Jump to ratings and reviews
Rate this book

Na jej rozkazy

Rate this book
Fanny, niebanalna dziewczyna dorabiająca w gazecie dla pasjonatów roślin, spotyka piękną i wyniosłą prezeskę Art.F. Ich rozmowa nieoczekiwanie staje się początkiem wzajemnej fascynacji spotęgowanej różnicami. Mimo jej natężenia Rosalie proponuje Fanny jedynie związek BDSM oparty na umowie. Dziewczyna, zauroczona siłą charakteru i urodą Rose, wbrew sobie i swoim doświadczeniom zgadza się. Ile wytrzyma? Czy jej uczucie przebije się przez pancerz ochronny Rose?

Jeśli powieść "50 twarzy Greya" wzbudziła emocje i zachwyt milionów czytelników, to ta pozycja ma co najmniej taką samą szansę. Zamieńmy jednak pana Greya na panią Lewis, a Anastasię na wielowymiarową Fanny, wyostrzmy kolory, zwiększmy głębię, dodajmy więcej bólu i okrucieństwa, więcej emocji i zmysłowości. Dopuśćmy do głosu obydwie bohaterki, wniknijmy mocno i z bliska w ich doświadczenia i światy, a otrzymamy fascynującą opowieść o mrocznym świecie sadomasochistycznych związków lesbijskich i biznesu.

272 pages, Unknown Binding

Published October 30, 2016

4 people are currently reading
15 people want to read

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
7 (13%)
4 stars
6 (11%)
3 stars
13 (25%)
2 stars
9 (17%)
1 star
16 (31%)
Displaying 1 - 7 of 7 reviews
Profile Image for psusła.
124 reviews87 followers
August 8, 2022
Od mojej lektury tej, *odgłosy rzygania*, książki minęło półtora roku, a ja wciąż na dźwięk jej tytułu dostaję nieprzyjemnych dreszczy. Po przeczytaniu "Na jej rozkazy" w 2021 byłam tak wściekła, że nawet nie chciało mi się skrobać dłuższej recenzji, ale teraz nie dość, że wciąż jestem wściekła, to jeszcze chora i dysponująca wolnym czasem do zmarnowania. Zapraszam więc na herbatkę, bo jest tu co wylewać!

Najpierw może trochę o samych autorkach. A. M. Chaudiere (we wznowieniu figurująca już jako Ann Kovska) to ta mniej ciekawa połówka duetu. Napisała solo "Niewolnicę", czyli jakieś debilne fantasy. Debilne, bo widziałam mapę świata i już mi wystarczy wrażeń, ale tym, co jej nie widzieli, gorąco polecam. Płakałam ze śmiechu.

Druga autorka, A. Caligo, to tak naprawdę Angela Węcka. Węcka napisała samodzielnie "Ostrego", w związku z którym była lokalna drama na bookstagramie, "Kamper" (przy okazji przyłączam się do odgryzania wiadomo czego i wrzucania wiadomo gdzie) oraz "Glow Up". Wszystkie te książki można znaleźć pod szyldem jej własnego wydawnictwa.

Panie w trakcie pisania i pierwszej promocji książki były ze sobą w związku, co można wywnioskować, dokopując się do starego wywiadu dla WP, w którym chwalą się pierwszą polską powieścią erotyczną o dwóch kobietach. Anyways, jest to ważna informacja w kontekście całego tego gówna, jakie zostało wsadzone do środka, a potem posypane brokatem.

Powieść ma dwie narracje: pierwszoosobową z perspektywy Fanny (autorstwa Węckiej) oraz trzecioosobową z perspektywą Rose (pióra Kovskiej). Obie napisane tragicznie, bo typiary ścigały się najwidoczniej w konkursie na najdurniejszy akapit. Ostatecznie nie wiem nawet, która wygrała to starcie.

"Na jej rozkazy" jest książką queerfobiczną. Autorki wepchnęły tam chyba wszystko, co tylko mogły: elementy acefobii, stereotypy na temat gejów oraz czystą bifobię, od której zrobiło mi się niedobrze. No ale powieść lesbijska! Klękajcie, narody!

Acefobia w tekście od Węckiej: Fanny, podniecona spotkaniem z Rose oraz z ręką dosłownie we własnych majtkach, zastanawia się właśnie, czy aby nie „stała się” aseksualna. Bo dawno nie miała z kim uprawiać seksu. Aha, okej, super.

Bifobia w tekście od Kovskiej, oryginalny cytat: „Nie można stwierdzić, że woli się kobiety, nie spróbowawszy drugiej opcji”. Z wyrazami szacunku, proszę iść pod ścianę i porządnie walnąć w nią głową.

