, że lata 90-te to jednak w dużej mierze okres sprzed digitalizacji życia). Część tekstów sprawia wrażenie bardzo doraźnych raportów na bieżąco, spisanych kilku świadków, reakcji na wydarzenia dziejące się tu i teraz - które warto byłoby wzbogacić rewizytą choćby po miesiącu, żeby nabrały cech faktycznego reportażu, a nie prostej relacji.
I może to kwestia tego, że w więszości teksty są tak wiekowe i pisane były przez dużo młodszego autora, ale styl pozostawił mnie wysoce obojętną, a chwilami irytował. Zakładam, że z latami mógł się poprawić, bo te kilka zawartych w książce tekstów z okolic 2009 wydaje się pisanych lepiej, dojrzalej, z szerszą perspektywą i nie ograniczając się do zrelacjonowania zgromadzonej dokumentacji, często bez widocznej myśli przewodniej (najmocniejsze poczucie rozmytego i zmarnowanego tematu miałam przy tekstach o odchodzącym urzędzie wojewódzkim i o rodzinnej miejscowości Aleksandra Kwaśniewskiego). Są reportażyści, którzy operując suchym językiem i faktami tym mocniej oddziałują na uczucia - tutaj suchość niepogłębionej narracji najczęściej skutkowała u mnie brakiem jakiekogolwiek zaangażowania, nawet w przypadku najdrastyczniejszych tematów.
Z dużą dozą optymizmu podchodziłam do tomu dotyczącego Pomorza bliskiego memu sercu. Rozczarowanie było tym boleśniejsze.
2023.05.18 Kończę na 64 stronie. Nie da się tego czytać z zainteresowaniem. Książka ma 300 stron (włączając wstęp, źródła itd) i jest w niej 30 "reportaży". Kilka stron każdy. Do tego niemal każdy podzielony jest na rozdziały (!?). Niemal każdy zawiera dialog. Te niecałe sześć, które przeczytałam są do tego o niczym. Łazarewicz pisze od Sasa do lasa - a to o komorniku (że ściąga długi od dłużników i się nie lituje - szok i niedowierzanie), a to o naciągaczach od garnków i kołder (że są i że naciągają starszych ludzi - kto by pomyślał?), o bezrobociu (że praca jest, ale marna więc ludzi chcą lepszej i w tej marnej nie pracują - odkrywcze). Ciężko te "reportaże" podciągnąć nawet pod artykuły z racji na taką krótką formę. Z 60 stron nie dowiedziałam się niczego ciekawego. Przeczytałam jedynie nic nie wnoszący do mojego życia tekst i przypomniałam sobie, że nie lubię Łazarewicza - również za jego suchy i nijaki styl.
"Tu mówi Polska" jest zbiorem kilkudziesięciu tekstów, które powstały w latach dziewięćdziesiątych, a ich celem jest przybliżenie nam co działo się na Pomorzu. Mamy spory przekrój tematów, bo poznamy między innymi: - prezentera, który prowadził specyficzną audycję na antenie, - komornika i to jak jego praca była odbierana przez społeczeństwo, - akwizytora sprzedającego "specjalne" wełniane kołdry, garnki i inne cuda, mające odmienić życie typowego Kowalskiego, - bezrobotnych, którzy mierzą się z kulejącym rynkiem pracy, - pewną miejscowość i jej mieszkańców, którzy mieli w okolicy ćwiczenia wojskowe z NATO, a to dopiero początek książki. Jak widać rozstrzał jest całkiem spory.
