Gdybym miał wymienić najważniejszą polską serię komiksową z przełomu stuleci, nie zastanawiałbym się ani chwili – „Osiedle Swoboda” jest poza konkurencją – tak o komiksie Michała „Śledzia” Śledzińskiego pisał w „Gazecie Wyborczej” Wojciech Orliński. Ukazujący się na łamach słynnego „Produktu” cykl Śledzia był jednym ze znaków rozpoznawczych magazynu, który zmienił polski komiks.
To obyczajowa historia z życia miejskiej młodzieży, która lubi ostrą muzę, imprezy, alkohol i inne używki. Snujący się po osiedlowych uliczkach bohaterowie - niezapomniani Wiraż, Dźwiedziu, Szopa, Smutny i reszta ferajny – borykają się z przemocą, nudą, tępymi dresiarzami i kacem, czyli z tym wszystkim, na co narażeni są codziennie młodzi ludzie.
Śledziu opowiada o tym zwyczajnym życiu na zwyczajnym osiedlu z niezwykłym poczuciem humoru, przyglądając się swoim bohaterom z sympatią i dystansem jednocześnie. Doprawia to szczyptą surrealizmu i fantastyki, które na Osiedlu Swoboda wyglądają zadziwiająco naturalnie.
Większość patentów, które spotkały „Swobodną” ekipę, wydarzyła się na serio mnie, moim znajomkom, lub została podsłuchana pod sklepem nocnym – mówił Śledziu w jednym z wywiadów. I to ten autentyzm połączony z doskonałą komiksową formą nadał opowieści nową jakość. Do dziś nikt nie sportretował polskiej młodzieży i jej życia we współczesnej Polsce w równie przekonujący i fascynujący sposób. O czym łatwo się przekonać sięgając po ten kompletny zbiór wszystkich epizodów opublikowanych w „Produkcie”.
Nowe, czwarte już wydanie, edytorsko przygotowane jest tak, by stanowiło całość z „Osiedlem Swoboda 2”, czyli kompletnym wydaniem zeszytowej serii Śledzia.
Urodził się 31 lipca 1978 r. Wychował się na bydgoskim osiedlu Szwederowo (dzielnica ta to pierwowzór Osiedla Swoboda). Jak większość bydgoskich rysowników Śledziu uczęszczał do bydgoskiego plastyka zwanego nie wiedzieć czemu Liceum Sztuk Plastycznych. Przygodę z rysowaniem rozpoczął od wysyłania rysunków do największego wówczas magazynu gier komputerowych „Secret Service”. Po zdobyciu sporej popularności pracę proponuje mu, mieszcząca się niedaleko plastyka redakcja „Świata Gier Komputerowych”. W tym samym czasie powstaje legendarny „Azbest”, w którym ukazują się pierwsze przygody Zdzicha i Wujasa. Drugi numer to m.in. komiks „Marzenie” opisujący środowisko ludzi o szerokich karkach i modnych sportowych dresach, w którym pada wiekopomna kwestia „Byłem wczoraj na siłce i tak przyjebałem, że teraz kurwa łapy zgiąć nie mogę”. W sumie ukazują się trzy numery „Azbestu”.
Śledź wpada na szalony pomysł i z nowym projektem pod zachęcającą nazwą „Biegunka” udaje się do równie zachęcającej stolicy, aby zainteresować potencjalnego wydawcę śmiałą ideą magazynu. Przyszły rynkowy potentat odrzuca ten projekt, argumentując standardowym „To się nie sprzeda”, czego zapewne żałuje do dziś. Na ten szalony pomysł zgadzają się koledzy z „Secret Service”. I tak właśnie powstaje „Produkt”.
Śledziu jest zawodowcem, rzekłbym nawet profesjonalistą, o czym świadczyć może fakt, że materiał poglądowy do jednego z odcinków „Osiedla Swoboda” stanowił „Skarb Kibica Ligi Polskiej - Wiosna '98” oraz magazyn kochających inaczej „Men”. Twórca Prosiaka Pulasa obecnie rezyduje w Toruniu na osiedlu o jakże uroczej nazwie Koniuchy. Prywatnie Śledziński jest uzależniony od gier na konsole. Ponadto świetnie gotuje oraz jak większość ProduktCrew preferuje kinematografię rodem z Hong Kong i San Fernando.