Stereotypy: gej to jest tylko taki typ, co ma fizjonomię gałązki i typowo babskie zainteresowania (układanie kwiatów na przykład). Gej to również wzór sumienności, idealny kandydat na pracownika (dane wyskrobane prosto z dupy). Gejem oczywiście można się stać, można też dokonać odgejowania na zawołanie. No i ta przeklęta moda męska, która z największego heterosa uczyni geja, oj oj.

Jeśli myśleliście, że książka napisana przez dwie niehetero kobiety będzie pozbawiona mizoginii, to byliście w błędzie. Nasze główne bohaterki nienawidzą praktycznie wszystkich kobiet poza sobą nawzajem. Każda inna jest głupia, brzydka, gruba, wkurwiająca, ple ple ple, wiadomo. Jedna z bohaterek postanowiła zjechać w narracji kobietę, którą widzi pierwszy raz w życiu. Porównanie do hamburgera lub hot-doga w sukience, jakie to poetyckie. A potem ta sama autorka sili się na idiotyczny tekst o tolerancji i poszanowaniu drugiego człowieka. Czy wy piszecie własne wysrywy dupą?

Parsknięciem śmiechem można skwitować element BDSM. Śmiechem rozbawienia wymieszanego z przerażeniem, bo jeśli autorki uważają relację głównych bohaterek za zawiązaną poprawnie, to współczuję. A nie, zaraz, one naprawdę tak uważają! A przynajmniej Węcka, która się spultała, gdy instagramerzy mieli czelność napisać, że sceny seksu w „Ostrym” są co najmniej niepokojące. Autorka wie lepiej, to głupi czytelnik nie zrozumiał! Ekspertka od bedeesemu, artykuły pisze!

Wracając, umowa, którą Fanny i Rose zawiązały, została w całości sporządzona przez tę drugą, a strona zdominowana nie miała nawet możliwości wniesienia poprawek. Do podpisania umowy doszło ponadto pod presją – Fanny była w tamtym momencie na celowniku swojej poprzedniej przemocowej pseudodominy, od której uciekła. Rose więc proponuje jej relację BDSM w zamian za ochronę. No po prostu uroczo! Nie mówiąc już o tym, że Rose po usłyszeniu tragicznego backstory swojej kochanki decyduje się na KARĘ. ZA RELACJĘ, KTÓRA MIAŁA MIEJSCE JESZCZE ZANIM SIĘ SPOTKAŁY. Gdzie tu zaufanie? Gdzie tu świadoma, niepodyktowana zewnętrznym niebezpieczeństwem zgoda? W dupie, zaraz obok mózgów autorek.

As I said, autorki prześcigały się w pisaniu idiotyzmów. Było ich dużo więcej, ale na szczęście większość zdążyła umknąć mojej pamięci. Wiem za to, że jest to powieść obleśna, koszmarnie napisana, stereotypowa, ale przede wszystkim NUDNA! NUDNA STRASZLIWIE! A jeszcze dodać do tego autorkę zachowującą się jak rasowa Karen i mamy istną kaszankę z gówna. Pychota.

PS. Ziomy z Lambda Warszawa też to dupą czytali, bo jak można opatrzeć takie gówno swoim logo, to ja naprawdę nie wiem.
Profile Image for penta.
416 reviews91 followers
January 16, 2024
[12 Books Challenge 2023 - 9/12]

Lesbijki nie gęsi, swoje szkodliwe gównoerotyki mają. Pustułka, ja cię nie będę batożyć. Ja cię wsadzę na galerę i każę zapierdalać samej po Odrze aż ci ramiona będą latać niczym skrzydła helikoptera. Autorkom za to nic nie zamierzam odgryzać ani wypluwać do rzek polskich wszelakich, acz gdybym otrzymała szansę drastycznego dokonania żywota na ich oczach, by zmienić coś w ich postrzeganiu rzeczywistości - skorzystałabym. Bo to nie jest zła książka. To jest horror, istny horror, przy którym wysiada nawet "Cannibal Holocaust" i "Srpski Film", kiedy przychodzi do kategorii obrzydliwości. Mam wytrzymały żołądek, ale od bardzo dawna nie zetknęłam się z lekturą, podczas której miałam fizycznie DOSYĆ i coś mi się cofało. Serio-serio.