Czytając tę książkę zauważyłam dwa podstawowe problemy - po pierwsze sporo jest tutaj zapychaczy, a po drugie przy dużej ilości rozdziałów brakuje klamry podsumowującej losy postaci, bądź ostateczny rezultat. Zrozumiałym jest, że kiedy powstaje książka, która ma być zlepkiem masy różnych od siebie tematów to raz trafimy na coś co nas szczególnie zainteresuje, a raz przelecimy wzrokiem po tekście i idziemy dalej. Niestety, bardzo duża część tych tekstów nie jest przyciągająca, a spora ilość zapycha strony oraz nie zostaje w pamięci na dłużej. Pojawiło się kilka zagadnień, które czytałam ze sporą uwagą, ale kiedy już kończył się rozdział to miałam takie "to wszystko?". Co dalej? Jak potoczyły się losy tych ludzi? Dlaczego nie wyczerpano tematu?
Cóż. Było okej, ale nic poza tym. Bardzo szybko spora ilość tekstów wyparuje mi z głowy.
reportaze z lat 90 i początku 2000 więc trochę przestarzałe ale czytałam z sentymentu do pomorza. niektóre rozdziały takie o niczym i zapychające a w innych znowu brakuje mi pociągnięcia tematu. 2 rozdziały o kołobrzegu więc jest za to jedna gwiazdka. książka to takie przedstawienie trochę smutnej rzeczywistości tamtych lat tzn alkoholizm, bezrobocie i kombinatorstwo ale nie czytało się tego najgorzej. gdyby miała wyjść kontynuacja proponuję następujące tematy: -pani balbina na wózku/skuterze elektrycznym blokująca szczecińskie autobusy -śpiewająca pani na wózku molo kołobrzeg i sprawa w sądzie -backstory baby z sopotu i czemu jest teraz taka diaboliczna -pożar escape room koszalin -strzelanina na schodkach kołobrzeg/akcja na stacji benzynowej, nie strzelaj w dystrybutor -13 dzielnica core -felieton na konkurs gimnazjum nr 3 im zjednoczonej europy kołobrzeg -powstanie i upadek pomnika paprykarza szczecińskiego
eh, no cóż. Pierwszy reportaż Wydawnictwa Czarnego, który całkowicie mnie nie porwał. Pojawiło się wiele ciekawych opowiadań, ale większość z nich była tak krótka, urwana nagle, ze pozostawia po sobie duży niedosyt. A były tez takie, które ciągnęły się jak krew z nosa, o niczym, i nawet te 7 stron wydało mi się rozwleczone.
"Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza" Na pierwszy rzut oka jest to tytuł zgodny z treścią książki, ale zagłębiając się nieco w lekturę można odnieść inne wrażenie. Faktycznie, mówi tu Polska a dokładniej mówi o problemach po 1989 roku. O jakich dokładnie? Na to trudniej odpowiedzieć bo różne opowiadania są ze sobą poprzeplatane bez większego ładu, a część z nich napisana jest "po łebkach" – chaotycznie, jakby autor musiał je szybko skończyć na kolanie. Niektóre z tych "reportażyków" mogłyby stanowić początek do większego reportażu z prawdziwego zdarzenia, ale niestety trafiły z resztą opowiadań do tej pracy. A co z Pomorzem? No jest, a jakże, ale tylko geograficznie (w większości, no chyba że Bartoszyce stały się ostatnio częścią Pomorza...?). Sytuacje tu opisane mogłyby równie dobrze wydarzyć się w każdej innej części Polski i nic w zrozumieniu tej książki by się nie zmieniło. Faktycznie można na polskie problemy spojrzeć z perspektywy Pomorza, ale po co jeśli to samo dzieje się w innych częściach naszego kraju? W jaki sposób miałoby to być odkrywcze?
Muszę jednak przyznać że książkę czytało się dobrze choć chaotycznie. Przez cały czas czułem się trochę jakby autor posklejał ze sobą napisane na przestrzeni lat artykuły i wydał z tego książkę żeby nie było że pisał na nic. I chyba artykułami można lepiej nazwać poszczególne rozdziały, które momentami przypominały wycinki z gazet. Część z nich jakby niedokończone (w momencie pisania dotyczyły świeżych spraw, ale po co było je zaczynać w takim razie?), bez większego opisu, bez analizy, bez chęci i ducha. Napisać i tyle. Podsumowując: ciekawa lektura, ale czy do końca przemyślana? Wydaje się że sklejone fragmenty miały same nabrać sensu, tylko że tak się nie stało...
