Ginący świat koczowników, tęsknota za Rosją i marzenia o Zachodzie.
Reportaż jest podróżą do świata magicznych medres i miast, a także niesamowitych gór, pasterskich zwyczajów oraz codziennych problemów mieszkańców Azji Centralnej. To opowieść o ludziach szukających własnego miejsca na gruzach nowej, postradzieckiej rzeczywistości. Rosjanach, którzy po upadku "Imperium" stali się jakby bezdomni, Kirgizach - budujących swą nową tożsamość oraz Uzbekach, dla których brakuje miejsca zarówno we własnej ojczyźnie, jak i zamieszkiwanej przez nich od wieków kirgiskiej części Kotliny Fergańskiej.
Mnogość kultur, zawiłość dziejów i prywatnych historii sprawia, że zawodzą definicje tożsamości, a częstokroć jej najlepszą busolą jest przywiązanie do jurty, żywego języka, albo sposobu życia.
Kirgizi przed niespełna wiekiem zeszli z gór i zamieszkali w miastach. W przeciągu ostatnich lat ich kraj stał się areną kilku gwałtownych przewrotów i rewolucji. Książka jest opowieścią o ciężarze współczesnych czasów, ludzkich marzeniach i wciąż obecnej nadziei na lepszy czas, w przepięknym i nadal mało znanym zakątku globu, ziemi na końcu świata, gdzie wszystko jest jeszcze możliwe.
Bardzo dobrze i przystepnie napisana ksiazka, sukcesem bylo tez to ze nawet przy samym koncu ksiazki sa ciagle ciekawe rzeczy. Ksiazka jest zaproszeniem do dalszych lektur i moze nawet wizyty w Kirgizji. Autor umiejetnie stawia pytania co do przyszlosci tego kraju. Nie ocenia, ale stara sie rozumiec zachodzace procesy historyczne, w szczegolnosci owczesny konflikt z Uzbekistanem (choc wlasnie dzis media mowia o konflkcie Kirgizji z Tadzykistanem). Jest to ksiazka pisana przed pandemia, wiec teraz sytuacja w regionie jest z pewnoscia troszeczke inna. Ciekawi mnie czy w czasach sowieckich Kirgizi tak samo narzekali jak narzekaja dzis. To sa postkolonialne kraje z trudnoscia probujace zrozumiec wlasna tozsamosc, podczas gdy Rosja ciagle rosci sobie do nich prawa a oni sa Rosja zafascynowani. Pociesza ze ironicznie, dzieki Sowietom wlasnie, wplywy ekstremistow religijnych sa w tych krajach ograniczane przez rzad.