I to nie jest tak, że ja jestem za delikatna, że nie moja nisza, bo już pomijając moje zamiłowanie do literatury typu ściekowego, erotyki naprawdę czytuję dla przyjemności, zwłaszcza queerowe - w tym BDSM, bo temat taki na topie już od pewnego czasu. Nie, właśnie dlatego, że nie jestem tak zielona w temacie, jak chyba liczyły autorki, jestem w stanie powiedzieć, że jedynymi osobami w naszym skromnym gronie, które o BDSM uczyły się z "Pięćdziesięciu Twarzy Greya" to są one same - a przy wydawaniu tej pozycji robiły z siebie największe specjalistki od tych praktyk na polskim rynku wydawniczym. Mhm. Fajnie. Lampka mi się zapaliła już na "kontrakt"; nawet nie okoliczności jego podpisania, ale absolutny brak wkładu Fanny w jego podpisanie i jego ogarnianie wszystkich sfer życia dziewczyny, co ma z BDSM tyle wspólnego, co Domowa Dyscyplina, ale pomyślałam "okej. Taka konwencja". Jakby jestem dorosła, nie wymagam, żeby książka mnie uczyła o bezpiecznych praktykach seksualnych. ALE FAKT, ŻE ANI RAZU NIE MA TU NAWET M O W Y O AFTERCARE??? KIEDY FANNY TO GO AKURAT WYBITNIE POTRZEBUJE??? Że Fanny postawiła granice, a Rosalie je perfidnie i świadomie łamie, co uważa za swoje prawo, bo ją "posiada"?? Już pominę zachowywanie się, jakby te śmieszne kontrakciki miały jakąkolwiek wiążącą moc prawną, by się przejmować, czy Fanny rozwiązała swój poprzedni z Amandą. Mam nadzieję, że żaden prawnik nie raczył się lekturą tej książki, bo pewnie najbliżsi znaleźli tę osobę potem na podłodze, toczącą pianę z ust w rytm drgawek.

I nie doszłam nawet do scen seksu! Zgodnie z wywiadem dla portalu WP, jedna z autorek, ta bardziej medialna, obecnie znana jako Angela Węcka, przyznała, że wszystkie sceny erotyczne napisała jej partnerka. Co widać, bo wszystkie są tak samo drewniane - jak zresztą cała ta książka, ale mniejsza. Bo nie w tym problem. Sztuką, naprawdę sztuką jest napisać erotyk, gdzie po pierwszym stosunku ANI RAZU nie zostaje ten seks opisany tak, by czytelnik odnosił wrażenie, że obie strony tego w ogóle CHCĄ. Balicka już bardziej przekonująco robiła fikołki, by nas ruchem wstecznym przekonać, że Bryson nie jest seryjnym gwałcicielem. Gdzieś na etapie budzenia jednej z bohaterek seksem "na śpiocha" doszłam do wniosku, że BDSM to nie jedyna dziedzina życia erotycznego, której autorki nie rozumieją tak, jak im się wydaje - najwyraźniej jest im w ogóle obce pojęcie zgody. Właściwie to wszystko się zgadza, bo tak jakby w kinkach ZAWSZE wszystko stoi u podstaw zgodą OBU stron, rozmowami, dogadaniem, także nic dziwnego, że tej lekcji panie autorki też nie odrobiły. Powiedziałabym, że się troszkę martwię, skoro podczas tworzenia tej perły polskiej literatury były w związku, ale martwić to się zaczęłam w momencie, kiedy odkryłam, że Węcka / A. Caligo jest z mojego rocznika (a więc trylogię wydała i zapewne też napisała, mając lat 19), a jej ówczesna partnerka, Ann Kovska jest o dekadę starsza. Moim mottem na ten rok jest "not my problem", ale wnioski wyciągnijcie sami. Bo ja mam teraz dwadzieścia siedem lat i trudno mi sobie wyobrazić związek z dziewiętnastolatką. Tylko obserwacja.

Pustułka w swojej własnej recenzji nie omieszkała szeroko się poznęcać nad innymi szkodliwymi aspektami tegoż wiekopomnego dzieła, tj. pałającą każdym porem literackiego ciała mizoginią, fatphobią, zinternalizowaną homo- i bifobią, no po prostu pełnym zestawem, więc nie widzę sensu o tym wspominać. Porozmawiajmy za to o warstwie językowej. Na Legimi dostępne jest drugie wydanie Trylogii Różanej, wydane już przez wydawnictwo współzarządzane przez Węcką. Nie wiem, czy te wszystkie błędy, tj. zgubione przecinki, nasrane powtórzenia, zagubione podmioty, mylenie narratorów w oznaczeniach, błędne użycie słów etc. są w wydaniu pierwszym (choć zakładam, że owszem), ale gdybym robiła za największą w Polsce rzeczniczkę selfpuba i oferowała płatne konsultacje redaktorsko-wydawnicze, to jednak nie puściłabym w świat książki, gdzie taca z pokrywą zostaje opisana jako: "srebrna, duża taca osłonięta tym srebrnym, półokrągłym czymś, czego nazwy nigdy nie mogłam zapamiętać" (dobrze to też świadczy o inteligencji bohaterki). No z czym do ludzi. Zapytałabym też, dlaczego, skoro autorki się nie mogły zdecydować na jeden rodzaj narracji, nie są przynajmniej konsekwentne w tych narzuconych poszczególnym postaciom (Rose raz ma rozdziały w trzeciej osobie, a raz w pierwszej), ale podejrzewam, że tu się po prostu autorki kłóciły albo jednej z nich się nie chciało, a książkę tłuc trzeba.