Bardzo ciekawe reportaże prezentujące obraz tej części Polski. Są tu różne historie - od odrobiny polityki w postaci wspomnień z wyboru Kwaśniewskiego na prezydenta po osobiste historie ludzi, którzy żyją na codzień w niewesołej rzeczywistości, która nastała po likwidacji pegeerów. Są tu i wspomnienia z poszukiwania gwałciciela jak i wspomnienia ze zmiany mapy województw Polsce. Tak więc kawał historii. Polecam!
Ponury obraz Polski płynący z reportaży pisanych na przełomie lat 90 i dwutysięcznych. Świat bezrobocia, szemranych interesów, pijaństwa i beznadziei, pytanie czy aby napewno, aż tak wiele się zmieniło?
Wybornie czytało mi się ten zbiór reportaży! W “Tu mówi Polska” Cezary Łazarewicz przybliża ponad 20 bardzo różnorodnych historii z Pomorza, z czego znaczna większość jest niezmiernie interesująca. Całość podzielona jest na cztery części według głównych tematów i motywów reportaży. Znajdziemy tu teksty o problemach dzisiejszego Pomorza i jego mieszkańców, historie nawiązujące albo z przewijająca się w tle II wojną światową, reportaże true crime oraz takie, w których główną rolę gra polityka i aktywnie ją uprawiający. Po pierwszych trzech segmentach byłam przekonana, że oto trafił mi się zbiór niemal doskonały. Nie potrafię wskazać ani jednej słabszej historii, każda była na swój sposób fascynująca, intrygująca czy zaskakująca bądź wstrząsająca. Z wypiekami na twarzy, jak przy najlepszym kryminale, czytałam o popełnionym na statku morderstwie dwóch Niemców, którego sprawcami byli Polacy. Tekst o poniemieckich szczecińskich kamienicach wywołał u mnie natychmiastową chęć zwiedzenia miasta, a reportaż o strażakach-podpalaczach to jedna z historii typu - coś tak niepojętego i szalonego, że nawet najkreatywniejszy hollywoodzki scenarzysta by takiej fabuły nie wymyślił. Na długo zostanie ze mną też niezaradny i niedołężny, ale posiadający wielkie serce, właściciel stadniny, dla którego konie były - dosłownie - całym życiem. Oczywiście nie zabrakło i opowieści prezentujących patologie, które są nieodłącznym tematem polskich reportaży. Standardowo nasze “narodowe” problemy - alkoholizm, przemoc, różnego rodzaju fobie i dyskryminacje itd. Ale i tu Łazarewicz utrzymuje bardzo wysoki poziom - reportażysta nie poszedł na łatwiznę i wybrał i zajmująco opisał naprawdę ciekawe przypadki. Niestety ostatnia część znacznie ochłodziła mój entuzjazm do całej książki. Tak jak bardzo chętnie sięgam po reportaże polityczne i zdecydowanie nie uważam, że to nudny temat, a i zarówno naszą narodową jak i zagraniczną polityką interesuję się w stopniu bardzo wysokim, to pechowo dla mnie - w większość historii w “Tu mówi Polska” traktuje o Solidarności, związanych zawodowych - tematach, które działają na mnie niczym najlepszy środek nasenny. Jednak nie powiem - i w tej części znalazłam reportaże, które tak mnie zaabsorbowały, że w trakcie ich lektury zniknęłam dla świata. Nie przesadzę pisząc, że wręcz pasjonujący był tekst o najbliższej rodzinie Andrzeja Leppera. Opowieść o ekscentrycznym ówczesnym prezydencie Świnoujścia („Hobby: antykomunizm. Ulubione zajęcie: walka z komunizmem”) to czyste złoto o kwintesencja słynnego “Polska to nie kraj - Polska to stan umysłu”. Ogromny plus, że pomimo, że zbiór ten jest kompilacją tekstów ukazujących się na łamach różnych gazet i magazynów na przestrzeni paru lat, dodatkowo tematycznie o ogromnej rozpiętości, to absolutnie ani przez moment nie ma się wrażenia chaosu. Kawał rewelacyjnej jak najbardziej godnej polecenia reporterskiej roboty, kipiącej od różnorodnych nietuzinkowych historii i wyrazistych oryginalnych bohaterów.
