Szkielet na Lesznie jest powieścią kryminalną, której akcja rozgrywa się w Warszawie w roku 1860. Pewnego dnia miasto obiega wstrząsająca wiadomość. W jednym z dworków przy ulicy Leszno (w dzielnicy Wola), przeznaczonym do rozbiórki, znaleziono ukryty przed laty pod posadzką ludzki szkielet. Rozpoczyna się śledztwo, a informacje o jego przebiegu przekazywane są na bieżąco w dziennikach i stanowią główny temat towarzyskich rozmów. Sprawą niezmiernie zainteresowany jest niejaki Heliglas, emerytowany artysta, który przebywa akurat w Warszawie. Wraz z reporterem Goldsingiem i młodym lekarzem, Władysławem Żubrem, wyrusza do dworku, by obejrzeć znalezisko. Żubr zauważa, że widok szkieletu wywołuje ogromne emocje u śpiewaka. Dlaczego Heliglasowi tak bardzo zależało na odwiedzeniu dworku? Wiele wskazuje na to, że mogło coś go łączyć z ofiarą. Żubr postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Czy można jednak po wielu latach od popełnionej zbrodni odnaleźć przestępcę? Jak zmieni się los zmagającego się z nędzą lekarza? Żubr nawet nie podejrzewa, jak bliska okaże się mu sprawa szkieletu na Lesznie… (http://www.ltw.com.pl/presta/glowna/5...)
Chyba trochę za dużo sobie obiecywałem po tej książce. Owszem, jest tu zbrodnia sprzed lat, jest dociekanie tożsamości ofiary i przyczyn śmierci, ale historia tchnie naiwnością, akcja idzie jednotorowo, a opowieść wręcz tonie w jałowych rozważaniach i dialogach, mających za zadanie rozdmuchać wątłą fabułkę do rozmiarów cienkiej powieści. Do tego finał jest nieco dziwaczny i - mimo że daleki od sztampy - w jakiś sposób rozczarowujący.
Lektury jednak nie uznaję za czas stracony, bo Przyborowskiemu udało się całkiem zgrabnie oddać życie i klimat ówczesnej Warszawy, szkoda tylko, że warszawskiej gwary jest tam... cała jedna linia dialogowa. Odnoszę też wrażenie, że wydawca trochę się zagalopował z tłumaczeniem przypisami starszych, rzadko już używanych słów. Z drugiej strony - może faktycznie dzisiaj nikomu już się nie chce sięgać do słowników...
Jak by nie było - dla warszawiaków lektura niemalże obowiązkowa. :)