Pisałam do niego listy. Dużo listów. Na początku mi odpisywał, potem coraz rzadziej. Aż do momentu, kiedy przesłał mi czystą białą kartkę ze swoim imieniem w prawym dolnym rogu. Pustka na tym papierze przerażała swoją bladością. Do dzisiaj widok białej kartki wywołuje we mnie strach i nie chodzi o brak pomysłu na nowe książki….
(fragment powieści)
Przez trzy godziny ciszy można wyjaśnić sobie tyle, co przez tygodnie rozmów, a wysyłając pusty list, wyrazić więcej niż za pomocą tysięcy słów.
Kiedy Patrycja dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, postanawia rzucić wszystko i wrócić do Gourdon – małej miejscowości na południu Francji, gdzie w dzieciństwie jeździła na wakacje. Jednocześnie próbuje sprowadzić tam Marnixa, miłość jej życia, z którym nie miała kontaktu od dziewięciu lat. Jednak czy powrót do przeszłości, w przeddzień żegnania się ze światem, to aby na pewno dobry pomysł?
Hipnotyzująca opowieść, w której tajemnice z młodości nie pozwalają o sobie zapomnieć. Bolesne wspomnienia mieszają się z teraźniejszością, a sny wydają się prawdziwsze od rzeczywistości. Patrycja Gryciuk zabierając nas na malownicze Lazurowe Wybrzeże, w pięknym stylu snuje opowieść pełną namiętności, mroku i szaleństwa.
Jedna z niewielu książek, które trafiły do mnie pod względem emocjonalnym z taką mocą. Niesamowicie pięknie napisana, bolesna, trudna, ale jednocześnie niezwykle szczera, bezpośrednia i prawdziwa historia. Na ile jest autobiograficzna nie wiem, ale to chyba nie jest tu najważniejsze. Nie spodziewałam się, aż takiej dawki emocji, po tym jak przeczytałam blurb. Liczyłam opowieść o miłości, pięknej i trudnej, ale dostałam coś o wiele, wiele więcej. Nic tylko czytać.
Jest godzina 23 i własnie skończyłam czytać Trzy godziny ciszy. Nigdy nie pisałam tutaj moich opinii, ale stwierdziłam, że przy tej książce nie mogę pozostawić pustego pola na ocenę. Ale z drugiej strony nie wiem, co mogłabym teraz o niej napisać. Na razie nie mogę się jeszcze pozbierać, więc proszę was tylko o to, żebyście to przeczytali.
Są książki mało znane, po które sięgają tylko nieliczni, i są książki niesamowicie popularne, które prawie każdy zna. Są lektury krytykowane na każdym kroku, mające bardzo wąskie grono fanów i są takie zbierające niemal same pozytywne opinie, przy których ze świecą szukać tych mniej entuzjastycznych. Są powieści takie, które chwytają za serce i znajdują sobie w nim miejsce na zawsze, ale są też takie, po których nie zostaje nawet wspomnienie.
"Trzy godziny ciszy" to tytuł, na temat którego nie widziałam żadnej słabszej opinii. Wszyscy go zachwalali, trafiał do książkowej topki wielu osób, aż nakład się wyczerpał, a w sieci można było znaleźć tę lekturę za grube pieniądze. Doszłam do wniosku, że i ja dam się namówić na tę perełkę - jednak nie byłam tak zdesperowana, żeby mieć ją na swojej półce (zdjęcie papierowej wersji wklejone). Na szczęście Legimi wykupione, więc zabrałam się za czytanie i... klops.
Patrycja Gryciuk stworzyła historię, którą ciężko sklasyfikować, bo wiele gatunków miesza się tu ze sobą. Jakby dobrze się zastanowić, to jest tu niezły miks, ale jak wiadomo - co za dużo, to niezbyt zdrowo. Kiedy dochodzi jeszcze do tego irytująca bohaterka zadufana w sobie, której całe życie kręci się wokół jednego - nawet po wielu, wielu latach, kiedy powinna odciąć się od przeszłości, skoro wie, że myślenie jej nie służy i coraz bardziej zanurza się w toksycznej brei. Mało tego - rozwiązanie sprawy z jej chorobą niby ciekawe, ale takie to wszystko... miałkie było. Same ostatnie zdania - świetne. Tylko czy to nie za mało przy pierwszej połowie ciągnącej się jak flaki z olejem, kręcącej się wokół tych samych wydarzeń, oraz drugiej połowie, w której dzieje się więcej, ale jeszcze mniej sensownie?
