Čtvrtá povídková knížka nejúspěšnějšího českého spisovatele přináší směs pocitů a nálad, jejichž spojnicí je empatie. Mistr silné, mnohdy překvapivé pointy tentokrát nechává svou osvědčenou zbraň často oněmělou. Vzdává se toho, co je bezpečně efektní, ve prospěch toho, co je nebezpečně pravdivé. Hrdinové vieweghovsky svěžích povídek prožívají naše pocity, touhy a strachy — a nabízejí katarzi, která každý takový akt nevyhnutelně doprovází.
Michal Viewegh is one of the most popular contemporary Czech writers and the bestselling one. He writes about romantic relationships of his contemporaries with humour, and variously successful irony and attempts at deeper meaningfulness; he is sometimes compared to Nick Hornby by his fans.
His books, which, since the late 1990s, he publishes every spring, usually sell about 50,000 copies each, bringing him an upper-high-class income unparalleled among Czech writers (by his own boastful admissions, his royalties from a successful book are equal to roughly 8 years of an average Czech salary). His 2004 income was Kč 4 million. Viewegh likes to point out this success with readers, as well as the fact that his books have been translated to several languages and made into films, since he fell out of favor with critics in mid-1990s, which sentiment he heartily reciprocated in his following books.
To już chyba trzydziesta książka Michala Viewegha. Świadczy o wielkiej płodności tego autora. Świadczy również o jego determinacji i wielkiej motywacji aby dalej pisać, dalej tworzyć , mimo dość trudnej sytuacji zdrowotnej, problemach z pamięcią. W niedawno udzielonym wywiadzie Michal Viewegh opowiedział jak trudno mu się pisze, gdyż jego pamięć mocno szwankuje po tym jak prawie pięć lat temu przebył śmierć kliniczną. Viewegh próbuje wyjść jakość na prostą. Uporał się z depresją. Lepiej radzi sobie z problemami zdrowotnymi. Dojrzał też mocno. Ma za sobą wielki bagaż doświadczeń i właśnie to stara się wykorzystać w tej książce. Przez prawie trzy czwarte książki, a w zasadzie audiobooka w świetnym lektorskim wykonaniu Jirego Dvoraka, miałem problemy ze zrozumieniem tego co tak naprawdę autor chce nam przekazać. Książka składa się z wielu krótkich opowiadań luźno powiązanych ze sobą. Głównym bohaterem jest Oskar, poczytny, popularny pisarz, 55 latek, znany nam bardzo dobrze ze wcześniejszych książek Viewegha, na przykład „Ekożona” lub „Ekomąż”. Dopiero po przesłuchaniu całości jakość wszystko ułożyło się mi w głowie. Po pierwsze, ta książka jest napisana przez kogoś kto właśnie skonczył 55 lat. Sprawy w niej poruszane mogą bardziej dotyczyć kogoś kto właśnie jest w podobnym wieku, niż kogoś kto powiedzmy ma dwadzieścia kilka lat, lub powiedzmy trzydieści kilka. Przytoczę tu kilka przykładów. Oskar boryka się z problemami w małżeństwie. Jak pisze w pewnym momencie, jest mężem „de jure”, ale uważa się za rozwodnika. Dokonuje refleksji na własnym małżeństwem. Wymieniając dalej, rówieśnicy Oskara powoli zaczynają odchodzić z tego świata, realność śmierci jest bliższa, szczególnie jeśli trzeba pożegnać przyjaciela który powoli umiera na śmiertelną chorobę. Zależność od lekarstw aby normalnie funkcjonować jest dość mocna. Bez viagry, na przykład, ani rusz. Myślę, że dla polskiego odbiorcy ta książka może okazać się zbyt pikantna i tu chyba wychodzi trochę różnica kulturowa. Refleksje na temat spraw seksualnych stanowią dość spory fragment tej książki. Sam tytuł, „Bóg w renaultie” jest dośc mocno prowokacyjny i tytułowe opowiadanie, dla jednego może okazać się zmieszne, pełne humoru, dla kogoś innego może już być mocną przesadą, wręcz świętokradztwem. Dla jednych ta książka na pewno znajdzie się we spisie lektur zakazanych. Natomiast dla mnie, natomiast, ta książka jest ciekawa. Niektóre momenty śmieszne, niektóre powodują zdzwiwienie. Jednak jest też pewna część książki która zmusza do refleksji. Viewegh starał się po prostu pisać o rzeczach, które ważne są w życiu. Doceniam to jak szeroko właśnie postrzega życie, to ile askpetów porusza w swych książkach.
Jsem nakonec docela mile překvapena. Po Melouchu, který jsem vydržela jen pár stran jsem si říkala, jestli mám dát Vieweghovi ještě šanci. Chvilkami smutné, až zoufalé smutnění stárnoucího muže, jako všechny jeho knížky po prodělané nemoci, ale v případě povídek, které jsou záměrně bez velkých point, mi tento styl vyhovoval. Jen je mně trošku smutno, že se už od Viewegha asi nikdy nedočkáme nových Báječných let pod psa.
Monotematičnost ve své pravé podobě. Vyprázdněnost, vaření z vody, která už je třikrát převařená. Stárnutí, osamělost, ataky depresí, stesk po někdejším štěstí. Dobrý materiál, ale je to pořád totéž a nic k tomu nepřibylo ani ve formě, ani v obsahu. Napadá mě, že je smutné, že to nakladatelé vydávají a někteří čtenáři nadšeně kupují. Z lítosti? Ze sentimentu k Vieweghovým lepším letům? Je to jedno, protože faktem zůstává, že literárně je to mizerné a neumím si představit, že by to vydali neznámému autorovi. Ale našla jsem jednu povídku, kterou si rozhodně zapamatuji. Akt křesťanského milosrdenství vypráví o návštěvě u lůžka umírajícího. Spisovatel Oskar (dobře známý z předchozích knih) přijde za svým dlouholetým přítelem, který umírá na rakovinu slinivky. Jeho šprýmy a obhroublý humor přerušují ataky nesnesitelné bolesti a právě v kombinaci neskutečně děsivé vidiny bolestivé smrti a tvrdohlavého humoru je ta povídka silná. Křečovité pokusy s umírajícím mluvit působí velmi reálně. Mrazí z toho a je to i velmi slušně napsané.