Ale nostalgią powiało... co prawda z Osiedla Swoboda znałem pojedyncze plansze, jak np. tą z wielką bitwą między metalami a depeszami i kojarzyłem Śledzia, ale jakoś ominął mnie hajp. Tymczasem Osiedle Swoboda to kawał komiksu, świetnie to narysowane i napisane - każdy kto dorastał na blokowisku na początku lat zerowych odnajdzie się w tym klimacie. Sam zbiór jest bardzo solidnie wydany.
W końcu udało się sięgnąć po tak mi długo (chyba od czasów studiów) polecany i zachwalany komiks. I wbrew częstym schematom w takich sytuacjach: nie ma rozczarowania. Wręcz przeciwnie. Jest zabawnie, jest i smutno, jest metalowo, jest blokowiskowo i jest bydgosko. I zdecydowanie nie przemawia przeze mnie bydgoski sentyment. Nie mam jak ocenić, czy to najważniejszy komiks o "tamtych czasach" w Polsce, ale na pewno ukazuje je prawdziwie (oczywiście, z komiskowo przerysowanym sznytem).
Twórczość Śledzia znam i cenię jeszcze z czasów, gdy wysyłał swoje rysunki do publikacji w Secret Service. Bardzo lubię Na szybko spisane i byłem niepocieszony, gdy Śledziu ogłosił, że dzieło jest już zamknięte i nie będzie kontynuacji. Osiedle Swoboda nie podobało mi się tak bardzo jak Na szybko spisane - ale wciąż pozwoliło mi poczuć na nowo ten klimat, kiedy stało się pod klatką i słuchało kolegów opowiadających swoje historie. Oczywiście wszystkie prawdziwe - przynajmniej na początku, zanim nie zostały podkoloryzowane masą dodatkowych szczegółów. Człowiek siedział tak od wczesnego wieczoru do późnej nocy i czuł jak rześki wiatr powoli zmienia lato w jesień. I były takie momenty, kiedy czytając ten komiks tak właśnie się czułem - na tyle mocno, że miałem wrażenie, że czuję nawet zapach tego wiatru. Ale były też słabsze historie, które prowadziły donikąd, a sama narracja nie porywała. Niemniej, to wszystko to wspólne doświadczenie naszego pokolenia (chociaż, gwoli ścisłości, Śledziu technicznie jest późnym iksem, a nie milenialsem). Zastanawia mnie tylko, na ile w dzisiejszych czasach, Osiedle Swoboda będzie czytelne wśród młodszego pokolenia. Świat i znajomości wyglądają teraz zupełnie inaczej niż kiedyś. Ale kto wie, może wciąż będą dobrze się bawić, czytając.
PS. O ile w pierwszych tomach literki są namalowane dość starannie i z odpowiednimi odstępami, o tyle w dalszych mamy typowe Śledziowe liternictwo. Ja rozumiem, że sztuka, ale zdecydowanie lepiej by się czytało, gdyby literki stawiał ktoś inny.
Kupione z ogromnego sentymentu do starej serii Projekt i przyznam nie zawiodłem się, naprawdę super było sobie przypomnieć historię osiedla Swoboda. Nie jestem pewien, czy kupię drugi tom, niemniej jednak uważam to za świetnie wydane pieniądze. Dostałem to, czego chciałem, czyli powrotu do przeszłości, kiedy z wypiekami na twarzy czekałem na kolejny odcinek Produktu.
Przenioslam sie w czasie na 2 wieczory.... nie ujmujac nikomu tak glupie, nielogiczne i abstrakcyjne sytuacje a tak prawdziwe potrafia rozgrzac serce i rozbawic do gromkiego smiechu. Lektura nie dla kazdego, lektura dla tych co sami by mogli powiedziec w prost ze stuacje z zycia wziete.
Pierwsze ~100 stron niczym rozsmarowany pasek Dema o pijanych studentach. Im dalej w tom, tym lepszych proporcji nabiera, przez co odpały nabierają na sile. Plus - wiele pomysłów (telefon zaufania!) zostaje w bani na długo.