Szanuję, że ta powieść to ulubieniec znacznej większości czytelników. Ja niestety nie zaliczam się do tego grona, bo w zasadzie nawet po dłuższym zastanowieniu się, nie mogłabym wskazać czegokolwiek, co mogłoby mnie łapnąć za serce
najpierw zachwyt, a później rozczarowanie. myślałam, że będzie to książka o rozliczaniu się z przeszłością i błędami, a otrzymałam mieszankę dramatu, thrillera, powieści detektywistycznej i noweli psychologicznej. fabularny twist mnie zachwycił, ale jak autorka zaczęła wyjaśniać sprawę Roberta i zaginionej dziewczynki, to zwątpiłam we wszystko. jak można tak popsuć książkę? przez 70% chwytająca za serce historia, a potem mieszanka wszystkiego, chyba powstała w wyniku desperacji i chęci "urozmaicenia" historii. ech!
Nie mogę Wam nic o tej historii opowiedzieć, bo każde słowo mogłoby Wam zdradzić dlaczego ta książka jest taka pięknie smutna. Nie mogę o niczym wspomnieć, bo musicie odkryć to sami. Ta historia nie jest banałem o nieszczęśliwej miłości, to Wam mogę zapewnić. I jest tak zaskakująca, że momentami miałam wrażenie, że po prostu coś przeoczyłam te kilka rozdziałów wcześniej.
Przykro mi to mówić, ale nie widzę tych wszystkich zachwytów. Absolutnie mnie ta powieść nie wciągnęła, ani też niczym nie urzekła. Była okropnie nudna, a główna bohaterka niesamowicie irytowała mnie swoimi przemyśleniami z kosmosu i wiecznym użalaniem nad sobą. Sama fabuła tak udziwniona, że chyba upłynnił mi się mózg. Nie wiem, może zupełnie nic nie zrozumiałam z tej historii, pewnie tak, ale skąd się wzięły te wszystkie zachwyty?
Pani Patrycja wciągnęła mnie do swojego świata,i ciekawa byłam co stanie się dalej.Swoją chorobę nazwała TO ,nie chciała wymawiać tej nazwy,usunęła ją ze swojego słownika.Przeszłość przeplata się z teraźniejszością,w ten sposób poznajemy dramat rodzinny który się wydarzył.Więcej już nie zdradzę ale zachęcam do przeczytania.Niesamowicie zaskakujące zakończenie takiego się nie spodziewałam. POLECAM!!!
Nie trafiła do mnie. Jedyna emocja, którą czułam czytając tę książkę to znudzenie. Ciągle i ciągle o tym samym, to co miało jakoś zszokować czy poruszyć nie wywołało żadnej reakcji.
Szczerze to nie mam pojęcia co napisać. Książka pokazuje jak żałoba wpłynęła na główną bohaterkę. Chwilami gubiłam się w fabułę. Na początki główna bohaterka mnie irytowała, ale im dalej tym bardziej rozumiałam jej zachowanie i co nią kieruje.
