Islandia niezmiennie intryguje. Kraina wulkanów, gejzerów i lodowców. Bliska kontynentalnej Europie, a jednak na swój sposób egzotyczna. Znana na świecie dzięki ekscentrycznym artystom, erupcji Eyjafjallajökull, która dała się we znaki liniom lotniczym, czy wyjątkowym występom kibiców piłkarskiej drużyny narodowej. Rodzinny wyjazd stał się dla autorki okazją do bliższego poznania zadziwiającej wyspy. Jak mieszkają ci, którzy sobotę nazywają Laugardagur, czyli po prostu dniem kąpieli? Co jedzą i piją na co dzień, skoro ich narodowym daniem jest zgniły rekin, a eksportowy produkt monopolowy, kminkowa wódka, nazywa się Svarta Daudi, czyli Czarna Śmierć? To bezpretensjonalny, pełen humoru obraz Islandii – jej zapierającej dech w piersiach przyrody, niezwykłej historii i specyficznego charakteru mieszkańców.
Ta książka nie jest o Islandii. To książka o rodzinnych wakacjach (przypadkiem) na Islandii. Cytaty rozpoczynające każdy rozdział nijak się mają do zawartej treści. Zdjęcia, w większości przeciętne, niewiele mówią o wyspie i nie oddają jej piękna. Książka napisana niesamowicie męczącym językiem. Uwagi, które miały być żartobliwe? błyskotliwe? są na dość żenującym poziomie. Pozycja dla osób zainteresowanych raczej samą autorką, a nie Islandią. Po przeczytaniu 1/3 rezygnuję z dalszej lektury.
Totalnie nie przemawia do mnie taki styl i forma podróżowania. Mam wrażenie, że nowobogaccy pojechali na urlop, kupili z wielkim trudem markowe ciuchy w teren i głodują co rusz, bo przecież tak ciężko zrobić sobie jedzenie na zapas. Bardzo kiepska lektura.
Książka z dużym potencjałem, napisana niestety mocno średnio. Wszystko psują bzdurne skojarzenia i porównania autorki, czasem nie wiadomo o co chodzi, czy pisze to, co widzi czy może to, co sobie umyśliła. To, co ma być śmieszne, wychodzi w najlepszym wypadku niezręczne. Niektóre opowiastki wzajemnie się wykluczają, typu cicho tu i spokojnie, ktoś krząta się po kuchni, ktoś myje ręce, wszyscy gdzieś wyszli - to jest ktoś czy tam go nie ma? Książka wiele by zyskała po zredagowaniu przez kogoś rozgarniętego.
Miałam nadzieję, że będzie to coś w stylu "Szeptu kamieni" - reportaż z perspektywy ludzi, którzy przeprowadzili się na Islandię. Niestety jest to tylko zapis relacji z wycieczki jakich pełno na blogach, vlogach itd. Plus za przemycenie ciekawostek i zdjęcia w książce. Przeczytane, znika ze stosu wstydu i mam nadzieję, że w ogóle z półek, bo nigdy do niej nie wrócę. Rozczarowanie 🤷♀️
The potential was there but it failed to grip me and a couple of times I found myself either dozing off or forcing myself to keep on reading. I don't know for sure why, the places described were quite interesting - perhaps they were buried in too much humour that was to a large degree hit or miss. In my case, mostly miss. There was some good content there, the photographs were really nice and I actually want to visit Iceland now, so the book was by no means terrible.
Spodziewałem się więcej dowiedzieć o samej Islandii, ale niestety niewiele byłem w stanie. Co prawda, było kilka ciekawostek, które przykuły moją uwagę, ale myślę, że w rzeczywistości jest tego dużo więcej. Były fragmenty, które mnie nużyły, np. cały akapit poświęcony domniemaniom, jak mieszkańcy chatki mogli tam żyć - same pytania nie poparte niczym. Ale też z tak zaplanowanego wyjazdu nie da się dużo więcej dowiedzieć - napięty grafik, godzina tu, godzina tam, praktycznie zero doświadczeń z rozmów z Islandczykami. Mam niedosyt.
Nużący język, dłużąca się niemiłosiernie przez niezrozumiałe porównania i żarty. Zdjęcia w niewłaściwych miejscach w książce. Nie polecam powyższej pozycji.
Na pewno warto przeczytać tą książkę jak chce się wyjechać i zwiedzić Islandię. Natomiast mi osobiście nie do końca odpowiadał styl w jakim jest ona napisana.