Interesujący zbiór reportaży, szkoda tylko, że wydając ową kompilację, nie pokuszono się w kilku przypadkach o wzmiankę, jak dalej potoczyły się losy bohaterów, zwłaszcza, że z uwagi choćby na upływ czasu, moje próby "wyguglania" sobie informacji ich dotyczących, niejednokrotnie spaliły na panewce. Który z reportaży zrobił na mnie największe wrażenie? Bezapelacyjnie "Obcy w Możdżanowie". Ja naprawdę mam sporą wyobraźnię, ale poziom ciemnoty (gdyż inaczej tego określić się nie da), opisany w tymże reportażu, mną wstrząsnął i to do tego stopnia, że nadal mam tę historię w głowie, mimo że od czasu, gdy się z nią zapoznałam, upłynęło już kilka miesięcy.
Reportaże są napisane ciekawie, większość porusza interesujące tematy. Największym minusem książki chyba jest to, że tych reportaży jest dużo, są bardzo krótkie i ma się wrażenie, że każdy z nich to wstęp/prolog do reportażu właściwego. Ponadto, większość reportaży powstała w latach 90 i na początku 00. I z jednej strony to super, bo całość oddaje naprawdę klimat tamtych lat, ale z drugiej strony w przypadku przynajmniej części reportaży brakuje jakiekolwiek ciągu dalszego.
Ostatni rozdział najbardziej mnie poruszył i zwłaszcza dla tego ostatniego rozdziału warto było przeczytać całość.
Reportaże z Pomorza- strasznie nierówne. Niektóre typowe pierdolety jak ten o facecie, który nie dbał o swoje konie. Ciekawe jak ten o wykupowaniu kamienic w Szczecinie i ich remoncie przez amerykańskiego inwestora, który miał plan na zagospodarowanie centrum. Znów pokazuje się mentalność ludzi repatriowanych z kresów wschodnich (hłe hłe dawna Polska) i ich mentalności "czy sie stoi, czy się leży- mnie wszak wszystko się należy" nie dość, że dostali poniemieckie razem z całym umeblowaniem, to jeszcze byli oburzeni, że sami muszą znaleźć inne mieszkanie po tylu latach (mimo, że dostali hajs na to nowe). Ogólnie wiele patologii i bezrobocia typowego dla lat dziewięćdziesiątych
Za dużo za krótkich tekstów. Brakuje poszerzenia tematów, chociażby dodatkowymi komentarzami autora o tym co się wydarzyło po latach lub jak dane sprawy zostały rozwiązane. Niektóre wątki bardzo ciekawe, warte doczytania na własną rękę. Niestety sporo też tekstów typowych zapychaczy, po których niczego konkretnego czytelnik się nie dowie.
Niektóre historie wbijają w fotel, inne były mi obojętne. W wielu brakowało mi rozwinięcia tematu, szczegółów. Miałam wrażenie, że to jedynie liźnięcie tematu, a tyle ciekawych spraw nie zostało tu podanych. Chyba wolałabym żeby historii było mniej, ale za to aby poświęcono im więcej miejsca.
Sam tytuł zapowiada refleksję o "poniemieckości", tożsamości narodowej na Pomorzu. Tymczasem jest to zbiór artykułów z Gazety Wyborczej i Polityki, których nic ze sobą nie łączy. Niektóre teksty przedstawiają wydarzenia, które nawet nie dotyczą Pomorza ani się tam nie wydarzyły...