Dawno żadna książka tak emocjonalnie mnie nie uderzyła. Ciekawa, pięknie napisana. W pierwszej części zanurzamy się w historii z dzieciństwa, wspomnień z pobytu we Francji i nieograniczonej miłości głównej bohaterki do jej ukochanego. Brzmi banalnie i pięknie, i momentami tak jest, ale pomiędzy zapachem pół z kwiatami, perfum, morza i różowego wina, jest tez ból i starta oraz małe końce świata. Bardzo mnie pochłonęła ta historia, ale od strony 260 pękłam w metaforycznym i dosłownym znaczeniu tego słowa. W tle leciała mi akurat sanah z turnałem w „sen we śnie” i od teraz zawsze słuchając tego utworu będę mieć łzy w oczach i myśleć o tej książce. Tekst, muzyka pasują idealnie - jakby edgar allan poe pisał o patrycji i marnixsie💔
,,Gdybym ziarnka, choć nie wszystkie Mocnym zawrzeć mógł uściskiem Boże, gdybym z grzmiącej fali Jedno choć ocalił A ja we łzach, ja tonę we łzach”
Od 260 str dosłownie tonęłam we łzach😂 Nie pamietam kiedy ostatni raz jakaś książka tak bardzo mnie poruszyła i nawet siostra w pewnym momencie „wszystko okey? Coś się stało?” przez łzy nie miałam jak odpowiedzieć, wytłumaczyć. Teraz po lekturze tez ciężko. Trzeba po prostu sięgnąć po Trzy Godziny Ciszy Patrycji i samemu zanurzyć się w tej historii.
5 z plusem wykrzyknikiem i sercem🧡 sięgając liczyłam na dobrą, poruszająca powieść, a otrzymałam coś znacznie więcej, coś co zostanie ze mną na długo, długo.
,,Przez palce moje ahh przesypuje piach A ja tonę we łzach Tonę we łzach,,
"Najlepiej, kiedy życie płynie falą. Raz lepiej, raz gorzej. Góra, dół. Zdarzają się też burze, a nawet tsunami. Kiedy tafla wody jest spokojna i nieruchoma, staje się nudna. Lubię małe fale, ale po co ten wiatr w oczy?"
Długi czas nie mogłam zebrać się do tego co tu o niej napisać. Cały czas w mojej głowie miałam totalny mętlik nawet do tej pory "on tam jest".
Z tego też powodu ta recenzja będzie na maksa wyjątkowa, taka calkowicie inna. To co zaraz niżej 👇 przeczytacie to zbiór pojedynczych myśli 🤔 🤔 🤔 🤔 🤔 pojawiających się w mojej głowie podczas czytania "Trzech godzin ciszy"
BEZ ZBEDNEGO PRZEDLUŻANIA ZACZYNAJMY
________________________________ 38-letnia kobieta, a ma się nieodparte wrażenie jakby bohaterką była nie dorosła osoba z pewnym bagażem doświadczeń a młodziutka góra 17-letnia dziewczyna. ________________________________ Przeskoki czasowe powodowały to, że przestałam się odnajdywać w sytuacji. Koniec końców raz na jakiś czas nie wiedziałam czy znajduje się w teraźniejszości, we wspomnieniach Patrycji czy wręcz w przyszłości i jej fantazjach. ________________________________ "Uczyłam się […] Udawać, że się nie boję, że to wszystko zniosę. Najtrudniejsze zadanie na świecie. Ale się podjęłam. Miałam inne wyjście?" To jednocześnie tak okropnie trudne i tak strasznie potrzebne - uwierzcie mi; Mam ściśnięte gardło pisząc te słowa, więc więcej a tej kwestii nie powiem.
Wszystko to co spotkało główną postać tej powieści wydaje się nie do przejścia dla, normalnego człowieka; Aby to przetrwać trzeba być cyborgiem, a jednak nie trzeba - Patrycja jest zwykłym człowiekiem takim jak ja czy Ty. ________________________________ "Teraz wszystko zwalnia. I nie wiem, czy mam biec, czy odpoczywać. Zrywać się do sprintu? Żyć szybko i łapczywie czy mądrze i powoli?"
