Moje znaki szczególne
to zachwyt i rozpacz.
Myślę, że "Koniec i początek" to jeden z najlepszych tomików poezji, jakie przeczytałam.
"Koniec i początek" podzieliłabym na trzy główne motywy.
Pierwszym z nich jest bycie świadkiem. Wisława Szymborska wydała "Koniec i początek" w wieku 70 lat; jest to nie tylko wiek dojrzały, ale też, w przypadku pokolenia poetki, lata ogromne i przeciążone jednymi z największych wydarzeń w historii świata. Część tego pokolenia w ogóle nie miała szansy dożyć pełnej dojrzałości, a większości trudno było w tę perspektywę uwierzyć.
Szymborskiej to się udało i w "Końcu i początku" doświadcza zmiany czasów. Dobrze pamięta lata przed nastaniem nowych porządków, pamięta miesiące tuż po i uczucia zwłaszcza z tego okresu są u niej nadal żywe. Bycie świadkiem u Szymborskiej łączy się z jeszcze jednym aspektem zmiany czasów - przystosowania się do potrzeby ruszenia dalej, ciągłej zmienności otaczającej ją rzeczywistości, doświadczenia, jak rzeczy dla niej przełomowe stają się wyblakłe. Przekonania, że następne pokolenia korzystają z tego, co dla nich wywalczono. I z powodu tego, że udało się jej dożyć do tego momentu, sama pozwala się temu unieść. W świadectwie Szymborskiej odczuwa się ból, ale przede wszystkim godność. I są to zdania swobodne.
Drugi motyw związany jest, jak podejrzewam, ze śmiercią życiowego partnera poetki; zmarł trzy lata przed wydaniem tomiku. Jest tu wyczuwalna żałoba oraz mierzenie się ze światem, kiedy zabrakło w nim najważniejszej dla autorki osoby; decyzja, jak bardzo chce się w tej rzeczywistości uczestniczyć. Straciłam już sporo osób, ale dotychczasowej miłości życia jeszcze nie, przynajmniej nie tak na zawsze. Jednak pojawiają się u mnie takie dni, kiedy mierzę się z myślą, co zrobię, kiedy pewnego dnia już go nie będzie. Szymborska odpowiedziała na pewne moje niepokoje, choć nie potrafię wyobrazić sobie tak ogromnego bólu, jaki musiała wtedy przeżywać. I, wiecie... w tym momencie poetkę kochałam, całym sercem.
Trzecim motywem są refleksje. Być może z powodu ostatnich przeżyć, ale Szymborska zastanawia się na przykład nad miłością; nad tym, w którym momencie losy dwóch osób się krzyżują, kiedy rodzi się uczucie. Prowadzi również refleksje nad swoim miejscem w świecie, nad swoim pochodzeniem, przeznaczeniem, nad tym, w którym momencie dostała wybór. W poszukiwaniu odpowiedzi zagląda nawet "na górę". Zaskakujące i czarujące jest to, jak w pewnych momentach 70-letnia Szymborska sprawia wrażenie osoby bardzo młodej, na samym starcie dorosłości. Chociaż... to trochę pasuje do wypowiedzianych przez nią tutaj słów.
Podoba mi się to, jak "Koniec i początek" stanowi spójną i logiczną całość. Jestem oczarowana tym, jak Szymborska brzmi jak osoba bardzo młoda i bardzo dojrzała jednocześnie. Moment, w którym się wtedy znajdowała, to dosłownie koniec i początek, i podziwiam autorkę, z jaką siłą przyjęła to do siebie. I teraz, jak o tym myślę, to ten tomik wierszy to jedno z najlepszych przedstawień żałoby, jakie doświadczyłam.
Na tyle Cię przeżyłam
i tylko na tyle,
żeby myśleć z daleka.
PS.
Nie licząc szkół, gdzie się musi,
i samych poetów,
będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.
A ja tutaj jeszcze wspomnę mojego ulubionego nauczyciela od języka polskiego, który kiedyś powiedział mi, że nawet poeci nie muszą wcale lubić poezji.
PS.2. Będę teraz śmiała i zareklamuję siebie - ostatnio otworzyłam konto z własną poezją na serwisie Instagram. @odzyskiwanie.moniek - serdecznie zapraszam.