W 1949 roku w Czeskich Budziejowicach polityka ponownie dochodzi do głosu. Jedni wyjeżdżają, inni muszą dzielić się mieszkaniem z obcymi, wielu wspomina przeszłość. Opowieść o roku 1920 snuje Rudolf Sliva, wtedy młody lekarz, który sprawował nadzór medyczny nad pracownicami domów publicznych.
Takich przybytków było w mieście trochę, ale najważniejszym - z różnych względów - okazał się lokal Café Groll. Usłużna madame z żyłką do interesów i równie usłużne dziewczęta, które chętnie oddawały się w ręce młodego i profesjonalnego doktora. We wspomnieniach jawi się Magdalena, marząca o księciu, który wyrwie ją z tego trudnego życia, Anna - jak dziewczyna z wiersza Leśmiana, ulotna i nieosiągalna ułuda, a także Salomena, dawna ukochana, dziewczyna z bogatego domu, która przymykała oko na pracę Rudolfa, ale do czasu.
Jan Štifter ma lekkie, acz precyzyjne pióro. Snuje nostalgiczną opowieść, która subtelnie nakreśla smutną egzystencję wszystkich chyba bohaterów. Wprawdzie praca w domu publicznym i życie w 1920 roku przedstawione są z dozą może nie humoru, ale lekkości właśnie, to przecież tragedia, która tam się rozgrywa, uderza w czytelnika z całą siłą. A może właśnie dlatego, że wyłania się z tej lekkości...
Rudolf wspomina "dziewczynki", ogląda ich zdjęcia i rysunki, na których uwiecznił przeszłość. Dotyka dawnych marzeń i pragnień, z których te niezrealizowane są najbardziej wyraźne.
Zaskoczyło mnie to, że dostajemy też krótką perspektywę Salomeny. Ona odsłania pewne karty, a przecież równocześnie zamazuje też te, które znaliśmy.
Warto dodać, że ta klimatyczna książka została przepięknie wydana. Kolor druku, dołączone ilustracje, których autorem jest Ondrej Dolejši - cacko.
Jest coś w czeskiej prozie, co mnie uwodzi od pierwszych zdań. Tu też zostałam uwiedziona i przeżyłam piękną przygodę.