Brawurowy esej o relacjach pomiędzy współczesną popkulturą a polityką. Analiza najgłośniejszych zjawisk medialnych, seriali filmowych, postaci celebrytów i stylów muzycznych pod kątem kształtowania świadomości zbiorowej i podporządkowania jej regułom konsumpcji i akumulacji kapitalistycznej.
Można się z autorem nie zgadzać, ale to jedyna i tak brawurowo napisana książka o współczesnej popkulturze. Czasami wydaje się naiwna, czasami ideologiczne podejście śmieszy. Ale nie przestaje być intrygujące i pobudza do polemik. I szkoda że to takie krótkie (15% to dodatki i przypisy).
Zaczęłam czytać autentycznie zaintrygowana, bo niezwykle mało jest polskich opracowań popkultury. Odpadłam na wstępie, po przeczytaniu o koncepcji "konsensualnego stosunku seksualnego z dziećmi". Chciałabym to zmyślać, ale autor najwyraźniej uważa, że coś takiego istnieje. Więc odpuszczam, bo bardzo wątpliwe, żeby miał do cokolwiek do zaoferowania w strefie intelektualnej.
Może dałbym trzy gwiazdki, gdyby książka była lepiej przygotowana. Autor w stosunku odwrotnie proporcjonalnym cieszy się instynktem do wynajdywania propagandowych analogii i do władania interpunkcją, jaką stosuje nerwowo i na oślep. Wiele spostrzeżeń jest ciekawych i sporą część popkultury autor zaliczył "za nas", co wiązało się najwyraźniej z dużym poświęceniem. Jednak rygor założonej z góry ideologii kazał autorowi wyciągać niekiedy wnioski absurdalne, naciągane lub naiwne, co było rzadkie, lecz jednak rozczarowujące, gdy następowało po serii wniosków intrygujących. Zresztą to kwestie polemiczne. Trochę mniejsze ambicje i rzetelna korekta dałyby nam o wiele lepszą pozycję. Ale i tak czytało się w miarę lekko. Niekiedy nawet można parsknąć śmiechem, którego Witkowski był akuszerem, a popkultura niezwykle płodną przyczyną.