Niezdecydowanie Patrycja w tak finalnym momencie to wydało mi się tak bardzo ludzkie. Ten aspekt wydaje mi się fajny gdyż dzięki niemu postać głównej bohaterki stała się mniej sztuczna. ________________________________ Dodam jeszcze tylko tyle, że w tej całej okropnej sytuacji Patrycja miała jedno jedyne wyjście aby po prostu nie zwariować - mogła grać, udawać, że wszystko jest OK; Nie mogła inaczej jak postąpić tak jak postąpiła. Czy zrobiła dobrze ❔ Czy źle❓ Nie odważę się ocenić bo nie wiem jak ja postąpiłabym na jej miejscu. Może tak łatwiej było jej to wszystko przejść 🤔🤔 🤔
Wiem jedno i to z autopsji: "Po każdej burzy nadchodzi słońce". Należy zatem powoli wstać z kolan i zacząć żyć, przynajmniej trzeba spróbować. Nie można wiecznie leżeć i myśleć "A niech się dzieje co chce". Nikt za nas nie przeżyje naszego życia. "Łapmy wiatr w żagle" i "Żyjmy tak jakby każdy dzień był tym ostatnim" bo drugiej szansy już NIE BĘDZIE. ________________________________ Polska literatura nie leży rozłożona na łopatki,to całkiem dobra konkurentka 🆚 dla literatury zagranicznej 🌏🌎🌍; W całym tym literackim świecie 🗺️ dotrzymujemy kroku 👣 naszym kolegom. ________________________________ Po rejsie z tą lekturą napewno chciałabym kiedyś dostać w swoje łapki jedną z dwóch pozostałych powieści Pani @patrycjagryciuk
Czy będzie to "Plan" 🤔, a może właśnie "450 stron" 🤔 ❔❓❔
Czas będzie sędzią 😏 ________________________________
Patrycja (nasza główna bohaterka) rzuca swoje dotychczasowe życie i wraca do miejsca na południu Francji, do Gourdon- miejsca najszczęśliwszych chwil swojego życia. Chwil dzieciństwa. To tutaj poznała Marnixa- przyjaciela jej i jej brata bliźniaka, a z czasem i wielką miłość swojego życia. Niestety to w Gourdon dochodzi do tragedii. Ta pozycja to opowieść życia głównej bohaterki od wczesnych lat, aż do momentu gdy podejmuje decyzję do powrotu na południe Francji. Jak możemy się przekonać Patrycja jest skrajnie nieszczęśliwa, a jej opowieść jest pełna bólu, łez ale i momentów radości. Jej psychika jest bardzo niestabilna, krucha, a ona sama rozczarowana swoim życiem, zgorzkniała, przedstawiająca nam teraźniejszość w jak najczarniejszych barwach. Zakończenie... hmm, niespodziewane. Polecam
Na początku bardzo mi się podobała, chciałam nawet dać t gwiazdek, a im dalej w las, tym coraz większe rozczarowanie...
Główna bohaterka irytowała mnie swoim zachowaniem i ciągłym użalaniem się nad sobą. Tego było za dużo, czasem aż do przesady, iż nie potrafiłam jej jej współczuć, jakoś zrozumieć. Nadal nie wiem, czy główny plot twist mi się podobał, czy mnie zirytował. Chyba oba.
Najbardziej zastanawia mnie, co robi tam ten wątek kryminalny. Niczego nie wnosi do fabuły, nie ma wpływu na życie bohaterki, nic tak naprawdę z niego nie wynika. Po prostu tam jest. Gdyby go wywalić, niczego by nie zmienił w głównej osi fabuły, jedynie książka byłaby krótsza.
Niestety rozczarowanie, choć na początku był potencjał
Najlepsza książka tego roku. Jest przesiąknięta emocjami, które wprost się z niej wylewają. Kupiłam na promocji, z polecenia, bardzo spontanicznie. Była to super decyzja. Książka warta każdej sekundy przeznaczonej na jej lekturę. Zaskakuje, rozbraja, wpędza w zadumę. Dużo zdań mogłam odnieść do swojego życia, pozwoliła mi na przemyślenie pewnych sytuacji na nowo, na chłodno. Po prostu piękna.
Przywodzi na myśl fragment piosenki Lady Pank - Zawsze tam gdzie Ty: "Już teraz wiem, że dni są tylko po to, by do Ciebie wracać każdą nocą złotą...", a ja w tym momencie nie znam słów, co mają jakiś większy sens.