Niesamowite, co zła literatura robi z człowiekiem - zaczęłam tęsknić za Balicką. Tam chociaż niesamowici bogacze byli właścicielami mgliście pojętych "światowych holdingów", a nie prezeskami rozwiniętej w trzy miesiące firmy kwiaciarskiej albo sieci kawiarni; tam chociaż autorka wykręcała jakoś Brysona od odpowiedzialności za jego czyny "demonami", a tutaj Rose pozwala na grupowy gwałt, który doprowadza kogoś do szaleństwa, po czym dodatkowo SUTENERUJE TĘ BIEDNĄ DZIEWCZYNĘ SADYSTCE, i nikogo to nie rusza, nikomu nie drgnie powieka, Rose po prostu wycofała się z miłości. Wiecie, to naprawdę koszmarnie świadczy o waszym warsztacie, jeśli nawet Joanna Balicka jest w stanie oddać rozterki emocjonalne bohaterów lepiej od was, ba!, jeśli następstwa gwałtu lepiej opisuje LENA M. BIELSKA. Na miejscu pani Węckiej i drugiej, podejrzanie cichej, autorki, przerzuciłabym się na jakieś mniej inwazyjne zajęcie. Hodowlę rzepaku na przykład. Tak żeby się nie ośmieszać.

To nawet nie było śmieszne; nie było też irytujące. Serio, byłam po prostu przerażona całą lekturę. A potem przeczytałam wspomniany wywiad i przeraziłam się jeszcze gorzej. Dlaczego? Ano, że posłużę się cytatem: "Jak oglądam filmy o lesbijkach, to zastanawiam się, czemu muszą być one psychologiczne, a nie mogą być po prostu lekkie. My chciałyśmy napisać prostą powiastkę, odpowiadającą na potrzeby homoseksualnych czytelniczek. Chciałyśmy zaistnieć na rynku wydawniczym, zaznaczyć, że lesbijki też piszą. Również erotyki."

No powiem tak: coś, kurwa, bardzo nie wyszło.
Profile Image for wiktoria .
103 reviews6 followers
August 12, 2022
DNF/jednak się poddaję tego nie da się czytać. naprawdę, nie wiem na co liczyłam, ale chciałam w końcu przeczytać dobrą najlepiej polską queer książkę po załamaniu jaki we mnie zaszczepiły "ceny naszych pragnień". (chociaż bądźmy szczerzy, to dwie różne rzeczy ale w duszy) opis ciekawy, znalazłam tanio (bo ta książka potrafi chodzić nawet po 170 zł w tej starej okładce, inne nie dostępne). dobra zaczęłam i od pierwszych stron po prostu toxic totalne. podejście Fanny i Rose, do własnego życia, ciała, płci ect, wszystko toksyczne tak, że załamać się idzie. bifobia, homofobia, obrażanie ciała
... na pewno coś jeszcze by się znalazło. w ogóle aż się w głowie nie mieści, że napisały to KOBIETY totalnie... tym bardziej same będące częścią Lgbt. dały tu wszystko czego takie osoby (i nie tylko ofc) nie chcą czytać. na domiar wszystkiego podziały podzielone na perspektywy (jak domniemuję każda pisana przez inną autorkę) F. i R. Fanny jest w narracji pierwszoosobowej a Rosie w trzeciej. co jest mylące i dezorientujące. ogólnie jeszcze dodam, że często zachowanie bohaterów było irracjonalne. o scenach seksu nie wspomnę, były okropne. nie były może wulgarnie napisane, ale tak totalnie sucho i... myślę, że nie zbyt prawdziwie. wszystko było zbyt szybkie i proste, przynajmniej w tym do czego dotarłam po przekartkowaniu wychodzi na to, że w Rose BDSM kończy się na klapsach i tym, by Fanny ją błagała. no cóż.
jestem rozczarowana i zniesmaczona, na pewno mimo ładnych okładek w nowej wersji (chyba poprawionej idk już) tu na 70 stronach pełnych przeczytanych chcę to zakończyć i NIE POLECIĆ tej książki.
Profile Image for Weronika Zielińska.
37 reviews1 follower
June 20, 2023
Jezu, ale chłam. Stereotypy gonią stereotypy, zero fabuły, język okropny (halo, redakcja?). Nie mam pojęcia skąd tyle dobrych opinii na lubimy czytać. "Zaczynała od facetów, bo przecież nie można stwierdzić, że woli się kobiety, nie spróbowawszy drugiej opcji". LOVE.
Displaying 1 - 7 of 7 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.